Votum separatum

Diariusz (2)

JÓZEFA HENNELOWA

 

Jest tak szaro i smętnie za oknem (a w dodatku dzisiejsza poranna rozmowa w „zetce” z nową minister od spraw kobiet potwierdziła, że poza ideologiczną żarliwością feministyczną niczego sensownego spodziewać się raczej nie sposób), iż postanowiłam dla ratowania optymizmu prowadzić co dzień dla siebie samej rejestr wydarzeń dobrych. Tych najmniejszych nawet. Ktoś pomógł otworzyć ciężkie wrota i jeszcze się uśmiechnął. Ktoś wyciągnął pomocną rękę przy wysiadaniu z tramwaju i – nieznajomy przecie – powiedział „dzień dobry”. Czytelnicy napisali entuzjastyczny list o „zerowym” numerze „Tygodnika” w zmniejszonym formacie, a inni – kilku – podziękowali za felieton „Nie” (to ten o granicach tolerancji i że nie może być „wszystko jedno”). Takie sygnały pomagają bardziej niż wszystkie tabletki na optymizm, bo są czymś prawdziwym. Wiem, że w tej chwili popełniam plagiat, naśladując pomysł Małgorzaty Musierowicz, ale rozgrzeszam się, bo przecież każdemu wolno korzystać z lekarstwa, które pomaga.
Najbliższa niedziela powinna pomóc nam wszystkim: będzie grała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Każdy będzie miał prawo do udziału w czymś zarówno dobrym, jak zabawnym, każdy będzie mógł choć na chwilę odnaleźć wspólnotę. Byle zapomnieć o zawistnikach, którzy już teraz, na wejściu, koniecznie chcą jeszcze raz „przyłożyć” Owsiakowi, znaleźć dziury w całym, wykazać niecne intencje albo przynajmniej odmówić dobrych. A przecież Orkiestra nie jest przeciwko komukolwiek albo czemukolwiek. I rywalizacja między działaniami pomocowymi byłaby czymś najbardziej głupim, co można sobie zafundować. Przecież uzupełniają się, a nie przeszkadzają sobie, przecież potrzeb i biedy ludzkiej i tak ciągle więcej niż naszych możliwości.
Z satysfakcją odnalazłam też w prawnym dodatku „Rzeczpospolitej” z 10 stycznia informacyjny materiał o możliwościach uzyskiwania odszkodowań przez ludzi, którzy na nie uprzątanych z zasp i lodu trasach doznali kontuzji. Dokładnie wyliczono, kto za jakie trasy ponosi odpowiedzialność. Gdyby wszyscy łamiący ręce, nogi i kręgosłupy zdecydowali się na takie działanie teraz na przykład w Krakowie (a warto zwrócić uwagę, że już od bardzo dawna statystyk wypadków nigdzie się w mediach nie znajdzie), miasto zbankrutowałoby w szybkim trybie, ponieważ stan przystanków, skrzyżowań ulic, nawet w centrum, tras wokół budynków użyteczności publicznej i parków jest skandaliczny. Pana prezydenta chroni tylko fakt, że na procesy cywilne większość poszkodowanych po prostu nie ma pieniędzy. Ale kompromitacji to nie zmniejsza.
A na koniec refleksja „pro domo sua” po lekturze, której towarzyszy współczucie dla braci w wierze na sąsiedniej Białorusi. Bez uprzedzenia zlikwidowano tam radiowy program niedzielny nadający Mszę świętą. Podobno wywoływał czyjeś protesty. Jeśli niewierzących, jakim prawem ich posłuchano, dyskryminując cztery miliony katolików? Jeśli protesty szły ze strony prawosławnych (pięć milionów), władza powinna była także im udostępnić transmisje ich liturgii niedzielnej. Ale zrobiono to, co zrobiono i jest pustka. Może to skłoni nas samych do większej troski o nasze własne media? O jakość programów, które mamy i którym nikt nie przeszkadza. Może dyskusje w niedzielnych „Otwartych drzwiach” będą lepiej przygotowane, a telewizja „Puls” pomyśli o większej autentyczności swoich propozycji, zastępując choć co któryś serial programem mniej banalnym, a skłaniającym do myślenia o czymś równie ważnym jak ciekawym (byle nie była to jeszcze jedna rozmowa z politykami!).

Józefa Hennelowa

PS. Tym razem potrzebna data: 11 stycznia br.

 



 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl