Komentarze

 


Ks. Adam Boniecki Świątynia Opatrzności: „I tak wy będziecie budować”

Michał Zieliński Koniec (?) dziwnej wojny

Józefa Hennelowa A skuteczność?

Jarosław Makowski Zasada ograniczonego zaufania

 

 




  
Świątynia Opatrzności: „I tak wy będziecie budować”

Ksiądz Prymas Józef Glemp wybrał do realizacji kolejny projekt Świątyni Opatrzności Bożej – tym razem dzieło architektów Wojciecha i Lecha Szymborskich oraz Jacka Zielonki. W zeszłym roku Ksiądz Prymas z prac wyróżnionych na konkursie otwartym wybrał projekt Marka Budzyńskiego i teraz, ogłaszając nowego zwycięzcę, nie ukrywał, że pierwszy projekt uważał i nadal uważa za najciekawszy. Wyjaśniając tę sprzeczność, Ksiądz Prymas oświadczył, że pomysł Budzyńskiego „budził sprzeciwy”, więc zdecydowano się na ogłoszenie (w lipcu ub.r.) nowego konkursu, już zamkniętego, dla siedmiu zespołów i bez Budzyńskiego. Dzisiaj Ksiądz Prymas ogłosił swą decyzję, ogłosił wbrew sobie: nadal przecież uważa, że najciekawszy jest projekt Budzyńskiego. 
Co będzie dalej? Jeśli konkursy i werdykty nie mają mocy wiążącej, nietrudno przewidzieć, że gdy nowy projekt także „wzbudzi sprzeciwy”, to również się go odwoła. A wzbudzi z pewnością sprzeciwy tych, których zachwycił projekt Budzyńskiego. Nowy jest zamysłem w całkiem innym stylu. Tamten był odważną propozycją stworzenia czegoś nowego, choć nawiązującego do wątków tradycyjnych. Obecny doskonale mieści się w granicach starych nawyków i skojarzeń. W tym widzę najgłębszą między nimi różnicę. W sprawę kosztów się nie wdaję; byłem zresztą świadkiem, jak prof. Budzyński wykazywał bezzasadność zarzutów o wysokie koszty, dowodząc, iż żaden projekt odpowiadający wymogom prymasowskim tańszy nie będzie. 
Mamy tu do czynienia z faktami wyraźnie niepokojącymi. Pierwszy, to wymuszenie na Prymasie (czego on sam nie ukrywa) zmiany werdyktu. Drugi, to kolejne zwycięstwo w Kościele zachowawczej ostrożności nad odwagą i chęcią przecierania nowych szlaków. Jest jeszcze trzeci powód do niepokoju, przyznaję, mniej wyraźny: oto prasa, referując te dziwne wydarzenia, używa formy bezosobowej: „postanowiono”, „rozpisano”. Prymas, na ile może, od tych decyzji się odcina. Kto więc postanowił? Kto rozpisał? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, kto od początku starał się projekt Budzyńskiego i samego autora skompromitować. Styczniowy numer pisma „Architektura/Murator” przynosi obszerną odpowiedź Budzyńskiego na list przedstawicieli Fundacji Budowy Świątyni (opublikowany wcześniej w tym piśmie, nr 7/2001). Budzyński pisze, że zaraz po ogłoszeniu wygranej jego projektu wiceprezes Fundacji zapewnił zespół Szymborskich i Zielonki, zasmucony przegraną: „Nie martwcie się, i tak wy będziecie budować”. Ciekawe, że wszystko się sprawdziło. Prorok jaki, czy co? 
 
Ks. Adam Boniecki

 




Koniec (?) dziwnej wojny

Od kilku miesięcy trwa wojna, wypowiedziana przez koalicję rządową Radzie Polityki Pieniężnej. Atak polityków SLD-UP i PSL miał dwa cele. Po pierwsze, szło o przejęcie kontroli nad bankiem centralnym tak, aby można było politykę monetarną wykorzystywać dla celów doraźnych (przede wszystkim zmniejszenia kosztów obsługi rosnącego długu publicznego). Po drugie, szło o efekt propagandowy. W Radzie znaleziono „chłopca do bicia”, na którego można było zrzucić odpowiedzialność za niepowodzenia polityki gospodarczej (czy też – jak wskazują komentatorzy – za brak polityki gospodarczej). 
Rozpoczęcie tej wojny dowodzi, że koalicja rządowa nie radzi sobie zbyt dobrze. I to nawet w tym, w czym zdawała się być mistrzem: w walce o stołki i manipulacji opinią publiczną. Tymczasem zamach na niezależność Rady i banku centralnego źle odebrano w Unii Europejskiej. To także bardzo zły sygnał dla inwestorów zagranicznych, prowokujący ich do nerwowych działań na naszym rynku finansowym. Z kolei efekt propagandowy, na który liczył rząd, nie jest zbyt wielki i jedynie krótkookresowy. Zapewne część społeczeństwa przez moment uwierzyła, że wszystkiemu winny jest zły Balcerowicz (jak ktoś chce, uwierzy i w to, że ziemia jest wklęsła). Z wolna jednak do ludzi zaczęła docierać druga strona tego (procentowego) medalu: jeżeli już dzisiaj rachunki ROR mają oprocentowanie poniżej inflacji, a lokaty długoterminowe w poważnych bankach oprocentowane są na 7,5 proc., to nietrudno policzyć, że każda dalsza obniżka stóp procentowych sprawi, iż oszczędzanie przestanie być opłacalne, a nasze uciułane grosze zaczną topnieć jak śnieg w marcu. Zwłaszcza, że z końcem owego marca od uzyskanych odsetek będziemy musieli zapłacić 20-procentowy podatek. 
I to chyba sprawiło, że rządowi napastnicy zaczęli się chyłkiem wycofywać na „z góry upatrzone pozycje”. Do odwrotu skłania także to, że sukces ataku pozbawiłby rząd kozła ofiarnego. Dlatego Rada Polityki Pieniężnej zapewne będzie dalej funkcjonować w nie zmienionym składzie, spełniając nadal swoje dwie ważne funkcje: będzie bronić wartości złotówki – oraz dostarczać władzy alibi... I nadal gabinet Millera będzie mógł, niestety, obarczać ją odpowiedzialnością za to wszystko, co się rządzącej koalicji nie uda.

Michał Zieliński

 


 

 

 

 


A skuteczność?

Sto sześćdziesiąt tysięcy podpisów pod projektem ustawy to sprawa poważna. Oczekiwanie, aby media elektroniczne nie serwowały dzieciom treści szkodliwych (przemoc, obsceniczność) jest w pełni słuszne. Godny uznania jest również pośpiech, z jakim Sejm już wziął na warsztat ów projekt. W czym więc wątpliwość? W życzeniowym maksymalizmie twórców nowej inicjatywy. Odpowiednie zakazy zapisane były już w obowiązujących od lat ustawach o radiu i telewizji oraz o ograniczaniu pornografii, zaś władcy mediów dobrowolnie podpisali umowę „bezpieczne media”. A jest, jak jest – co wszyscy wiemy i widzimy. Skąd więc nadzieja, że jeszcze szerszy zasięg zakazu (obejmujący także gry komputerowe) oraz wyższe kary, przewidziane w nowym projekcie, wyegzekwują praktykę poszanowania prawa? I jakie gremia, instytucje czy autorytety będą oceniać jego przekraczanie? Raz jeszcze moraliści zademonstrowali głęboką wiarę w sprawczą moc samej litery ustawowego zapisu.
 
Józefa Hennelowa

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zasada ograniczonego zaufania

Nadużycia seksualne (a pedofilia w szczególności), których sprawcami są duchowni, budzą zrozumiałe zgorszenie publiczne. Czynów takich dopuszczają się bowiem ludzie, których zwłaszcza dzieci darzą powszechnym zaufaniem i szacunkiem. Tylko we Francji w 2000 roku 30 księży katolickich zostało skazanych za czyny lubieżne. W Anglii i Walii od 1995 r. za analogiczne przestępstwa skazano 20 księży. Nie dziwi zatem, że wobec kolejnych skandali, czasem przy biernej postawie biskupów, głos postanowiła zabrać Stolica Apostolska: odtąd na mocy podpisanego właśnie przez Jan Pawła II dokumentu (ogłoszonego w oficjalnym „monitorze” Stolicy Apostolskiej „Acta Apostolicae Sedis”) sprawami nadużyć seksualnych, których dopuścili się księża, będzie zajmować się Kongregacja Nauki Wiary. Jej prefekt posiada teraz kanoniczne kompetencje do osądzania w Kościele takich spraw. Przewiduje się, że w niektórych przypadkach proces duchownego podejrzanego o nadużycia seksualne będzie się mógł toczyć przed trybunałem diecezjalnym, wtedy Kongregacja będzie drugą i ostateczną instancją (orzeczenia kościelne nie będą mieć wpływu na proces cywilny). 
To, że Stolica Apostolska wzięła sprawy w swoje ręce, a sam Papież potępił wykorzystywanie nieletnich zarówno w kazaniu podczas ubiegłorocznej Pasterki, jak i w orędziu Bożonarodzeniowym, świadczy o chęci przerwania milczenia wokół pedofilii duchownych. To także sygnał dla biskupów, aby w imię „solidarności kapłańskiej” nie bronili księży podejrzanych o molestowanie, ale pamiętając o prawie oskarżonego do obrony, kierowali się także dobrem ofiar. Znaczy to także, że do momentu wyjaśnienia zarzutów wskazana jest zasada ograniczonego zaufania ze strony biskupa wobec księdza, któremu zarzuca się molestowanie. W tak delikatnej materii, jak problem czynów lubieżnych na nieletnich, nie zaszkodzi dmuchać na zimne, pamiętając zarazem, że jednocześnie łatwo tutaj o zniesławienie niewinnego, jak miało to miejsce w przypadku amerykańskiego kardynała Bernardina.  

Jarosław Makowski

 

 

 

 

 

 

 





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 3, 20 stycznia 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze


Medytacja Biblijna
 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl