Przed wizytą Jana Pawła II w Armenii

U stóp góry Ararat

JERZY ROHOZIŃSKI

 

Ormiański Kościół Apostolski obchodzi w tym roku 1700-lecie istnienia i pod koniec września gościć będzie Jana Pawła II. Zgodnie z tradycją, Ewangelię w Armenii głosili apostołowie Tadeusz i Bartłomiej. Na początku IV wieku przybyły z Kapadocji Grzegorz Oświeciciel ochrzcił armeńskiego króla Tyrydatesa IV i chrześcijaństwo uzyskało status religii państwowej. Było to 12 lat przed wydaniem edyktu mediolańskiego w Cesarstwie Rzymskim.


Z okazji jubileuszu Kościół postanowił zasadzić w kraju 17 tys. drzewek, głównie w pobliżu starych klasztorów. Chce także zasiać „ziarna wiary w sercach ludzi”. Rozpoczęto realizację ogólnokrajowego programu katechizacyjnego. „Uzbrojeni w wiedzę nasi wierni, będą mogli lepiej zrozumieć swoje społeczeństwo z chrześcijańskiego punktu widzenia i promować sprawiedliwość społeczną oraz etykę w życiu publicznym” – twierdzą twórcy projektu. Pod auspicjami katolikosa i przy wsparciu finansowym diaspory wydano antologię poezji staroarmeńskiej. Nie zabrakło także iście „ludowych igrzysk”. W Erewanie na początku września władze zezwoliły na zorganizowanie walki byków. „Ormiański Kościół Apostolski nie akceptuje tego typu imprez, które stają się areną krwawych i okrutnych scen oddziałujących destrukcyjnie na duchowy świat i wyobraźnię ludzi, a zwłaszcza dzieci i młodzieży, wypaczając kryteria moralności chrześcijańskiej i chrześcijańskiego stylu życia” – głosi oświadczenie wydane przez rzecznika katolikosa.


POTĘGA TRADYCJI


„Ormianom można spalić pola, można rozgrabić ich dobytek – nie będzie z tym większego kłopotu. Ale nie daj Boże, by jakaś obca armia ważyła się plądrować ich kościoły. Wychodzą wtedy, obdarci, ze swoich nor, dzierżąc widły i topory, gotowi zginąć za kamienną świątynię i wiarę, o której przypomną sobie znowu przy okazji następnego najazdu” – pisał w XIX w. jeden z klasyków ormiańskiej literatury Demirczjan. „Ormianie nie tyle czczą Boga, co darzą uwielbieniem swój Kościół”.
Niewiele jest na świecie Kościołów, które mogą się poszczycić takimi tradycjami. Chrześcijaństwo ukształtowało kulturę ormiańską, nadało jej specyficzny rys. Na początku V wieku Mesrob Masztoc, mnich i sekretarz kancelarii królewskiej, ułożył 36--literowy alfabet armeński i przetłumaczył na miejscowy język Biblię, pisma Ojców Kościoła oraz teksty liturgiczne. „Nie ujrzał tedy snu we śnie ani widzenia na jawie, ale głębi serca jego, oczom jego duszy objawiona została prawica ryjąca w kamieniu: A, E, Y, I, O, U...” – pisał o tym wydarzeniu historyk Mojżesz z Chorenu. W 451 r. Armenia, zaatakowana przez Persję, nie wysłała swoich przedstawicieli na Sobór Chalcedoński. Jej Kościół nie przyjął wypracowanej tam formuły teologicznej o podwójnej naturze Chrystusa i pozostał na pozycjach monofizyckich. W 552 r. wprowadzono odrębną armeńską rachubę czasu.
Najeżdżana i podbijana kolejno przez Persów, Bizancjum, Arabów, Turków seldżuckich, Mongołów, Turków osmańskich i Rosję Armenia coraz bardziej zasklepiała się w swej oryginalnej i odrębnej kulturze. 
Własne pismo, własny czas, własna wiara. Im słabsze politycznie było państwo, tym mocniejsza stawała się pozycja Kościoła. „Co czyni Kościół Ormiański »ormiańskim«? – zastanawia się biskup Karabachu, Barkev Mardirossjan – Mamy unikalną teologię (...) Św. Grzegorz stworzył specyficzny jej etos. Podam przykład: napisane jest w Piśmie, że ktokolwiek zmieni w nim choćby słowo, będzie potępiony przez Boga. Jednak nasi Ojcowie, tłumacząc Pismo, odważyli się nie przekładać dosłownie terminu »Antychryst« (...) i napisali »Ner«, (...) zadecydowali przeto, że teologicznie nikt nie jest równy Chrystusowi i dlatego nie może być Anty-chrysta. Dali mu po prostu imię, zamiast przedstawiać jako pojęcie”.


PRÓBA


Bogactwo chrześcijańskiej spuścizny kulturowej Armenii jest imponujące. Stare kościoły, klasztory, księgi, urzekające miniatury, przepych naczyń liturgicznych. Wszystko to na komunistów podziałało jak płachta na byka. W latach 30. wydali oni religii walkę na śmierć i życie. Notabene, do dziś żyje kobieta, która jako młoda komsomołka udusiła patriarchę. Potem przyszło opamiętanie. W obliczu zagrożenia przez Niemcy hitlerowskie i konieczności stworzenia „szerokiego frontu antyfaszystowskiego” Stalin zaniechał represji i zaczął czynić ustępstwa na rzecz miejscowych struktur religijnych. W przypadku Armenii liczył zresztą na pośrednictwo tamtejszego Kościoła w uzyskiwaniu finansowego wsparcia od ormiańskiej diaspory. Era Chruszczowa i Breżniewa nie dała się już Kościołowi Ormiańskiemu aż tak bardzo we znaki. Katolikosowi Wazgenowi I, sprawującemu swój urząd 40 lat, udało się skupić wokół siebie elity kraju i diaspory. W Armenii można było niepokoić baptystów czy adwentystów, ale nie narodowy Kościół Ormiański. Wydaje się więc, że spustoszenia dokonane przez system sowiecki w sferze religii nie są tak straszne. Przynajmniej w porównaniu z innymi krajami poradzieckimi.
A jednak Eczmiadzynowi (siedziba Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego) przybył konkurent. Od 1742 istniał w Libanie katolicki Ormiański Patriarchat Cylicji, mimo formalnej podległości papiestwu uznający jednak zwierzchność Eczmiadzyna. Od połowy lat 50. zaczął ją jednak kwestionować. Tamten znajdował się przecież „pod dyktatem reżimu sowieckiego i KGB”. Czy był to tylko pretekst do emancypacji? Zarzuty nie były, niestety, wyssane z palca: w radzieckiej Armenii Kościół był uwikłany w system. Mimo to cieszył się w społeczeństwie ogromnym autorytetem: był narodowy, a patriarchat Cylicji nie do końca. 
„Prawdziwy” Ormianin może być synem tylko „swojego” Kościoła, tego Apostolskiego – tak się powszechnie uważa. Niepodległa Armenia jest w zasadzie krajem jednolitym narodowo. Pozostało tu już niewielu prawosławnych Rosjan, Żydów, są muzułmańscy Kurdowie i jezydzi, chrześcijańscy Asyryjczycy mający „swój” Kościół i stanowiący dlatego odrębny „naród”. Mniejszości, które przyjęły ormiańską wersję chrześcijaństwa, jak miejscowi Cyganie (bosza) i Tatowie, prawie się zasymilowały. Tradycyjne podziały religijne nie stanowią problemu. Problemy zaczynają się wtedy, gdy ktoś chce odciągać Ormian od „ich” Kościoła.
Obszary byłego ZSRR stały się Ziemią Obiecaną dla bogatych i dynamicznych młodych Kościołów protestanckich. Udaje im się przyciągać do siebie biednych, zdezorientowanych i rozczarowanych. „Ponad 80 proc. populacji nie ma pracy, a rządowe statystyki pokazują, że 54 proc. żyje w ubóstwie. Ludzie szukają pomocy i odpowiedzi, dlatego są otwarci na Ewangelię” – głosi ubiegłoroczny raport Ligi Biblijnej. Mniej otwarte są władze Armenii, a zwłaszcza złożone z byłych funkcjonariuszy KGB Ministerstwo Bezpieczeństwa Narodowego. Podobnie jak w sąsiednim Azerbejdżanie i krajach Azji Środkowej, propaganda religijna traktowana jest jako działalność wywrotowa. Co ciekawe, zarzuty przeciwko miejscowym Świadkom Jehowy formułowano na podstawie wciąż pozostającego w mocy artykułu 244. kodeksu kryminalnego ZSRR, wprowadzonego przez Chruszczowa w ramach walki z religią. Nie pomogły tu protesty Rady Europy. 
Świadkowie Jehowy odmawiają służby wojskowej, a to w Armenii jest teraz niewybaczalne, zwłaszcza po zajęciu Górnego Karabachu. „Nasza armia w Karabachu wiedziała, że podczas walki nasz Kościół stoi za nią i jest dla niej źródłem duchowej siły – zapewnia arcybiskup Mardirossjan. – Kiedy oddziały wyruszały na pole bitwy, starały się wpierw upewnić, że wszyscy żołnierze są ochrzczeni i że mają krzyżyki dla ochrony. Jeśli nie mieli, tatuowali je sobie na dłoniach albo plecach, by moc Boża była z nimi”.
Arcybiskup Mardirossjan jeszcze jako student interesował się jogą i okultyzmem, ale gdy usłyszał słowa guru Ramakriszny, że największym nauczycielem wszechczasów był Chrystus, a w „Magii praktycznej” Papusa przeczytał, że wszelkie zło można zwyciężyć wzywając Jego imienia, postanowił wstąpić do seminarium duchownego.
Ormiański Kościół Apostolski. Wielkość, chwała, bogactwo tradycji. Ogromny potencjał, który może stać się także pułapką. „Jesteśmy pierwszym narodem chrześcijańskim. Bóg dał nam ten przywilej i zaszczyt, a my musimy potraktować to bardzo poważnie – podkreśla z dumą Mirkossjan. – Tak, musimy być najlepszymi chrześcijanami na świecie. Tego wymaga od nas Bóg. Niestety jeszcze nam do tego daleko. Ale może pewnego dnia... Zauważmy, że w IV i V w. Ormianie głosili Słowo Boże w Europie. Są pewne wskazówki, że dotarli aż do Islandii...”.


WSCHÓD I ZACHÓD


Jak najstarszy chrześcijański kraj świata przyjmie Ojca Świętego? Przypomnijmy, że gdy w 1999 r. Jan Paweł II po drodze z Indii odwiedził na krótko Gruzję, część konserwatywnie nastawionego duchowieństwa, zbuntowanego przeciw zbyt „ekumenicznemu” ich zdaniem patriarsze Ilji II zbojkotowała wizytę. „Ten Kościół dłużej nie podlega Ilji, który modli się z takimi heretykami jak katolicy, monofizyci i żydzi” – oświadczył jeden z nich.
Ormiańskiemu chrześcijaństwu kulturowo i duchowo znacznie bliżej do prawosławia. 22 kwietnia tego roku na moskiewskim Kremlu odbył się uroczysty koncert z okazji ormiańskiego jubileuszu, a wśród zaproszonych byli m.in. katolikos Garegin II, patriarcha Wszechrusi Aleksiej II i czołowe osobistości życia politycznego Rosji. „Ormianie i Rosjanie zawsze utrzymywali przyjazne stosunki. Wierzę, że dzisiejsze uroczystości będą służyć dalszemu pogłębieniu współpracy i wzajemnego zrozumienia pomiędzy obu narodami” – komentował wydarzenie patriarcha Wszechrusi.
Kontakty ormiańskiego duchowieństwa z chrześcijańskim Zachodem sięgają okresu krucjat, kiedy to Królestwo Cylicji było sojusznikiem krzyżowców. Zaowocowało to intelektualnymi przedsięwzięciami zmierzającymi do pogodzenia stanowisk doktrynalnych. Wysiłki ówczesnych teologów podejmowane są obecnie na nowo w ramach dialogu Kościoła rzymskokatolickiego z Kościołami wschodnimi. „Radujemy się z faktu, że ostatnie osiągnięcia w dziedzinie stosunków ekumenicznych i dyskusji teologicznych prowadzonych w duchu chrześcijańskiej miłości i wspólnoty rozwiały wiele nieporozumień odziedziczonych po waśniach i sporach z przeszłości” – głosi wspólna deklaracja wydana w 1996 r. przez Papieża i katolikosa Garegina I.
Obecna pielgrzymka została poprzedzona ubiegłoroczną wizytą katolikosa Garegina II w Rzymie. Oświadczył on wtedy: „Obecnie pokonujemy różnice teologiczne i liturgiczne w duchu miłości i konstruktywnego współdziałania”. Dwa miesiące wcześniej Jan Paweł II przyjął wiernych unickiego Patriarchatu Cylicji, odbywających jubileuszową pielgrzymkę do Rzymu. „Ten jubileusz Kościoła Powszechnego otwiera wasz jubileusz w atmosferze cudownej ciągłości Ducha i teologicznej zgody; z Krzyża, od ukrzyżowanego Pana spłynęły wody waszego chrztu. Niech ta rocznica będzie okazją do szlachetnej odnowy, ponownego odkrycia nadziei i głębokiej wspólnoty wszystkich wiernych w Chrystusie” – mówił wtedy Papież. Na początku tego roku sprawował on wspólnie z patriarchą Cylicji Nersesem Bedrosem liturgię w obrządku ormiańskim. Ofiarował mu relikwie św. Grzegorza Oświeciciela. W zeszłym roku otrzymał je także od Ojca Świętego katolikos Garegin II. „Relikwie tego świętego niech posłużą wam jako symbol jedności w wierze i jako silny bodziec do zjednoczenia w Jezusie” – mówił wtedy Papież. 


WYZWANIA WSPÓŁCZESNOŚCI


Czy posłużą? Wydawało się, że wraz z uzyskaniem niepodległości przez Armenię znikną przyczyny wzajemnej niechęci obu patriarchatów. W 1995 r. podczas wyborów na 131. katolikosa w Eczmiadzynie władze kraju naciskały na wybór ówczesnego patriarchy Cylicji w imię zlikwidowania podziału Kościoła. Naciskał zwłaszcza ówczesny prezydent Lewon Ter-Petrosjan, który, podobnie jak i patriarcha, pochodził z Syrii. Patriarchę wybrano, ale efekt był zgoła przeciwny do zamierzonego. Macierzysty patriarchat uznał go za „zdrajcę”, a w samej Armenii nie zdobył popularności. Cztery lata później zmarł w wieku 66 lat, tuż przed planowaną wizytą w Armenii Jana Pawła II (Papież miał przyjechać do chorego katolikosa zaraz po pielgrzymce do Polski). W okresie tradycyjnego półrocznego interregnum, sześciu najbardziej wpływowych biskupów, w tym cytowany przez nas biskup Karabachu Markissjan wydali oświadczenie, w którym wyrazili głębokie zaniepokojenie zbytnim zaangażowaniem władz w wybór nowego katolikosa i zagrozili schizmą. Na patriarszy tron wybrano 50-letniego dziś arcybiskupa Araratu Garegina Nersisjana, który przybrał imię Garegina II.
Podziałów między patriarchatami zlikwidować się nie dało. Schizmy, ambicje, cezaropapizm – problemy, z którymi borykać się będzie musiało ormiańskie chrześcijaństwo.



Autor jest doktorantem Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl