Ankieta o zaświatach

GRZEGORZ DYDUCH

 

 

Nie ma co ukrywać, że moja wizja zaświatów jest wizją naiwną, infantylną, by nie rzec tandetną. Dorosły już jestem, żonę i dzieci mam, starość na horyzoncie majaczy, ale nic innego wyimaginować sobie nie potrafię.
Wyobrażam sobie tedy zaświaty jako coś na kształt rajskiego ogrody, raju na ziemi. Jest jasno i ciepło. Roślinność bujna. Ptaki i kwiaty kolorowe. Wzgórza łagodne drzewami potężnymi porośnięte. Z owadów tylko motyle. I duszyczki półprzezroczyste nad tym wszystkim się unoszą, figlują łagodnie, aniołowie w śnieżnobiałych szatach fruwają, i porozumiewają się telepatycznie. Pan Bóg brodaty, siwy, ale przystojny siedzi na tronie złotym, Syna Swego koło siebie ma, a Duch św. nad Nimi jako gołębica... A muzyka sfer niebieskich to wszystko przenika i wypełnia. W ramach rozlicznych atrakcji można zjechać niebieską windą w dół, posłuchać jęków potępionych, a ze specjalnego punktu widokowego obserwować jak się smażą w kotłach ze smołą. Tak to mniej więcej mi się jawi.
Posiadam jednak przyrodnicze wykształcenie i zdaję sobie jasno sprawę, że ten obraz, nie mój własny na dodatek, wzięty z taniej ikonografii i niewłaściwej lektury, żadną miarą prawdziwy być nie może. Rozum podpowiada, że jeśli już coś jest, to bezcielesne raczej. Molekularne, kwantowe, energetyczne i nieme. Zatopione w próżni i żadnych tam zmysłowych sensacji, bo zmysły ex definitione ciału przynależą. I wygląda na to, że wyobrażanie sobie zaświatów to zawracanie głowy, że można je najwyżej przy pomocy matematycznych wzorów wyprowadzić i opisać...
Obcuję na co dzień, z racji wykonywanej profesji z cierpieniem, chorobą, ciałem pozbawionym ducha. Żeby nie popaść w głębokie przygnębienie, trzeba się bronić i wyrzucać ze świadomości. I być może dlatego właśnie mam pewne życzenia: skoro już nie może w zaświatach być tak, jak to sobie umyśliłem, to niechże będzie przynajmniej pięknie... 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl