Komentarze

 


Wojciech Pięciak Euro: jeszcze tylko 100 dni

Michał Okoński Żenujący spektakl

Józefa Hennelowa Sprawdzian


 

 




  
 
Euro: jeszcze tylko 100 dni

Na razie najwięcej powodów do zadowolenia mają właściciele firm ochroniarskich, którzy w tych dniach robią interes życia, eskortując transporty z nowymi pieniędzmi, euro, wędrujące po Europie Zachodniej w ilości, bagatela, 15 miliardów banknotów i 50 miliardów monet. Niewiele powodów do zmartwień mają banki, które na rozpoczynającą się z Nowym Rokiem 2002 operację wymiany walut narodowych na wspólny pieniądz są przygotowane i co najwyżej muszą na czas wypełnić bankomaty. Najmniej cieszą się sprzedawcy i dostarczyciele usług, od fryzjera po kelnera – i trudno im się dziwić, skoro to na nich spocznie największy ciężar (w sensie dosłownym – monety...) wymiany franków, peset czy drachm na euro. Bo choć za sto dni, od stycznia, klienci będą mogli jeszcze jakiś czas płacić starymi pieniędzmi, to kioskarz resztę za gazetę (nawet gdy klient zapłaci dużym banknotem) musi wydać w euro. 
A tak zwani zwykli ludzie? Czy oni się cieszą? Wprawdzie w sondażach (z wiosny) za euro opowiadało się 83 proc. Włochów, 82 proc. Irlandczyków, 68 proc. Hiszpanów, 67 proc. Francuzów i (tylko?) 53 proc. Niemców – ale obywatele mogą być pełni obaw. Nie tylko dlatego, że wkrótce odczują lekką podwyżkę cen (tzw. „równanie w górę”). Wskaźniki makroekonomiczne są złe nie tylko w świecie, ale także w wiodących gospodarczo krajach Unii. Nawet Niemcy – unijna „lokomotywa” i kraj, z którym Polska najsilniej jest związana ekonomicznie (czyli też zależna od jego koniunktury), mogą mieć w przyszłym roku budżetowym kłopoty z zachowaniem surowych kryteriów obowiązujących „Euroland” (to: wysokość inflacji, deficytu i zadłużenia). Niemiecki minister finansów już dołącza do grona, w którym dotąd prym wiedli Francuzi i Włosi, domagającego się bardziej rozluźnionej polityki w „Eurolandzie”, przeciw czemu jest Komisja UE i Europejski Bank Centralny.
Podobno w pewnym berlińskim antykwariacie właściciel wywiesił informację: „Od 1 stycznia 2002 nasze ceny będziemy podawać w dolarach, bo »europeseta« nie utrzyma się. Od szanownych klientów, którzy będą chcieli płacić w euro, będziemy zmuszeni domagać się 40-procentowego narzutu. Prosimy o zrozumienie”. Jeśli to nie happening, antykwariusz przesadził. Ale pytanie o stabilność wspólnej waluty to nie tylko problem obywateli „Eurolandu”, ale także nasz.


Wojciech Pięciak 

 

 

 

 

 

 

 

Żenujący spektakl

Ksiądz Tischner musiał przewracać się w grobie, widząc przedstawicieli samo-
rządów tatrzańskich, wręczających byłemu ministrowi ochrony środowiska Antoniemu Tokarczukowi ciupagę, parzenice, góralski pas i oscypki za odwołanie dyrektora TPN Wojciecha Gąsienicy-Byrcyna. Projekt odrodzenia góralszczyzny, nad którym pracował Kapelan Związku Podhalan, zakładał wszak związanie jej z kulturą, nie z polityką czy pieniędzmi, które – jak się zdaje – miały decydujący wpływ na odwoływanie Byrcyna. Przypomnijmy, że jedyną winą Byrcyna był brak współpracy z samorządem, czyli sprzeciw wobec rozbudowy na terenie Parku obiektów sportowych oraz oddania części należących do TPN lasów i hal Stowarzyszeniu Byłych Właścicieli, kierowanemu przez Zofię Bigosową. Do dymisji doszło mimo protestów Rady Naukowej TPN, Państwowej Rady Ochrony Przyrody, sejmowej komisji ochrony środowiska i organizacji ekologicznych, na kilka dni przed wyborami i złożeniem przez ministra urzędu.
Pozostaje mieć nadzieję, że przed zmianą rządu do ingerencji w tatrzańską przyrodę nie dojdzie. Na opamiętanie Zofii Bigosowej nie ma chyba co liczyć.


Michał Okoński

 

 

 

 

 

 


Sprawdzian

Od połowy września weszły w życie przepisy nowej ustawy antyalkoholowej, dotyczące reklamy piwa. W mediach może się to odtąd odbywać tylko od godziny 23 wieczór do 6 rano, a więc nocą. Reklama nie może być adresowana do małoletnich, nie może kojarzyć się z atrakcyjnością seksualną, wypoczynkiem, relaksem, sportem, nauką, sukcesem zawodowym i życiowym, zdrowiem. Musi nadto zniknąć ze słupów ogłoszeniowych i okładek. Inne napoje alkoholowe nie mogą być reklamowane nawet z takimi ograniczeniami.
Teraz warto będzie obserwować, jak producenci i pozbawieni dotychczasowych dochodów gospodarze mediów poradzą sobie z obchodzeniem tych zakazów. Czy stworzą przekazy, które nie kojarząc się z niczym przyjemnym, zdołają jednak zachęcić do konsumpcji? Czy kalendarz nocny będzie obserwowany? A w dłuższym okresie – czy i na ile wpłynie to na pijaństwo w Polsce. Ustawa bowiem była jedną z tych, które powstały w szkole silnego przekonania, iż moralność społeczeństwa kształtują przede wszystkim rygory prawne, i to jak najostrzejsze. Swego czasu ustawa o radiu i telewizji też powstawała z taką nadzieją. Rozczarowanie było totalne, ale tłumaczy się je zbytnią ogólnikowością spisanych nakazów i zakazów. Teraz mamy wszystko wyliczone szczegółowo. Można będzie sprawdzić.


Józefa Hennelowa

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 39, 30 września 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl