Odwaga reformowania

MARCIN KRÓL

 

Każdy, kto pracuje w jakiejkolwiek redakcji, wie, że gruba koperta z nie zamówionym tekstem, zawiera najczęściej projekt zasadniczej reformy wszystkiego. Ludzie listy piszą. Piszą na przykład, że gdyby znieść wszelkie podatki i cła, to od razu byłoby wszystko świetnie, albo – inny – gdyby podwyższyć o dwieście procent podatki i cła, to też byłoby od razu idealnie. Czasem padają propozycje stworzenia rządu przez wszystkie partie, albo stworzenia rządu przez samych bezpartyjnych. Znamy te listy i po lekturze kilku zdań odkładamy lub po prostu wyrzucamy. Zaczynam jednak nabierać wątpliwości, czy postępujemy słusznie. Zapewne listy te są pisane przez osoby nie w pełni zrównoważone, ale kto powiedział, że zrównoważeni są mądrzejsi i odważniejsi od niezrównoważonych?
Kto nie oglądał wspaniałego filmu „Trzy dni Kondora” z Robertem Redfordem, ten miał okazję obejrzeć go niedawno w telewizji. Przypomnę tylko, że bohater czyta książki detektywistyczne i wszelkie inne głupstwa na temat spraw tajnych w poszukiwaniu pomysłów na rozwiązywanie spraw tajnych. Taki ma zawód. Otóż, gdybym miał władzę i pieniądze, stworzyłbym przy władzy specjalną komórkę do czytania listów od osób – nazwijmy to – lekko dziwacznych. Na pewno wśród tego morza radykalnych pomysłów znalazłyby się lepsze projekty naprawienia sytuacji w kraju, niż te, jakie są nam obecnie prezentowane. 
Na czym bowiem polega przewaga lekkich szaleńców? Na tym przede wszystkim, że nie cerują spodni lub skarpetek, które – jak z góry wiadomo – za kilka dni puszczą w innym miejscu, ale chcą postąpić inaczej – kupić nowe. Ja sam zapewne szaleńcem nie jestem i dlatego wiem, że nie da się sytuacji gospodarczej i społecznej stworzyć na nowo, ale wiem również, że metoda cerowania żadnej już poprawy nie spowoduje. Co więcej, wiemy to wszyscy i dlatego dość już mamy słuchania o idiotycznych zmianach ulg na bilety kolejowe bądź też o tym, czy VAT na dany produkt ma wynosić 7 procent albo 22 procent. Wiemy przecież, że od tych wszystkich nieśmiałych i często humorystycznych zmian nie ubędzie ani jednego bezrobotnego, że z kasami chorych lub bez kas chorych sytuacja w służbie zdrowia będzie równie dramatyczna, że zmiany w ordynacji wyborczej do samorządów lokalnych będą kosztowne, przepisy na chybcika przygotowane, a korupcja będzie kwitła. Że władza nie ma żadnego pomysłu na rozwiązanie wielkich problemów gospodarczych, a nadzieja na to, że może w przyszłym roku będzie lekki wzrost gospodarczy osiągnięty dzięki proponowanym minireformom oznacza, że będzie tylko gorzej, bo w przyszłym roku bezrobocie oficjalnie sięgnie 25 procent, a w takim kraju i w takiej sytuacji nikt nigdy na świecie już nic dobrego nie potrafił i nie potrafi zrobić.
Czytając listy, jakie płyną do redakcji, zastanawiam się, czy nie pora na odwagę. Na odwagę, którą mają ludzie nieco szaleni. Rozumiem, że celem podstawowym naszej władzy – jak każdej władzy – jest zostać przy władzy, a to sprawia, że pomysły odważne i, jak to się dzisiaj mówi „zmiany systemowe”, nie są realizowane i realizowane nie będą. Zawsze jest nadzieja na to, że powolnego zjazdu po równi pochyłej nikt nie zauważy. Obawiam się jednak, że jest to nadzieja złudna. Zjazd zostanie zauważony, tyle że, na razie, w formie ulicznych protestów, strajków i blokad, co można przez dość długi czas lekceważyć i z czym można żyć. Jednak przyjdzie moment, kiedy trzeba będzie dokonać reform zasadniczych. Czy doprawdy musimy poczekać, aż do władzy dostaną się politycy nie całkiem zrównoważeni i oni – według swoich mniemań – przeprowadzą niezbędne reformy i spróbują zahamować ów niekończący się zjazd?

Marcin Król

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl