Skuteczność Asyżu

KS. ADAM BONIECKI

 

Pierwszy Asyż (w październiku 1986) był wydarzeniem kopernikańskim. Owszem, w dokumentach Soboru można było znaleźć teologiczne uzasadnienia, ale czym innym są teologiczne racje w dokumentach, a czym innym fakty i wydarzenia. „Biednych pogan” należało nawracać, od „heretyków i schizmatyków” trzymać się z daleka. Udział w innowierczym nabożeństwie groził ipso facto karą kościelną. Teraz tych pogan, heretyków i schizmatyków papież zaprosił, żeby być razem i modlić się do Boga, który – sugerował takie rozumienie przebieg nabożeństwa – jest jeden, prawdziwy, ponad podziałami.
Papież musiał napotkać wiele sprzeciwów, jeśli kilka miesięcy później (22 grudnia 1986 roku) przemówienie do Kurii Rzymskiej w całości poświęcił wyjaśnieniu teologicznych podstaw spotkania w Asyżu. Powiedział wtedy: „Sobór wielokrotnie określa Kościół jako »sakrament«, czyli znak i narzędzie wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego. Podstawą owej radykalnej jedności (...) jest tajemnica stworzenia. Jeden Bóg, w którego wierzymy, Ojciec Syn i Duch Święty, Przenajświętsza Trójca ze szczególną troską stworzył mężczyznę i kobietę (...) Istnieje zatem tylko jeden plan Boży dla każdej istoty ludzkiej, która przychodzi na ten świat, jeden początek i jeden koniec, bez względu na kolor skóry, kontekst historyczny i geograficzny, w jakim wypada jej żyć i działać, kulturę, w jakiej się wychowuje i wyraża. (...) Ta właśnie pełna blasku tajemnica jedności rodzaju ludzkiego sięgająca jego stworzenia i zarazem tajemnica jedności zbawczego dzieła Chrystusa, które przyniosło ze sobą narodziny Kościoła jako szafarza i narzędzia – ujawniła się w sposób wyraźny w Asyżu mimo istnienia nie tajonych bynajmniej, czy łagodzonych różnic wyznaniowych”.
Dzisiejsze spotkanie znaczy ponad wszystko, że tamto nie było jakimś ekscesem czy owocem utopijnej fantazji, lecz otwarciem nowej drogi (może powrotem do najbardziej pierwotnej?) Kościoła. Takim potwierdzeniem było podobne spotkanie związane z wojną w b. Jugosławii (1993) i spotkanie międzyreligijne w Watykanie (1999), nie mówiąc o wspieranej przez Papieża działalności wspólnoty św. Idziego (San Egidio).
Wiadomo, czym od początku jest Asyż dla lefevbrystów. Tegoroczne spotkanie określili jako „wydarzenie typu New Age”. Przez takie działania – stwierdzają przedstawiciele Bractwa św. Piusa X – „oszukuje się nieszczęsnych niewiernych i wyznawców innych religii, a wiernych doprowadza do obojętności religijnej. Czym innym jest umocnienie pokoju cywilnego między narodami poprzez kongresy, dyskusje, środki dyplomatyczne przy udziale wpływowych osób różnej narodowości i różnych wyznań, czym innym usiłowanie uzyskania od Boga dobra, jakim jest pokój, poprzez modlitwę wszystkich (fałszywych) religii”.
Prawda, te zarzuty są zjawiskiem marginalnym, trudności recepcji są jednak realne. Może niektórych biskupów zaniepokoiły źle przygotowane próby organizowania podobnych spotkań w Kościołach lokalnych, spotkań nie wolnych od relatywizmu czy synkretyzmu? Znamienne jest oświadczenie arcybiskupa większego Lwowa, kard. Husara, który przyznaje, że „to wydarzenie może wprawić niektóre osoby w pomieszanie (...) W moim kraju ludzie cierpieli prześladowania tylko za to, że są katolikami i dlatego dla nich być katolikiem nie jest czymś łatwym; niektórzy krytykują mnie, kiedy się spotkam z kapłanami lub biskupem prawosławnym. Mówią mi: cierpieliśmy za wiarę, a teraz ty ją zdradzasz”.
Czy i teraz Papież będzie musiał tłumaczyć wszystko od początku? A może do świadomości społecznej dotarło, że Asyż 24 stycznia był miejscem spotkania nie tylko różnych wierzeń, ale ludzkości. „Być razem, żeby się modlić”, nie „modlić się razem” – bo w modlitwie zawiera się cały sposób wierzenia, rozumienia Boga, a te są różne – Bóg zaś do końca czasów ponad nimi.
Styczniowe spotkanie miało także bardzo określony cel: uroczystą proklamację przekonania, że nigdy nie można przemocy usprawiedliwiać racjami religijnymi. Wiąże się to z wydarzeniami 11 września i z obawą, by chrześcijaństwo, postrzegane jako religia zachodu, nie znalazło się w religijnej wojnie z islamem. Widziane w tej perspektywie spotkanie może prowokować pytanie o skuteczność. Można w nią wątpić, widząc choćby brak proporcji: po stronie chrześcijańskiej postacie mające wpływ na swoje wspólnoty, tymczasem osobistości muzułmańskie, które zjawiły się w Asyżu, nie są reprezentatywne dla całego islamu.
Można mierzyć wagę i skuteczność asyskiego spotkania rangą tych, którzy do Asyżu przybyli, można analizować listę nieobecnych. To wszystko jest ważne, jednak nie stanowi właściwego klucza oceny. Mówi o tym Olvier Clément („L’Avvenire”): „Asyż to otwarcie drzwi historii na transcendencję, w której człowiek na zawsze jest zakorzeniony. Nie może być innej bariery dla rosnącego dziś barbarzyństwa. Kiedy Gandhi pościł, nie pościł – jak sam to podkreślał – po to, by wywierać nacisk na kogokolwiek, ale by pozwolić Bogu powtórnie wejść w historię. Czy tym samym będzie Asyż? Przecież była tam prawdziwa modlitwa (...) i odkrycie oblicza drugiego człowieka”. Nie można asyskiego spotkania oceniać poza kategoriami wiary. Modlitwy wyznawców różnych religii, w oddzielnych, niedostępnych dla dziennikarzy pomieszczeniach, naprawdę były modlitwami. Asyż, niezależnie od aspektu spektakularności, jest wydarzeniem nade wszystko religijnym, by nie rzec mistycznym.
I wreszcie to, co powiedział głośno rabin Singer: tylko Jan Paweł II mógł zwołać podobne zgromadzenie. W historii, co zresztą przypomniał tenże rabin – im szumniej rozbrzmiewały antywojenne deklaracje, tym bardziej pod płaszczykiem racji religijnych sięgano po przemoc. Na szczęście przyszedł Papież, który odważył się wypowiedzieć w imieniu ludzi Kościoła „mea culpa”. Tylko dzięki temu wyznaniu win, wyznaniu ich w sposób bezinteresowny, bez żądania analogicznego aktu z drugiej strony, wyznaniu wobec Boga i ludzi, Jan Paweł II okazał się wiarygodnym świadkiem wiary, że nigdy religijne racje nie mogą usprawiedliwić przemocy, bo kto krzywdzi człowieka, ten krzywdzi Boga.


Ks. Adam Boniecki

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl