Niesprawiedliwość w państwie prawa

Z prof. WITOLDEM KULESZĄ, dyrektorem Głównej Komisji Ścigania przeciwko Narodowi Polskiemu, rozmawiają MATEUSZ FLAK i MAREK ZAJĄC

 

TYGODNIK POWSZECHNY: – 31 października katowicki sąd uniewinnił bądź umorzył postępowanie wobec członków plutonu specjalnego ZOMO, oskarżonych o pacyfikację strajków w kopalni „Wujek” i „Manifest Lipcowy”. Jak przyjął Pan ten wyrok?
WITOLD KULESZA: – Ten wyrok jest dramatem – tak go odbieramy, kierując się naszym poczuciem sprawiedliwości. Ale nim zaczniemy go oceniać, musimy za punkt wyjścia przyjąć prawo sądu do wydawania wyroków także uniewinniających, choćby nie spełniały oczekiwań opinii publicznej. Sąd uznał, że nie ma wystarczających dowodów, aby skazać oskarżonych. I jestem pewien, że ów wyrok jest oparty na przekonaniu sędziów o jego zgodności z ich sumieniem i z prawem – jeden z członków składu zgłosił zresztą wotum separatum. 
Jeżeli mówimy, że wyrok uniewinniający jest dramatem, to dlatego, że chodzi o oczywistą zbrodnię komunistyczną, która spełnia trzy elementy jej ustawowej definicji. Po pierwsze, członkowie plutonu ZOMO byli funkcjonariuszami komunistycznego państwa. Po drugie, ich czyn był najbardziej odrażającym pogwałceniem elementarnych praw człowieka, w szczególności prawa do życia – strzelano przecież do bezbronnych. Wreszcie: ich czyn był zbrodnią zabójstwa w rozumieniu wówczas obowiązującego kodeksu karnego. 
Podkreślam jednak: ten wyrok może być wzruszony tylko w drodze przewidzianej prawem. Jeśli zakwestionujemy prawo sądu do wydania wyroku uniewinniającego, także wbrew oczekiwaniom społecznym, to cóż nam zostaje z filozofii państwa prawnego w III RP? Należy uszanować wyrok katowickiego sądu. Czym innym jest natomiast ocena argumentów, na które sąd się powołuje wydając taki, a nie inny wyrok... 
– Sąd stwierdził w uzasadnieniu, że nie jest od oceny stanu wojennego... 
– Mam nadzieję, że był to skrót myślowy bądź niezręczność stylistyczna. Każdy sąd, w każdej sprawie, jest powołany do oceny każdego bezprawia. Jeżeli nie chce oceniać bezprawia – także tego, które doprowadziło do śmierci górników – to mamy do czynienia z argumentacją nie opartą na prawie. 
– Z uzasadnienia wynika też, że milicjanci tylko wykonywali obowiązki wynikające z przepisów.
– W statucie Trybunału Norymberskiego napisano jednoznacznie, że działanie na rozkaz nie może wyłączać odpowiedzialności karnej wykonawcy rozkazu. Jeżeli będzie to zgodne z poczuciem sprawiedliwości, głosił statut Trybunału, sąd może – choć nie musi – uwzględnić działanie na rozkaz lub na polecenie władz państwa jako okoliczność łagodzącą. 
Nie tylko Trybunał w Norymberdze stosował taką zasadę: gdy zomowcy strzelali do górników, obowiązywał kodeks karny, który w art. 290 par. 1 stanowił, że każdy, kto wykonuje rozkaz, ponosi odpowiedzialność karną, jeżeli wiedział, że jego czyn jest przestępstwem albo przynajmniej godził się na to. Czy członkowie plutonu ZOMO, który spacyfikował „Wujka”, wiedzieli, że strzelanie do bezbronnych jest przestępstwem albo przynajmniej godzili się na to? Nie mam wątpliwości, że tak. Dlaczego? Dlatego, że nie został sporządzony raport, który mówiłby: ten zomowiec oddał tyle strzałów i trafił takiego górnika. Gdyby sprawcy uważali, że ich działanie jest zgodne z prawem, to cóż stało na drodze udokumentowania tych działań? I rozkazodawcy, i wykonawcy mieli świadomość, że to, co czynią, jest przestępstwem. Zrobiono wszystko, co możliwe, by zatrzeć ślady przestępstwa, byśmy dziś nie mogli zidentyfikować sprawców – dlatego twarze zakryte były plastikowymi osłonami, dlatego nie powstał raport informujący, kto może „pochwalić się zastrzeleniem górnika w ramach działania zgodnego prawem”.
– Czy uzasadnienie sądu nie sugeruje, że zomowcy tylko zaprowadzali porządek, a strajkujący sami są sobie winni?
– Najpierw dwie uwagi. Pierwsza: to, co się stało w „Wujku” w prawie karnym określamy mianem „przestępczości państwa”: już w chwili dokonania czynu państwo zapewnia sprawcom niekaralność także na przyszłość. Gdyby nie ta gwarancja, nie byłoby chętnych do wykonywania zbrodniczych rozkazów. Po drugie: we wszystkich procesach dotyczących przestępstw państwa wyrok skazujący jest uznawany za warunek przywrócenia godności ofiarom, zwłaszcza gdy nie żyją. W procesie „Wujka” też chodzi o przywrócenie ofiarom godności. 
Mam nadzieję, że w relacjach mediów z uzasadnienia katowickiego sądu doszło do przekłamania. Czy sąd rzeczywiście przyjął, iż zomowcy działali w „Wujku” w celu przywrócenia porządku publicznego? Jeśli tak, to musiałoby znaczyć, że uznał, iż funkcjonariusze strzelali do tych, którzy ten porządek naruszyli. A przecież to nie zabici są tymi, którzy naruszyli porządek publiczny i prawo, bo nie mogą być przestępcami ludzie korzystający z elementarnych praw obywatelskich! Przestępcami są ci, którzy do nich strzelali.
Jeśli wyrok z takim uzasadnieniem katowickiego sądu miałby się utrzymać, oznaczałoby to katastrofę dla naszego poczucia sprawiedliwości. Sąd III RP stwierdziłby: zomowcy działali zgodnie z prawem, a więc byli jednocześnie sędziami i katami tych, do których strzelali.
– Rodziny ofiar zapowiadają, że jeśli nie znajdą sprawiedliwości w kraju, będą jej szukać w Hadze lub Strasburgu.
– Do tej pory, jeśli chodzi o ściganie zbrodni komunistycznych i nazistowskich, od czasu Norymbergi nie było przypadku zwrócenia się do ponadnarodowych instytucji sądowych. Trybunał haski sądzi tych sprawców zbrodni przeciwko ludzkości lub wojennych, których nie chcą osądzić władze państwa, gdzie owi sprawcy przebywają. Władze są więc niejako poplecznikiem sprawców. Nie sądzę, by można tak określić postępowanie w sprawie „Wujka”.
– A Strasburg?
– Do Strasburga trafiają skargi tych, którzy uważają, że naruszono ich prawo do sprawiedliwego wyroku, wydanego bez zbędnej zwłoki. I znów: na tym etapie procesu w sprawie „Wujka” nie można prowadzić takich spekulacji. Odwołanie się do sądów międzynarodowych odebrałbym jako dramat – zakwestionowanie wymiaru sprawiedliwości w III RP jako państwie prawnym w sprawach przestępstw państwa totalitarnego, które miało wszak być pokonane w wyniku przemian demokratycznych.
Jest już regułą, że najgłośniejsze procesy dotyczące zbrodni komunistycznych w ogóle się nie rozpoczynają, a jeśli już, to ciągną się latami albo kończą uniewinnieniem bądź umorzeniem. Opinia publiczna szuka winnych tej sytuacji.
– To także dramat państwa prawnego. Jedną z przyczyn przewlekłości tych postępowań jest często cyniczne wykorzystywanie przez podejrzanych lub oskarżonych wszystkich uprawnień, jakie państwo gwarantuje każdemu obywatelowi. Podejrzany musi, na przykład, zapoznać się z całym materiałem śledztwa nim akt oskarżenia trafi do sądu. Podejrzani przedkładają więc zaświadczenia lekarskie, aby uniknąć zapoznania się z tym materiałem. Ale gdyby ich tych praw pozbawić, stracilibyśmy moralną legitymację do ich sądzenia. To nie byłby już wymiar sprawiedliwości, ale akt odpłaty. Jestem przeciwnikiem trybunałów rewolucyjnych, które błyskawicznie wydają wyroki.
– Nie ma Pan Profesor jednak poczucia, że w wielu wypadkach praca Pańskiej Komisji idzie na marne?
– Mam. Przykładem sprawa Georga Rippera, oprawcy Polaków i Żydów z Lidy. Trzy lata temu przyjechali do nas prokuratorzy niemieccy, by przesłuchać świadków – starych, zmęczonych ludzi, unikających tragicznych wspomnień. Wiele wysiłku włożyłem, aby przekonać ich o celowości złożenia zeznań. Przekonywałem, że dzięki temu Ripper zostanie skazany. Niedawno otrzymałem postanowienie niemieckiej prokuratury o umorzeniu postępowania: zeznania polskich świadków okazały się niewystarczające. Jak mam teraz tym ludziom spojrzeć w oczy? Podobnie jest w wielu śledztwach dotyczących zbrodni komunistycznych.
– Czy tych sprawach można, choćby z racji upływu czasu, zebrać nie budzący wątpliwości materiał dowodowy?
– Czasem tak: dowody nie budzą wątpliwości, ofiary wskazują oprawców: to on mnie bił, katował, kiedy byłem więziony przez UB. Niekiedy relacje świadków nie budzą wątpliwości, ale ofiary nie są w stanie – ze względu na upływ czasu – rozpoznać podejrzanego. Przykład: śledztwo w sprawie znęcania się w latach 50. nad członkami uczniowskiej organizacji „Słoneczko”. Funkcjonariusze UB, chcąc wykazać się aktywnością w walce z reakcją, znęcali się nad tymi dziećmi, by wymusić przyznanie się do udziału w organizacji zamierzającej przemocą obalić państwo ludowe. Pokrzywdzeni nie potrafili dziś rozpoznać prześladowców, ci też się postarzeli. Zwróciliśmy się zatem o akta osobowe podejrzanych z czasów ich służby w UB; do akt powinno być przecież wklejone zdjęcie. Lecz okazało się, że ktoś fotografie usunął. Trudno mi przyjąć wyjaśnienie, że klej był wtedy słaby...
Dieter Schenk, niemiecki historyk, badacz hitleryzmu, uważa, że taki „mechanizm ochronny” wynika z ducha kastowego – należąc do jakiejś grupy ma się poczucie obowiązku ochrony innych jej członków. 
Można mówić też o innym rodzaju „mechanizmu ochronnego”. Istnieje pogląd, także w kręgach dawnej opozycji, że funkcjonariusze PRL, np. Kiszczak i Jaruzelski, nie powinni być sądzeni. Przekazali przecież bezkrwawo władzę.
– Dobrowolne przekazanie władzy przez tych, którzy dopuścili się przestępstw, może być traktowane jako swego rodzaju niewymuszony akt poddania się osądowi i karze. Takie zachowanie może i powinno być wzięte pod uwagę przez sąd, ale nie przy ocenie, czy sprawca dopuścił się przestępstwa – bo tu decyduje tylko prawna kwalifikacja czynu – lecz dopiero przy wymierzaniu kary za ten czyn. Natomiast dobrowolne poddanie się pod osąd wymiaru sprawiedliwości w żadnym razie nie może zwolnić od odpowiedzialności za bezprawie.
– Czy dostrzega Pan Profesor w dzisiejszej Polsce mechanizmy takiego politycznego kontraktu?
– Nie. Często poszukujemy jednego, prostego wytłumaczenia. Kiedy premier Tadeusz Mazowiecki mówił o tzw. grubej kresce, z pewnością nie zamierzał gwarantować komunistycznym zbrodniarzom bezkarności. Lecz tak zinterpretowano to sformułowanie. Nie znam żadnego wiarygodnego dokumentu, który gwarantowałby sprawcom zbrodni komunistycznych uwolnienie od odpowiedzialności. Wątpię, by ktoś w ogóle mógł takich gwarancji udzielić. Czym innym są intencje, oczekiwania, wrażenia uczestników „Okrągłego Stołu”, a czym innym obowiązujące, w PRL i dziś, prawo.
A może rację ma mec. Jan Widacki, obrońca SB-eków oskarżanych o utrudnianie śledztwa w sprawie śmierci współpracownika opozycji Stanisława Pyjasa, kiedy twierdzi, że to opinia publiczna razem z dziennikarzami wydają wyroki – bez żadnych podstaw, kierując się jedynie emocjami?
– Z zawodowego doświadczenia wiem, że jeśli adwokatowi brakuje argumentów, odwołuje się do erystyki, czyli sztuki prowadzenia sporów. Chwyty erystyczne uniemożliwiają zweryfikowanie ich prawdziwości, a jednocześnie legitymują mówiącego. Przeniesienie odpowiedzialności na dziennikarzy i opinię publiczną jest właśnie takim chwytem.
To nie dziennikarze i opinia publiczna wydają wyrok. Dają oni jedynie wyraz swojemu poczuciu sprawiedliwości, które jest podstawą oceny wyroku jako sprawiedliwego bądź niesprawiedliwego. Społeczeństwo od początku instytucji sądzenia wyrażało swoją opinię o wyrokach. W Starym Testamencie Żydzi domagają się usunięcia sędziów, którzy naginają prawo – ich wyroki uznali bowiem za niesprawiedliwe. 


ZBRODNIE PRZECIWKO LUDZKOŚCI 


Niedawno mówił Pan, że „zbrodnie komunistyczne takie jak zabójstwa przedawnią się za 20 lat, uszkodzenia ciała za 10 lat, a zbrodnie przeciwko ludzkości – nigdy”. Jaką zbrodnię z czasów PRL można uznać za zbrodnię przeciw ludzkości?
– Z prawno-karnego punktu widzenia zbrodnia przeciwko ludzkości jest popełniana z powodu przynależności ofiar do grupy narodowościowej, rasowej, religijnej, społecznej czy politycznej. „Ludzkość” to pewien abstrakt – ma zawsze twarz konkretnego człowieka, zabijanego z powodu wspomnianych cech. 
Niektóre zbrodnie komunistyczne podlegają tej kategorii. Polacy zamordowani w Katyniu na rozkaz Stalina zginęli dlatego, że należeli do narodu polskiego. Zbrodnia przeciwko ludzkości niekoniecznie musi dotyczyć grupy – może być dokonana także na pojedynczej osobie. Przykład: niemiecki sąd specjalny w Poznaniu w 1941 r. skazał Michalinę Tabakę na śmierć za to, że uderzyła damską torebką Niemkę – prawo karne mówiło, że karze śmierci podlega każdy Polak i Żyd, który wykazuje antyniemieckie nastawienie. Michalina Tabaka zginęła tylko dlatego, że była Polką. 
Zbrodnie przeciwko ludzkości muszą spełniać jeszcze jeden warunek: muszą być popełnione przez władze państwa albo inspirowane bądź przynajmniej tolerowane przez te władze. Sprawa pogromu kieleckiego: czy była to zbrodnia przeciwko ludzkości, czy szereg osobnych zabójstw? Z ustaleń śledztwa wynika, że czterej wysocy funkcjonariusze UB wiedzieli o pogromie i choć mogli, nie zapobiegli masakrze. Zatem pogrom kielecki to zbrodnia przeciwko ludzkości, która nie ulega przedawnieniu.
– A zbrodnie dokonywane przez funkcjonariuszy komunistycznej Polski? 
– Przykładem zbrodni przeciwko ludzkości mogą być zabójstwa członków i sympatyków PSL po II wojnie światowej – kryterium była tu przynależność czy związek z ugrupowaniem politycznym. Ustaliliśmy też, że Władysław Gomułka wiedział o tych morderstwach, być może je nawet inspirował.
Albo: Poznań, czerwiec 1956 r. Do miasta wprowadzono dywizję pancerną, przewidzianą jedynie do walki w otwartym terenie. Żołnierze stosowali się do instrukcji takiej walki: strzelać do każdego celu w zasięgu karabinu maszynowego, nie dopuścić do zbliżenia się przeciwnika do czołgu. Kryterium doboru ofiar było jasne: strzelać do każdego poznaniaka, który znalazł się na ulicy w zasięgu strzału.
– Grudzień ’70 – czy był zbrodnią przeciw ludzkości?
– Śledztwo w sprawie wydarzeń na Wybrzeżu zakończyło się aktem oskarżenia. Trwa proces, należy zaczekać na wyrok sądu.
– A śmierć Stanisława Pyjasa, zabójstwa księdza Popiełuszki, Grzegorza Przemyka?
– Prowadzimy śledztwo, które ma odpowiedzieć na pytanie, czy zbrodnie dokonywane przez funkcjonariuszy SB były tolerowane przez jakieś centrum istniejące w ówczesnym MSW. Polecenia zabójstwa nigdy nie wydaje się w formie pisemnej, ani nawet otwarcie w formie ustnej. Zazwyczaj używa się eufemizmów, które są aktem przynajmniej tolerowania tych zbrodni. Wysoki rangą funkcjonariusz mówił do podwładnych np.: „Rozwiązaliście ten problem na swoim terenie – mogę wam tylko pogratulować” – i tyle. 
Badamy sprawę ok. 100 zabójstw z okresu stanu wojennego i lat późniejszych. Starano się je upozorować na przypadki śmierci naturalnej, samobójstwa, nieszczęśliwe wypadki albo zabójstwa na tle rabunkowym. Prokurator prowadzący kompleksowe śledztwo w tej sprawie rozważa, choć niechętnie o tym mówi, możliwość zaoferowania statusu świadka koronnego któremuś z funkcjonariuszy w zamian za całkowitą anonimowość i odstąpienie od ścigania go.


ODEBRAĆ SPRAWCOM POCZUCIE SPOKOJU


Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu przeprowadziła ok. 500 śledztw, w których udało się ustalić sprawców – ukarano 32 z nich. Teraz Pańska Komisja prowadzi ok. 400 śledztw w sprawach komunistycznych popełnionych do 1989 r. i ok. 100 śledztw w sprawach zbrodni nazistowskich – skazano łącznie ok. 40 sprawców. Czy taką statystykę uznaje Pan za sukces?
– W stosunku do liczby zbrodni komunistycznych to oczywiście niewiele. Te śledztwa należało jednak przeprowadzić, byśmy mogli sobie powiedzieć: „Tak, próbowaliśmy dokonać rozliczenia ze zbrodniczą przeszłością także za pomocą prawa karnego”. Rezygnacja z tej próby byłaby aktem poplecznictwa wobec żyjących sprawców. Czy państwo prawne ma im udzielać takiej pomocy? Pomocy przez zaniechanie? Śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej sprawiają, że III RP nie można postawić takiego zarzutu.
Należało je wszczynać m.in. po to, by odebrać poczucie spokoju sprawcom zbrodni. Proszę mi wierzyć, że wezwanie na przesłuchanie przesłane w kopercie z nadrukiem „Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu” jest już formą stygmatyzacji. Prokurator przesłuchuje wezwanego jako podejrzanego o zbrodnie przeciwko narodowi – trudno wyobrazić sobie zarzut o większym ciężarze gatunkowym.
Córka jednego z zabitych w „Wujku” górników pytała: „Kto mi odpowie na pytanie, kto zastrzelił mojego ojca?”. Czy gdyby po zakończeniu wszystkich procedur, także Sąd Najwyższy utrzymał wyrok uniewinniający, będzie jeszcze szansa, by otrzymała odpowiedź na swoje pytanie?
– Nie chcę wypowiadać nasuwającej się myśli. 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl