16 X 2000 –15 X 2001

Pontyfikat, rok XXIII

JANUSZ PONIEWIERSKI

 

Papież nie traktuje islamu oraz świata muzułmańskiego jak »obcego« (a taki punkt widzenia przyjmuje prasa laicka), lecz jak wspólnotę duchową zakorzenioną głęboko w religii, której los spleciony jest mocno z losem katolików. (...) Jan Paweł II nie uważa islamu i samych muzułmanów za nowego, uniwersalnego wroga zachodniej cywilizacji. Wręcz przeciwnie – jego zdaniem współcześni chrześcijanie mogą wynieść wiele cennych lekcji z islamskiego doświadczenia religijnego”.
Ibrahim M. Abu-Rabi („Jan Paweł II a islam”, w: „Jan Paweł II i dialog międzyreligijny”, praca zbiorowa, Nowy Jork 1999)

Rok 2001 został przez Jana Pawła II ogłoszony rokiem dialogu między kulturami. Nic dziwnego, że dialog ten stał się tematem dorocznego, już XXXIV orędzia na Światowy Dzień Pokoju (1 stycznia 2001). Papież jest realistą: dostrzega „otwarte wciąż rany” ludzkości i jej zmagania „z wyzwaniem solidarności, szczególnie trudnym w relacjach między ludźmi różnych kultur i cywilizacji”; zdaje sobie sprawę, „jak trudno pogodzić racje zwaśnionych stron, gdy emocje podsycane są przez trudne i poważne problemy, których nie udaje się rozwiązać”. Wie również, iż nie ma kultur idealnych – każda (!) kultura „potrzebuje oczyszczenia i zbawienia” (papieski dokument zawiera przenikliwą analizę win współczesnej cywilizacji zachodniej). Jego propozycje są proste i konkretne: realizacja zasady solidarności (zwłaszcza w relacjach pomiędzy Północą i Południem), autentyczne przejęcie się przez każdego (także przez państwa i organizacje terrorystyczne) wartością pokoju, bezwzględny szacunek dla ludzkiego życia, wreszcie nacisk położony na wychowanie. I choć Jan Paweł II jest pierwszym misjonarzem współczesnego świata, głosi zasadę wolności religijnej dla wszystkich: „Nie można zabronić jednej stronie proponowania drugiej stronie wartości, w które wierzy, pod warunkiem, że będzie to czynić w postawie poszanowania dla ludzkiej wolności i sumienia”. Perspektywa religijna pozwala mu, pomimo wszystko, na „nadzieję, że ludzie będą się (...) kierować ideałem prawdziwie powszechnego braterstwa. Jeśli ideał ten nie stanie się celem wspólnych dążeń – pisze Papież – nie uda się ustanowić trwałego pokoju”.
Z perspektywy dialogu między kulturami (czy nawet między cywilizacjami) najważniejszym wydarzeniem 23. roku pontyfikatu była wizyta w meczecie Omajjadów w Damaszku – kolejny milowy krok w dialogu z islamem (wcześniej Papież odwiedził kairski uniwersytet Al-Azhar, będący najwyższym autorytetem religijnym dla sunnitów, oraz przemawiał do młodzieży muzułmańskiej w Casablance, dokąd zaprosił go król Maroka Hassan II – potomek Mahometa w linii prostej). To właśnie tutaj usłyszeliśmy świadectwo na temat duchowej wartości islamu i przejmujący apel: „Gorąco pragnę, aby muzułmańscy i chrześcijańscy zwierzchnicy religijni i nauczyciele przedstawiali nasze społeczności religijne jako wspólnoty w pełnym szacunku dialogu, a nigdy jako wspólnoty w konflikcie. Jest istotne, aby młodzi uczyli się dróg poszanowania i porozumienia i aby nie nadużywali religii dla szerzenia lub uzasadniania nienawiści i przemocy. Przemoc niszczy obraz Stwórcy w Jego stworzeniach i nigdy nie należy jej uważać za owoc przekonań religijnych”.
Dialog pomiędzy kulturami nabrał szczególnego znaczenia po 11 września – po ataku terrorystów islamskich na Nowy Jork i Waszyngton. Na wieść o tym zamachu – „pierwszym straszliwym dramacie nowego tysiąclecia” – Jan Paweł II natychmiast pogrążył się w modlitwie w intencji ofiar (i do takiej modlitwy wezwał cały Kościół), okazał solidarność z Ameryką (jej znakiem była świeca zapalona przezeń w oknie rezydencji w Castel Gandolfo), potępił przemoc. Ale też „nie obraził” się na islam. Nie chciał odwołać swojej „lotniczej” pielgrzymki do Azji Środkowej (w tym do zamieszkanego w większości przez muzułmanów Kazachstanu), a przemawiając w Astanie powiedział: „Nienawiść, fanatyzm i terroryzm profanują imię Boga i zniekształcają prawdziwy obraz człowieka”, zaś „kontrowersje należy rozwiązywać nie przez stosowanie broni, lecz pokojowymi środkami negocjacji i dialogu”. I choć dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej Joaquin Navarro-Valls (wypowiadający się chyba zawsze w porozumieniu ze swoim zwierzchnikiem) dopuścił możliwość użycia siły w celu samoobrony przed terroryzmem (podkreślając jednak, że nie chodzi o atak, lecz o działanie prewencyjne, które „nie może pociągnąć za sobą niewinnych ofiar”, a „Stolica Apostolska wolałaby, żeby ten kryzys został rozwiązany bez użycia siły”), Papież – nie wykluczając interwencji, ale też nie zapalając dla niej „zielonego światła” – zdaje się przenosić refleksję na inny poziom: przestrzega przed nienawiścią i błaga o modlitwę. „Wzywam wszystkich do odmawiania różańca w intencji pokoju, aby świat został zachowany od niegodziwego bicza terroryzmu”. I dalej: „Nie możemy pozwolić, by niedawne tragiczne wydarzenia pogłębiły podziały...”
Chrześcijanie i muzułmanie, mieszkańcy USA i Afganistanu – dzieci Jednego Boga... Oto logika Ewangelii, czytanej A.D. 2001.

Dokumenty
Najistotniejszym dokumentem 23. roku pontyfikatu był, bez wątpienia, list apostolski „Novo millennio ineunte” – papieski program na trzecie tysiąclecie, zestawienie „priorytetów duszpasterskich”, które (wcielone w życie) mogą sprawić ową „wiosnę Kościoła”, zapowiadaną i oczekiwaną przez Jana Pawła II.
Po pierwsze zatem: świętość oznaczająca radykalizm Kazania na Górze. Po drugie: sztuka modlitwy. „Nasze chrześcijańskie wspólnoty winny stawać się prawdziwymi »szkołami« modlitwy”. „Trzeba, aby wychowanie do modlitwy stało się (...) kluczowym elementem wszystkich programów duszpasterskich”. Po trzecie: sakramenty. Po czwarte: słowo Boże (i zachęta do lektury Pisma). Po piąte: nowa ewangelizacja wymagająca „odpowiedzialnego udziału wszystkich członków Ludu Bożego” (i dostosowana „do szczególnych potrzeb każdego, do jego wrażliwości i języka”). Po szóste... Wystarczy. Duszpasterski program Jana Pawła II na trzecie tysiąclecie nie jest, jak widać, niczym nowym. On „już istnieje: ten sam, co zawsze, zawarty w Ewangelii i w żywej Tradycji”, niezmienny, „chociaż bierze pod uwagę epokę i kulturę”. Jego streszczeniem wydają się słowa Jezusa wypowiedziane do Piotra (i aż czterokrotnie, w różnych miejscach tego listu, powtórzone przez Jana Pawła): Duc in altum! („Wypłyń na głębię!”).
Papież potrafi czytać i interpretować Ewangelię na sposób egzystencjalny. Opisana przez Łukasza i pozornie niewiele wnosząca do naszego życia scena znad Jeziora Galilejskiego przypomina mu doświadczenie ludzi współczesnych: „Całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili” (Łk 5, 5). „W takim momencie – mówi Jan Paweł II – potrzebna jest wiara, modlitwa i dialog z Bogiem, aby serce otworzyło się na strumień łaski, a słowo Chrystusa mogło przeniknąć nas z całą swoją mocą: Duc in altum! W czasie tamtego połowu to Piotr wypowiedział słowo wiary: »Na Twoje słowo zarzucę sieci«. Na początku nowego tysiąclecia pozwólcie następcy Piotra wezwać cały Kościół do takiego aktu wiary, który wyrazi się przez odnowę życia modlitewnego”.
Duc in altum! – to odpowiedź Jana Pawła II na wyzwania rzucone chrześcijaństwu (i Kościołowi) przez współczesną kulturę. Czytając list Novo millennio ineunte, można odnieść wrażenie, że żyjemy w czasach analogicznych do tych, które znamy z Dziejów Apostolskich: ta sama żarliwość, wezwanie do świętości i nacisk położony na „pierwszeństwo łaski” (i życia wewnętrznego) przed działaniem i duszpasterską skutecznością. A to znaczy, że Biskup Rzymu domaga się – także od Kościoła instytucjonalnego! – nawrócenia.
Prymat ducha wcale nie oznacza odwrotu od świata: „Należy odrzucać pokusę duchowości skupionej na wewnętrznych, indywidualnych przeżyciach, którą trudno byłoby pogodzić z wymogami miłosierdzia”. Chrześcijanin III tysiąclecia ma być nade wszystko świadkiem, a nie tylko nauczycielem – powiada Jan Paweł II. Znakomite są w tym tekście „rozważania o komunii” i „kulturze solidarności” (nie tylko międzyludzkiej, ale i międzynarodowej czy nawet globalnej): „Duchowość komunii to umiejętność »czynienia miejsca« bratu i wzajemnego »noszenia brzemion«”. „Potrzebna jest dziś nowa »wyobraźnia miłosierdzia«, której przejawem będzie nie tyle i nie tylko skuteczność pomocy, ale zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego człowieka...”
Także Biskup Rzymu nie ogranicza się do „mówienia o” Chrystusie. Wielu pielgrzymów, przybywając do Rzymu, zostawiło tu ofiarę pieniężną. W związku z tym Jan Paweł II deklaruje: „Gdy pokryte zostaną wydatki, pieniądze, które uda się zaoszczędzić, będą przeznaczone na cele charytatywne”. Ot, kolejny znak odsyłający do rzeczywistości Dziejów Apostolskich... „Jest bowiem ważne, aby tak doniosłe wydarzenie religijne było jak najdalsze od jakichkolwiek pozorów spekulacji ekonomicznej”.

Podróże
Pierwsza w nowym milenium zagraniczna podróż Papieża wiodła – śladem św. Pawła – do Grecji, Syrii oraz na Maltę (4-9 maja) i, jak napisał publicysta „Więzi” Józef Majewski, odsłaniała „trzy istotne punkty programu dla Kościoła na progu trzeciego tysiąclecia: jedność chrześcijan (Grecja i część wizyty w Syrii), dialog międzyreligijny (syryjskie spotkanie z islamem) oraz świętość (kanonizacja trojga Maltańczyków)”.
Papieską podróż do Grecji nie bez powodu nazwano jedną z najtrudniejszych pielgrzymek tego pontyfikatu. Niewiele jest krajów, w których wizyta Biskupa Rzymu rodziłaby tak ogromny społeczny opór. Przyczynili się do tego prawosławni fundamentaliści (zwłaszcza tzw. starokalendarzowcy, dla których herezją jest nawet używanie w liturgii kalendarza gregoriańskiego), nazywający Papieża Antychrystem; mnisi z góry Athos modlili się o jego nagłą śmierć, byleby tylko nie doszło do wizyty w Atenach. Na podróż tę niemal do końca nie chciała się zgodzić hierarchia Kościoła prawosławnego, ulegając wreszcie namowom lewicowego rządu. Ta ogromna – i dla katolików nie do końca zrozumiała – niechęć ma swoje korzenie w historii i sięga roku... 1204 (zdobycie Konstantynopola przez krzyżowców i ustanowienie tam nowego patriarchy, który uznał zwierzchnictwo biskupa Rzymu). To było osiemset lat temu, niemniej – jak napisał jeden z greckich komentatorów pielgrzymki – „to zwycięzcy zapominają o wojnach. Zwyciężeni o nich pamiętają”. Oto główny powód, dla którego Kościół katolicki w Grecji nie ma osobowości prawnej, a katolicy (zaledwie 0,5 % mieszkańców) są tam obywatelami drugiej kategorii. Co więcej, samo słowo „katolik” jest już synonimem wroga, a tamtejsze przysłowie powiada, że „lepszy turecki turban niż papieska tiara” (Grecja przez kilkaset lat pozostawała w tureckiej niewoli!).
W tej perspektywie dużo łatwiej zrozumieć chłód, z jakim przyjęto w Atenach Biskupa Rzymu, opór przeciwko ucałowaniu przezeń ziemi greckiej (całuje się ziemię-matkę. A papież – argumentowano – nie ma do tej ziemi żadnych praw!), wyraźną powściągliwość ze strony prawosławnego arcybiskupa Christodulosa, który wprost zażądał od Papieża przeprosin za to, że „możny Rzym wiele razy uciskał Kościół prawosławny i sprzeciwiał się aspiracjom narodów takich jak Grecy”. Odpowiedzią Jana Pawła były słowa pełne pokory – słowa bezwarunkowe i nie żądające w zamian żadnej rekompensaty: „Oby Pan przebaczył nam, tak jak o to prosimy, wszystkie przeszłe i obecne sytuacje, w których synowie i córki Kościoła katolickiego zgrzeszyli wobec prawosławnych braci i sióstr poprzez uczynki bądź zaniedbania”. I nie były to ogólniki: wśród katolickich grzechów wobec prawosławia, „ran, które nadal jeszcze zadają ból sercu narodu greckiego”, Papież wymienił grabież Konstantynopola; wspomniał także o uniatyzmie jako modelu wspólnoty, „nie odpowiadającym dążeniu do jedności, które w naszych czasach Duch Święty wzbudził w sercach chrześcijan”. Nie wiem, czy prawosławni gospodarze, pamiętający może jeszcze profetyczny gest Pawła VI (który ucałował stopy wysłannika Patriarchy Ekumenicznego), spodziewali się owych przeprosin (część prasy greckiej sugerowała, że nie. „Jan Paweł II – pisano nazajutrz – zaskoczył Greków swoją prośbą o przebaczenie”). W każdym razie powitali je oklaskami. I od tego momentu lody zaczęły pękać: na początku spotkania Papież i metropolita Aten podali sobie tylko ręce, na zakończenie możliwy był już braterski pocałunek. Czymś niezwykłym (zwłaszcza w kontekście pielgrzymki do Gruzji, w 1999 roku, gdzie okazało się to niemożliwe) była zaproponowana przez Jana Pawła – i nieprzewidziana przez organizatorów – wspólna modlitwa „Ojcze nasz” (warto bowiem pamiętać, że dla wielu prawosławnych Greków Papież jest heretykiem, z którym niemożliwa jest wspólna modlitwa). Nazajutrz, na Areopagu, 62-letni Christodulos pomagał 81-letniemu Jan Pawłowi II zejść ze schodów. Ten obrazek najlepiej ukazywał to, co wydarzyło się w Grecji, o wiele więcej niż analizy watykanistów. Na Areopagu odczytano też wspólną deklarację zwierzchników obu Kościołów: potępiono w niej „uciekanie się do przemocy, prozelityzmu i fanatyzmu w imię religii” i wyrażono przekonanie, że „stosunki między chrześcijanami we wszystkich swoich przejawach powinny odznaczać się uczciwością, roztropnością i znajomością rzeczy”.
Prosto z Grecji Papież poleciał do muzułmańskiej Syrii, by stamtąd mówić o pokoju: „Boże, prosimy Cię za wszystkie narody Bliskiego Wschodu. Pomóż im burzyć mury wrogości i podziału i wspólnie budować świat sprawiedliwości i solidarności. (...) Prosimy Cię za wyznawców wszystkich religii. Niechaj szukają Twojej woli w modlitwie i czystości serca...” Jedynym „zgrzytem” tej podróży były próby jej politycznego (czytaj: antyżydowskiego) wykorzystania przez władze Syrii. Tak stało się na przykład w Kunejtrze, miejscowości na Wzgórzach Golan, zniszczonej przez Żydów podczas wojny syryjsko-żydowskiej (1967 r.); zburzona Kunejtra nigdy nie została odbudowana, a władze Syrii traktują ją jako symbol „izraelskiego barbarzyństwa”. Papież nie polemizował z syryjskim prezydentem, mimo że miałby mu sporo do powiedzenia. Przeciwnie: starał się być miły. Mówił na przykład: „Oto najmłodszy na świecie prezydent spotyka się z najstarszym...” I tylko rzecznik prasowy Watykanu przypominał, że Jan Paweł „odbywa tu pielgrzymkę”!
Wizyta w Syrii miała także wymiar ekumeniczny. Tutejsi chrześcijanie (spośród 17 mln mieszkańców Syrii 2,5 mln wyznaje chrześcijaństwo), mimo przynależności do różnych wyznań i obrządków, zachowują tu godną podziwu harmonię.
Ostatnim etapem papieskiej wizyty była katolicka Malta, gdzie Jan Paweł ogłosił troje nowych błogosławionych. W beatyfikacyjnej Mszy św. wzięło udział przeszło 200 tys. osób, to znaczy ponad połowa mieszkańców wyspy. Na Malcie Papież wyglądał jak człowiek szczęśliwy. A kiedy żegnał się z mieszkańcami wyspy, zacytował zapisane w Dziejach Apostolskich świadectwo św. Łukasza: „Maltańczycy »okazali nam wielki szacunek, a gdyśmy odjeżdżali, przynieśli wszystko, co nam było potrzebne«, Przeżyłem duchowo to samo doświadczenie...”
Kilka tygodni później (23-27 czerwca) Jan Paweł II odwiedził Ukrainę. To także była niełatwa pielgrzymka: głównie ze względu na sytuację panującą w tamtejszym prawosławiu, podzielonym na kilka skłóconych ze sobą Kościołów (najważniejsza linia podziału przebiega pomiędzy Patriarchatem Moskiewskim, który rości sobie pretensje do jurysdykcji nad Ukrainą, a nastawionymi patriotycznie Kościołami Ukrainy, które domagają się eklezjalnej „niepodległości”), ale i ze względu na stosunki pomiędzy grekokatolikami i wyznawcami prawosławia. (Pomijam skomplikowaną sieć relacji pomiędzy grekokatolikami i łacinnikami, oraz Ukraińcami i Polakami na Zachodniej Ukrainie. A także liczne problemy przenikające ukraińskie państwo i społeczeństwo). Sytuację komplikowało jeszcze spojrzenie tych, którzy na podróż do Kijowa patrzyli niemal wyłącznie przez pryzmat upragnionej przez Papieża podróży do Moskwy, oraz postawa patriarchy Wszechrusi Aleksego, który na papieską pielgrzymkę odpowiedział bojkotem.
Jednak pomimo tak wielkich trudności Jan Paweł II zdołał „przekroczyć tutaj próg nadziei”. Była to, po pierwsze, nadzieja dla Ukrainy – dla młodego państwa budującego dopiero swoją tożsamość i dla społeczeństwa, które ma za sobą dziesiątki lat życia w Związku Sowieckim. Jan Paweł II (przemawiając po ukraińsku!) przypomniał Ukrainie jej tysiącletnią tożsamość i jej związki z Europą. „Ludzie wyprostowali się, zaczęli się uśmiechać, stali się życzliwsi i lepsi – pisał potem na łamach »Więzi« ukraiński intelektualista Myrosław Marynowicz. – W ciągu tego wyjątkowego tygodnia odżyło naturalne prawo moralnej grawitacji. W ludzkich duszach znowu pojawiła się świadomość moralnej »góry« i »dołu«, zyskała uznanie uzdrawiająca moc sumienia”.
Po drugie, była to nadzieja na pojednanie polsko-ukraińskie. Mówił o nim (po polsku i po ukraińsku) Papież: „Czas już oderwać się od bolesnej przeszłości! Chrześcijanie obydwu narodów muszą iść razem (...). Niech przebaczenie – udzielone i uzyskane – rozleje się niczym dobroczynny balsam w każdym sercu”. Mówił też kardynał Lubomyr Huzar (a były to słowa, których nie powinno się przeoczyć): „Niektórzy synowie i córki Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (...) świadomie i dobrowolnie wyrządzili krzywdę swoim bliźnim spośród swego narodu czy innych narodów. Za nich wszystkich (...) pragnę prosić o przebaczenie Pana, Stworzyciela i Ojca nas wszystkich, a także tych, których w jakiś sposób skrzywdziliśmy...”
Po trzecie, była to, mimo wszystko, nadzieja dla dialogu katolicko-prawosławnego. (Ogromne znaczenie dla dialogu grekokatolików z prawosławnymi mają słowa kard. Huzara, głowy Kościoła greckokatolickiego, który w trakcie wizyty Papieża powiedział: „Przebaczamy tym, którzy nas skrzywdzili”). Bo choć Patriarchat Moskiewski pielgrzymkę zbojkotował, Papieża ciepło przyjęły pozostałe Kościoły prawosławne, a w bizantyńskiej Mszy odprawionej w Kijowie masowo uczestniczyli wyznawcy prawosławia; według Navarro-Vallsa stanowili oni dwie trzecie obecnych. Prawosławni, słysząc słowa przeprosin „za błędy [katolików] popełnione w odległej i niedawnej przeszłości” oraz zapewnienia Papieża, że jego obecność na Ukrainie nie ma nic wspólnego z prozelityzmem, ale chce być „świadectwem o Chrystusie [złożonym] wraz ze wszystkimi chrześcijanami każdego Kościoła i Wspólnoty kościelnej”, mogli sami zweryfikować antykatolicką retorykę rosyjskiej Cerkwi.
Nie można jednak zapominać, że papieska wizyta w Kijowie i we Lwowie była przede wszystkim pielgrzymką do obu Kościołów katolickich – łacińskiego i greckokatolickiego – i oznaczała dla nich opatrywanie ran, stawianie drogowskazów (beatyfikacje wyznawców i męczenników. Na uwagę zasługuje zwłaszcza pierwsza zbiorowa beatyfikacja męczenników czasów komunistycznych), budzenie nadziei na przyszłość. Kto wie, być może dla obu tych Kościołów (i dla społeczeństwa Ukrainy) podróż Jana Pawła będzie miała znaczenie podobne do tego, które stało się udziałem Kościoła (i społeczeństwa) w Polsce w roku 1979?
Początek trzeciej dekady pontyfikatu Jana Pawła II to czas intensywnego pielgrzymowania na Wschód: geograficzny, kulturowy, chrześcijański... Papież nadrabia zaległości. W tym roku jest to szczególnie widoczne: Syria, Grecja, Ukraina oraz dwa kolejne państwa powstałe po upadku ZSRR – Kazachstan i Armenia (22-27 września). 
Wizyta w Kazachstanie to przede wszystkim kontynuacja dialogu międzyreligijnego (wszak 47% mieszkańców wyznaje islam). Ale nie wyłącznie. Jak jeszcze przed pielgrzymką mówił bp Tomasz Peta, ten kraj, w którym mieszkają reprezentanci ponad stu narodowości, „doświadcza niezwykłej tajemnicy cierpienia, morza łez i krwi”. Ojciec Święty złożył tu hołd męczennikom – ofiarom komunistycznych represji, natchnął nadzieją miejscowy Kościół, borykający się z obojętnością religijną i poczuciem beznadziejności, porównując go do ewangelicznego zaczynu. „Kościół katolicki jest tutaj zaledwie małą roślinką, ale dzięki ufności – bogatą w nadzieję”.
Wizyta Jana Pawła była dla mieszkańców Kazachstanu prawdziwym świętem. Jego kulminacją stało się spotkanie z młodzieżą, która podarowała Papieżowi tradycyjny kazachski instrument – kobyz. Wychodzącemu z sali Ojcu Świętemu – pisał korespondent KAI – zastąpiła drogę grupa dziewcząt, które po kolei całowały go w policzek, co wzbudziło powszechny entuzjazm.
A potem była wizyta w Armenii, kraju, który 1700 lat temu przyjął chrześcijaństwo. Tu papieska pielgrzymka miała nade wszystko wymiar ekumeniczny. Biskup Rzymu uczestniczył w spotkaniu, a potem w nabożeństwie ekumenicznym w ormiańskich katedrach w Eczmiadzynie i w Erywaniu; obaj hierarchowie – rzymskokatolicki i ormiański, Jan Paweł II i Garegin II – ogłosili deklarację, w której zaapelowali do wszystkich chrześcijan o wspólne wyznawanie jednej wiary oraz leczenie rany podziałów. Ale prawdziwą sensację wzbudził nocleg w siedzibie katolikosa Garegina II: „Po raz pierwszy papież rzymski podczas całego pobytu w jakimś kraju mieszka w domu swego Brata, który przewodniczy jednemu z chwalebnych Kościołów Wschodu, i dzieli z nim codzienne życie pod tym samym dachem” (do tej pory Papież był zawsze gościem nuncjusza lub miejscowego biskupa katolickiego). Nowością była też stała obecność katolikosa we wszystkich wydarzeniach tej pielgrzymki. 
Ormianie nigdy nie zapomną Janowi Pawłowi II hołdu złożonego przezeń ofiarom tureckiej rzezi Ormian (1915-16) – w trakcie tej uroczystości pieśń Ave Maria wykonał francuski piosenkarz, z pochodzenia Ormianin, Charles Aznavour. Jan Paweł zaś nigdy pewnie nie zapomni Ormianom tej niezwykłej serdeczności, z jaką spotkał się w Armenii. Kiedy wsiadał do samolotu, był wyraźnie wzruszony. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Dziękuję, najdroższy bracie Gareginie! Dziękuję wam wszystkim!”

Słowa, gesty, wydarzenia
Ten rok oznaczał nade wszystko koniec Wielkiego Jubileuszu. W ramach Jubileuszu odbyły się jeszcze specjalne spotkania – m.in. ze sportowcami, dla których Jan Paweł II odprawił Mszę św. na stadionie olimpijskim w Rzymie, oraz ze światem polityki. Z okazji tego ostatniego spotkania Papież ogłosił św. Tomasza Morusa patronem polityków; w trakcie tej uroczystości parlamentarzyści ze wszystkich stron świata przynieśli dzbany wody oraz woreczki z ziemią pochodzące z ich kontynentów. Ich dary zostały następnie zmieszane w ceramicznej kuli – miało to symbolizować dążenie całej ludzkości (i przedstawicieli rozmaitych kultur) do braterstwa i pokoju.
Jubileusz zakończył się 6 stycznia 2001 r. Tego dnia Jan Paweł II zamknął Drzwi Święte w Bazylice św. Piotra. „Zamykają się dziś Drzwi Święte, »symbol« Chrystusa – powiedział Papież – ale pozostaje szeroko otwarte Serce Chrystusa. Nadal mówi On do ludzkości spragnionej nadziei i sensu: »Przyjdźcie do mnie wszyscy (...), a ja was pokrzepię«”. Z okazji Jubileuszu (od Świąt Bożego Narodzenia 1999 do uroczystości Objawienia Pańskiego 2001) Rzym odwiedziło ponad 25 milionów pielgrzymów. Bilansu owego roku dokonał sam Ojciec Święty w liście „Novo millennio ineunte”: „Wielkie wrażenie wywarły na mnie nie tylko tłumy, które podczas różnych uroczystości wypełniały plac św. Piotra. Nierzadko przyglądałem się też uważnie długim szeregom pielgrzymów, oczekujących cierpliwie na przejście przez próg Drzwi Świętych. Usiłowałem sobie wyobrazić historię życia każdego z nich, złożoną z radości, lęków i cierpień; historię, w którą wszedł Chrystus”. I dalej: „Z satysfakcją obserwuję, że w ostatnim czasie parlamenty wielu państw wierzycielskich podjęły decyzje o istotnej redukcji zadłużenia dwustronnego, ciążącego na krajach najuboższych i najbardziej zadłużonych”. Kilka dni zaś po zakończeniu Jubileuszu Papież powiedział: „Po tym poznają, że mieliście Jubileusz, jeżeli będziecie się wzajemnie miłowali”.
W maju odbył się nadzwyczajny konsystorz kardynalski poświęcony „perspektywom dla Kościoła w trzecim tysiącleciu”. Także tu analizowano bilans Jubileuszu. „Trzeba przejść od Kościoła ubogich do Kościoła ubogiego – mówił kard. Roger Etchegaray. – Tylko Kościół ubogi może stać się Kościołem misyjnym”. Najwięcej uwagi poświęcono jednak dalszemu rozwojowi kolegialności w Kościele. (W tym kontekście kard. Cormack Murphy O’Connor z Londynu stwierdził, że „nadszedł czas na zwołanie specjalnego soboru ekumenicznego”, na który zostaliby zaproszeni chrześcijanie innych wyznań, Papież zaś kierowałby obradami „nie siłą nieomylnego prymatu jurysdykcji, ale siłą prymatu miłości”). Dziennikarze patrzyli na konsystorz przede wszystkim z perspektywy przyszłego konklawe. Mało kto pamiętał, że jesienią zaczyna się kolejny Synod Biskupów, tym razem poświęcony właśnie powołaniu biskupa w Kościele. Tamten konsystorz stanowił, jak się dziś wydaje, zapowiedź synodu: jego tematyki (kolegialność!) i temperatury obrad. To przecież w maju kard. Godfried Danneels, arcybiskup Brukseli, mówił, że „aktualny regulamin synodu nie pozwala na prawdziwą kulturę debaty w ramach kolegium biskupów z papieżem”. Synod będzie trwał do 27 października. Na jego wyniki (i omówienie dyskusji) trzeba zatem poczekać.
Wiosną 2001 r. Jan Paweł II w ramach audiencji generalnych rozpoczął cykl komentarzy do Księgi Psalmów. Wcześniej mówił m.in. o królestwie Bożym. Na przykład tak: „Wszyscy sprawiedliwi na ziemi, także ci, którzy nie znają Chrystusa i Jego Kościoła, a pod wpływem łaski szczerym sercem szukają Boga, są powołani do budowania królestwa Bożego”. Słowa te wielu dziennikarzy zinterpretowało jako pośrednią polemikę z deklaracją „Dominus Iesus”. Była to interpretacja na tyle powszechna, że Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej poczuło się zmuszone do ogłoszenia specjalnego oświadczenia na temat jej błędności.
Jan Paweł II przekazał greckiej wspólnocie prawosławnej w Rzymie klasztor św. Teodora na Palatynie, wspólnocie prawosławnej zaś w Bukareszcie ofiarował 100 tysięcy dolarów na budowę katedry.
Papież otrzymał Złoty Medal Kongresu USA. Jest to najwyższe odznaczenie cywilne przyznawane przez Kongres Stanów Zjednoczonych. Dotychczas medal ten otrzymało zaledwie 250 osób, w tym pierwszy prezydent USA George Washington i Matka Teresa z Kalkuty.
30 sierpnia z udziałem Papieża i publiczności odbyła się w Watykanie światowa prapremiera filmu Jerzego Kawalerowicza „Quo vadis”, pierwsza tego typu impreza w dziejach papiestwa i w historii kina. Dotychczas papieże oglądali filmy w czasie pokazów zamkniętych.

Nominacje, personalia
Papież mianował 44 nowych kardynałów (liczba rekordowa w historii Kościoła katolickiego) i tym samym przekroczył wszelkie limity dotyczące liczby kardynałów mogących brać udział w konklawe (regulamin mówi o 120 elektorach, zaś w lutym 2001 roku prawo do udziału w konklawe miało 135 kardynałów. Owi „ponadliczbowi” kardynałowie skończą „osiemdziesiątkę” – i stracą prawo wyboru nowego papieża – w 2002 r.). Ponadto, rzecz bez precedensu, Biskup Rzymu ogłosił te nominacje w dwóch turach: najpierw usłyszeliśmy nazwiska 37 nominatów, a tydzień później lista ta została uzupełniona o kolejnych siedmiu kardynałów. Wśród nowo mianowanych znaleźli się: dwaj Polacy (abp Zenon Grocholewski z Kurii Rzymskiej i abp Marian Jaworski ze Lwowa); Ukrainiec, nowy greckokatolicki arcybiskup większy Lwowa Lubomyr Huzar; długoletni więzień polityczny abp François-Xavier Nguyen Van Thuan z Wietnamu; organizator papieskich pielgrzymek o. Roberto Tucci SJ z Włoch oraz czterej wybitni teologowie: ks. Avery Dulles SJ (USA), ks. Leo Scheffczyk, bp Walter Kasper i bp Karl Lehmann (wszyscy trzej z Niemiec. Ten ostatni miał w Kurii Rzymskiej opinię niepokornego. I Kasper, i Lehmann byli autorami krytycznych opinii na temat deklaracji „Dominus Iesus”). Nowi kardynałowie pochodzą z 27 krajów (i z czterech kontynentów). Proces umiędzynarodowienia Kolegium Kardynalskiego wyraźnie postępuje naprzód... I to jeszcze nie koniec, bo – jak powiedział Papież – „są jeszcze inne osoby, które (...) w pełni zasługiwałyby na wyróżnienie godnością kardynalską. Mam nadzieję, że w przyszłości będę miał sposobność wyrazić także w ten sposób szacunek i życzliwość im samym oraz krajom, które reprezentują”.
Jan Paweł II przyjął w tym roku m.in. królową Elżbietę II, prezydenta USA George’a Busha, przywódcę Autonomii Palestyńskiej Jasera Arafata, anglikańskiego arcybiskupa Canterbury George’a Careya oraz katolikosa wszystkich Ormian Garegina II (któremu zwrócił przechowywane dotąd we Włoszech relikwie św. Grzegorza Oświeciciela, apostoła Armenii).


Zdaniem kard. Danneelsa, możliwa jest... dymisja Biskupa Rzymu. Janowi Pawłowi II bardzo zależało na wprowadzeniu Kościoła w III tysiąclecie. Skoro się to już dokonało – oświadczył belgijski hierarcha, „nie byłbym zaskoczony, gdyby Papież zrezygnował z urzędu”. Nie wiadomo, jak Jan Paweł II zareagował na wypowiedź prymasa Belgii. Wiadomo jednak, że kiedyś powiedział: „Beatyfikowałem Piusa IX, mam więc nadzieję, że pomoże mi osiągnąć lata jego pontyfikatu” (Pius IX rządził Kościołem przez 32 lata).
Jan Paweł II jest optymistą. I choć stan jego zdrowa pozostawia wiele do życzenia, lekarz, prof. Gianfranco Fineschi, mówi: „Ojciec Święty ma ciało z silną muskulaturą pływaka, ale bez Bożej pomocy nie udałoby mu się zachować tak intensywnej aktywności”.
A zatem: „totus Tuus” i wizja obecna w liście „Novo millennio ineunte”: „Idźmy naprzód z nadzieją!”

Janusz Poniewierski jest redaktorem miesięcznika „Znak”, autorem książki „Pontyfikat”, nominowanym do tegorocznej nagrody Totus w kategorii „Propagowanie nauczania Ojca Świętego”.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl