Trudno się połapać

IWONA ZAWISZA

 

Urodziłam się w 1983 roku. Za późno, by cokolwiek pamiętać z czasów „gospodarki niedoboru”. Za wcześnie, by patrzeć na polską politykę bez obciążającego bagażu doświadczeń, nałożonego na młodzież przez poprzednie pokolenia.

Lata dążenia do upragnionej demokracji przed rokiem 1989 to dla mnie wyłącznie wspomnienie mamy, chowającej z pietyzmem do szuflady talony na „coś tam”. Pewnie na czekoladę. Kiedy moja świadomość narodowo-polityczna zaczęła się kształtować, polskie wydanie demokracji miało już 7 lat. Do władzy doszła prawica (1997), a lewica przeszła do opozycji. Nowy dla wielu ustrój, w którym po władzę sięga ten, kto zdobędzie największe poparcie, jest dla mnie czymś oczywistym. Podejrzewam, że niewielu rówieśników stać na refleksję, że w ogóle może być inaczej.
Wielu z mojego otoczenia uznałoby zapewne, że ojczyzna – w sensie terytorium, zamieszkiwanego przez ludzi mówiących tym samym językiem i mających tę samą historię – nie ma dla nich większego znaczenia. Wielu z nas przedkłada nad nią tradycję i kulturę w „czystym” wydaniu, które równie dobrze, a nawet lepiej, mogą być kultywowane w ramach regionalizacji. Piszę o tym w momencie, gdy coraz liczniejsze rzesze młodzieńców desperacko próbują uniknąć służby wojskowej. Czy w razie militarnego zagrożenia byłoby komu oddać życie ku chwale ojczyzny?
Patriotyzm to dla większości młodych coś archaicznego, o czym czyta się w lekturach szkolnych; pojęcie abstrakcyjne, które w żadnej mierze nie przekłada się na codzienność. I z tego pewnie wynika tak małe zainteresowanie sprawami, nazwijmy to, państwa. Aż boję się pomyśleć, jaka była frekwencja wyborcza wśród nastolatków, którzy – jak ja – w tym roku po raz pierwszy mogli uczestniczyć w wolnych wyborach, dopiero 12 lat temu wywalczonych przez naszych rodziców.
Kiedy granice otworzyły się na Zachód, zachłysnęliśmy się tym, co stamtąd przyszło. Amerykański styl życia został wybrany niemal automatycznie, a dostosowywanie go do naszych realiów pochłania całą energię społeczną. Ale czy to się powiedzie? Na straży wypróbowanych wartości stoją co najmniej dwa czynniki. Pierwszy to konserwatywne środowiska katolickie. Drugi to fakt, że nasze towary i usługi często nie są w stanie sprostać konkurencji z Zachodu. Z czasów PRL-u pozostał nam bowiem nawyk „bylejakości”. A co do Unii Europejskiej... Mimo tych naszych wad i niedociągnięć wyrażę obawę, nie tylko swoją, czy aby Polska nie sprzeda się za tanio? I czy za kilka lat będziemy przekraczać granice bez kompleksów i poczucia niższości?
Wracając do Kościoła. Zaryzykuję stwierdzenie, iż niektórzy świeccy i duchowni chyba wciąż jeszcze myślą o społecznej roli Kościoła w kategoriach walki z powojennym zniewoleniem. Tymczasem sytuacja uległa zmianie: to, co pożyteczne w totalitaryzmie, w demokracji może okazać się szkodliwe. Zbyt radykalne poglądy, subtelnie ocierające się o nacjonalizm, należałoby dziś zastąpić pogłębieniem służebnej roli Kościoła. Szczególnie niebezpieczne są tendencje do myślenia o Polsce „tylko katolickiej”. W swej bezczelności posunę się tak daleko, że jestem gotowa twierdzić, iż w dziedzinie mesjanizmu uprawiamy praktyki monopolistyczne (podobnie jak Poczta Polska – to chyba, obok pijaństwa, nasza cecha narodowa...). I nie chcę podpisywać się pod obrzydliwymi hasełkami, iż Kościół miesza się do polityki itp., lecz za ojcem dyrektorem z rozgłośni radiowej powtórzę, że „to nie politykowanie, lecz twarde stąpanie po ziemi”. Koniec, kropka.
Gdy byłam w pierwszej klasie liceum (1998), nastały czasy lustracji. Traktowałam je jako żałosne próby rozliczenia się z przeszłością. Nie podobały mi się zakusy strącenia w otchłań rozpaczy „tych niepoprawnych”, o nieciekawych życiorysach. Wtedy nie poświęcałam polityce wielkiej uwagi, ale pewnego dnia zaświtała w mej głowie myśl: chcąc dobrze spożytkować głos wyborczy (mający, bez wątpienia, ogromny wpływ na przyszłość Polski), muszę przyjrzeć się temu, co dany kandydat dokonał, a których obietnic nie dotrzymał. I na tej podstawie mogę nominować niektórych do... opuszczenia parlamentu.
Co do przeszłości: odnoszę wrażenie, że moi rówieśnicy mają do niej bliżej niesprecyzowany stosunek. Z jednej strony objawia się on (nieuzasadnioną) tęsknotą za tym, co nieznane, z drugiej – niezrozumieniem rzeczywistości, w której ktoś inny mógłby narzucać nam, jak myśleć i działać. Wiek buntu młodzieńczego ma to do siebie, że wymaga niczym nieograniczonej swobody w podejmowaniu decyzji (co niekoniecznie wiąże się z braniem za nie odpowiedzialności, ale to inna sprawa). Cechą młodości jest również skłonność do relatywizmu moralnego, więc młodzież rzadko wypowiada się jednoznacznie na temat „czasów słusznie minionych” i ich bohaterów. Większość sądzi po prostu, że „i tak się nigdy nie dowiemy się, jakie pobudki nimi kierowały” (zwykłe karierowiczostwo czy szczera wiara w komunistyczne ideały).
W każdym razie na drodze mego społecznego rozwoju pojawił się etap, w którym orientowanie się w tym, kto jest kto i z kim przestaje, sprawiało mi trudność. Bacznie obserwowałam rozgrywki polityczne, jednak na niewiele się to zdało. Wiedziałam tylko (i tu powtórzę za kimś mądrzejszym) że „parlamentarna gra sił prowadzi do zmiany jednego ugrupowania na inne”.
I do dziś ciężko się w tym połapać. Zwłaszcza teraz, gdy w ramach przed- i powyborczego oczyszczania serc i sumień tworzą się nowe ugrupowania czy projekty reform, które – jak te lansowane przez poprzednich „cudotwórców” – mają uleczyć kulejącą gospodarkę, rolnictwo, służbę zdrowia itd. Tylko szkoda, że ludzie wciąż ci sami.
Podsumowując: obowiązujący w Polsce ustrój to chyba jedynie „wytwór oddemokratyczny”. Bo wszelkie próby zaprowadzenia demokracji idealnej powiodły się jedynie w małych społecznościach, np. w starożytnych Atenach, gdzie decyzje wagi państwowej podejmowali bezpośrednio wszyscy wolni obywatele.

Autorka (ur. 1983) jest uczennicą klasy maturalnej VIII Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie, w tym roku po raz pierwszy uprawnioną do głosowania.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl