Jan Paweł II w Armenii (25–27 września)

Ormiański katolicyzm

Z arcybiskupem NERSESEM DER-NERESESSIANEM rozmawia JAN STRZAŁKA

 

W Armenii obok Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego istnieje młodszy i mniej liczny Ormiański Kościół Katolicki z siedzibą zwierzchnika – patriarchy w Bzommar koło Bejrutu w Libanie. Za początek oficjalnego istnienia tego Kościoła przyjmuje się rok 1742, kiedy to Benedykt XIV zatwierdził nowo wybranego biskupa Aleppo Abrahama Ardziwiana jako patriarchę tych Ormian, którzy uznali zwierzchność Papieża, zachowując przy tym swój obrządek, język i zwyczaje liturgiczne. W czasach stalinowskich struktury tego Kościoła zostały w Armenii zlikwidowane. Kościół mógł odrodzić się dopiero w 1991 roku po odzyskaniu przez Armenię niepodległości. O wyzwaniach, przed jakimi stanęli katolicy w nowych warunkach ze zwierzchnikiem Ormiańskiego Kościoła Katolickiego w Armenii, Gruzji, Ukrainy i Rosji – abp. Nersesem Der-Neresessianem rozmawia nasz korespondent podczas papieskiej wizyty Jan Strzałka.

ABP NERSES DER-NERESESSIAN: – Katolicyzm ormiański ma swą wielowiekową tradycję i wpisał się na trwałe w dzieje chrześcijaństwa wschodniego. Nasz Kościół rozkwitł szczególnie przed rewolucją październikową. Zwierzchnikiem Kościoła katolickiego był wówczas biskup Sarkis Ter-Abramian. W pierwszych latach porewolucyjnych pozwolono katolikom na praktyki religijne, byliśmy wówczas liczną wspólnotą, bo wedle danych z roku 1923 w Erewaniu i w okolicach żyło nas ponad dwieście trzydzieści tysięcy. Wkrótce jednak nastąpiły represje stalinowskie, odebrano nam wszystkie świątynie, zamknięto je lub pozamieniano na magazyny i spichlerze, a biskup Sarkis zmuszony został do opuszczenia Armenii i resztę życia spędził w Watykanie. Notabene to właśnie on wyświęcił mnie na kapłana. 
Represje i mordy zastosowano także wobec wiernych i duchowieństwa Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego, lecz ten odrodził się dosyć szybko i odzyskał swe prawa już w latach czterdziestych. Ormiański Kościół Katolicki musiał czekać na to aż do upadku komunizmu i do narodzin niepodległej Armenii, co nastąpiło przed dziesięciu laty. Przez kilkadziesiąt lat Kościół katolicki istniał jedynie na emigracji. 
W roku 1991 Jan Paweł II postanowił, że Ormiański Kościół Katolicki wznowi swą misję na Kaukazie i mianował mnie ordynariuszem Armenii, Gruzji, Ukrainy i Rosji. Kiedy przybyłem do Gumri, gdzie mieści się ordynariat, w całym blisko dwustutysięcznym mieście doliczyłem się czterech wiernych. Nasz stary kościół od kilkudziesięciu lat zamieszkiwany był przez ludzi, którzy stracili dach nad głową podczas trzęsienia ziemi w latach osiemdziesiątych. Nie miałem sumienia wyrzucać ich stamtąd na bruk. Postanowiliśmy urządzić kaplicę w piwnicy ordynariatu. Modlimy się w niej do dziś, choć przez te lata wspólnota w Gumri powiększyła się do stu pięćdziesięciu wiernych, natomiast w innych miastach odzyskaliśmy świątynie. Katolicy ormiańscy żyją nie tylko w Gumri, lecz w trzydziestu innych miejscowościach, a także poza granicami Armenii. Przede wszystkim w Gruzji, są to oczywiście Ormianie, którzy zamieszkali tam już w XIX stuleciu, kiedy to imperium rosyjskie wchłonęło i Armenię, i Gruzję. W Armenii i Gruzji żyje ok. 120 tys. członków naszego Kościoła, a 80 tys. – w Rosji i na Ukrainie. 
W Armenii mamy jednak zaledwie ośmiu kapłanów oraz kilkadziesiąt sióstr, wszyscy oni przybyli z diaspory. Brak kapłanów jest naszym największym zmartwieniem, toteż wielkie nadzieje wiążemy z niedawno otwartym seminarium. Kilku naszych kleryków studiuje obecnie w rzymskim Angelicum, a w tym roku dzięki kard. Glempowi oraz kard. Macharskiemu nasi studenci będą się kształcić w krakowskiej Papieskiej Akademii Teologicznej. 
Gdy przybyłem po raz pierwszy do Armenii – a było to w połowie lat 60., kiedy zaproszony zostałem na jubileusz dziesięciolecia zwierzchnictwa Wazgena I nad Kościołem Apostolskim – zrozumiałem, że chrześcijaństwo przetrwało tu jedynie dzięki odwadze starego pokolenia, które nigdy nie wyrzekłoby się swej tradycji. Szczególnej zaś odwagi wymagała wierność Kościołowi katolickiemu: katolicy ormiańscy nie mieli świątyń, więc modlili się w domach, nie troszczyli się o nich kapłani, więc sami dbali np. o religijne wychowanie młodszych pokoleń. Przyjeżdżałem do Armenii także później, w latach 70. jako jeden z członków watykańskich delegacji, a pod koniec lat 80. by kierować pomocą humanitarną dla ofiar trzęsienia ziemi w Leninakanie, czyli w dzisiejszym Gumri. Zginęło wówczas w tym mieście kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
JAN STRZAŁKA: – Przed siedzibą Ordynariatu zauważyłem karetkę z napisem Caritas...
– Dzięki włoskiemu Caritasowi otwarliśmy szpital nazwany imieniem Jana Pawła II. Możemy w nim hospitalizować sto osób, przeprowadzać operacje chirurgiczne, dokonywać zabiegów itd. 
– Domyślam się, że Ksiądz Arcybiskup urodził się w rodzinie emigrantów.
– Urodziłem się w Berlinie w roku 1920, ale dzieciństwo i młodość spędziłem w Bukareszcie, tam też w latach 20. i 30. uczyłem się w szkole ormiańskiej. Nie wspominałbym o tym, gdyby nie fakt, iż moim nauczycielem języka rumuńskiego, wychowania fizycznego i opiekunem skautów był późniejszy katolikos Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego Wazgen I. Skończywszy naukę, wstąpiłem do męskiego zgromadzenia mechitarzystów na wyspie Świętego Łazarza w Wenecji. Spędziłem tam blisko pięćdziesiąt lat. Zanim Jan Paweł II powierzył mi nowe zadanie, byłem przełożonym tego zakonu. 
Jednym z najważniejszych przeżyć mej młodości był Sobór Watykański II, obserwowałem go z bliska, pełniłem bowiem wówczas rolę sekretarza bpa Serafiona Uluchodżjana, przełożonego zgromadzenia mechitarzystów, a ten bezpośrednio uczestniczył w obradach ojców soborowych. Sobór Watykański II otworzył epokę ekumenizmu. W latach 60. Opatrzność znów pozwoliła mi spotkać się z mym dawnym nauczycielem z Bukraesztu, który na kilka lat przed Soborem został wybrany katolikosem wszystkich Ormian. Od 1955 roku aż do śmierci w 1994 roku, przez czterdzieści lat spędzonych w Eczmiadzynie Wazgen I pozostawał wielkim autorytetem duchowym i moralnym dla Ormian w kraju i w diasporze. Spotykałem go wielokrotnie, najpierw w Armenii, potem w Watykanie, kiedy to w 1972 złożył wizytę Pawłowi VI, co stanowiło wydarzenie bezprecedensowe: było to pierwsze od stuleci spotkanie katolikosa i papieża, a co najważniejsze Wazgen I był pierwszym hierarchą z ZSRR przybywającym do Stolicy Piotrowej. Pamiętam modlitwę Wazgena i Pawła VI w Kaplicy Syktyńskiej, znalazłem się blisko nich, ponieważ należałem do chóru śpiewającego podczas uroczystości. Katolikos był całym sercem oddany ekumenizmowi. Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych przybyłem do Armenii jako ordynariusz, udzielił mi dwumiesięcznej gościny w swym pałacu apostolskim w Eczmiadzynie, co wyraźnie świadczy o jego życzliwości wobec Katolickiego Kościoła Ormiańskiego. Potem zamieszkałem w szpitalu Caritasu, a dopiero po dwóch latach nabyliśmy dom w Gumri.
Często usłyszeć można, że następcy Wazgena I okazują pewien dystans zarówno wobec ekumenizmu, jak i Ormiańskiego Kościoła Katolickiego. Co więcej, można spotkać się z opiniami, że prawdziwy Ormianin może należeć jedynie do Kościoła Apostolskiego... 
– Kiedy przed czterema laty obchodziłem pięćdziesięciolecie kapłaństwa, na jubileusz przybył m.in. następca Wazgena I katolikos Garegin I. Garegin I często gościł w Watykanie, by w końcu podpisać z Janem Pawłem II w 1996 roku wspólną deklarację, która zakończyła wielowiekowy spór między Stolicą Piotrową a Eczmiadzyniem na temat boskiej i ludzkiej natury Chrystusa. Pamiętamy, jakim braterskim uczuciem Papież darzył Garegina I, chciał nawet przybyć do Armenii, by się pożegnać z umierającym katolikosem. Niestety, podczas ostatniej pielgrzymki do Polski Jan Paweł II sam się rozchorował i musiał zrezygnować z wizyty w Erewaniu. Wkrótce (w 1999 r.) Garegin I zmarł, ale jego następca zaprosił Papieża na jubileusz tysiąc siedemsetnej rocznicy chrztu Armenii, co świadczy, iż Apostolski Kościół Ormiański pamięta o wspólnych korzeniach chrześcijaństwa i nie odżegnuje się od nakazu Zbawiciela: „ut unum sint” (,,aby byli jedno”). 
W przeszłości katolikom w tym kraju okazywano pewne lekceważenie, lecz kiedy przybyłem do Gumri, miejscowy biskup Kościoła Apostolskiego stanowczo wezwał swych wiernych, by nie obrażali katolików i miłowali nas jako braci w apostolstwie. Pomiędzy dwoma Kościołami ormiańskimi panują dobre stosunki, zaś pielgrzymka Ojca Świętego do Armenii jeszcze je polepszy. Pielgrzymka będzie widomym świadectwem braterstwa i ekumenii, wszystkie bowiem uroczystości mają charakter ekumeniczny, pośród nich najważniejsza jest liturgia ekumeniczna w nowej katedrze erewańskiej. Podczas owej liturgii powitam Jana Pawła II w imieniu wszystkich chrześcijan ormiańskich. 
– Jakie nadzieje dla chrześcijaństwa w Armenii stwarza ta pielgrzymka? 
– Kościół katolicki oczekuje przede wszystkim potwierdzenia pełnej jedności z Watykanem. Naród, władze, diaspora oczekują, by Jan Paweł II przypomniał światu o zbrodni ludobójstwa popełnionej przez Turków. Nie wątpimy, że tak się stanie, ponieważ Jan Paweł II wielokrotnie już wspominał o tragedii 1915 roku, np. w liście apostolskim z okazji jubileuszu chrztu Armenii. W programie pielgrzymki przewidziana jest modlitwa w erewańskim muzeum poświęconym wspomnianej zbrodni. 
W przemówieniu powitalnym w erewańskiej katedrze będę chciał przypomnieć wielowiekową historię naszych więzi z Watykanem, licznych spotkań z następcami Apostoła Piotra, np. audiencję, jaką Benedykt XV udzielił w 1920 r. wdowom, sierotom i ofiarom masakry z 1915, apelując przy tym do świata, by okazywał im pomoc. Chcę także prosić Boga, by pozwolił Kościołowi Apostolskiemu i Ormiańskiemu Kościołowi Katolickiemu żyć na tej ziemi w pokoju. Jest takie słowo we wszystkich językach, które wydaje mi się najpiękniejsze – braterstwo, a najpiękniejszą chwilą w życiu każdego chrześcijanina bywa moment, kiedy uznajemy, że choć należymy do różnych Kościołów, zawsze pozostajemy braćmi. 
– Czy Ksiądz Arcybiskup ma nadzieję na rychłe zjednoczenie obu Kościołów? 
– Modlę się o to nieustannie i wierzę, że zjednoczenie nastąpi, choć niektórzy żartują, iż chrześcijanie ormiańscy zjednoczą się najwcześniej w przeddzień Sądu Ostatecznego. Myślę, że nastąpi to wtedy, kiedy wspólnie znajdziemy rozwiązanie kwestii prymatu i dogmatu o nieomylności papieża. 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl