Votum separatum

Ani tajne, ani poufne, a jednak...

JÓZEFA HENNELOWA

 

Jeszcze nie dotarła do nas psychoza zarażonych listów, więc otwarty właśnie anonim odruchowo kieruję do kosza. Lecz tuż przedtem refleks: zdziwienie, które rośnie. Właściwie na co memu korespondentowi z Gliwic czy Rybnika (jedną miejscowość podaje pieczątka poczty, drugą on sam w liście) ten wewnętrzny imperatyw: zataić swoją osobę i jeszcze dodatkowo skryć ją za rodzaj ideologicznego „credo”: „jeden z Ligi Rodzin Polskich”. Czy ten parasol ochronny dodaje mu odwagi do mnożenia inwektyw i posądzeń (przedmiotem ataku jest bowiem moja krótka wypowiedź w „Życiu” pt. „Sejm budzi obawy”) Czy gdyby wystąpił z podniesioną przyłbicą, to by takich słów nie użył? Bo przecież chyba nie wierzy w groźbę jakichkolwiek przykrych dla siebie sankcji za wyrażone w liście poglądy, opinie i nastroje? Czasów, kiedy tak być mogło, mój korespondent raczej chyba nie pamięta (jakoś nie przypisuję mu wieku nazbyt podeszłego). Może więc jest to po prostu uznana za normę formuła etyczna: nawymyślać z zasłoniętą twarzą komuś, kogo można dopaść, bo właśnie podpisał się imieniem i nazwiskiem w gazecie, której adres też jest ogólnie dostępny?
Skłaniam się do tego drugiego tłumaczenia, tym bardziej, że to media właśnie normę taką szerzą chętnie i bez skrupułów. Choć wciąż nie sposób ją obronić. Z jakiej racji list w poważnym dzienniku ma mieć zatajone nazwisko i miejscowość, z której pochodzi? Nawet gdy zawiera sądy bardzo ostre i jawnie wątpliwe (pamiętam korespondenta domagającego się zaostrzenia warunków więziennych, a w razie buntu wzywającego, by „straż mogła strzelać bez ostrzeżenia”...). Jeśli kogoś nie stać na stawienie czoła opinii za swoje poglądy, to chyba raczej nie zasługuje na to, by dawać mu możliwość ich upowszechniania? Wyjątek mogłyby tylko stanowić zwierzenia osobiste w ankietach tematów takich dotyczących...
Tradycją rozmów radiowych – owych otwartych mikrofonów- też stało się od dawna występowanie w półanonimowości. „Skąd Pani do nas dzwoni? – pyta sympatyczny głos radiowca. „Z Suwałk” (powiedzmy, może to jednak być i Kopenhaga). „To proszę się przedstawić” . „Mówi Anna (Zofia, Felicja Adam – do wyboru). „Witamy, słuchamy”. I leci w eter jakaś opinia, najdziwaczniejsza nawet albo najdrastyczniejsza. A kto sprawdzi, że to faktycznie Suwałki albo Kopenhaga, komu coś powie owa Anna czy Aniela? Niechby przynajmniej rozmówca ujawnił swoją profesję albo wiek to przecież ma znaczenie, czy krytykuje albo chwali ktoś, kto na danej sprawie zna się jednak lepiej od innych albo, w wypadku wieku, lepiej zna czas, o którym mówi. Ale znowu – nic z tych rzeczy.
Niby pełna wolność słowa – a nic z niej nie wynika poza chaosem (i dodajmy, pokusą sterowania takimi spontanicznymi rozmówkami... Dokładnie tak zresztą, jak w wypadku ulubionej formuły wielu programów telewizyjnych „na żywo”, gdzie widzowie głosują telefonując: kto sprawdzi, ilu zwolenników lub przeciwników bohatera programu zgromadzili zainteresowani wynikiem po to, by dzwonili choćby i po kilkadziesiąt razy każdy?)
Tymczasem ostatnio zdarzyło mi się natknąć na zjawisko zaprzeczające tym wszystkim mankamentom, na jakie tu narzekam. W nocnym programie radiowej dwójki trwało wówczas oczekiwanie na werdykt jury Międzynarodowego Konkursu im. Wieniawskiego. Spikerzy, analizujący grę uczestników i wciąż powracający do utworów, które najbardziej ich zachwyciły, mieli właśnie otwarte mikrofony dla słuchaczy. A ci dzwonili – niemal tłumnie. Przejęci, wdzięczni za wielkie przeżycia, żarliwie spierający się o swoich wybrańców – i wszyscy bez wyjątku przedstawiający się imieniem, nazwiskiem i miejscowością. Pewnie w dwójce taki właśnie panuje styl, już zarzucony gdzie indziej. Czy jednak zdoła się utrzymać? Piszę to wszystko przecież jakby zapominając o poczcie internetowej, tworzącej zupełnie nowy rodzaj kontaktów międzyludzkich – jeszcze bez porównania bardziej anonimowych niż wszystko co dotąd, a równocześnie coś z potrzeby porozumiewania się zaspokajających lepiej niż stare formy. I współgrających w trudny do pojęcia sposób z tak powszechną zgodą na pokazywanie w telewizji własnych twarzy i czynienie publicznie zwierzeń najbardziej osobistych...

Józefa Hennelowa

 



 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl