A jednak dialog

Z ks. ANDRZEJEM SZOSTKIEM, etykiem, rektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, rozmawia ARTUR SPORNIAK

 

„Terroryzm, który grozi, rani 
i zabija wszystkich bez różnicy,
jest w głębokiej sprzeczności
ze sprawiedliwością i miłością”.

Katechizm Kościoła Katolickiego nr 2297 

 

ARTUR SPORNIAK: – Z czym będziemy się musieli zmierzyć po ataku na Stany Zjednoczone?
KS. PROF. ANDRZEJ SZOSTEK: – Z nowym rozumieniem wojny. W tej wojnie nie jest do końca rozpoznany przeciwnik, nieznany jest przedmiot sporu. Nie bardzo można zatem przewidzieć, jakie działania należy podjąć, by doprowadzić do pokoju.
Nie ma natomiast wątpliwości, że to, co zostało dokonane, jest aktem zbrodniczym. Jest to przypadek wojny szczególnie okrutnej i niczym nie usprawiedliwionej. Wojna jest w ogóle rzeczą smutną – jest jedną z tych ,,gier”, w których wszyscy przegrywają. Tutaj mamy do czynienia z jakąś trudno wyobrażalną skrajnością.
Chodzi raczej o polityczną i militarną niepewność, jakie kroki, przeciwko komu i w jakiej skali powinny zostać podjęte. Odpowiedź nie może mieć charakteru emocjonalnej reakcji – wyładowania złości. Takie dominują teraz nastroje. I jest to psychologicznie zrozumiałe. Dlatego zadaniem nie tylko wojskowych i polityków, ale także tych, którzy wpływają na opinię – ludzi mediów, wychowawców, księży – jest zmierzenie się z tym wyzwaniem. Działanie czysto odwetowe prowadzić może jedynie do nakręcania spirali nienawiści. Już teraz mówi się, że przedstawiciele narodów arabskich mogą się liczyć z przejawami gwałtu. Trzeba znaleźć sprawiedliwą odpowiedź na wyrządzoną krzywdę.
– Jaka powinna być to odpowiedź?
– W uproszczeniu możemy wyróżnić trzy poziomy odpowiedzialności za to, co się stało: odpowiedzialność bezpośrednich sprawców i organizatorów zamachu; ich zleceniodawców i protektorów; a być może także odpowiedzialność państw, które osłaniały przygotowania do zamachu. Jeśli okaże się, że istnieją takie państwa, mogą być one potraktowane jako te, które wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym i NATO.
Kościół był do tej pory przeciwny użyciu siły nawet wobec tzw. państwowego terroryzmu. Podczas trwania wojny w Zatoce Perskiej Papież wielokrotnie nawoływał do zaprzestania działań zbrojnych i do negocjacji. Podobne stanowisko zajął wobec amerykańskich nalotów na Jugosławię.
– Kościół nadal będzie czynił wszystko dla maksymalnego wykorzystania środków politycznych i ograniczenia militarnych. Właśnie z powodu niebezpieczeństwa eskalacji przemocy. Działania militarne zawsze przynoszą zło, śmierć, krzywdę i w rezultacie prowokują nowe źródła nienawiści.
Słychać opinie, że w obliczu amerykańskiej tragedii skompromitowała się polityka rozmów z siłami politycznymi posługującymi się terroryzmem. Czy nie grozi nam, że nauka Kościoła będzie coraz bardziej oddalać się od polityki?
– Trzeba odróżnić to, co na trwałe ulegnie zmianie po 11 września, od tego co ma charakter przejściowy, emocjonalny. Na trwałe pozostanie w mentalności Amerykanów poczucie, że nie są bezpieczni. Kondycja światowej demokracji nie ulegnie zachwianiu. Polityka negocjacji pozostanie aktualna. Minie fala uzasadnionych teraz emocji i trzeba będzie powrócić do rozmów, a zwłaszcza do szukania powodów, dla których ktoś ucieka się do aktów terroru. Pokusa, aby odejść od dotychczasowej pracy na rzecz pokoju światowego – długotrwałej, cierpliwej i na pierwszy rzut oka nie przynoszącej owoców – jest krótkowzroczna, nieracjonalna i niebezpieczna.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl