Głosy o projekcie ministra Łapińskiego

Kontrreforma służby zdrowia

MAREK BALICKI

senator SLD-UP, przewodniczący senackiej Komisji Polityki Społecznej i Zdrowia. Lekarz specjalista w dziedzinie psychiatrii oraz anestezjologii. W l. 1992-93 pierwszy zastępca ministra zdrowia. 

 

 

Naprawa reformy zdrowia z 1999 r. jest konieczna – co do tego panuje zgoda. Dokument pt. „Narodowa Ochrona Zdrowia – strategiczne kierunki działań Ministerstwa Zdrowia w latach 2002-2003”, ogłoszony w ub. tygodniu, wskazuje kierunki modyfikacji, ale ostatecznie o przebiegu naprawy reformy zadecyduje to, jakie zmiany dokonane zostaną w odpowiednich ustawach. Ważne więc, by do procesu legislacyjnego włączyć przedstawicieli środowisk medycznych, bo bez ich zaangażowania żadna naprawa reformy się nie uda. 
Resort chce m.in. likwidacji kas chorych. Ma to być realizacja jednego z głównych zobowiązań wyborczych koalicji SLD i Unii Pracy. Jednak kiedy spojrzeć na propozycje ministerstwa, okazuje się, że owa likwidacja ma być dokonana w sposób maksymalnie łagodny – przy ograniczeniu kosztów i zachowaniu tych mechanizmów, które się sprawdziły. 
Grzechem systemu kas chorych było to, że obywatele, a także pracownicy służby zdrowia, nie wiedzieli, do kogo adresować swoje oczekiwania – do samorządu, kas, dyrektorów szpitali, ministra? Każda z tych instytucji odsyłała zainteresowanych do innej. Przedstawiony projekt jest próbą odejścia od rozmycia odpowiedzialności ze znacznym wzmocnieniem roli ministra. Krytycy określają to jako centralizację, co w pewnym sensie jest zasadne, ale nie do końca: samorządy nadal będą pełnić swą rolę, zakłady opieki zdrowotnej nadal będą samodzielne, zachowano kontrakty, rynek wewnętrzny, pozostanie konkurencja. 
Kasom nie grozi też – jak się słyszy – większe upolitycznienie. Po prostu: rady kas nie mogą być już bardziej upolitycznione. Dzisiaj w każdym z 16 regionów obserwujemy przetarg polityczny na szczeblu województw. Jest nadzieja, że kiedy członkowie rad będą powoływani przez ministra – w okresie przejściowym, do czasu likwidacji kas – tego przetargu nie będzie, a członkami rad zostaną profesjonaliści. Nie ma na to gwarancji, ale jest szansa. 
Sądzę, że wbrew ogólnemu wrażeniu proponowane zmiany nie oznaczają rewolucji. Niezależnie od ustawowych szczegółów nie grozi nam zamęt z 1999 r. Czy przyjęty kalendarz jest do wykonania? Dobrze, że określono konkretne terminy, bo na ich podstawie można rozliczać autorów projektu. Owszem, terminy te są często ambitne i mogą być trudne do utrzymania. Ale to dobrze, że są ambitne, bo może przyspieszy to wprowadzanie zmian. 
Istotnym novum jest i to, że już w chwili ogłoszenia dokumentu przez ministra podczas konferencji prasowej znalazł się on w Internecie – każdy może go przeczytać i zgłosić swoje uwagi. To postęp w stosunku do tego, co obserwowaliśmy przy wprowadzaniu kas chorych, kiedy polityka informacyjna mocno szwankowała.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl