Cykler wielkości dwóch magnetowidów

TOMASZ POTKAJ

 

Dziesięć lat temu Jerzy Owsiak wymyślił Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Dzisiaj Orkiestra zbiera z roku na rok miliony złotych – wydając je następnie na sprzęt dla polskich szpitali; do ubiegłego roku ponad 120 milionów złotych, w tym roku blisko 20 – mobilizując przy tym kilkadziesiąt tysięcy młodych ochotników. Wyzwala w ludziach coś, co najprościej można nazwać dobrem. To największa akcja charytatywna w Polsce.

Marcin za miesiąc kończy sześć lat, choć wygląda na trzy. Waży 14 kilogramów, ale przez ostatnie 1,5 roku przybyło mu cztery, co jego mama uważa za sukces. Bo Marcin przyszedł na świat z wadą nerek. 
Dziecko z wadą nerek ma w ciągu doby niewiele czasu na życie, większość pochłaniają mu bowiem dializy. Mama Marcina jeździła z nim na dializy z Myśliborza (woj. zachodniopomorskie) do szpitala dziecięcego w odległym o 40 km Szczecinie. Potem zaczęła dializować go w domu. Robiła to pięć razy w ciągu doby, codziennie, przez miesiąc. Przez wszczepiony na stałe do otrzewnej cewnik wpompowywała i wypompowywała płyn, pochłaniający toksyny z organizmu Marcina. Ale za każdym razem część toksyn pozostawała, mimo że chłopiec po każdej dializie leżał w łóżku przez godzinę – tak, jak zalecał lekarz. 
Dla Marcina szansą był cykler. To urządzenie wielkości dwóch magnetowidów, do automatycznej nocnej dializy otrzewnowej. Cykler kosztuje 5 tys. dolarów. To dla rodziców Marcina, mających na utrzymaniu jeszcze trójkę starszego rodzeństwa, wydatek przekraczający ich możliwości. Zwłaszcza, że sześcioosobowa rodzina utrzymuje się tylko z jednej pensji. 
Latem 2000 roku Marcin dostał cykler. Od fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. „Gdyby nie Owsiak, nie mielibyśmy go do dziś i jeździlibyśmy na dializy do Szczecina” – mówi mama. Teraz Marcin mimo choroby może funkcjonować normalnie: automatyczna dializa trwa w czasie snu. Mógłby nawet chodzić na kilka godzin do przedszkola, ale rodzice nie mają na to pieniędzy. Zresztą przedszkole i tak nie chce go przyjąć, bo boi się kłopotu z chorym w końcu dzieckiem. Ale to inna historia...
Marcin jest jednym z czwórki dializowanych za pomocą cyklerów pacjentów doktora Tomasza Jarmolińskiego ze stacji dializ szpitala dziecięcego przy ul. Wojciecha w Szczecinie. Trójka z nich zawdzięcza sprzęt fundacji Jerzego Owsiaka. „Jesteśmy najmłodszą stacją dializ w Polsce i na razie to nam wystarczy” – mówi lekarz. Po dwóch latach dializy otrzewnowej stan chłopca określa jako bardzo dobry. 
Podczas ósmego finału, w 2000 roku, Orkiestra grała dla dzieci chorych na nerki. Zebrano wtedy ponad 5 mln dolarów. Za te pieniądze kupiono między innymi 230 cyklerów. 
Owsiak jest twardym partnerem w negocjacjach i dlatego cykler firmy Compol-Nefro, kosztujący normalnie 5 tys. dolarów, fundacja kupiła za połowę tej ceny.


NAJWIĘKSZA ZBIÓRKA III RZECZYPOSPOLITEJ


Na kilka dni przed tegorocznym, dziesiątym już finałem w siedzibie fundacji na warszawskim Służewiu trwało gorączkowe pakowanie. Ekipa krasnali pod wodzą Bartka przygotowywała tysiące paczek z gadżetami i skarbonkami, które musiały trafić do ponad 830 sztabów w Polsce i poza nią: do Nowego Jorku, Toronto, Berlina, Aten, Vancouver, Trypolisu. Jurek Owsiak udzielał kolejnego tego dnia wywiadu. Już za kilka dni, w niedzielę, 90 tys. wolontariuszy z laminowanymi identyfikatorami miało wyjść na ulice, na największą akcję filantropijną III Rzeczypospolitej. Za zebrane w tym roku pieniądze fundacja chce kupić sprzęt do diagnostyki noworodków. Przede wszystkim tych z wrodzonymi wadami. Każdego roku w Polsce rodzi się 10 tys. noworodków z wadą lub zespołem wad, w tym około 7 tys. z tzw. wadami poważnymi. Wady wrodzone są główną przyczyną umieralności noworodków. 
Zaczęło się skromnie, w grudniu 1991. W swoim programie „Róbta co chceta” Owsiak rzucił – z prędkością 300 słów na minutę – hasło koncertów, z których dochód byłby przeznaczony na Oddział Kardiochirurgii Dziecięcej w Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. Pomysł chwycił, koncerty ruszyły, a na adres Rozgłośni Harcerskiej (gdzie wtedy pracował) zaczęły przychodzić pieniądze. W styczniu 1993 po raz pierwszy zagrała Wielka Orkiestra, na ulice wyszli wolontariusze, a program 2 TVP przez cały dzień pokazywał relacje. 
„Byłem wtedy dyrektorem Centrum Zdrowia Dziecka – opowiada prof. Paweł Januszewicz, dziś dyrektor Instytutu Leków – i wraz z pracującymi tam lekarzami Bohdanem Maruszewskim i Piotrem Burczyńskim szukaliśmy kilkudziesięciu tysięcy dolarów na wymianę starego, pochodzącego jeszcze z lat 70. płuco-serca. Wtedy Jurek zadzwonił do nas. Kiedy ta pierwsza zbiórka przyniosła fenomenalne efekty, pomyślałem sobie: dobrze byłoby zachować te pieniądze dla Centrum. Ale Owsiak powiedział, że trzeba je podzielić”. 
Za zebrane 1,5 mln zł kupiono sprzęt kardiochirurgiczny dla wszystkich 11 polskich ośrodków. Dwa miesiące później Owsiak z żoną i lekarzami z Centrum zarejestrowali fundację. 


„POLE JEST WIELKIE”


W 1994 r. Wielka Orkiestra grała dla oddziałów noworodków, rok później dla klinik onkologicznych, oddziałów chirurgii urazowej, kardiochirurgii dziecięcej (ponownie), ofiar wypadków, noworodków, dzieci z chorobą nerek. Zebrane sumy stawały się coraz wyższe. W 2001 r. zebrano 27 mln zł (ponad 6 mln dolarów). 
Owsiak nie bez trudności przebijał się do świadomości Polaków, czemu trudno się dziwić. Nikt przed nim w Polsce nie prowadził akcji charytatywnych w ten sposób. Owsiak łamał przyjęte reguły. Wielka Orkiestra opierała się na entuzjazmie i zaufaniu – w końcu pieniądze od wolontariuszy trafiały do centrali, choć nikt ich nie kontrolował. Owsiak fascynował – ten czterdziestolatek był dla młodych ludzi często pierwszą osobą, z którą przeszli na „ty” – ale i wielu drażnił. Drażnił jego styl bycia: czerwone spodnie, żółta koszula, niewyparzony język. A także to, że facet, który publicznie używał młodzieżowego żargonu i każdego lata prowadził duży festiwal rockowy (Przystanek Woodstock), stał się nagle niemal bohaterem narodowym. 
Owsiakowa Orkiestra stała się dla części środowisk prawicowych uosobieniem całego zła współczesnego świata. Kwestionowano motywację „dyrygenta”, zarzucano mu, że ratuje dzieci, aby wychowywać je potem „w kulturze śmierci narzucanej przez ideologię rocka” (tak pisał katolicki tygodnik „Niedziela”), że „propaguje permisywizm moralny i namawia do życia w grzechu” (prof. Piotr Jaroszyński, związany z Radiem Maryja). Poddawano także w wątpliwość kryteria, jakimi kieruje się Orkiestra w doborze adresatów pomocy. A publicznie wyrażane przez Owsiaka „nieortodoksyjne” poglądy sprawiały, że także z kościelnych ambon niewiele dobrego można było o nim usłyszeć. 
Także część działaczy organizacji charytatywnych, prowadzących działalność w sposób mniej spektakularny, miała żal, że nagłaśnianie akcji Orkiestry wyrządza krzywdę ich pracy. Dziś ksiądz Wojciech Łazewski, dyrektor „Caritas”, największej organizacji charytatywnej w Polsce, mówi: „Oceniam pozytywnie działalność Wielkiej Orkiestry tak jak każdej innej organizacji pozarządowej, działającej na rzecz drugiego człowieka. Oczywiście »Caritas« i Wielka Orkiestra działają w zupełnie inny sposób. Ale nie stanowimy konkurencji, działamy w oparciu o zasadę pomocniczości. Pole działania jest olbrzymie, starczy miejsca dla wszystkich”.


TYPOWY POLSKI SZPITAL


Dla oddziału noworodków szpitala powiatowego w Tomaszowie Lubelskim – obsługującego 10 tys. mieszkańców i 900 porodów rocznie – przez ostatnie sześć lat fundacja Owsiaka kupiła: dwie pompy infuzyjne, dwa inkubatory i dwa pulsoksymetry. „Gdyby nie te zakupy, nasz oddział właściwie przestałby istnieć” – ocenia ordynator Maria Kościk-Romaszko. Oprócz sprzętu Owsiaka, oddział dostał przez ten czas jeszcze jeden inkubator, kupiony ze środków NFOZ. Innych zakupów nie było i chyba nie będzie. 
Dlatego dr Kościk-Romaszko najbardziej liczy na Orkiestrę: „Każdego roku wysyłamy do fundacji błagania o pomoc. Mamy obiecany aparat do badania przesiewowego słuchu u noworodków. Czekamy”.
Podobne aparaty trafić mają do wszystkich 443 oddziałów niemowlęcych w Polsce. Finansowanie badań od 2003 r. ma wziąć na siebie ministerstwo zdrowia. 
Ten szpital w Tomaszowie Lubelskim jest jedną z ponad 600 placówek służby zdrowia w Polsce, do których trafił sprzęt medyczny – pompy infuzyjne, respiratory, defibrylatory, cytofluometry, oxymetry, płucoserca – zakupiony przez fundację. 
Szpital w Tomaszowie Lubelskim jest typowy. Choć pieniądze zebrane przez Orkiestrę stanowią niewielki ułamek tego, co państwo wydaje na ochronę zdrowia (w ubiegłym roku było to w sumie ok. 30 miliardów zł), to w wielu polskich szpitalach sprzęt medyczny kupiony przez fundację Owsiaka jest jedynym, jaki istnieje. 
Profesor Paweł Januszewicz: „Bez Wielkiej Orkiestry nie byłoby postępu technologicznego przynajmniej w kilku dziedzinach. Jeśli chodzi o neonatologię, a zwłaszcza inkubatory, to zakupy fundacji obejmują 70 proc. zakupów w ogóle”.
W ciągu 10 lat Wielka Orkiestra wydała na sprzęt ponad 120 milionów złotych.


ORKIESTRY DZIEŃ POWSZEDNI


Zwykle już kilkanaście dni po kolejnym Wielkim Finale dziennikarze przestają dzwonić do Owsiaka po wywiad. Odezwą się jeszcze pod koniec lutego, po ostatecznym rozliczeniu z 830 sztabami i darczyńcami Orkiestry. Dopiero wtedy będzie wiadomo na pewno, jaką kwotę zebrano w czasie tegorocznego finału. 
Rozliczenie, jak co roku, powędruje do MSWiA. 10 procent tej kwoty jest przeznaczona na działalność fundacji. A kiedy dziesięć zatrudnionych w fundacji osób policzy pieniądze, zaczną się spotkania z ekspertami i przetargi. Potem zakupiony sprzęt trzeba rozwieźć. A przecież jest jeszcze Przystanek Woodstock. 
I znowu trzeba myśleć o kolejnym finale. „Fundacja jest tak naprawdę dziełem Jurka – mówi prof. Paweł Januszewicz. – My stanowimy jego wsparcie merytoryczne. Proponujemy tematy, wyszukujemy ekspertów i Jurek się zgadza albo nie. Nie udało się na przykład ze skrzywieniami kręgosłupa, bo po prostu nie uzgodniono listy niezbędnych zakupów. Oczywiście taka działalność wymaga stałej współpracy z ministerstwem zdrowia i ta współpraca układała się różnie. Nie jest to tylko kwestia pieniędzy, ale też na przykład zgodności zakupów fundacji z programem ministerstwa. Bywały przypadki, że Jurek wymusił niektóre działania na ministerstwie. Tak było z noworodkami”.
Jerzy Owsiak ma 49 lat i ciągle czuje się młody. 
Właściwie przestał być nawet kontrowersyjny.
„Rzeczywiście – zauważa Januszewicz – krytyka ostatnio stała się rzadsza. A tę, która jest, przyjmujemy z chrześcijańską pokorą”. 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl