Odpowiedź Ameryki

EDWARD N. LUTTWAK z Waszyngtonu

 

Trwające cały czas rozlokowywanie amerykańskich wojsk, w którym biorą udział aż cztery lotniskowce, sugeruje, że bliska jest wielka inwazja na Afganistan lub zakrojona na szeroką skalę akcja wymierzona w Irak – tak jak w 1991 roku, ale przy użyciu lepszych, nowoczesnych bomb. A jednak żadna z tych opcji nie wchodzi w rachubę. 


Gdyby znalazły się dowody, że Saddam Husajn finansuje organizację terrorystyczną Osamy bin Ladena, z pewnością bylibyśmy świadkami zmasowanej akcji odwetowej Stanów Zjednoczonych. Ale to mogłoby nastąpić tylko po przygotowaniach dyplomatycznych, mających na celu przekonanie do takiej akcji światowej opinii przy pomocy solidnych dowodów – których jeszcze nie znaleziono. Jeśli zaś chodzi o tradycyjną inwazję na Afganistan, to nie jest ona ani możliwa, ani potrzebna. Jest niewykonalna, gdyż potrzeba by na nią miesięcy przygotowań i powołania około 300 tys. amerykańskich rezerwistów. Nie jest potrzebna, ponieważ talibów można pokonać przez odcięcie ich od dostaw broni z Pakistanu i jednoczesne dostarczanie jej „Sojuszowi Północnemu”, walczącemu z talibami i ciągle uznawanego przez większość krajów za legalną władzę w Afganistanie. 
Amerykańska odpowiedź na wydarzenia z 11 września musi więc być w 95 proc. odpowiedzią dyplomatyczną, a tylko w 5 proc. militarną. Taki jest rezultat braku wartościowych celów – i dla nalotów, i dla operacji komandosów. Organizacja Al Kaida Osamy bin Ladena nie jest konwencjonalną strukturą, to raczej luźna siatka. Jej kwatery dowodzenia stanowią sam Osama i jego współpracownicy – tam, gdzie się aktualnie znajdują. Ich magazyny w Afganistanie to wiejskie domy, ich obozy treningowe to otwarte pola... lub odległa zagranica, jak szkoły pilotażu w USA. Tak więc bombardowanie domniemanych obiektów Al Kaidy byłoby bezużyteczne materialnie i szkodliwe politycznie – nieznaczne straty zadane terrorystom na terenie Afganistanu natychmiast porównywanoby do katastrofalnych efektów zamachów w Nowym Jorku i Waszyngtonie. 
Z kolei talibowie – raczej luźno związana grupa zbrojnych band niż armia – walczą z Tadżykami i Uzbekami z „Sojuszu Północnego”. Mają magazyny amunicji, które można skutecznie zniszczyć bombami. Talibowie używają też posowieckich czołgów i innych uzbrojonych pojazdów, które można zaatakować z powietrza, już mniej skutecznie. Mają zaledwie kilka głównych kwater w Kabulu, Kandaharze i Dżalalabadzie i w paru innych miejscach, ale nie stanowią one wartościowych celów. Wyłączając pojedyncze uzbrojone pojazdy bojowe, trudno więc znaleźć w Afganistanie choćby dwa tuziny celów wartych nalotów – dla porównania, w 1991 r. podczas wojnie w Zatoce Perskiej zdefiniowano 2700 głównych celów w Iraku, zaś w 1999 roku w Serbii około 900.
Oczywiście cele trudniejsze do wykrycia – jak np. arabskie myśliwce Al Kaidy znajdujące się w barakach w Kabulu – mogą być celem ataków oddziałów przeznaczonych do operacji specjalnych. Zarówno elitarni „Rangersi”, jak i komandosi z „Delty” są już w Zatoce Perskiej, gotowi do akcji (aż dotąd połączone kolegium szefów sztabów armii USA używało swoich biurokratycznych wpływów, by zablokować akcje, które nie mogły się obyć bez wysłania żołnierzy do walki na lądzie i ryzyka). Chociaż w Afganistanie jest sporo dział przeciwlotniczych, nie ma tam obrony radarowej i jednostek zdolnych do przejęcia intruzów w powietrzu. Afganistan mogą penetrować nawet zwykłe samoloty transportowe, a co dopiero maszyny bezzałogowe, które mogą latać na niskim pułapie w nocy i lądować na dowolnym skrawku płaskiej i ubitej ziemi. 
Odpowiedź Stanów Zjednoczonych będzie więc następować sukcesywnie, w ciągu kilku lat i w wielu różnych formach, a Waszyngton niewątpliwie będzie często prosić sojuszników o pomoc – i oczekiwać takiej pomocy. 


25 września 


Przełożył Mateusz Flak



EDWARD N. LUTTWAK jest amerykańskim politologiem, doradcą w Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) w Waszyngtonie. Stale współpracuje z „TP”. 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl