Komentarze

 


Michał Zieliński Raz, trzy, pięć

Jacek Kubiak (Bio)etyka (poza)parlamentarna

Józefa Hennelowa Zaoszczędzić czy zrujnować

Michał Okoński Z nami nie zginiesz

Krzysztof Burnetko Słupki wycięły brylant

 

 




  
Raz, trzy, pięć

Rząd ma plan. Plan nazywa się „Przedsiębiorczość – Rozwój – Praca. Strategia gospodarczego rozwoju Polski na lata 2002-2005” i składa się z: strategii finansów publicznych oraz strategii wzrostu gospodarczego (programy: „Przede wszystkim przedsiębiorczość”, „Pierwsza praca” i „Infrastruktura – klucz do rozwoju” ). Celem ma być zwiększenie tempa wzrostu do 3 proc. w roku przyszłym i 5 proc. latach następnych. W obecnej sytuacji brzmi to jak bajka. Ale tak naprawdę nie jest to wiele dla gospodarek „goniących”, w których dzięki absorpcji osiągnięć technicznych krajów wyżej rozwiniętych łatwo o wysoki wzrost wydajności. Taką dynamikę kraje rozwijające powinny osiągać samoistnie pod warunkiem, że władza nie przeszkadza, finanse publiczne są w równowadze, podatki nie są wysokie, a prawo nie hamuje inicjatyw biznesowych. Ponieważ jednak przez ostatnie dwa lata zrobiono wiele, aby owe warunki nie były spełnione, konieczność działań porządkujących jest oczywista. 
Zdecydowanie najlepsza cześć strategii dotyczy finansów publicznych. Tutaj przynajmniej jasno określone są „warunki brzegowe”, z których najważniejszy dotyczy wydatków. Przewiduje się jedynie niewielki ich wzrost (realnie o 1 proc.). Przy konieczności zwiększenia wydatków prorozwojowych, nakłada to obowiązek ostrych cięć. Pozwala jednak na utrzymanie deficytu budżetowego na poziomie 40 mld zł i daje szansę na ucieczkę spod gilotyny, jaką jest wielkość długu publicznego. Przy większym deficycie bowiem relacja dług – produkt krajowy brutto przekroczy 60 proc. A to jest granica wyznaczona przez Konstytucję i traktat z Maastricht. Furda Konstytucja. Gorzej z traktatem. Jeżeli go zlekceważymy, pożegnamy 7-8 miliardów euro, które mają do nas płynąć od 2004 roku. (Zdaniem wielu analityków nad wszystkim prezentowanymi programami stoi nadrzędny plan Millera: nie rozdrażniać społeczeństwa i jakoś dotrwać do pieniędzy z Unii.)
Problem długu ciąży także nad innymi planami. Zawierają one nieco pomysłów na ożywienie gospodarki i inwestycji. Koncepty te są lepsze bądź gorsze, lecz mają wspólną cechę: wymagają zaangażowania środków publicznych. Tych nie ma. Pożyczyć ich też nie można. Ale wymyślono, jak jednak pożyczyć i... nie wykazać tego w statystyce. Ten pomysł to sprzedaż przyszłych dochodów (na przykład z abonamentu za autostrady). Minusem tej – jak ją nazwano – „nowatorskiej techniki” jest, że nie wiadomo, czy na kupno niepewnych dochodów będą chętni. Aby ich znaleźć, trzeba gwarancji skarbu państwa. To oznacza zamrożenie środków i ryzyko straty, gdy dochody okażą się niższe od przewidywanych.
Tak dochodzimy do słabych punktów strategii: dyscypliny budżetowej i skutków „nowatorskich technik” dla równowagi makroekonomicznej. W pierwszym przypadku obawiać się można, że presja społeczna wymusi wzrost wydatków i powiększy deficyt do rozmiaru zapowiadanego przez Jarosława Bauca. W drugim, że „kryptopożyczki” budżetowe ogołocą rynek finansowy, co naruszy równowagę i zahamuje inwestycje przedsiębiorstw. Wcale zatem nie jest powiedziane, że plan Millera się powiedzie i premier doczeka unijnych pieniędzy. 

 
Michał Zieliński

 


 

 



(Bio)etyka (poza)parlamentarna

Od sklonowania owcy Dolly prawna regulacja problemów bioetycznych jest jednym z priorytetów politycznych krajów rozwiniętych, a jakość ustaw bioetycznych stała się wykładnikiem nowoczesności państwa. Francuscy parlamentarzyści uzgodnili właśnie zakaz klonowania reprodukcyjnego i terapeutycznego oraz zapowiedzieli powołanie komisji nadzorującej badania na zarodkach ludzkich i rozszerzenie możliwości pobierania organów od żywych dawców. Bundestag zezwolił na import zarodkowych komórek macierzystych. Tym samym Kościół niemiecki przegrał batalię o zakaz badań na ludzkich zarodkach w kraju, w którym ciągle straszą upiory hitlerowskiej eugeniki. Wielka Brytania zafundowała sobie liberalną ustawę zakazującą jedynie klonowania reprodukcyjnego. Również Włosi chcą zmian prawa o bioetyce. Chodzi o zakaz eksportu i importu ludzkich zarodków po narodzinach bliźniaków przywiezionych do USA z Włoch w postaci zamrożonych embrionów i wszczepionych następnie do macicy amerykańskiej zastępczej matki za, bagatela, 25 tys. dolarów. Kakofonii europejskich parlamentów mogłaby zapobiec globalna regulacja najbardziej palących problemów bioetycznych. Pierwszym krokiem winien być światowy zakaz klonowania reprodukcyjnego ludzi. Nie ma bowiem w tej materii wielkich różnic poglądów. 
A nauka nie stoi w miejscu. Rośnie liczba doniesień o coraz większych możliwościach regeneracyjnych komórek macierzystych uzyskanych z dorosłych tkanek. Maleje więc konieczność używania zarodków ludzkich jako źródła „komórek nadziei”. W zeszłym tygodniu poinformowano o otrzymaniu zarodkowych komórek macierzystych z partenogenetycznych, czyli niezapłodnionych, zarodków małpich. Komórki te, pozwalające na leczenie np. choroby Parkinsona, czy reperacje serca po zawale, uzyskano z zarodków, które i tak nie miały szans na pełny rozwój. Zapewne można będzie uzyskać takie komórki również z niezapłodnionych jajeczek ludzkich. To dobra nowina dla tych, którzy nie chcą, by postęp w medycynie okupiony był uśmiercaniem zarodków człowieka. Warto więc zaufać nauce i wprowadzić takie regulacje prawne, które by powstrzymały szarlatanów, a uczonym dały swobodę badań.


Jacek Kubiak

 


 

 

 

 

 

 


Zaoszczędzić czy zrujnować

Oszczędzać można głupio: most wybudować do połowy, nowy dom zostawić bez dachu, lekarstwa odstawić w połowie kuracji, bo kosztują. Zniszczyć zamiast osiągnąć rezultat. Tak najwidoczniej rozumuje sejmowa komisja wnioskująca o obcięcie Instytutowi Pamięci Narodowej znacznej części potrzebnych na ten rok sum. Po ledwie półtora roku działalności trzeba by wtedy już zacząć zwalniać fachowców, spowalniać podjęte śledztwa, a przede wszystkim zaprzestać remontów budynków, mających gromadzić przejmowane przez IPN akta służb specjalnych, na zapoznanie się z którymi czekają historycy i tysiące pokrzywdzonych. Jeśli Sejm przegłosuje wniosek komisji, da świadectwo, że dla doraźnych oszczędności rzędu parudziesięciu milionów chce przegrać sprawę pamięci historycznej, marnując tak cenny wysiłek, dopiero co rozpoczęty. 

  
Józefa Hennelowa

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z nami nie zginiesz

Alfred Owoc, poseł SLD, który w poprzedniej kadencji stracił immunitet za spowodowanie wypadku po pijanemu, jest krajowym konsultantem ds. zdrowia publicznego. Innym konsultantem – w miejsce wybitnego krakowskiego profesora Andrzeja Szczeklika – został naukowiec, u którego minister zdrowia obronił habilitację. Prokurator, który przed dziewięcioma laty nie chciał oskarżyć Leszka Millera o przestępstwa dewizowe związane z tzw. moskiewskimi pieniędzmi, teraz ma zostać... doradcą premiera. Tym, którzy z uznaniem przyjęli szybkie usunięcie z klubu SLD pijanego posła sprawozdawcy, warto zadedykować te wiadomości z kilku ledwie dni. I przypomnieć, że w „Kropce nad i” marszałek Borowski nie wykluczył, że po okresie karencji poseł Firak zostanie ponownie przyjęty w poczet członków klubu. Zaiste, trudno się dziwić.  

  
Michał Okoński

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Słupki wycięły brylant

Brylantem (radiowym) jest Wojciech Mann. Oryginalna (i niepodrabialna) osobowość, gust i głos. Efektem są niepodważalne zasługi w kształceniu muzycznych upodobań tysięcy słuchaczy i związana z tym legenda. Za prezentera tej klasy każde radio zapłaciłoby każde pieniądze. 
Okazuje się, że nie każde: dyrekcja Programu III PR zlikwidowała właśnie jedyną audycję prowadzoną przez Manna w publicznym radiu. Jak wyjaśnił zdziwionym słuchaczom sam Mann (też sprawiający wrażenie zdziwionego), powodem decyzji ma być zmiana profilu słuchacza. Oczywiście, grany w „Manniaku niedzielnym” stary rock i współczesny blues (oraz różne inne, acz zawsze ciekawe, style) nie mogą liczyć na takie wskaźniki słuchalności (czyli czczone przez menagerów „słupki”), jak lansowane w stacjach komercyjnych (a ostatnio coraz częściej i w Trójce) dźwięki pop. Tyle że Program III przez lata szczycił się elitarnością. Od pewnego czasu – jak słychać – chce się jednak, śladem publicznej telewizji, ścigać z komercyjną konkurencją na... komercję. Problem w tym, że strategia ta nijak się nie ma do roli publicznego radia (cokolwiek by o niej sądzić), ani też nie ma szans na powodzenie. Nie dziwiłoby zresztą, gdyby komercyjne stacje skorzystały z danej im na tacy okazji i złożyły teraz ofertę Mannowi. Szefem muzycznym Trójki jest Marek Niedźwiecki. Swego czasu głosił, że wychował się na audycjach Manna. Ciekawe, co ma teraz do powiedzenia. 

  
Krzysztof Burnetko

 

 

 

 

 

 





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 6, 10 lutego 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze


Medytacja Biblijna
 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl