Demokracja musi się bronić

KRZYSZTOF KOZŁOWSKI

 

Po to wymyślono parlament, by nieuniknione konflikty społeczne, polityczne i gospodarcze rozwiązywać w sposób cywilizowany, zgodnie z przyjętymi regułami gry: debaty, polemiki, a wreszcie głosowania zastępują w systemie demokratycznym uliczne bijatyki, przemoc, warcholstwo i samosądy. Co jednak robić, gdy owo warcholstwo zaczyna przenikać do wnętrza parlamentu i ogarnia tych, którzy mieli społeczeństwo przed nim chronić? I jest naprawdę obojętne, czy anarchiczne zachowania wywodzą się z kręgów szlacheckich, chłopskich czy faszyzujących frustratów. Parlament, który nie stawia czoła zagrożeniu, staje się ponurym kabaretem, a destrukcja demokratycznego państwa jest już tylko kwestią czasu. Zahamowany rozwój gospodarczy, wysokie bezrobocie i przyzwolenie społeczne na pozaprawne „branie spraw we własne ręce” tworzą niebezpieczne podglebie, a fakty dokonane, które stają się precedensem, uruchamiają reakcję łańcuchową.
Poseł ma i powinien mieć pełną swobodę wypowiedzi chronioną immunitetem, ale są tej swobody wyraźne granice, nakreślone w ślubowaniu poselskim. Podważanie ładu konstytucyjnego jest niedopuszczalne. Sejm, który by to tolerował, popełniłby polityczne samobójstwo. Jeżeli brakuje dobrych obyczajów, trzeba zaostrzyć regulamin sejmowy, a jeśli Sejm się na to nie zdobędzie, to znaczy, że przyszedł czas na Prezydenta RP, jego działania w obronie państwa i jego orędzie, tłumaczące społeczeństwu, co jest stawką w tej grze.

Krzysztof Kozłowski


 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl