Licencja na zabijanie

WIKTOR OSIATYŃSKI

 

Czy amerykańska demokracja przetrwa cios zadany jej przez terrorystów? Czy aby się bronić, Stany Zjednoczone sięgną po środki niedemokratyczne?

Na naszych oczach zostały przekroczone wszelkie dotychczasowe granice, także te, które wyznaczały kres ludzkiej wyobraźni. Jak na początku minionego stulecia nie sposób było sobie wyobrazić, że podczas wojny można użyć gazów bojowych przeciw ludności cywilnej, tak jeszcze do niedawna nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, że można się posłużyć samolotem z pasażerami na pokładzie jako żywą torpedą. Runęła kolejna bariera myślowa i moralna.
Powszechny dostęp do zaawansowanych technologii umożliwia dziś pojedynczym ludziom czy małym organizacjom stworzenie bomby atomowej. To niebezpieczeństwo świat przewidział i stąd amerykański projekt systemu obrony przeciwrakietowej. Natomiast zamachy w Nowym Jorku i Waszyngtonie były czymś niemożliwym do przewidzenia i dlatego nie można było się przed nimi obronić.


*


Jakie będą praktyczne konsekwencje tragedii, która dotknęła amerykańskie społeczeństwo, tak otwarte, i państwo, oferujące tak dużą dozę osobistej wolności swym obywatelom?
Być może powstaną specjalne procedury, regulujące, kiedy można zestrzelić opanowany przez terrorystów samolot pasażerski. A więc ni mniej, ni więcej, tylko prawne wyjaśnienie, kiedy dopuszczalne jest świadome zabicie kilkuset niewinnych ludzi. Byłoby to przełomem legislacyjnym i organizacyjnym, choć poświęcenie jednego dobra dla ratowania drugiego, większego (np. kilkunastu tysięcy mieszkańców zagrożonego miasta) jest oczywiście starą zasadą.
Niewykluczone, iż rząd USA, a za nim społeczność międzynarodowa, zdecyduje się przywrócić instytucję „wyjęcia spod prawa”, a więc wskazania jednostek, które poprzez zbrodnicze czyny pozbawiły się praw przysługujących wszystkim ludziom, jak choćby prawo do procesu. Zbrodniarz – jak Osama bin Laden czy Miloszević – mógłby więc zostać pozbawiony ochrony prawnej i zlikwidowany. Taki czyn byłby moralnie bardziej słuszny i wiążący się z mniejszymi ofiarami w ludziach niż dopuszczenie do kolejnej zbrodni albo zwycięstwo w – zawsze wyniszczającej – wojnie.
Dać służbom bezpieczeństwa prawo do likwidowania ludzi („licencji na zabijanie”, jak w filmach o Jamesie Bondzie) byłoby oczywiście dosyć trudno, natomiast wyobrażalne jest funkcjonowanie międzynarodowego trybunału, prowadzącego zaocznie i w trybie specjalnym sprawę przeciwko np. bin Ladenowi. Niestawienie się oskarżonego byłoby równoznaczne z najwyższym wyrokiem, z dopuszczeniem możliwości zlikwidowania takiego człowieka. Jestem przeciwko karze śmierci, natomiast za zlikwidowaniem przestępcy, który jest groźny, zabił i znów może zabić, a odmawia poddania się i przyjęcia kary dożywotniego więzienia. Wtedy możliwe byłoby rozciągnięcie instytucji obrony koniecznej do sytuacji pościgu za takim człowiekiem.
Będzie też niewątpliwie silny nacisk na rozszerzenie kompetencji służb specjalnych. Być może więc niektóre prawa jednostek zostaną ograniczone, łatwiejsze będzie uzyskanie np. zgody sądu na założenie podsłuchu czy obserwację osób podejrzanych. Wydłuży się zapewne czas oczekiwania na lotniskach przed odlotem, ponieważ będzie przeprowadzana drobiazgowa rewizja – już dziś wiemy, że np. nie będzie można (inaczej niż dotychczas) wnosić na pokład samolotu jakichkolwiek noży. W latach 70., podczas nasilenia działań terrorystycznych, w Polsce (ale chyba i w Ameryce) w każdym samolocie byli agenci bezpieczeństwa. Niewykluczone, że powróci się do tej praktyki. Jest też możliwość eskortowania samolotów pasażerskich przez myśliwce, jak również, co już sugerują fachowcy, całkowite odcięcie kabiny pilotów od reszty samolotu, tak by terroryści nie mogli tam się dostać.
Zmiany dotkną wreszcie NATO. Pakt powstał jako organizacja obronna wolnego i demokratycznego świata. Od kilku lat wiadomo, że nie ma dla tego świata militarnych zagrożeń równie wielkich, jak zagrożenia terrorystyczne. Działania wojsk NATO winny być więc nakierowane na obronę pokoju i demokracji przed terroryzmem. Mam też nadzieję, że prawo położy kres szaleństwom destruktywnej wyobraźni, nakręcanym przez producentów gier komputerowych.


*


Amerykańska demokracja obroni się. Jest ona zaskakująco skuteczna w zwalczaniu różnych zagrożeń bez gwałtownego i dramatycznego naruszania praw obywatelskich. Nawet w okresach wielkich dramatów Europa kontrolowana przez Państwo i Władzę łatwiej sięgała po ograniczenia wolności jednostek niż Ameryka.
Wystarczy popatrzeć na telewizyjne wiadomości i zobaczyć niesamowitą zdolność społeczeństwa amerykańskiego do wzajemnej pomocy. Choćby te namioty dla uchodźców z Manhattanu, rozbijane nie przez agencje rządowe, ale przez zwykłych ludzi. Amerykanie w okresach kryzysu są bardzo konstruktywni i jestem przekonany, że poradzą sobie z zupełnie nową sytuacją. Tak samo jak znajdą i ukarzą inspiratorów zamachów. Można by zresztą napisać bez porównania dłuższy tekst o duchowej sile Amerykanów, której niezliczone dowody dają w trudnych sytuacjach, jak właśnie obecnie.


Autor jest konstytucjonalistą, wykładowcą Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie i University of Chicago Law School, członkiem Rady Open Society Institute. 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl