Votum separatum

Same herezje

JÓZEFA HENNELOWA

 

Od czasu do czasu nadtytuł, pod którym drukuję te moje krótkie teksty na ostatniej stronie „Tygodnika”, odczuwam jako prawdziwy komfort. To naprawdę na własny rachunek, nie całego zespołu, nie całego pisma. Wolno mieć swoje własne powody do oburzenia, do niedowierzania, do zgorszenia i protestu nawet, albo i do czegoś w rodzaju herezji. Tak jak tym razem.
Sprawa pierwsza to tylko niedowierzanie, z jakim przeczytałam w wywiadzie pani dr Fedyszak-Radziejowskiej („GW”, 18.01) kończące go gorzkie słowa pod adresem „elit, które ponoszą większą odpowiedzialność za to, co się w kraju dzieje, niż inne grupy społeczne. A w dodatku nawet jak mają słuszne koncepcje, nie potrafią ich ludziom przekazać. Właśnie na tym braku komunikacji wygrywa Lepper, bo on wszystko wykłada tak przeraźliwie jasno, że każdy go rozumie”. „Przeraźliwie jasno”... I to mówi poważny pracownik naukowy PAN, specjalista od rozwoju wsi. Oczywiście, każdy rozumie Leppera, gdy „wyjaśnia”, że „wszyscy są złodzieje” (u władzy, rzecz prosta, nie wśród jego elektoratu), że „na niczym się nie znają, nic nie robią, nic nie rozumieją”, że „wszyscy dopłacamy do Unii Europejskiej”, że budżet najlepiej ratować rezerwą dewizową NBP itd., itd. To są te po sto razy już powtarzane „przeraźliwie jasne” wykłady, popis świadomej lub nieświadomej totalnej ignorancji i demagogii. Jeżeli dr Fedyszak-Radziejowska naprawdę ceni sobie takie kompetencje u przedstawiciela władzy ustawodawczej, mniemając, że faktyczną wiedzę o sprawach wagi państwowej można ująć w równie prostackie i akceptowalne slogany, to chyba mówimy i myślimy o państwie dwoma różnymi językami. Przykro mi, ale nie ma zgody.
Sprawa druga jest dla mnie jeszcze trudniejsza do zrozumienia. To zapowiedź przez etatowo i sztandarowo moralistyczną grupę w Sejmie, wkraczającą doń niedawno pod hasłem „narodu i wiary”, że będzie głosować przeciw odebraniu immunitetu poselskiego liderowi Samoobrony. Liga Polskich Rodzin jest zatem za bezkarnością posła, gdy wprawdzie przekracza on prawo, ale wojuje z jej przeciwnikami. Zasada ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny i słowa okazuje się więc głęboko relatywna, ani rusz nie pasując mi do wzniosłych haseł tejże partii i jej protektorów.
Sprawa trzecia wiąże się z wydarzeniem miłym i niebanalnym, tyle że w momencie, gdy to piszę, jeszcze nie rozstrzygniętym: z przyznaniem dziennikarskiej nagrody im. zmarłego niedawno tragicznie ks. biskupa Jana Chrapka. O nagrodzie napiszę, gdy już poznamy laureata (moi prywatni kandydaci niestety, prawie wszyscy okazali się członkami jury, siłą rzeczy więc nagrody dostać nie mogą...) Teraz chodzi mi o co innego: o nazwę nagrody „Ślad”, zaczerpniętą, jak podaje prasa, z dewizy zmarłego Biskupa: „Idź przez życie tak, aby ślady twoich stóp przetrwały cię”. Otóż całkiem po heretycku czuję sprzeciw wobec tej dewizy i w ogóle nie bardzo pasuje mi ona do Zmarłego. Któż by, służąc Bogu, miał się kłopotać o swoje ślady – przetrwają albo nie? Jedne zniszczy powódź albo trzęsienie ziemi (dosłownie lub w przenośni), inne ocaleją, chociaż akurat nie zasługują na to (ileż pomników pychy ludzkiej i marności mijamy zwiedzając pamiątki różnych czasów), Pan Bóg też kieruje ludzką pamięcią najdziwniej. Kto na przykład pamięta jeszcze ojca Beyzyma, apostoła trędowatych, nawet chyba nie kandydata na ołtarze? A nadto dziś tyle znamy technik zapewniających rozgłos albo go unicestwiających. Wszystko razem chyba naprawdę nie warte troski? Z ulgą przeczytałam w biogramie zmarłego Księdza Biskupa („Kto jest kim w Kościele polskim”), że jego dewiza biskupia brzmiała zupełnie inaczej: „Któż jak Bóg”...
I wreszcie ostatnia na dziś sprawa: nadchodząca już trzecia rocznica śmierci Szefa. W „Tygodniku” wspomnienia przyjaciół, w tym jedna wzmianka Julii Hartwig, jakże istotna: interpelowany o pisanie pamiętników Jerzy odpowiadał zawsze, że czasu mu brak. Wolał czytać, wspomina poetka, nie opuścił też nigdy wiadomości telewizyjnych. Jerzy, jaka straszna szkoda, że nie pozostały po Tobie twoje własne wspomnienia ani dzienniki! Co by to była za lektura, co za skarb. Strata, z którą pogodzić się nie sposób...

Józefa Hennelowa 



 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl