Votum separatum

Przyczynek do Dnia Judaizmu

JÓZEFA HENNELOWA

 

Dzisiaj, 17 stycznia, o obchodzonym przez Kościół polski Dniu Judaizmu mówiły prawie wszystkie programy telewizyjne. Ale mówiły tak, jak mówi się o szczególnej okazji do obchodu, którą oczywiście trzeba zauważyć. Nie zdarzyła się ani jedna rozmowa z gościem w studiu, który by znaczeniu tego dnia przyjrzał się z bliska i dłużej na użytek odbiorcy, zapraszając go do współudziału w myśleniu i przeżywaniu. Pewnie dlatego, że wszystko przyćmiła kończąca się akurat wizyta prezydenta Rosji. Poczekajmy zatem na głosy, które przyjść powinny.
Ale we wrocławskim schronisku „Betlejem”, jednym z najstarszych schronisk dla samotnych matek, trzy dni temu otwarta została wystawa zupełnie niecodzienna, jak rewers do pięknych i wzniosłych godzin przemodlonych na Majdanku i w Lublinie, w krakowskim kościele franciszkanów i na Papieskiej Akademii Teologicznej. Na wystawie pokazano siedemdziesiąt fotografii spośród kilkuset zrobionych przez czternastoletnią uczennicę gimnazjum, w ubiegłym roku na ulicach Wrocławia. Fotografie przedstawiają napisy antysemickie na murach. Dziewczynka, która na prośbę rodziców (co łatwo zrozumieć) występuje pod pseudonimem „Gimnazjalistka”, prowadziła notatki podczas kolejnych wypraw: gdzie i jaki napis znalazła, czasem – jak długo pozostawał na murze (wracała bowiem w te same miejsca po jakimś czasie). Napisy czasem trwały niewzruszenie, czasem jednak były zamalowywane (najczęściej, notuje „Gimnazjalistka”, na murze cmentarza żydowskiego). Dziewczynka odnotowuje też pomysłowość karykatur, w których występują symbole żydowskie, i powtarzający się w wolnej Polsce od pierwszych wolnych wyborów zwyczaj domalowywania gwiazdy na aktualnych wówczas zdjęciach nielubianych kandydatów. Notatki są bardzo zwięzłe i prawie bez komentarzy, tak jakby wchodząca dopiero w życie uczennica nawet nie chciała silić się na szukanie wyrazu dla uczuć, które w niej się rodzą.
Inspiracja? Lektura otrzymanego „Dziennika” Adama Czerniakowa. Konkluzja? „Chciałabym, żeby moja wystawa coś zmieniła. Samo zamalowywanie niczego nie rozwiąże. Trzeba próbować coś zrobić w ludzkich głowach i sercach. Nauczycieli, których uczniowie chcieliby posłuchać, nie ma wielu. Może księża? (...) Może dziennikarze? Może Owsiak? (...) Większość podwórek, przez które przechodziłam na skróty, jest straszna, cuchnąca i zgniła. A oni tam żyją...”
I to jest na pewno problem. Ale drugim, jest jednak sam fakt godzenia się przechodniów, gospodarzy posesji, władz dzielnic z napisami, które powinny budzić ten rodzaj wstydu, który każe unicestwiać co rychlej wstydu tego przyczynę. Czternastolatka zatytułowała swoją wystawę (mającą trwać tylko szesnaście dni) cytatem zaczerpniętym z jednego z napisów. Brzmi on: „Holokaust – czemu nie”. Okazuje się, że można aż tak.

Józefa Hennelowa 



 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl