Głosy o projekcie ministra Łapińskiego

Kontrreforma służby zdrowia

Prof. JACEK MUSIAŁ

kierownik ośrodka chorób immunologicznych i środowiskowych II Katedry Chorób Wewnętrznych Collegium Medicum UJ

 

 

 

 

Reforma przeprowadzona przez ekipę Jerzego Buzka była konieczna – w żadnym kraju sterowana centralnie służba zdrowia nie działa dobrze. Jednak zamiast stopniowych zmian, chcieliśmy zmienić wszystko na raz. 1 stycznia 1999 r. mieliśmy się obudzić w nowym, wspaniałym systemie. Tymczasem obudziliśmy się w systemie, który nie był ani wspaniały, ani skuteczny. Niemniej kierunek był słuszny: zaczęliśmy myśleć o kosztach związanych ze służbą zdrowia, o wykorzystaniu środków w sposób optymalny dla pacjenta, a zarazem oszczędny. Reforma zawiodła w szczegółach, ale nie ze względu na jej założenia, tylko na realizację. Spory wpływ ma na to fakt, że stanowiska w resorcie zdrowia, z ministrem i wszystkimi dyrektorami departamentów, są polityczne. 
Przez ostatnie lata zabrakło w Ministerstwie Zdrowia człowieka z wizją, który by nie tylko inicjował zmiany, ale potrafił nimi pokierować, gdy pojawią się komplikacje. Nowoczesna medycyna jest skomplikowaną materią. Odczytujemy genom człowieka, wnikamy na poziom pojedynczych molekuł w komórce. Ale za tym idzie przecież wieloletnia edukacja, zaplecze laboratoryjne, fenomenalna aparatura – to nie są sprawy, którymi łatwo kierować. W Polsce mamy za sobą kilkadziesiąt lat pracy lekarskiej w warunkach urągającym wszelkim standardom. Nałożenie się słusznej reformy na wieloletnie zaniedbania powoduje, że potrzeba naprawdę szerokiej wizji całego systemu. Rozumiem, że zmieniające się rządy przyjmują pewną strategię – jeden zwiększa wymagania wobec pacjentów i każe im więcej płacić za usługi, inny te opłaty zmniejsza itd. Ale tylko takie kwestie powinny podlegać decyzjom politycznym. Reszta to praca czysto merytoryczna, której nie wykona się w rok ani w trzy. Trzeba ją zapoczątkować, a potem realizować w długofalowej perspektywie. 
Ocena projektu ministra Łapińskiego w odniesieniu do kas chorych jest niemożliwa, bo pomysł centralnej struktury, kierowanej przez ministerstwo zdrowia, pozostaje mglisty. Nie wiemy, jakie ta struktura miałaby uprawnienia i jaką ponosiłaby odpowiedzialność. Krytykując kasy chorych – często słusznie – dokładnie wiemy, do kogo te uwagi adresujemy: do tych, którzy kasami kierują. Jakby to wyglądało w przypadku ministerialnej „czapki” nakładanej na kasy? Czy rozwiąże ona problem „nierówności” kas – tego, że jedne bankrutują, a inne mają spore lokaty w bankach? Minister planuje przekształcenie kas w oddziały regionalne narodowego funduszu, a zatem zmiana byłaby niewielka, a mówienie o likwidacji kas chorych jest na wyrost.
Doraźna reforma jest niezbędna. Ale przede wszystkim potrzebna jest wizja nowoczesnej medycyny na miarę XXI wieku. I to nie tyle w wielkich ośrodkach, co w miasteczkach i na wsi. Tu nie jestem entuzjastą lekarza rodzinnego z jego obecnym poziomem wykształcenia. Widzę też potrzebę unowocześnienia wyposażenia i dopływu dobrze wyszkolonych lekarzy do małych, powiatowych szpitali.
 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl