Komentarze

 


Wojciech Pięciak Cena Waszyngtonu, cena Berlina

Krzysztof Kozłowski Kim jest Prezydent?

Janusz A. Majcherek Scenariusze: „obcy” do domu

Witold Tarczyński Scenariusze: coraz dalej do UE

Andrzej Kaczmarczyk Scenariusze: cięcie samorządu


 

 




  
 
Cena Waszyngtonu, cena Berlina

Tym razem było inaczej. Wtedy, 12 lat temu, uciekał w strachu, i choć nie musiał jak Wielki Książę Konstanty w belwederską noc listopadową sięgać po kobiece przebranie, to był to odwrót sromotny. Kiedy w tamtą gorącą jesień 1989 roku wzburzeni demonstranci z NRD-owskiej opozycji otoczyli drezdeńską siedzibę „Stasi” (która udzielała gościny KGB), Władimir Putin, wtedy kagiebista średniej rangi, spalił to, co było do spalenia („Oj, dużo spaliłem” – wyznał dziś), czyli akta śledzonych przezeń przez 5 lat obywateli Niemiec Wschodnich, po czym przem-knął przez pierścień demonstrantów, tłumacząc z niewinną miną, że jest tylko prostym tłumaczem z rosyjskiego. Dziś wrócił, do Drezna (gdzie czuje się „jak w domu”) i do Berlina, fetowany jako nowy sojusznik w walce z międzynarodowym terroryzmem. Wrócił, by bijącym mu brawo na stojąco niemieckim politykom oznajmić w Bundestagu (po niemiecku, acz z fatalnym akcentem), że Rosja wspomoże świat zachodni, ale w zamian oczekuje uznania, że zrównanie z ziemią Czeczenii i zabijanie kobiet i dzieci nie różni się od odpowiedzi Zachodu na ataki przeciw USA. I niemieccy politycy skwapliwie na taki układ poszli: że zabijanie czeczeńskich cywilów to wojna z „islamskimi terrorystami”, zgodził się nawet „zielony” szef MSZ Joschka Fischer – w innych okolicznościach chętnie sięgający po prawa człowieka, a dziś nerwowo obliczający, jak długo jego partyjni koledzy-pacyfiści wytrzymają w koalicji rządowej, gdy kanclerz Schröder wyśle niemieckie „zielone berety” do boju, a minister spraw wewnętrznych Schily zacznie pobierać od każdego imigranta odciski palców.
Nie, budząca wrażenie braku smaku (ale czym jest smak wobec racji stanu?) wizyta Putina nie była przełomem, lecz okazją do okazania tych „szczególnych relacji” między Niemcami a Rosją, które nie zmieniają się od lat. Po „gorbimanii” oraz po „męskiej przyjaźni” Kohla i Jelcyna nastał czas „przyjaciół” Władimira i Gerharda. Solidaryzując się w stu procentach z Ameryką i ryzykując nawet rozpad koalicji SPD-Zieloni, kanclerz Schröder (jak kiedyś Kohl) chce być zarazem pośrednikiem we „wciąganiu” Rosji za uszy do zachodniej „łodzi” i „motorem” relacji Zachód–Moskwa. Testem może być wkrótce kwestia członkostwa w NATO krajów bałtyckich: Schröder jest temu przeciwny ze względu na Rosję, ale – optując najpierw za ich członkostwem w UE i mając nadzieję, że wtedy kwestia stanie się bezprzedmiotowa – póki co milczał, obawiając się nie tylko publicznej różnicy zdań z innymi sojusznikami, ale także zarzutu ze stolic bałtyckich, że oto pieczętuje się pakt Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku. Pytanie, czy cenę, jaką gotowy jest tu płacić Berlin, zapłacą również Amerykanie?


Wojciech Pięciak 

 

 

 

 

 

 

 

Kim jest Prezydent?

Rozumiałem, choć z trudem, prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy tuż przed ciszą przedwyborczą otwartym tekstem nawoływał do głosowania na SLD. Po prostu bał się rządów koalicyjnych. Niemniej wyszedł ze swej roli, wszedł do wyborczej rozgrywki. 
Na tym nie koniec. Prezydent wezwał stanowczo odchodzący rząd do natychmiastowej dymisji. Rząd i tak ustąpi na pierwszym posiedzeniu Sejmu, a teraz nie może po prostu pójść sobie do domu. Innego rządu przez najbliższe kilka tygodni nie może być, więc byłby to pusty gest osłabiający tylko pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Tymczasem światu grozi wojna, nas ona także dotyczy i ktoś powinien w razie czego podejmować decyzje. Państwo musi funkcjonować bez przerw. Andrzej Lepper nie musi tego wiedzieć – Prezydent powinien. Państwo nie może się stać wewnętrzną sprawą SLD. 

 

Krzysztof Kozłowski

 

 

 

 

 

 


Scenariusze: „obcy” do domu

Statystyki od miesięcy dowodzą, że rezultaty polskiego handlu zagranicznego znów okazały się lepsze od spodziewanych. Tak było i w minionym tygodniu, kiedy ogłoszono bilans sierpniowy. Na tle innych wskaźników, ukazujących zmagania gospodarki z recesją i budżetu z deficytem, kilkunastoprocentowy wzrost eksportu i stała poprawa bilansu handlowego mogą się wydawać zaskakujące. Ale wyjaśnienie jest proste: główną siłą napędową polskiego eksportu, powstrzymującego gospodarkę przed recesją, jest produkcja przedsiębiorstw z udziałem kapitału zagranicznego. Włączone do światowych sieci kooperacyjnych i handlowych, lokują one na zagranicznych rynkach coraz więcej wytworzonych w Polsce wyrobów. Dzięki nim poprawia się także struktura eksportu, na korzyść produktów wysoko przetworzonych i technologicznie zaawansowanych.
Tymczasem wśród potencjalnych koalicjantów czy sojuszników SLD są politycy domagający się ukrócenia prywatyzacji oraz inwestycji „obcego” kapitału. Przez kilka lat faktycznie pogarszały one nasz bilans handlowy, bo wiązały się ze sprowadzaniem nowoczesnych technologii i urządzeń. Dziś jednak zaczynają przynosić profity – i dla polskiej gospodarki, i dla inwestorów. Czerpane przez nich zyski są mniejsze niż przyrosty polskiego eksportu, a więc zarabianych przez Polskę walut. Atakowanie teraz zagranicznych inwestorów to podcinanie arterii, której funkcjonowanie podtrzymuje polską gospodarkę przy życiu. 

 

Janusz A. Majcherek

 

 

 

 

 

 

 

 

Scenariusze: coraz dalej do UE

Od chwili rozpoczęcia negocjacji z Unią Europejską nigdy jeszcze strona polska nie znajdowała się na tak słabej pozycji: nie dość, że nie wiadomo, czy społeczeństwo chce do Unii, to przyszły rząd najprawdopodobniej nie będzie na tyle silny i trwały, by gwarantować obronę prointegracyjnego kierunku. 
Ewentualna koalicja SLD-UP z każdym innym ugrupowaniem niż Platforma Obywatelska oznacza osłabienie opcji prounijnej. Rząd mniejszościowy mógłby wprawdzie realizować swą politykę bez rujnujących kompromisów, ale jak długo? Niejednolita, ale nastawiona na destrukcję istniejącego układu, liga partii ideologicznego populizmu doprowadzi rychło do blokady mniejszościowego rządu i przedterminowych wyborów. W stabilnym układzie byłoby to działaniem na własną szkodę, bo ugrupowania te nie mogłyby mieć pewności, że znowu znajdą się w parlamencie. Ale sytuacja stabilna nie jest. Na dodatek czeka nas referendum w sprawie członkostwa w Unii, a na to Samoobrona i Liga Rodzin tylko czekają. Wybór za lub przeciw Unii znajdzie się wówczas w centrum kampanii wyborczej. Zważywszy na siłę elektoratu zniechęcenia i jego nieodporność na populizm, wynik tak referendum, jak ewentualnych przyspieszonych wyborów, może być dla kraju katastrofalny. Wszak to nie elektorat SLD-UP, ale „partii X” jest głównym zwycięzcą tych wyborów. 
Ci, którzy z przerażeniem przyglądali się wynikom głosowania, powinni uświadomić sobie, że najgorsze może dopiero nadejść. 

 

Witold Tarczyński

 

 

 

 

 

 

 

 

Scenariusze: cięcie samorządu

Lewica jest największym ugrupowaniem w Sejmie. Ma większość w Senacie i prezydenta. Ostatnimi przyczółkami opozycji będą samorządy. Ale z tym może być kłopot. Reforma administracyjna miała ograniczyć wszechwładzę dzielących pieniądze ministerstw i zagwarantować udziały samorządów w podatkach. Prawicowy rząd rozpoczął reformę, ale nie wywiązał się ze wszystkich obietnic. M.in. właśnie dochody samorządów są tak małe, że skuteczna polityka regionalna to fikcja. 
SLD na dodatek nie jest wielkim miłośnikiem decentralizacji. Mało: prezydent Kwaśniewski zawetował tuż przed wyborami ustawę o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, a planowany na ministra finansów prof. Belka stwierdził: „W najbliższych latach nie znajdziemy pieniędzy na budowę infrastruktury”. SLD-UP może ulec pokusie dobicia samorządowej opozycji. I nie musi tu chodzić jedynie o zemstę; także dziura w budżecie nie sprzyja przekazywaniu pieniędzy w dół. 
Za rok wybory samorządowe – zahamowanie decentralizacji finansów publicznych może posłużyć do wykazania nieudolności opozycyjnych samorządów, a dotowanie wybranych utrwali obraz dobrego lewicowego wujka z Warszawy. Z drugiej strony opozycja – wolna od odpowiedzialności za finanse państwa – może wysuwać żądania przekraczające możliwości dziurawego budżetu. Ofiarą politycznych sporów będzie niezbędna państwu decentralizacja.


Andrzej Kaczmarczyk

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 40, 7 października 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl