Wojna asymetryczna

JOACHIM TRENKNER (Berlin), WOJCIECH PIĘCIAK

 

Pomijając wojnę domową 140 lat temu, Ameryka nigdy nie doświadczyła zniszczeń wojennych na własnym terytorium. Ta błogosławiona izolacja skończyła się teraz gwałtownie. Stany Zjednoczone – a w ślad za nimi ich sojusznicy – zostali przez terrorystów wciągnięci w konflikt, zwany dziś przez politologów zupełnie nową jakościowo „wojną asymetryczną”.


Bomba w World Trade Center w 1993 r. oraz dokonany przez amerykańskich ekstremistów zamach na budynek w Oklahomie w 1995 r. wywołały wśród Amerykanów (wtedy jeszcze podskórne) poczucie niepokoju, że żyją w państwie-twierdzy, zagrożonej od wewnątrz i od zewnątrz. Tymczasem jednym z głównych założeń amerykańskiej polityki bezpieczeństwa po II wojnie światowej było ugruntowanie w społeczeństwie przekonania, że kraj nigdy więcej nie da się zaskoczyć, jak podczas japońskiego ataku na Pearl Harbor w 1941 r.
Okropności XX wieku – wojny światowe, „zimna wojna” i jej „wojny zastępcze” – ominęły amerykańskie terytorium. Pomijając krwawe starcie między Północą a Południem 140 lat temu, Ameryka nigdy nie doświadczyła wojny i zniszczenia na własnym terenie. Ta błogosławiona izolacja skończyła się dziś gwałtownie. Zniszczone zostało poczucie nienaruszalności terytorium USA, które było dotąd częścią amerykańskiego charakteru narodowego i samoświadomości. Co nie udało się Niemcom cesarskim i nazistowskim, cesarstwu japońskiemu i atomowym arsenałom ZSRR, garstka terrorystów osiągnęła w ciągu godziny: zniszczenie i śmierć o niespotykanej skali na ziemi amerykańskiej. 
Tamten atak na Hawaje w grudniu 1941, kiedy japońskie lotnictwo zniszczyło amerykańską Flotę Pacyfiku, był działaniem wojennym wymierzonym w obiekty wojskowe, a agresor był znany. Dziś jest inaczej. Cios trafił w serce Ameryki, zginęły tysiące cywilów, a wróg pozostaje trudno uchwytny. Mówiąc językiem politologicznym: atak na USA oznaczał od-państwowienie współczesnej wojny. Ale jest to mimo wszystko wojna, w której znalazły się teraz nie tylko Stany Zjednoczone, ale także ich sojusznicy – tylko że wojna zupełnie inna niż poprzednie. I choć zachodnim służbom specjalnym nie udało się zapobiec atakom z 11 września, to zatrudnieni w nich analitycy – zwłaszcza amerykańscy z CIA – już kilka lat temu ostrzegali, że na tym właśnie polegać może w przyszłości główne zagrożenie dla świata zachodniego – i że ewentualnie tak właśnie mogą wyglądać współczesne działania wojenne. 
Po upadku ZSRR i zakończeniu konfliktu Wschód–Zachód w kręgach analityków-
-politologów karierę zrobiły w latach 90. dwa określenia: „zagrożenie asymetryczne” i „wojna asymetryczna”. Ich istota polega na tym, że w starciu dwóch stron – z której jedna jest niewspółmiernie słabsza pod względem militarnym od drugiej – słabszy chwyta się metod absolutnie niekonwencjonalnych, osiągając zarazem przy minimum środków maksimum efektu (także politycznego). 
„Zagrożenie asymetryczne” ma jeszcze inne skutki. Na znaczeniu tracą tradycyjne mechanizmy dyplomacji i zapobiegania konfliktom, które sprawdzały się nawet w czasach najostrzejszej „zimnej wojny”. Z przeciwnikiem w takiej „wojnie asymetrycznej” trudno prowadzić dialog, gdyż nie jest on żadnym dialogiem zainteresowany. Powstaje natomiast pytanie o nowe mechanizmy – w tym o sposób kontruderzenia militarnego – które będą na tyle skuteczne, że ograniczą możliwość bądź opłacalność ataków terrorystycznych, jak na World Trade Center. Zmienia się także charakter sojuszy polityczno-wojskowych: ich miarą będzie teraz przede wszystkim gotowość poszczególnych krajów do udziału w takim niekonwencjonalnym przecież i długotrwałym zarazem starciu – a nawet traktat NATO-owski pozostawia tutaj krajom członkowskim dużą swobodę manewru i interpretacji.
Ostatnimi „klasycznymi” starciami zbrojnymi z udziałem Zachodu były wojna w Zatoce Perskiej (1990-91) oraz wsparcie militarne z powietrza, udzielone latem 1995 przez Zachód armiom Bośni i Chorwacji w ich walce z Serbami. Już wojna o Kosowo wiosną 1999 miała charakter działań asymetrycznych. Świadom swej słabości militarnej, Slobodan Miloszevič nie rzucił przeciwko NATO swej armii, ale przeciwnie – schował dobrze swoje samoloty i kazał wyłączyć cały system obrony przeciwlotniczej. Bronią ofensywną serbskiego prezydenta stali się uchodźcy albańscy: wypędzając ich z Kosowa Miloszević chciał osłabić politycznie Zachód, prowokując go do interwencji lądowej (której większość państw NATO nie chciała) i zdestabilizować region.
Asymetryczny charakter ma także trwająca od prawie roku niewypowiedziana wojna między Izraelem a Autonomią Palestyńską. Palestyńczycy dysponują wprawdzie quasi-armią (kilkadziesiąt tysięcy uzbrojonych ludzi), ale wiedzą doskonale, że gdyby otwarcie zaczęła ona uczestniczyć w walkach, Izrael rzuciłby całą swoją armię i w ciągu kilku dni zgniótł Autonomię. Bronią ofensywną o wiele skuteczniejszą dla nich – z politycznego i propagandowego punktu widzenia – są dzieci, rzucające kamieniami w uzbrojonych po zęby żołnierzy oraz ataki zamachowców-samobójców.
Także obecna wojna terrorystów przeciwko Stanom Zjednoczonym to „wojna asymetryczna”. W otwartym społeczeństwie obywatelskim – jakim jest społeczeństwo USA i innych państw Zachodu – trudno jest zagwarantować obywatelom pełne bezpieczeństwo, nie ograniczając ich praw. Terroryści wykorzystali tę otwartość – i przy użyciu minimum sił własnych (tuzin zamachowców, uzbrojonych w noże do papieru) zadali Ameryce wielkie straty ludzkie i materialne, poruszając politycznie całym niemal światem. A straty byłyby być może jeszcze większe, gdyby nie odwaga pasażerów czwartego uprowadzonego samolotu, którzy – najprawdopodobniej – zaatakowali terrorystów i razem z nimi zginęli. Celem tej maszyny mogły być bowiem nie tylko Biały Dom bądź Camp David, ale równie dobrze jedna z licznych w tym regionie elektrowni atomowych... 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl