Komentarze
Wojciech Pięciak Do Unii za SLD, jak za panią
matką
Józefa Hennelowa Czy jest się z
czego cieszyć?
Mateusy Flak „Adam jak mogłeś”?
Do Unii za SLD, jak za panią matką
To zdumiewające, jak wiele i w jak bardzo krótkim czasie (nie minęło jeszcze
nawet symboliczne sto dni) rząd Leszka Millera uczynił, aby nadchodzące referendum, podczas którego Polacy będą głosować nad przystąpieniem do Unii Europejskiej, zamieniło się w plebiscyt popularności koalicji SLD-
-PSL – a może również test przed wyborami parlamentarnymi w 2005 roku, które zbiegną się z wyborami prezydenckimi. Zamiast, jak czytaliśmy w programie wyborczym Sojuszu, szukać porozumienia z opozycją na ponadpartyjnym w końcu poziomie polityki europejskiej (brak woli takich konsultacji socjaldemokraci zarzucali często rządowi Jerzego Buzka) i starać się o jak najszerszy konsens społeczny, rząd Millera stara się, aby obywatele dobro Polski (jej przystąpienie do Unii) postrzegali jako tożsame z dobrem SLD (przedłużeniem rządów poza rok 2005).
I nie ma właściwie znaczenia, na ile jest to postępowanie świadome, a na ile efekt dynamiki zdarzeń – fakty są, jakie są. To nie tylko błędy w polityce informacyjnej ministra Cimoszewicza (do których się zresztą przyznał; rzecz w polityce polskiej rzadka) czy niekonsekwencje w formułowaniu stanowiska negocjacyjnego (wolty w sprawie okresów przejściowych na obrót ziemią zepchnęły rząd w defensywę w konfrontacji z
„eurosceptykami”, a problem ziemi to w Polsce w znacznym stopniu właśnie psychologia), niepotrzebne polaryzowanie, także przez używanie języka z innej epoki wobec opozycji (która, zdaniem Millera, to
„ekstrema”). Dowodem braku wyczucia sytuacji albo zadufania jest wreszcie mianowanie Sławomira Wiatra, człowieka z SLD-owskiego
„układu” (syna byłego ministra, czołowego interpretatora historyczno-ideowego SLD), odpowiedzialnym za przekonywanie do Unii nieprzekonanych lub jej niechętnych – nawet jeśli Wiatr-junior jest wybitnym menadżerem od roboty promocyjno-medialnej.
I nie powinny uspokajać sondaże, wedle których 60 proc. Polaków głosowałoby dziś za Unią. Jest to przewaga niewielka, zważywszy, że debata nad referendum jeszcze się na dobre nie zaczęła i co piąty Polak jest w tej kwestii niezdecydowany, a z sondaży wynika, że większość, mimo że opowiada się za Unią, jest równocześnie przeciwna polityce rządu w kwestii okresów przejściowych (polityce słusznej, bo bez niej w 2004 r. do UE nie wejdziemy). PSL-owski koalicjant Sojuszu ma do Unii stosunek ambiwaletny, a część opozycji (LPR i Samoobrona) nie będzie mieć żadnych oporów przed antyunijną propagandą.
Miller powinien zrobić, co tylko możliwe, aby obywatele politykę europejską rządu postrzegali jako wolną od podziałów partyjnych. Jeżeli Polska znajdzie się w Unii 1 stycznia 2004 roku, będzie to i tak jego sukces. Ale na razie wygląda na to, że może się powtórzyć – oby nie – mechanizm z wiosny 1997 roku: wyposzczona nieobecnością w Sejmie i prąca do władzy Akcja Wyborcza Solidarność zamieniła referendum nad przyjęciem nowej konstytucji w plebiscyt przedwyborczy (choć później skwapliwie broniła korzystnych dla siebie zapisów). Konstytucja wówczas przeszła, ale większością minimalną. Gdyby taki los miał spotkać referendum unijne, gdyby za Unią zagłosować miała niewiele więcej niż połowa Polaków – byłoby fatalnie.
Wojciech Pięciak
Czy jest się z czego cieszyć?
Premier powołał pełnomocnika rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn. Ten kolejny urząd w kancelarii szefa rządu obejmie Izabela Jaruga-Nowacka, znana działaczka Unii Pracy opcji feministycznej. Cieszyć się czy martwić? Społeczna pasja nowej pani minister dobrze wróży takim zadaniom, jak wyrównywanie szans kobiet na rynku pracy czy w życiu publicznym. Pewnie potrafi ona również walczyć z przemocą w rodzinie – jedną z naprawdę groźnych patologii. Martwi za to i niepokoi, że Jaruga-Nowacka już na wejściu zapowiada także program ściśle ideologiczny, z jej urzędem nie związany: inicjatywę liberalizacji ustawy antyaborcyjnej, szkolny program „wychowania seksualnego”, beztroskie ułatwianie antykoncepcji.
Mianując akurat tę osobę na nowy urząd, premier nie mógł się spodziewać nic innego. A więc chciał zapewne dać satysfakcję niektórym tylko – temu
„skrzydłu” wśród polityków i wyborców SLD, które kształtowało tę część programu wyborczego SLD (m.in. postulat liberalizacji ustawy antyaborcyjnej). Taką nominacją Miller – któremu nie na rękę byłoby dzisiaj otwieranie kolejnych pól konfliktu społecznego (także z Kościołem) – chce więc chyba wyciszyć tę część SLD, bo nowa pani minister nie wydaje się tak wpływowa, aby jej pomysły miały automatyczne przełożenie na politykę rządu.
Ale czy taka kalkulacja się Millerowi zbilansuje? Zamiast jak najszerszego współdziałania społecznego w trosce o kobietę, rodzinę i wychowanie, zapowiada się konfrontacja – przynajmniej werbalna. Niepotrzebna nikomu, szkodliwa dla wszystkich.
Józefa Hennelowa
„Adam jak mogłeś?”
Na pierwszy rzut oka klęska: pięćdziesiąty, jubileuszowy Turniej Czterech
Skoczni wygrał nie faworyt Adam Małysz, ale Niemiec Sven Hannawald. Zwyciężył (i to w jakim stylu!) we wszystkich czterech konkursach tej elitarnej imprezy. Polak skakał poniżej swojego poziomu i w końcowej klasyfikacji znalazł się poza podium, co niewątpliwie jest dla niego porażką.
Taki kryzys – czy też, jak chce trener Tajner, obniżka formy – musiał kiedyś nastąpić. Wystarczyło posłuchać zmęczonego, matowego głosu przeziębionego skoczka. Oczywiście szkoda przerwanej, trwającej dokładnie rok, dominacji Małysza, który teraz będzie musiał odbudowywać formę przed olimpiadą. Ma to jednak także pozytywne strony: zobaczymy, kto z nas potrafi obiektywnie uznać osiągnięcia innych, a kto, nie godząc się z porażką, będzie – jak komentator TVP Krzysztof Miklas – pleść bzdury o rzekomym dopingu niemieckich zawodników albo o wietrze, który nagle przeszkodził naszemu mistrzowi. Wreszcie okaże się, kto będzie wiernie kibicować Małyszowi także w jego słabszych chwilach, a kogo stać tylko na szukanie winnych. Do zimowych igrzysk olimpijskich w Salt Lake City został miesiąc. Małysz na pewno jakoś sobie poradzi z sytuacją – czy odzyska formę, czy nie. Ale jak zareagują Polacy, jeśli ich chluba nie zacznie znowu wygrywać?
Mateusz Flak
|