Prawa człowieka w krajach islamskich

 

Prawa człowieka są łamane w różnych miejscach świata, także w demokratycznych państwach Zachodu. Jednak tam, gdzie większość ludności i rządzący są muzułmanami, zjawisko to jest nieporównanie częstsze i ma też charakter niemal endemiczny: idea praw człowieka nie znajduje odbicia w systemie i praktyce tych państw. 
Fatalna sytuacja była w Afganistanie talibów: trzymali oni w więzieniach tysiące ludzi bez żadnych podstaw, a wrogów politycznych i przedstawicieli mniejszości narodowych mordowali. Działające poza standardami międzynarodowymi sądy koraniczne orzekały okrutne wyroki. Talibowie pozbawili kobiety praw, w tym możliwości kształcenia i pracy zawodowej (zwolniono nawet nauczycielki). Na porządku dziennym były „małżeństwa” pod przymusem. Ale i przeciwnicy talibów łamali prawa człowieka: komendanci tadżyccy i uzbeccy popełnili w latach 90. wiele zbrodni.
W Algierii, gdzie w latach 80. nastąpiły równocześnie procesy demokratyzacji i oddolnej islamizacji społeczeństwa, prawa człowieka to abstrakcja: od 1992 r. trwa wojna domowa między państwem a Islamskim Frontem Wyzwolenia, w której zginęło 100 tys. ludzi. Obie strony popełniają zbrodnie. Mimo to istnieje (pewien) pluralizm partyjny i (obok Libanu) największa wolność słowa w świecie arabskim.
Arabia Saudyjska to kraj, gdzie Koran ma rangę konstytucji, a islam interpretowany jest wedle surowej koncepcji wahhabitów. W kraju rządzonym autorytarnie przez dynastię królewską gwałcone są praktycznie wszelkie prawa człowieka, łącznie z wolnością religijną. Co roku kilkuset skazańców jest publicznie ścinanych. 
W Egipcie od 1967 r. trwa stan wyjątkowy (w 2000 r. przedłużony o kolejne 3 lata) i policja może internować każdego, zwłaszcza ekstremistów islamskich i przeciwników prezydenta Mubaraka. W 2000 r. wydano 66 wyroków śmierci (18 wykonano). Mubarak obiecał Bushowi, że sytuacja się poprawi (i zakazano chłostać więźniów).
Po 30 latach rządów autokratycznych Indonezja – największy kraj islamski (200 z 220 mln to muzułmanie), gdzie obowiązuje rozdział religii od państwa, popierany przez przywódców największych ruchów islamskich – próbuje wprowadzać struktury demokracji: wybory i wolność słowa. Rosną jednak w siłę ugrupowania skrajne. Łamanie praw człowieka „ery Suharto” to przeszłość, ale armia brutalnie zwalcza separatystów z licznych wysp. Częste są ataki ludności muzułmańskiej na chrześcijan.
Świecką dyktaturą jednej partii jest Irak, gdzie prawa człowieka nie znaczą nic. Wykonuje się kilkaset wyroków śmierci rocznie (na wrogach Husajna), liczba więźniów 5-krotnie przekracza liczbę miejsc w więzieniach, mniejszości (Kurdowie, szyici) są prześladowane; Husajn używał przeciw ludności kurdyjskiej broni chemicznej. 
Sprzeczne sygnały płyną z Iranu, rządzonego od przewrotu w 1979 r. przez islamski kler: trwa tam spór między „reformatorami” prezydenta Chatamiego a „konserwatystami”, sprzeciwiającymi się liberalizacji i pilnującymi zgodności ustaw z Koranem. Ostatnio „polem bitwy” jest (częściowa) wolność mediów. Działają „sądy rewolucyjne” (w 2001 roku 125 wyroków śmierci). Podobno młodzież (a irańskie społeczeństwo jest młode: 2/3 Irańczyków urodziło się po 1979 r.) jest bardzo zlaicyzowana.
Nie spełniły się nadzieje wiązane z faktem, że Kuwejt w 1991 r. wyzwoliły armie zachodnie: działa parlament, ale kobiety nie mają praw wyborczych, rośnie popularność skrajnych radykałów islamskich, mniejszości (100 tys. Beduinów) są dyskryminowane, a policja nagminnie łamie prawa podejrzanych, zwłaszcza więźniów politycznych.
Libia to dyktatura: formalnie władzę ma „lud”, a kraj idzie „trzecią drogą” (między kapitalizmem a komunizmem), w istocie od 1969 r. niepodzielnie rządzi pułkownik Kadafi. Jest on przypadkiem szczególnym: choć odwołuje się do islamu, walczy z tradycjonalistami, którzy krytycznie oceniają zmiany, jakie wprowadził (np. równość płci). Obok Syrii i Iranu był on głównym sponsorem terroru, ale ostatnio się od niego odcina. Nieliczni chrześcijanie nie są prześladowani (o ile nie angażują się politycznie).
Malezja, kraj wielu narodów i religii (Malezyjczycy-muzułmanie to połowa ludności), pod hasłem jedności państwa celowo ogranicza prawa (także ekonomiczne) mniejszości narodowych i religijnych. Normą są aresztowania i drakońskie wyroki.
Od objęcia władzy w 1999 r. przez młodego Mohammeda VI w Maroku można mówić o ostrożnej liberalizacji. Ta monarchia parlamentarna jest nadal państwem policyjnym, ale wielu opozycjonistom pozwolono wrócić z emigracji; pewną swobodą cieszą się media. Islam to religia państwowa, ale kontrolowana ściśle przez państwo, które zwalcza fundamentalistów (król jest zwierzchnikiem świeckim i duchowym).
Nigeria jest od kilku lat – po wprowadzeniu w kolejnych prowincjach prawa koranicznego, które zezwala na publiczne chłosty i amputację kończyn – miejscem starć chrześcijańsko-muzułmańskich. Zginęły w nich tysiące ludzi. Kobiety nie mają praw. Gwałt w małżeństwie nie jest karany.
W stabilnym ekonomicznie Omanie rządzi sułtan, jest jednak quasi-parlament (24 proc. ludności ma prawo głosu, w tym kobiety) i poprawia się przestrzeganie praw człowieka. Islam jest religią państwową, ale ma charakter umiarkowany. 90 proc. dziewcząt chodzi do szkoły, połowa studentów to kobiety. Konstytucja z 1996 r. określa prawa obywateli (ograniczona jest wolność słowa i działalność polityczna). Jest wolność religii; sułtan przekazał chrześcijanom i hindusom grunty pod budowę świątyń. 
W większości muzułmańskim Pakistanie nieliczni chrześcijanie coraz częściej są celem zbrojnych radykałów islamskich. „Ustawa o bluźnierstwie” grozi śmiercią tym, którzy kwestionują islam. Gen. Muszaraf, który rządzi od puczu w 1999 r., oficjalnie dąży do demokracji na wzór zachodni i obiecuje, że do jesieni 2002 odbędą się wybory na wszystkich szczeblach. Ale rządzi autorytarnie, ograniczając m.in. wolność słowa. 
W Sudanie muzułmańska północ walczy z chrześcijańsko-animistycznym południem, a przyczyną wojny, w której zginęło 1,5 mln ludzi, jest też eksploatacja złóż ropy. Obie strony popełniają zbrodnie (rządowe lotnictwo bombarduje kościoły).
Syria to świecka dyktatura, której władza (młody prezydent Baszar Al-Assad) opiera się na ideologii arabsko-nacjonalistycznej. Nie ma żadnych wolności politycznych, krytyka władz jest niemożliwa, a tajne służby wszechobecne. Ale ponieważ państwo jest świeckie, mniejszości religijne (chrześcijanie to 15 proc.) mają nieco większe swobody. Wielu więźniów politycznych to zwalczani przez państwo ekstremiści islamscy.
Poradzieckie republiki – Turkmenistan, Uzbekistan i Tadżykistan – są demokratyczne z nazwy, a rządzący (najczęściej dawni komuniści) mają na celu jedynie utrzymanie się przy władzy. Także dlatego ostro zwalczają radykalne ruchy islamskie. 
Tunezja to nie dyktatura i nie demokracja: republika prezydencka, z pluralizmem partyjnym (niepełnym; opozycja jest „wieczna”), wolnością zrzeszania (ograniczoną), częściowo wolnymi mediami (nie krytykują władz). Jak w Algierii, od lat 80. umacniają się radykałowie, popularni wśród młodzieży i zwalczani przez państwo. Większość z tysiąca więźniów politycznych to członkowie zbrojnych grup islamskich.
Mimo że Turcji – członkowi NATO i kiedyś zapewne UE, i najbardziej „uzachodnionemu” z krajów z ludnością muzułmańską – można sporo zarzucić, jest to już państwo z zupełnie innego świata... (patrz wywiad obok).



Opracował Wojciech Pięciak

(na podstawie m.in. www.faz.de oraz www.nzz.ch)

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl