O harmonii społecznej i gospodarczej

MICHAŁ KOMAR

 

Budownictwo drogowe kojarzy się z robotami publicznymi, które niekiedy służą ograniczeniu bezrobocia, niekiedy zaś mobilizacji mas za wszelką cenę. Największe sukcesy w tej dziedzinie odnieśli Inkowie, którzy w XV wieku wybudowali sieć dróg bitych o długości dziesięciu tysięcy kilometrów, nie wiedzieć po co i dlaczego. Ów lud bowiem nie używał żadnych pojazdów i nie doświadczał bezrobocia. We Francji drogi o nawierzchni z tłucznia kamiennego zaczęto budować w 1775 roku, a w Wielkiej Brytanii w 1815 roku, w Polsce zaś pierwsza droga bita powstała w latach 1821-23 na trasie Warszawa–Brześć nad Bugiem. We wczesnych latach dwudziestych XX wieku wybudowano we Włoszech (na trasie Mediolan–Varese) pierwszą autostradę, to znaczy drogę o twardej nawierzchni przystosowaną do ciężkiego zmotoryzowanego ruchu kołowego, złożoną z dwóch pasm jednokierunkowych oddzielonych barierą zabezpieczającą. Niestety, we wszystkich wymienionych wyżej przypadkach decyzję o finansowaniu, projektowaniu i wybudowaniu dróg były podejmowane przez władze państwowe, które – ze swej biurokratycznej istoty – nie liczą się z interesami grup zawodowych i środowisk lokalnych, obce jest im pojęcie harmonijnego współdziałania, obcy duch autentycznej, opartej na tradycji, więzi społecznej. 
Jakże pięknie na tym ponurym tle totalitarnym wyróżnia się autostrada wiodąca z warszawskiego Grochowa do nieodległej miejscowości Wesoła! Wybudowana w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku, po dziś pozostaje przykładem organicznego współistnienia innowacyjności inżynierskiej, gospodarczej roztropności i społecznej odpowiedzialności. Pomysł był prosty! A wiemy przecież, że wszystkie pomysły epokowe, jak na przykład ten dotyczący najkrótszej drogi między dwoma punktami, są po prostu proste i inne już być nie mogą. Pomysł polegał na tym, ażeby bariery rozgraniczające pasma jednokierunkowe zastąpić latarniami na betonowych słupach. Dzięki temu, każdy kierowca pojazdu wpadającego w poślizg i przetaczającego się na przeciwległe pasmo może, bez względu na porę dnia, wyraźnie widzieć ostatnie swe chwile lub, przynajmniej, ostatnie chwile pojazdu przez się kierowanego. Przyjęcie takiego rozwiązania zwiększyło produkcję i zatrudnienie w wytwórniach latarń na betonowych słupach, przyczyniło się do aktywizacji środowisk ubezpieczycielskich, zapewniło pracę przedsiębiorstwom remontowym. Zyskała też okoliczna ludność, która miast ślęczeć przed telewizorami (komunistyczna propaganda) z papierosem (nikotynizm) i kieliszkiem (alkoholizm), wystawała dnie całe na świeżym powietrzu (zdrowie) podejmując żartobliwe zakłady (przyzwoita rozrywka) o to, czy dany samochód roztrzaska się o słup, czy też zderzy się z pojazdami jadącymi w przeciwną stronę. 
Po 1989 roku wraz ze zwiększającą się w naszym kraju ilością samochodów zwiększała się też, ku powszechnemu zadowoleniu, ilość: słupów do wymiany, agencji ubezpieczeniowych oraz przydrożnych firm bookmacherskich. W zgodzie ze sławną tezą Kisiela, która głosi, że gdy w kapitalizmie pada deszcz, to wzrasta natychmiast popyt na parasole, a za tym idzie podaż, co prowadzi do rozkwitu przemysłu związanego z parasolnictwem, z wyjątkiem pasa Sahary i Kara-kum. Nie o tym jednak chciałbym pisać, nie o bezlitosnych, wilczych prawach rynku i nie o parasolach, lecz o duchu współpracy... Znane są kłopoty, z którymi boryka się nasza metalurgia. Otóż od pewnego czasu na trasie, o której mowa, latarnie betonowe są zastępowane latarniami metalowymi, niewątpliwie bardziej estetycznymi a charakteryzującymi się większa sprężystością przy uderzeniu w nie rozpędzonym samochodem. Wszyscy są więc zadowoleni: przemysł hutniczy, drogowcy montujący latarnie, ajenci firm ubezpieczeniowych i okoliczna ludność dbała o estetykę swego terenu. W ten oto sposób, rzekłbyś – niepostrzeżenie, bez dyktatorskiego udziału państwa, powstała organiczna całość łącząca interesy licznych grup zawodowych i społeczności lokalnej, całość, w której sukces jednostki nie stoi w sprzeczności z dobrobytem ogółu... 


Michał Komar 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl