Votum separatum

Pełna samotność

JÓZEFA HENNELOWA

 

Rabczański park przy Orkana cieszy jesiennymi kolorami i ciszą nietypową dla siebie – tu przecież przez okrągły rok pełno dzieci. Więc kiedy dochodzę, minąwszy już korty i place zabaw, do wyodrębnionej przestrzeni, która okazuje się cmentarzem, nie wiem, czy pełny spokój tego miejsca jest trwałym przywilejem, czy tylko wyjątkową sytuacją. Ale to nie tylko spokój, to coś więcej: trwałe opuszczenie, samotność. Owszem, zadbano: nie wyrosły tu chaszcze, nikt nie rzuca śmieci, trawniki przystrzyżone, równe alejki. I obcość. Cmentarz bez symboli. Zieleńce ujęte w kamienne obramowania, a pośrodku każdego niewielki ociosany płasko głaz z tablicą: po kilkanaście nazwisk obcym alfabetem, czasem brak imienia, czasem daty narodzin, nie umiem też rozszyfrować skrótu szarży wojskowej. Tylko daty śmierci równym rządkiem te same: luty 45 r. Często i dzień ten sam. Tylko niekiedy zastanowienie: dlaczego ginęli także i w maju i nawet w czerwcu, już po zawarciu pokoju? I gdzie leżą ci, których zabijali? Tylko jedni wrogowie tu zostali na wieczność, a padali przecież po obu stronach...
Żadnego znaku osobistej pamięci. Nikt z tamtych rodzin nie mógł czy nie chciał zabrać szczątków na swoją ziemię. Nikt także z miejscowych nie zgłosił protestu, że cmentarz go razi, obraża, przeszkadza. Śpią sobie spokojnie, ale nie ma nad nimi śladu symbolu, który by zaświadczał, kim byli i po co tracili tu życie. Byli go pozbawieni od początku, czy też go im odmówiono?
Więc wiem już, gdzie zaświecę światełka wyjeżdżając stąd przed Świętem Zmarłych, po drodze od grobu księdza Józefa w Łopusznej.

Józefa Hennelowa

 



 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl