Papież w Armenii

Twierdza jaskółki

JAN STRZAŁKA z Erywania

 


Pewien Ormianin przybył do Oksfordu, by studiować teologię i filozofię. Było to jego pierwsze spotkanie z Zachodem: urodził się w Syrii, a do kapłaństwa przygotowywał w Libanie. W Anglii czuł się samotny jak palec, więc pewnego razu zdobył się na odwagę i podszedł do studenta ze Szkocji. „Ojciec Sarkisjan z Kościoła Ormiańskiego” – przedstawił się. „A gdzie jest Armenia?!” – zdziwił się Szkot. Sarkisjan był wstrząśnięty, bo jeśli student Oksfordu nigdy nie słyszał o Armenii, to i reszta świata nic o niej nie wie. Sarkisjan wiele się w Oksfordzie nauczył, ale najcenniejszą lekcję dał mu ów Szkot, ze swym „Where is Armenia?!”.
Sarkisjan – późniejszy katolikos Garegin I – przyrzekł sobie wtedy, że poświęci całe życie, by świat poznał Armenię. Kiedy umierał, świat już co nieco o Armenii słyszał. Świat współczuł i pomagał ofiarom trzęsienia ziemi w Leninakanie, dokąd z pomocą humanitarną pospieszyła m.in. Matka Teresa z Kalkuty. Potem Armenia odzyskała niepodległość, a Ormianie rozpoczęli wojnę z Azerami o Górny Karabach – choć większość Europejczyków znów się dziwiła: „Gdzie jest ten Karabach?!”. I z przerażeniem dowiadywała się, że Azerowie mordują Ormian i że w ormiańskim parlamencie terroryści strzelają do premiera... Czy ktokolwiek w Europie rozumiał, dlaczego Ormianie walczą o skrawek ziemi, dlaczego strzelają w parlamencie? Umierający Garegin czuł smutek, bo wszyscy już wiedzieli, że Armenia jest na Kaukazie, a Kaukaz to wojny, mafia i chaos.
Ale oto Jan Paweł II zapowiada pielgrzymkę do Armenii i zdumiony świat dowiaduje się, że Erywań założono kilkadziesiąt lat przed Rzymem, że Armenia jako pierwszy kraj na świecie przyjęła chrześcijaństwo jako religię państwową, a ormiańscy mnisi pierwsi przełożyli Biblię, że w V wieku Ormianie pierwsi stoczyli wojnę z Persją w obronie chrześcijaństwa.
Gdzie jest więc Armenia? A gdzie jej nie ma? Przez stulecia była we Lwowie, w Wenecji, dziś jest w Kalifornii. Ale przede wszystkim jest w katedrze w Eczmiadzynie, w klasztorze Chor Wirap i w Cicernagaberd. A także we wsi Sarmosawan i w dzielnicy Kanaker, na przedmieściach Erywania.


KOŚCIÓŁ PSALMÓW


Margo (czyli Perła) nie lubi nazywać swego domu na wsi daczą. Razi ją naśladowanie gustów i obyczajów rosyjskich. Nie, Margo nie jest wrogo nastawiona do Rosji, przeciwnie: kocha Czechowa i Dostojewskiego – na półce w jej bibliotece stoi trzydzieści tomów pism Fiodora Michajłowicza – szanuje nawet Putina, ale dacza to miejsce niedzielnego odpoczynku mieszczucha, a Margo chce mieć prawdziwy dom, w którym zamieszka na stare lata. Może nawet wcześniej, bo w grudniu zostanie babcią, a mieszkanie w Erywaniu jest zbyt ciasne dla jej licznej rodziny. Margo długo rozglądała się za miejscem, w którym mogłaby kupić dom. W Armenii jest wiele wsi, skąd roztaczają się zapierające dech w piersi widoki na święty Ararat, ale Margo wybrała Sarmosawan, daleki od biblijnej góry. Kupiła dom naprzeciw Kościoła. – Mam cudowne dzieci – mówi – ale dzieci dorosły, więc kiedy zobaczyłam ten pusty i zaniedbany kościół, pomyślałam, że przygarnę go jak sierotę. To będzie moje trzecie dziecko.
Pierwsze dziecko to Dawid, drugie to córka Gochar, a trzecie to kościół Psalmów. Dawid ma trzydzieści trzy lata i piękną żonę Arminę, Gochar (co znaczy Szlachetny Kamień) – dwadzieścia pięć i właśnie skończyła studia, a kościół jest starszy od nich o tysiąc trzysta lat. Dawid i Gogo to udane i piękne potomstwo. Kościół Psalmów też jest piękny. Kiedy Gogo i Dawid pokazują mi świątynię, mam wrażenie, jakby pomiędzy nimi a kościołem istniało jakieś pokrewieństwo. Może dlatego, że rodzeństwo ma ciemną karnację, a świątynia zbudowana jest z czarnego tufu? Dawid i kościół są jak bracia: jeden i drugi jest otwarty, choć nieprzenikniony, ascetyczny i świadomie skrywający przed światem swą urodę. Osip Mandelsztam lapidarnie uchwycił fenomen Kościoła Ormiańskiego: nie pohańbiony przez Bizancjum. – W kościołach – tłumaczy Dawid – nigdy nie gromadziliśmy skarbów, cennych obrazów, bo żyliśmy w wiecznym strachu przed wojną. Najeźdźcy nie mieli co grabić, bo świątynie były puste. Jedynym ich skarbem były krzyże ryte na ścianach świątyń i haczkary – kamienne krzyże stawiane w niedostępnych górach. Nie ma dwóch podobnych do siebie haczkarów ani dwóch takich samych krzyży na ścianach kościołów. Jak nie ma dwóch identycznych ludzi.
Przez ostatnie siedemdziesiąt lat kościół psalmów był zamknięty i nikt się o niego nie troszczył. Kto miał się troszczyć, skoro mieszkańcy wsi uciekają do Erywania albo za granicę? Jeszcze przed dziesięciu laty Armenia miała trzy miliony obywateli, a dziś zaledwie dwa: milion ludzi opuściło ojczyznę w poszukiwaniu pracy i chleba. W Sarmosawan pozostali tylko Kurdowie, a ci nie są chrześcijanami, więc los kościoła jest im obojętny.
Margo postanowiła zatem zaadoptować świątynię. Usunęła zniszczenia, zrobiła porządki na przykościelnym cmentarzu. W sierpniu przeżyła wielką radość: do Sarmosawan przybył katolikos Garegin II i odprawił w kościele psalmów pierwszą od niepamiętnych czasów Mszę. Odtąd w każdą niedzielę odbywa się tu nabożeństwo dla kilku chrześcijan ze wsi. Dawid żenił się w czerwcu, dlatego ślub odbył się w Erywaniu. – Ale chrzciny jego dziecka urządzimy w naszym kościele – planuje Margo, a Dawid i Armina przytakują matce.


KOŚCIÓŁ W KRYZYSIE


Dla Margo i jej rodziny wiara jest sprawą całkowicie prywatną. Kościół Psalmów budzi ich sentyment, bo należy do kultury i pejzażu, lecz nie potrzebują kapłanów i świątyń, by zaspokoić pragnienie rozmowy z Bogiem. Takich Ormian jest dziś wielu. Dzień przed naszym wyjazdem do Sarmosawan, Apostolski Kościół Ormiański obchodził święto Podwyższenia Krzyża. W katedrze eczmiadzyńskiej modliło się wiele osób, w tym sporo młodych, lecz nie był to nieprzeliczony tłum. Podobnie tydzień później, kiedy w Eczmiadzynie odbywała się uroczystość święcenia Krzyżma – jedna z największych uroczystości w Kościele Apostolskim i w życiu narodu. Krzyżmo święci się raz na siedem lat złotą dłonią zawierającą relikwie św. Grzegorza Oświeciciela, chrzciciela Armenii. Wierni z czcią całują naczynie ze świętymi olejami, bo wedle tradycji Krzyżmo stanowi pieczęć Ducha Świętego. A choć Ormianinem można stać się jedynie przez namaszczenie Krzyżmem, w uroczystościach uczestniczyło najwyżej parę tysięcy wiernych.
Kościół Apostolski przeżywa bowiem kryzys, jaki od dawna dotyka chrześcijaństwo zachodnie. A może nawet głębszy, bo laicyzacji życia towarzyszy dziedzictwo komunizmu. Katolikos Wazgen I, zwierzchnik Kościoła w czasach komunizmu, ocalił Kościół i narodową tożsamość, ale jego następcy z trudem odpowiadają na wyzwania nowej rzeczywistości. Garegin I był świętym mężem, lecz niezbyt rozumiał, co się wydarzyło w Armenii przez siedemdziesiąt lat panowania totalitaryzmu – nic dziwnego, bo przybył do ojczyzny po odzyskaniu przez nią niepodległości. W porywających rozmowach, które z Gareginem I przeprowadził włoski pisarz Giovanni Guaita, katolikos wielokrotnie powtarza, że komunizm narzucono Ormianom przemocą i wystarczy zrzucić obce jarzmo, by naród powrócił na łono Kościoła.
Okazuje się jednak, że choć Armenia od dziesięciu lat cieszy się wolnością, zagraża jej dechrystianizacja, bo ludzie odchodzą od Kościoła i garną się do sekt. Garegin I był przekonany, że sekty triumfują, ponieważ kuszą darami i pomocą finansową. Sekty padną, kiedy Ormianie zaczną żyć dostatnio – mówił katolikos. By ograniczyć działalność sekt, pod naciskiem Kościoła władze wprowadziły ograniczenia wolności religijnej.
Siergiej Awierincew, światowej sławy znawca kultury chrześcijańskiej, we wstępie do rosyjskiego wydania rozmów z Gareginem I dowodzi, jak głęboko mylił się katolikos. Któremu narodowi w ZSRR nie narzucono przemocą ateizmu i komunizmu? „My, Rosjanie – pisze Awierincew – nie mamy na kogo zrzucać za to odpowiedzialności, choć czasami próbujemy winić Żydów, ale przecież synagogi również niszczono”. Katolikos podkreślał, że cała kultura ormiańska świadczy o jej chrześcijańskich korzeniach. Awierincew zaś przypomina, że Francja, najstarsza córa Kościoła, pierwsza uległa dechrystianizacji, a podczas wojny domowej w Hiszpanii, w ojczyźnie św. Teresy z Avila i św. Jana od Krzyża, burzono świątynie i mordowano księży. Tyle Awierincew. Ale czy księży nie mordowano i w Armenii? Poprzednik Wazgena I został zabity przez komsomolców. W czynie społecznym – mówi się w Erywaniu. W Eczmiadzynie do dziś żyje podobno kobieta, która się przechwala, że uczestniczyła w tej zbrodni.
Garegin I już nie żyje, ale w Eczmiadzynie nadal panuje przekonanie, że dechrystianizacja nie zagraża Armenii. W lutym podczas spotkania z chrześcijanami ormiańskimi w Watykanie Jan Paweł II modlił się, by laicyzacja nie zniszczyła duchowego dziedzictwa narodu, a nowoczesne zdobycze społeczne nie doprowadziły do utraty bogactwa, jakim jest ciągłość wiary. Abp Hownan Derderjan, przewodniczący Komisji Kościoła Apostolskiego ds. jubileuszu 1700-lecia chrześcijaństwa w Armenii, ze smutkiem mówił mi o tragedii w nowojorskim World Trade Center. – Oto do czego prowadzi bezbożność i pogarda wobec Boskich przykazań. Pytanie jednak brzmiało, co Kościół w Armenii czyni, by powstrzymać utratę bogactwa wiary. Nie otrzymałem odpowiedzi.


KORUPCJA I BIEDA


Margo nie może zrozumieć, co się dzieje z ludźmi, którym los powierzył władzę. Dopóki są zwykłymi obywatelami, nikt nie wątpi, że to przyzwoici ludzie i szczerzy patrioci. – Ale jak zasiądą w parlamencie lub w ministerstwach, przyzwoitość i patriotyzm przepadają, jak ręką odjął. Ta metamorfoza dziwi nie tylko ją, wielu Ormian widzi korupcję, grabież majątku narodowego i egoizm rządzących. Toteż coraz powszechniejsza staje się nostalgia za przeszłością. Wszyscy też narzekają na biedę. Przeciętna pensja wynosi cztery-pięć tysięcy dram, czyli równowartość ośmiu-dziewięciu dolarów, emeryt otrzymuje trzy tysiące dram. Co można za to kupić? Dwa kilo kiełbasy albo sera. Oficjalnie bezrobocie wynosi 12 procent, nieoficjalnie mówi się o 60. Zresztą, co za różnica, czy się pracuje czy nie? Margo nie ma pracy – jest reżyserem dubbingu, a przemysł filmowy padł – otrzymuje więc cztery tysiące dram zasiłku, ale gdyby miała pracę, dostawałaby tyle samo.
Ormianie wiążą koniec z końcem dzięki krewnym z diaspory i dzięki własnej przedsiębiorczości. Na sprawiedliwość społeczną nikt tu nie liczy. Ormianie lubią się chwalić, że przyjęli chrzest, przełożyli Biblię, bronili chrześcijaństwa, stworzyli wielką kulturę, kiedy przodkowie Europejczyków siedzieli na drzewach. – Ja się tym nie upajam – mówi Dawid – bo teraz to my siedzimy na drzewach.
Ormianie z diaspory słyną z milionowych majątków, ale i w Erywaniu nie brakuje milionerów. Tyle że ich pieniądze śmierdzą. Ojciec Antoni z zakonu mechitarzystów, kapłan z Centrum Katolickiego w erywańskiej dzielnicy Kanaker, całe życie spędził w diasporze i nigdy nie spotkał żebrzącego Ormianina. Rodaków proszących o pieniądze na chleb ujrzał dopiero w Erywaniu, a w Kanakerze ubóstwo bije po oczach. Ojciec Antoni wspomaga tych, co kołaczą do Centrum, nie pytając, do jakiego Kościoła należą, lecz wesprzeć może nielicznych. Ma program pomocy dla nędzarzy i wyrzutków społecznych, na jego realizację próbuje zdobyć pieniądze na Zachodzie, ale choć zwracał się do wielu instytucji, nikt nie odpowiedział. Jan Paweł II odwiedził Centrum, więc ojciec ma nadzieję, że może przy tej okazji, ktoś przypomni sobie o jego apelach.
W tych dniach Armenia świętowała dziesiątą rocznicę niepodległości. Prezydent Robert Koczarian w wywiadach szczycił się sukcesami państwa w budowie demokracji, gospodarki i społeczeństwa obywatelskiego, lecz ani słowem nie zająknął się o rażących podziałach na biednych i bogatych czy o przyczynach niesprawiedliwości społecznych. Kościół Apostolski – podobnie jak katolicki, czasami nawet wspólnymi siłami – stara się służyć bezbronnym i słabym, ale Eczmiadzyn nigdy nie upomina rządzących. – Kościół nigdy niepotrzebnie ani nie chwali, ani nie krytykuje – przyznał abp Hownan. – Kościół wie, kiedy może milczeć, a kiedy musi przemówić. Abp Derderjan nie pamięta jednak, by w ciągu ostatniego dziesięciolecia Kościół wystąpił przeciw władzy. – Kościół nie może milczeć, gdy dzieje się zło i niesprawiedliwość, jeśli pozostaniemy wierni temu przykazaniu, nic nas nie oddzieli od narodu – deklaruje. Wielu Ormian uważa jednak, że Kościół nie piętnuje niesprawiedliwości i nie może biskupom wybaczyć uległości wobec państwa. Kościół Apostolski jest oskarżany, że świadomie godzi się na polityczną instrumentalizację. Krytycy z gorzką ironią przypominają, że w ostatniej dekadzie katolikos „przemówił” tylko raz: protestując przeciw corridzie, jaką władze postanowiły urządzić z okazji 1700-lecia chrztu. A corrida i tak się odbyła.
– Nie boimy się krytyki, przyjmujemy ją z wdzięcznością, jeśli dotyczy spraw istotnych – odpowiada abp Derderjan. – Czy ma pan jeszcze jakieś pytanie?


PAMIĘĆ O RZEZI


A jednak nie sposób nie kochać Armenii. Margo była w Ameryce przez trzy miesiące i usychała z tęsknoty za ojczyzną. – Ale to bolesna miłość – przyznaje – bo Armenia jest jak rak z przerzutami. Akurat w dzienniku telewizyjnym pokazują prezydenta Busha wśród ruin World Trade Center. Nowojorczycy skandują: USA! USA! Margo wzdycha: przed dziesięcioma laty ona i milion Ormian krzyczeli w Erywaniu: Armenia! Karabach! Armenia! Czas rozwiał tamten entuzjazm. Za niepodległość i Karabach Ormianie zapłacili krwią żołnierzy, chłodem i głodem, bo Turcja i Azerbejdżan zablokowały granice. Naród czuje się zmęczony burzliwą dekadą. Ale nawet pesymiści mówią, że warto było proklamować niepodległość i ponosić ofiary. Ormianie mogą narzekać, ale są wolni. A przecież niewiele brakowało, by przestali istnieć. Podczas rzezi w roku 1915 młodoturcy wymordowali półtora miliona Ormian. Najpierw wyrzynając elity, potem mężczyzn, a na końcu kobiety i dzieci. W erywańskim Muzeum Ludobójstwa na wzgórzu Cicernagaberd płonie wieczny znicz i nie milknie żałobna muzyka. Armenia będzie wiecznie opłakiwać swe zamordowane dzieci, ale nie znaczy to, że pamięć o rzezi zabija w niej wolę życia. Anatol France był przekonany, że „nie istnieje język, w jakim można by wyrazić ból i cierpienie narodu ormiańskiego”. Wierzył jednak, iż „naród, który nie chce umrzeć, nigdy nie umrze”. Garegin I zaś lubił powtarzać za Abrahamem Lincolnem: „Ziemia, którą otrzymaliśmy, nie jest ziemią dla martwych, lecz dla żywych”.
Cicernagaberd to znaczy Twierdza Jaskółki. Armenia ma w herbie lwa i orła, symbolizujące jej dawną potęgę, ale dziś powinna mieć raczej słabą, żałobną, choć spragnioną życia jaskółkę.
Jan Paweł II przybył do Cicernagaberd w drugim dniu wizyty. Towarzyszyli mu oczywiście katolikos, biskupi obu Kościołów ormiańskich, obecny był prezydent. Ormianie z kraju i z diaspory zabiegają, by społeczność międzynarodowa uznała masakrę 1915 r. za zbrodnię ludobójstwa. Wcześniej Papież wielokrotnie modlił się za jej ofiary – nigdy nie posługując się terminem ludobójstwa ani też nie nazywając z imienia sprawców zbrodni. W Muzeum, modląc się za niewinnie zamordowanych, Jan Paweł II użył słowa ludobójstwo:


O Sędzio żywych i umarłych, zmiłuj się nad nami!
Wysłuchaj, o Panie, jęku, który wznosi się z tego miejsca,
jęku zmarłych z otchłani Metz Jewgérn
(Wielkiego Ludobójstwa – JS)
krzyku niewinnej krwi, która woła jak krew Abla (...)
Głęboko przejęci straszliwym gwałtem zadanym narodowi ormiańskiemu
pytamy z przestrachem, czy świat może jeszcze doświadczyć
tak nieludzkiego okrucieństwa.
Lecz odnawiając naszą nadzieję na Twoją obietnicę, błagamy Cię, o Panie,
by umarli odpoczywali w pokoju, który nie zna końca.
Błagamy Cię, by wciąż otwarte rany zaleczyła moc Twojej miłości
”.


Opuszczając Armenię Jan Pawel II oświadczył wspólnie z Gareginem, że choć „żadnej z ofiar rzezi nie kanonizowano, wielu spośród nich było z pewnością męczennikami w imię Chrystusa”.


POBYT W DOMU BRATA


Margo nie wątpi, że przyjdzie czas, kiedy Armenia otrząśnie się z letargu. Może stanie się to dzięki Janowi Pawłowi II? O. Antoni z Kanakeru mówi, że Jana Pawła II oczekiwał przede wszystkim naród. Hierarchowie Kościoła Apostolskiego nie protestowali przeciw wizycie. Dialog ekumeniczny między Watykanem a Eczmiadzyniem zaszedł tak daleko, że choć jeszcze kilka lat wcześniej niektórzy obawiali się wizyty Papieża, dziś protesty naraziłyby ich na utratę autorytetu. W ciągu ostatnich dni w Armenii gościli zwierzchnicy Kościołów i wielcy politycy. Był prezydent Putin i patriarcha Wszechrusi Aleksy II. Podobno Garegin II pragnął, by Aleksy II spotkał się w Eczmiadzynie z Janem Pawłem II, lecz Patriarcha nie skorzystał z propozycji i opuścił Armenię przed przybyciem Papieża.
Wszyscy mówią, że wizyta biskupa Rzymu jest dla Armenii nadzwyczajnym wydarzeniem. – Tę pielgrzymkę – mówił abp Nerses Der-Nersessian z Katolickiego Kościoła Ormiańskiego – porównać można jedynie z dziełem św. Grzegorza Oświeciciela. Tylko Jan Paweł II może dziś oświecić nas światłem Chrystusa.
Światłem Chrystusa i – jak świadczyły pierwsze słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II na lotnisku – uniwersalnych wartości. Prezydent Robert Koczarian witając Papieża szczególny akcent położył na rolę, jaką Jan Paweł II odegrał w przemianach politycznych w Europie Wschodniej i w b. republikach radzieckich. „We współczesnym świecie, kiedy ludzkość jest świadkiem zadziwiających przejawów nienawiści, tym cenniejsze stają się dla nas wartości ogólnoludzkie, takie jak dobro, piękno i braterska miłość” – mówił Koczarian. Garegin II z kolei podkreślił, że Armenia niedawno wyzwoliła się od komunizmu: „Mroczne i beznadziejne dni ery sowieckiej należą do przeszłości”.
Jan Paweł II dziękował im, a przede wszystkim Bogu, że może przybyć do „umiłowanego i starożytnego kraju”. W pierwszych chwilach „duchowej podroży” złożył hołd ofiarom „niewypowiedzianego terroru i cierpienia”, myśląc o masakrze 1915, jak i o terrorze komunistycznym. Ale najważniejsze było wezwanie, z jakim Papież zwrócił się do narodu: „Przeszłość Armenii jest nieodłączna od jej chrześcijańskiej wiary. Wierność Ewangelii Jezusa Chrystusa służy także przyszłości, którą buduje wasz kraj po zniszczeniach ubiegłego wieku. Niedawno obchodziliście dziesiątą rocznicę niepodległości. Był to znamienny krok na drodze ku sprawiedliwemu i harmonijnemu społeczeństwu, w którym wszyscy czuliby się dobrze, jak w domu, i cieszyli się poszanowaniem swoich słusznych praw. Wszyscy, zwłaszcza odpowiedzialni za sprawy publiczne, są dziś powołani do prawdziwego zaangażowania na rzecz dobra wspólnego w sprawiedliwości i solidarności, przekładając postęp narodu przed wszelkimi interesami partykularnymi. Dotyczy to także waszego usilnego dążenia do pokoju w tym regionie. Pokój można zbudować jedynie na solidnych fundamentach wzajemnego poszanowania, sprawiedliwości między różnymi wspólnotami i w wielkoduszności ze strony możnych”.
Słowa o pokoju odnoszą się do nie uregulowanego wciąż statusu Karabachu. Erywań wygrał wprawdzie wojnę o ormiańską enklawę w Azerbejdżanie, lecz Baku i społeczność międzynarodowa nie uznaje faktu włączenia jej do Armenii.
Wprost z lotniska Jan Paweł II udał się do katedry eczmiadzyńskiej, a potem do siedziby katolikosa. Po raz pierwszy w historii pontyfikatu, a nawet chrześcijaństwa, Papież nie zamieszkał we własnej siedzibie. W Armenii nie ma bowiem nuncjatury. „Dziękuję Waszej Świątobliwości za przyjęcie mnie w swoim domu – mówił Jan Paweł II do Garegina. – Po raz pierwszy papież (...) mieszka w domu swego Brata (...) i dzieli z nim codzienne życie pod tym samym dachem. Dziękuję za ten znak miłości, który wielce mnie wzrusza, i mówi do serc wszystkich katolików o głębokiej przyjaźni i braterskiej miłości”.
„Pobyt w domu Brata” otwiera nowy rozdział historii Kościoła Powszechnego. „Jak dobrze i miło, gdy bracia mieszkają razem” – powtórzył Papież nazajutrz podczas ekumenicznej liturgii w poświęconej zaledwie przed kilkoma dniami erywańskiej katedrze św. Grzegorza. Jan Paweł II wspominał wizyty Wazgena I w Watykanie – to wtedy zaczęła się „nowa era w braterskich kontaktach miedzy Kościołem rzymskim a Kościołem Ormiańskim” – oraz swe braterskie kontakty z Gareginem I. Mówił, iż od wieków Kościół Apostolski służył chrześcijańskiej jedności. W dialogu miedzy Kościołami – podkreślił Papież – nie można ignorować trudnych pytań, przede wszystkim kwestii prymatu papieskiego. Jan Paweł II w liście „Ut unum sint” prosił biskupów i teologów, by podjęli refleksje nad prymatem. „Czas nagli – mówił dalej. – Musimy przepowiadać Dobrą Nowinę o Zbawieniu mężczyznom i kobietom naszych czasów. Doświadczywszy duchowej pustki komunizmu i materializmu, człowiek współczesny oczekuje od nas pewnego świadectwa jedności i wiary. Gdy podejmujemy wysiłek osiągnięcia pełnej jedności, czyńmy to razem, w pełnym szacunku dla naszych charakterystycznych tradycji i tożsamości. Nigdy więcej chrześcijanie przeciw chrześcijanom, nigdy więcej Kościół przeciw Kościołowi! Kroczmy raczej wspólnie, ramię w ramię, tak, by świat XXI wieku i nowego tysiąclecia mógł uwierzyć!”.
Podczas liturgii Garegin II nazwał Jana Pawła II „łaskawym Ojcem Świętym – powszechną głową Kościoła katolickiego”, choć to tytuł na ogół nie używany przez zwierzchników innych Kościołów. Katolikos mówił m.in.: „Wiemy dobrze, że nawet piekło nie mogłoby naruszyć fundamentów Kościoła Ormiańskiego, który przez wieki żył wiarą w zmartwychwstanie i nadal ją podtrzymuje”. Garegin dziękował Papieżowi za udział Kościoła katolickiego w jubileuszu, a szczególną wdzięczność wyraził Papieżowi za „uznanie i uczczenie ofiar ludobójstwa”. Zapewnił też, że „ze wszystkich sił będzie kontynuował dialog i działania prowadzące do jedności chrześcijan”. Wątek ekumeniczny powracał we wszystkich wypowiedziach Jana Pawła II i katolikosa, szczególnie zaś w deklaracji wydanej na zakończenie wizyty.
Kolejnym świadectwem ekumenicznego braterstwa była Msza św. w obrządku łacińskim, odprawiona przez Papieża na placu przed katedrą eczmiadzyńską. Uczestniczyli w niej Garegin II i abp Nerses Der-Nersessian, ordynariusz katolików ormiańskich. Witając Jana Pawła katolikos wyraził radość, iż „wszyscy wspólnie możemy spotkać się tu w ekumenicznej jedności”, zaś abp Der-Nersessian wyraził Janowi Pawłowi II wdzięczność za „braterską miłość, solidarność i jedność, jaką Wasza Świątobliwość buduje pośród nas”. W homilii Papież ponownie apelował o jedność Kościołów: „Winniśmy współzawodniczyć nie w tworzeniu podziałów czy we wzajemnym oskarżaniu się, lecz w okazywaniu wzajemnej miłości. Jedyną możliwą rywalizacją między uczniami Pana jest świadczenie większej miłości”. Papież ponownie wezwał Ormian, by nie szczędzili ofiar dla dobra ojczyzny. Siłę do poświęcania się obronie dziedzictwa kulturalnego i duchowego dać im może tylko „światło i zbawienie, które dociera do was od Chrystusa. Armenia jest spragniona i złakniona Jezusa, za którego wielu waszych przodków oddało życie”.
Bo ludzie – jak przypomniał Jan Paweł II – pragną chleba, „lecz gdy go mają, ich serce chciałoby czegoś więcej, chciałoby racji życia, nadziei, która by ich podtrzymywała w ciężkiej codziennej pracy”.
Margo boi się tłumów. Jednak w ostatni dzień wizyty Jana Pawła II wyszła na ulicę. Może go zobaczy, może się z nim pożegna.


Jan Strzałka

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl