Kaliningrad – poligon doświadczalny współpracy Rosji z UE

Europejski eksperyment Putina

TOMASZ TELUK

 

Podczas niedawnej wizyty w Warszawie prezydent Putin zaproponował wraz z prezydentem Kwaśniewskim, by w Kaliningradzie odbyło się spotkanie przywódców Rosji, Polski i Litwy z szefami Unii Europejskiej. Temat obrad: przyszłość tego rosyjskiego obwodu po rozszerzeniu Unii. Jak na razie skończyło się na kurtuazji, a problem Kaliningradu pozostał. 

Wiadomość, że w połowie grudnia zeszłego roku rosyjska Duma przyjęła uchwałę, w której apeluje do Putina o przyspieszenie prac nad restrukturyzacją obwodu kaliningradzkiego przeszła prawie niezauważona. Niesłusznie: dotychczas bowiem statusem Kaliningradu częściej zajmowała się Unia Europejska oraz państwa z dawnym Królewcem sąsiadujące – Litwa i Polska. Dopiero teraz o losach tej rosyjskiej enklawy w niedługo zjednoczonej już Europie coraz burzliwiej dyskutuje się także w Moskwie.
Kaliningrad, który po rozszerzeniu Unii o Polskę i Litwę stanie się rosyjską enklawą na unijnym terytorium, pełni rolę regionu pilotażowego w stosunkach Rosji z Brukselą. Rządowi Putina i deputowanym nie brakuje pomysłów na rozwiązanie kalinigradzkiego problemu. Stanowisko rosyjskiego MSZ jest jasne: rozwój regionu będzie się odbywał w ramach Federacji Rosyjskiej oraz w ścisłej współpracy z Unią. Od sąsiadów – Litwy i Polski – Moskwa będzie oczekiwać zachowania bezwizowego ruchu granicznego dla mieszkańców obwodu. Natomiast kwestie militarne będą rozstrzygane na podstawie aktualnej sytuacji międzynarodowej, w tym planów dalszego rozszerzenia NATO.
Takie postawienie sprawy nikogo nie dziwi i zgodne jest z założeniami polityki zagranicznej Rosji z 1999 r. Bardziej interesująco przedstawiają się natomiast plany restrukturyzacji regionu. Na posiedzeniach rosyjskiego rządu przewijały się deklaracje w rodzaju „przekształcimy Kaliningrad w drugi Hongkong”. Premier Kasjanow deklaruje, że do 2010 r. Moskwa zainwestuje w enklawę 3 mld dolarów. Rosyjscy doradcy podkreślają atuty regionu: infrastrukturę transportową i otwartość, co owocuje wzmożonymi kontaktami z zachodnimi biznesmenami.
Na razie obwód kaliningradzki funkcjonuje na prawach Specjalnej Strefy Ekonomicznej, utworzonej w 1996 r. Ustawa gwarantuje, że importowane towary, które przechodzą przez strefę nie podlegają ocleniu i opłatom granicznym. W regionie przeważają firmy handlowe i transportowe. Dobrze prosperuje kilkaset przedsiębiorstw zajmujących się przetwórstwem mięsa, sprowadzanego z Litwy, Polski i Niemiec. Kuleje jednak wydobycie regionalnych bogactw: ropy i bursztynu. A obroty handlowe regionu w ciągu trzech lat zmniejszyły się niemal o połowę.
Dziś starania rządu Putina zmierzają do transformacji tego jednego z najbiedniejszych regionów Rosji w „Specjalną Strefę Inwestycyjną”. Dotychczas najbardziej spektakularną inwestycją w Kaliningradzie było otwarcie montowni samochodów BMW. 150 limuzynami z pierwszej serii, zmontowanymi przez kaliningradzkich robotników, jeżdżą dziś dygnitarze z Kremla. 


REGION W ZAPAŚCI


Reanimacja obwodu może kosztować jednak więcej niż sumy deklarowane przez Moskwę. Szacuje się, że potrzebne są inwestycje o wysokości nawet 40 mld dolarów; do najpilniejszych należą elektrociepłownia, gazociąg i drogi. Rosyjska administracja liczy, że część tych inwestycji sfinansuje Unia. Komisja Europejska postuluje utworzenie szosy Via Hanseatica z Tallina przez Rygę do Kaliningradu oraz jej połączenie z Via Baltica (planowaną autostradą z Helsinek do Warszawy). 
Największym problemem regionu nie jest jednak zdobycie środków na inwestycje, ale uporanie się z gospodarczą zapaścią. Obsługa gigantycznego kredytu (1,3 mld rubli), zaciągniętego przez poprzednich włodarzy obwodu, pochłania 58 proc. jego budżetu. Kryzys negatywnie wpływa na rentowność tutejszych firm. W rolnictwie miniony rok to klęska nieurodzaju: ulewy zniszczyły dużą część upraw; według agencji Baltic News Service straty wyniosły milion dolarów. Na rekompensaty dla rolników Moskwa przeznaczyła 100 mln rubli.
Średnia płaca w obwodzie, zamieszkanym przez prawie milion ludzi, to 55 dolarów. Moskwa nie ukrywa, że Kaliningrad cywilizacyjnie odstaje od reszty kraju. Gruźlica, AIDS, degradacja środowiska i wreszcie bezrobocie – to problemy, które wymagają natychmiastowego rozwiązania. Ludzie ratują się mrówczym przemytem: w ruchu osobowym granica jest rocznie przekraczana 8,5 mln razy, z czego mogłoby wynikać, że każdy mieszkaniec Kaliningradu wyjechał co najmniej 8 razy za granicę. W rzeczywistości 10 proc. obywateli żyje z regularnego przemytu, do Polski i na Litwę. Ograniczenia wizowe mogą więc pomóc gospodarce, ale zaszkodzić ludziom utrzymującym z drobnego handlu.
Urzędujący od roku gubernator Władimir Jegorow jest lojalny wobec Putina. Ale to człowiek starego systemu, który ponad 40 lat służył w sowieckiej marynarce, a ostatnio był dowódcą Floty Bałtyckiej. Z pierwszą wizytą zagraniczną gubernator udał się do ,,bratniej” Białorusi. A układy personalne w strukturach władzy (i biznesu) nie są bez znaczenia, zważywszy na militarną rolę regionu. Podczas wycofywania się Armii Radzieckiej z Europy Środkowo-Wschodniej do Kaliningradu trafił potencjał wielokrotnie przewyższający jego potrzeby obronne. 
Nic dziwnego, że światem – a przede wszystkim Polakami – wstrząsnęły doniesienia o rozmieszczeniu w obwodzie nuklearnych rakiet średniego zasięgu (informacje były dementowane przez Moskwę). Mimo dementi warto podkreślić, że kaliningradzki przyczółek ma dla Rosji znaczenie strategiczne. Flota Bałtycka należy do najnowocześniejszych jednostek marynarki wojennej. Port w Bałtijsku jest jedynym niezamarzającym punktem przerzutowym Armii Rosyjskiej na Bałtyku. 
Jegorow jako były dowódca, związany z obecnym szefem Floty – wiceadmirałem Władimirem Wałujewem – może liczyć na poparcie rządu w Moskwie. Z drugiej strony współpraca z Unią, Polską i Litwą będzie wymagała od niego rzeczywistej, a nie deklarowanej, otwartości na Zachód. 


EUROPEJSKI PRZYCZÓŁEK KREMLA


Prawdziwym wyzwaniem jest dla Jegorowa współpraca z najważniejszym unijnym partnerem gospodarczym regionu: Niemcami. Po pierwsze, szef niemieckiego MSZ, Joschka Fischer, wielokrotnie deklarował, że z przyczyn historycznych Niemcy niechętnie angażują się w kwestię kaliningradzką. Po drugie, zdaniem Niemców Rosja wykorzystuje kwestię byłych północnych Prus Wschodnich do uzyskania wpływu na proces rozszerzenia Unii.
Politycy Unii Europejskiej nie są zgodni co do przyszłego statusu regionu. Podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych Piętnastki w Brukseli dyplomaci wypowiedzieli się przeciwko utworzeniu dla mieszkańców obwodu autostrad tranzytowych do Rosji.
Chris Patten, komisarz ds. zagranicznych UE, sugerował, że Kaliningrad musi być podporządkowany prawu europejskiemu, co oznacza wprowadzenie wiz dla Rosjan po przystąpieniu do Unii Polski i Litwy. UE jest jednak gotowa ponieść koszty modernizacji przejść granicznych. Ostateczne stanowisko Brukseli poznamy podczas spotkania z rosyjskimi politykami w maju tego roku. 
Jednak bez inicjatyw Moskwy, zmierzających do podpisania odpowiednich porozumień, dotyczących choćby budowy sieci autostrad czy rozwiązania problemów energetycznych enklawy, mało prawdopodobna wydaje się zmiana statusu obwodu kaliningradzkiego. Rosjanie w swej regionalnej polityce zagranicznej nadal większy nacisk kładą na kwestię rozszerzenia NATO niż na sprawy gospodarcze. Z początkiem stycznia przywódcy państw bałtyckich stanowczo sprzeciwili się wysuniętej przez Moskwę propozycji rozmów na temat przyszłego rozszerzenia paktu. Komisja Europejska obawia się, że w związku z potencjałem militarnym Kaliningradu, obwód może stać się przyczółkiem Rosji w rozszerzaniu swoich wpływów na Zachód. 


WSPÓŁPRACA Z POLSKĄ


Najwięcej, bo aż jedna trzecia zagranicznych firm z udziałem obcego kapitału zarejestrowanych w obwodzie należy do Polaków. Jednak pod względem zainwestowanego kapitału jesteśmy dopiero na szóstym miejscu. Według danych tutejszego konsulatu polskiego roczne obroty z obwodem to ok. 284 mln dolarów: Polacy zainwestowali w import nawozów sztucznych (do Rosji), produkcję spożywczą, przemysł meblarski i budownictwo.
Nasi biznesmeni chcieliby inwestować więcej, ale zniechęca ich niestabilność przepisów, brak uregulowań dotyczących własności ziemi i niemożność ubezpieczenia inwestycji – co jest związane z brakiem silnych banków i towarzystw ubezpieczeniowych. Zainteresowani współpracą z regionem są także polscy rolnicy z województw warmińsko-mazurskiego i pomorskiego – od 10 lat potrzeby żywnościowe lokalnego rynku zaspokaja import z Polski.
A ponieważ obwód nie ma autonomii decyzyjnej, poprawa współpracy dotyczyć musi całej Rosji. Andrzej Zbucki, konsul polski w Kaliningradzie, w wywiadzie dla ,,Kaliningradzkiej Prawdy” sugerował, że obwód może przekształcić się w najbliższym czasie w „poligon do wprowadzenia zachodnich technologii, w oparciu o które mogłyby tu powstać w krótkim czasie nowoczesne przedsiębiorstwa, a ich produkcja mogłaby znaleźć zbyt w Rosji”. Zbucki zauważył, że Rosja, która wstąpiła na drogę reform rynkowych, musi już zacząć dostosowywać swe standardy do zachodnich wymogów: bezkonkurencyjny „medyczny skalpel laserowy produkowany w kaliningradzkiej firmie Fakel nie będzie wykorzystywany na Zachodzie, dopóki nie zmieni się jego zasilania z rosyjskich 380V na europejskie 220V”.
Odcięty od reszty Rosji obwód kaliningradzki może – po wejściu Polski i Litwy do Unii – popaść w jeszcze głębszą izolację. Współpraca nad jego nowym statusem może służyć porozumieniu między Moskwą i Brukselą. Niektórzy komentatorzy podkreślają, że mieszkańcom Królewca coraz bliżsi są ich sąsiedzi – Polacy i Litwini – z którymi łączą ich więzy ekonomiczne oraz coś, co można określić jako nową świadomość odrębności regionalnej. Natomiast Federacja Rosyjska pozostaje odległa i nieufna.
Rok 2002 może okazać się decydujący dla przyszłości obwodu. Scenariuszy jest wiele; najprawdopodobniej Kaliningrad będzie „poligonem” dla współpracy Rosji z Unią. Teraz pierwszy krok należy do Moskwy. 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl