Pogrzeb ks. Andrzeja Bardeckiego
„Jestem do dyspozycji”
W słoneczny dzień 3 października odbył się pogrzeb
ks. Andrzeja Bardeckiego, wieloletniego asystenta kościelnego i kierownika działu religijnego
„TP”, kanonika krakowskiej Kapituły Katedralnej. Mszę św. w katedrze wawelskiej o godz. 10.00 celebrował metropolita krakowski kard. Franciszek Macharski. Wraz z nim koncelebrowali biskupi: Tadeusz Pieronek, Albin Małysiak, Stanisław Smoleński (bp Jan Szkodoń dołączył do ceremonii pogrzebowej na cmentarzu Rakowickim) oraz ok. czterdziestu kapłanów – kanoników Kapituły i przyjaciół ks. Andrzeja. W Mszy św. uczestniczyli przedstawiciele Polskiej Rady Ekumenicznej: ks. Roman Mikler z Kościoła ewangelicko-augsburskiego – prezes krakowskiego oddziału PRE, ks. Piotr Gąsiorowski z Kościoła ewangelicko-metodystycznego, ks. Czesław Siepietowski z Kościoła polsko-katolickiego oraz proboszcz parafii prawosławnej ks. Witold Maksymowicz.
W katedrze pojawiły się także siostry sercanki, w których domu ks. Andrzej Bardecki mieszkał przez kilkadziesiąt lat, krewni, przyjaciele i współpracownicy z
„Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”, Tadeusz Mazowiecki oraz Bronisław Geremek – uczestnik lekcji religii, prowadzonych po wojnie przez ks. Bardeckiego we Wschowej na Ziemiach Zachodnich. Na uroczystości pogrzebowe przyjechała także p. Helena Pałęcka, uczennica ze Wschowej, dla której jednak ks. Bardecki był nie tylko katechetą, ale i opiekunem duchowym, powiernikiem, przyjacielem. Takich osób jest więcej. Okazuje się, że ks. Andrzej miał swoją
„parafię personalną”: ludzi, których duchowo od wielu lat wspierał i prowadził, a których jego śmierć osierociła.
W homilii ks. prof. Łukasz Kamykowski z Papieskiej Akademii Teologicznej, następca ks. Bardeckiego na polu działalności ekumenicznej w Krakowie, przedstawił życie zmarłego i jego zasługi dla Kościoła. Mówił o
„pasji prawdy” i „prawości sumienia”. Dzięki nim ks. Bardecki potrafił podejmować decyzje odważne,
„czasem za cenę zerwania jakichś więzi”. Przy czym – jak zaznaczył ks. Kamykowski, wspominając rozmowy ze swym sąsiadem –
„widzieliśmy jak bardzo mu zależało, żeby takie przerwane więzi z powrotem nawiązać i jak bardzo był wdzięczny, za każdy okazany mu gest pojednania”.
Kaznodzieja wspomniał także ostatnie dni życia ks. Andrzeja. Po upadku, który spowodował z pozoru niegroźne potłuczenia, ks. Bardecki odbył spowiedź z całego życia, przyjął sakrament chorych i Komunię Świętą.
„Wydawało się, że wraca do zdrowia – mówił ks. Kamykowski – ale było coś, czym pragnął się z nami podzielić. Coś, co uzmysłowiło nam, że przekroczył pewien próg. Kiedy pocieszaliśmy go, że wszystko będzie dobrze, odpowiedział: »Ja już powiedziałem Panu Bogu: jestem do dyspozycji«”. Dwa dni po tej rozmowie, przyjaciele ks. Bardeckiego odnaleźli go nieprzytomnego w swoim pokoju. Nastąpił wylew. Po czterech dniach, 28 września, ks. Andrzej zmarł w krakowskim szpitalu przy ul. Skarbowej.
Żegnając zmarłego na cmentarzu Rakowickim przedstawiciel Polskiej Rady Ekumenicznej ks. Piotr Gąsiorowski mówił:
„Wrażliwy, współczuły, cierpliwy – umiał jednoczyć i mobilizować. Umiał walczyć, kiedy trzeba było walczyć i czekać, kiedy trzeba było czekać, po to, byśmy mogli krok po kroku stawać się jedno. To niezwykle ważne dla ruchu ekumenicznego, abyśmy mieli wokół siebie takich ludzi, jak ks. Andrzej”.
„Dla »Tygodnika Powszechnego« był darem od Kościoła – mówił z kolei ks. Adam Boniecki. – Uczył nas bezinteresownej miłości do Kościoła – wymagającej, surowej, nie zawsze mogącej liczyć od razu na wdzięczność. Wierzę, że oblicze pisma, które współtworzył, ten styl służenia Kościołowi będzie trwał w »Tygodniku« i nadal będzie jego siłą”.
W odczytanym przez kard. Macharskiego na wstępie Mszy św. liście (tekst publikujemy obok) Jan Paweł II napisał o głębokiej więzi, która łączyła go ze zmarłym. Ks. Andrzej – w latach 60. i 70. bliski współpracownik kard. Karola Wojtyły – należał do niewielu osób, które listy do Papieża rozpoczynają słowami
„Drogi Karolu...”.
Artur Sporniak
|