Komentarze

 


Krzysztof Kozłowski Chmury nad Radą

Wojciech Pięciak Nobel Pokoju czasu wojny

Krzysztof Burnetko Media, rządy, terroryści

 

 




  
 
Chmury nad Radą

Rada Polityki Pieniężnej – powołana na mocy konstytucji jako niezależny organ, mający strzec polskiego złotego i chronić go przed inflacją – staje się polityczną kartą przetargową. Leszek Miller, już jako desygnowany na premiera, daje jasno do zrozumienia, że będzie chciał wymusić na Radzie podległość wobec wytycznych polityki gospodarczej jego rządu, co w praktyce oznacza przekazanie w ręce rządu głównego instrumentu, którym dysponuje Rada, czyli decyzji w sprawie wysokości stóp procentowych. Opinii publicznej wmawia się, że uratuje to budżet przed deficytem i zapewni wzrost gospodarczy – gdy w rzeczywistości samo cięcie stóp nie sprawi żadnego cudu, jeśli nie będzie zharmonizowane z innymi – trudnymi i niepopularnymi – decyzjami rządu i parlamentu. Inaczej wszystko może się skończyć wpędzeniem gospodarki na powrót w wysoką inflację, czyli w jeszcze większe tarapaty. Ale Miller wie, że mozolne przywracanie równowagi budżetowej przez cięcie wydatków napotka na opór społeczny. Bezpieczniej obiecywać kolejne „gruszki na wierzbie”, czyli tanie kredyty, choć oznacza to także spadek oprocentowania oszczędności (a zaniżone odsetki i tak mają zostać opodatkowane). Ale koalicja SLD-UP-PSL wydaje się zadowolona z siebie: oto my, Sojusz, wypełniamy obietnice wyborcze, a zarazem dobijamy targu z PSL, który też chce się czymś pochwalić. W końcu nie na próżno krzyczano: „Balcerowicz musi odejść”. 
A jeśli nie da się krzykiem? Wtedy koalicja gotowa jest – grozi Miller – zmienić konstytucję, odbierając niezależność Narodowemu Bankowi Polskiemu i Radzie Polityki Pieniężnej, przy okazji usuwając prezesa NBP Balcerowicza. Za taką zmianą konstytucji mógłby głosować SLD (niepomny, że ją współtworzył), oczywiście PSL, ale także Samoobrona i Liga Polskich Rodzin. Ustawy zasadniczej nie obronią samotnie PiS i PO, a zresztą one zajęte są głównie swoim życiem wewnętrznym. Nadzieją pozostaje tylko prezydent Kwaśniewski, który akurat majstrowania przy konstytucji nie lubi, czemu dał dowód, sprzeciwiając się innemu wyborczemu pomysłowi SLD, czyli likwidacji Senatu. 
Konstytucję uchwalono w imieniu narodu, wszystkich obywateli. Ona nie może stać się instrumentem do realizowania doraźnych celów politycznych jakiejś partii czy koalicji. Nawet jeśli tak zdecydowanie wygrała ona wybory.

 

Krzysztof Kozłowski 

 

 

 

 

 

 

 

Nobel Pokoju czasu wojny

Szwedzki komitet uczyniłby chyba najlepiej, gdyby w tym roku w ogóle nie przyznał Pokojowej Nagrody Nobla. Byłoby to lepszym sygnałem niż nadanie go równocześnie ONZ i jej sekretarzowi generalnemu (od 1997 roku) Kofiemu Annanowi.
Owszem, sam Annan ma zasługi, a główną jest to, że jako pierwszy w historii sekretarz generalny zerwał z polityką „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. W latach 90. urzędnicy ONZ, patrzący na oblężone Sarajewo, zdolni byli tylko do pustych „apeli o pokój”. Inaczej Annan: on daje legitymizację (formalną lub cichą, w razie blokady ONZ przez kraje niechętne Zachodowi, jak w Kosowie) skutecznym w końcu ingerencjom w obronie praw człowieka. Podobno to przekonanie, że pokój wolno wymuszać siłą, jak w Kosowie czy Timorze Wschodnim (pogląd w ONZ faktycznie rewolucyjny) jest efektem jego osobistego doświadczenia: w 1994 r. Annan, wtedy zastępca sekretarza generalnego ONZ, odpowiedzialny za operacje pokojowe, nie rozpoznał sytuacji w Rwandzie przed ludobójstwem; to była jego największa porażka.
Ale Nobel Pokojowy dla ONZ to już decyzja naciągana, bo ONZ nie może pochwalić się ostatnio niczym. Co więcej, w latach 90. rolę „peacemakerów” skuteczniej spełniało NATO i indywidualnie niektóre mocarstwa. To także nieprzekonujący dziś sygnał (czy fragment uzasadnienia nagrody, że najlepsza droga do światowego pokoju prowadzi przez ONZ, to krytyka Amerykanów, prowadzących ofensywę przeciw terroryzmowi? Jeśli tak, komitet nie zauważył, że światowy terroryzm ONZ ma w wątpliwym poważaniu...).
To, co stało się 11 września i dzieje się nadal (atak biologiczny) tworzy atmosferę, w której nie przyznanie Pokojowego Nobla byłoby chyba gestem najmocniejszym. Nie byłby to precedens: w historii zdarzało się, że ten Nobel nie był przyznawany, i to nie tylko w latach 1914-18 i 1939-45 (z przerwami: w 1917 i 1944 r. dostał go Czerwony Krzyż), ale także w chwilach szczególnych kryzysów międzynarodowych (m.in. 1956, 1967, 1972).

Wojciech Pięciak

 

 

 

 

 

 


Media, rządy, terroryści

Najpierw administracja George’a Busha, a teraz rząd Tony’ego Blaira zaapelował do dziennikarzy, by nie transmitowali wystąpień Osamy bin Ladena i jego rzeczników. Mogą one bowiem – jak twierdzą – zawierać zaszyfrowane instrukcje dla członków Bazy, czy nawet hasła-wezwania do kolejnych ataków. 
Media (a chodzi głównie o stacje telewizyjne, bo gazety raczej nie przedrukowują już wystąpień Ladena, a co najwyżej je relacjonują) różnie odpowiedziały na tę sugestię. W uchodzących za wzorzec wolności słowa Stanach Zjednoczonych komercyjna CNN zgodziła się konsultować emisje obrazków z fachowcami ze służb specjalnych. W Wielkiej Brytanii publiczna BBC odrzuciła wezwanie rządu, powołując się na prawo obywateli do informacji. Teraz rozgorzeje kolejna dyskusja o granicach wolności mediów w sytuacjach kryzysowych i prawie rządów do ingerencji.
Jako przykład powoływane będą zapewne Niemcy: w czasie trwającej w latach 70. ofensywy RAF (Frakcji Armii Czerwonej) przeciwko państwu (jej elementem było m.in. porwanie przemysłowca Hansa Martina Schleyera) dziennikarze na prośbę władz samoograniczyli się w korzystaniu ze zdobytych informacji. Sceptycy odpowiedzą: a czy dziennikarze mają w takim razie zrezygnować także z wywiadów z politykami, którzy uchodzą za popleczników terroryzmu – chodzi choćby o przywódców „państw zbójeckich” (Irak, Libia, Korea Pn. itd.) czy też z ludźmi w rodzaju szefa politycznego szyldu Irlandzkiej Armii Republikańskiej, Adamsem, z którymi przecież spotykają się i wymieniają uściski szanowani mężowie stanu? 

Krzysztof Burnetko

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 42, 21 października 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl