Artykuł V

Jest ironią historii, że to Stany Zjednoczone, gwarant bezpieczeństwa NATO, stały się ofiarą ataku, który spowodował odwołanie się do zasady przymierza: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. W 52-letnich dziejach Sojuszu po raz pierwszy potrzebna jest nie tylko solidarność na piśmie, ale i w czynach.
Sposób, w jaki zostały zaatakowane Stany Zjednoczone, uzmysłowił członkom NATO, że atak skierowany jest przeciw nim wszystkim, a kolejną ofiarą może być każdy z nich. Deklaracja „jeden za wszystkich” jest więc deklaracją gwarancji dla wszystkich członków, nie tylko USA. Zgodnie z deklaracją artykuł V – mówiący o współudziale w wojnie państw NATO – będzie mieć zastosowanie, gdy okaże się, że za zamachem na USA stoi obce państwo, że agresja przyszła z zewnątrz. W momencie, kiedy USA przedstawią Radzie Północnoatlantyckiej dowody na taką agresję z zewnątrz, dla NATO nastanie poważny czas. Deklaracja zamieni się w rozkazy. 
Rządy państw Sojuszu zdają sobie z tego sprawę. Towarzyszy temu obawa, że NATO „pójdzie na wojnę” – niełatwą, bo nie wiadomo gdzie, przeciw komu i na jak długo. I choć za deklaracją opowiedziały się wszystkie rządy, nie wszystkie jednakowo traktują ewentualne tego konsekwencje. Holandia, Belgia, Luksemburg zapewniły sobie klauzule, że każdy kolejny krok NATO w tej sprawie wymaga debaty i zgody Rady przymierza. Francja uzależniła zgodę na udział całego przymierza w ewentualnej krucjacie od udziału Rosji – to podkreślenie, że deklaracja nie jest decyzją o pójściu NATO na wojnę. Podobnego zdania jest wiele rządów, nawet jeśli deklarują bezwarunkowe poparcie dla USA.
Decyzja Rady NATO oznacza też, że w sytuacji, gdy dojdzie do jakiejś akcji przymierza, Stany Zjednoczone będą musiały poprzedzić zgodę NATO na udział jej członków przedłożeniem dokładnej listy życzeń. Kryje się za tym przekonanie, że będzie ona skromna i nie będzie oznaczała powszechnej mobilizacji ludzi i zasobów.
Nikt w Brukseli nie ma wątpliwości, że Stany Zjednoczone są w stanie uderzyć w światowy terroryzm własnymi siłami. W obecnym kryzysie chodzi jednak o coś więcej niż zwykłą akcję odwetową – chodzi o stworzenie prawdziwej i szerokiej koalicji, w której nie może zabraknąć także, a nawet przede wszystkim, krajów członkowskich Sojuszu. Nawet jeżeli Ameryka zmuszona będzie zawrzeć również inne koalicje – z Rosją i Chinami, ponad głowami Europejczyków. Niemniej warto zaznaczyć, że europejscy członkowie NATO – podpisując deklaracje o artykule V – zadbali zarazem o własne interesy. 


Marek Orzechowski z Brukseli


 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl