Kościół i wybory

Bliżej Ewangelii

KS. STANISŁAW OBIREK SJ

 

Mimo jasności sformułowań Słowo Pasterskie Rady Stałej Episkopatu nie dostarcza jasnego klucza interpretacyjnego, pozwalającego zrozumieć skomplikowaną mapę polityczną Polski AD 2001, nie ułatwia też podjęcia trafnego wyboru.

„W systemie demokratycznym katolicy zdają egzamin ze swych etycznych postaw w momencie, gdy trzeba jasno odróżnić dobro od zła, nie ograniczając się do czysto politycznej czy gospodarczej wizji państwa. A i ta wizja musi być oceniana realistycznie, a nie tylko w oparciu o przedwyborcze obietnice czy hasła” – tak napisali Członkowie Rady Stałej Episkopatu Polski w Słowie Pasterskim odczytanym w niedzielę 16 września przed wyborami parlamentarnymi. Słowa jasne, zdecydowane, nie pozostawiające wątpliwości. Zresztą cały list utrzymany jest w tej klarownej tonacji. Są w nim odwołania do nauczania Soboru Watykańskiego II i do nauczania papieskiego, został też przywołany krytyczny komentarz Ojca Świętego do Karty Podstawowych Praw Unii Europejskiej ze względu na brak w niej odniesienia do Boga. Krytycznie przywołano „Prezentacje Programowe” jednego z ugrupowań politycznych, które nosi się z zamiarem nowelizacji ustawy o planowaniu rodziny, a więc do „ustawodawstwa sięgającego czasów, kiedy zabijanie nienarodzonych liczyło się w dziesiątki tysięcy zbrodni rocznie”. Autorzy Słowa Pasterskiego stwierdzają wreszcie, że „katolickie społeczeństwo nie może popierać ugrupowania politycznego, które wprost deklaruje zamiar wprowadzenia ustaw godzących w podstawowe prawo do życia”. W ostatniej części zostaje przywołane nauczanie Synodu Plenarnego i słowa Prymasa Tysiąclecia. Całość zamyka modlitwa Jana Pawła II do Bogurodzicy.
List, powtarzam, jasny i zdecydowany, bez niedomówień i dwuznaczności. Wiadomo: chrześcijanin powinien mówić „tak tak, nie nie”, a co więcej, to od diabła. A jednak Słowo Pasterskie Rady Stałej Episkopatu Polski skierowane do społeczeństwa polskiego pozostawia uczucie niedosytu, wręcz braku. Mimo jasności sformułowań nie dostarcza jasnego klucza interpretacyjnego pozwalającego zrozumieć skomplikowaną mapę polityczną Polski AD 2001, nie ułatwia też podjęcia trafnego wyboru, przynajmniej mnie.
By od razu było jasne: Ugrupowania lewicowe, o których list wspomina, są mi z gruntu obce i to nie tylko ze względu na wspomniane hasła powrotu do niecnych praktyk zabijania nienarodzonych. Po prostu zbyt dobrze pamiętam czasy totalitarnego zniewolenia, by nie mieć złudzeń co do ugrupowań, które nie tylko do nich nawiązują, ale nigdy jasno i zdecydowanie nie odcięły się od zbrodniczej przeszłości.
Dla mnie właściwy problem łączy się z postulowanym przez Biskupów „egzaminem katolików z ich etycznych postaw”. Przecież ten egazamin dotyczyć winien nie tylko katolickich wyborców, ale i katolickich kandydatów. Hanna Świda-Ziemba pisała kiedyś trafnie o konieczności rozbrajania własnych mitów. Jednym z nich jest nieposzlakowany charakter partii postsolidarnościowych. Nie chodzi mi o przywoływanie katalogów win i grzechów konkretnych polityków. Chodzi o nazwanie nadużyć, jakie dokonały się w życiu naszego społeczeństwa w okresie po upadku komunizmu w 1989 r.
Nie można pomijać milczeniem strukturalnych nadużyć w dzieleniu majątku narodowego, zawinionej pauperyzacji kolejnych grup społecznych, wzrastających upokorzeń w tzw. prywatnym biznesie (zresztą nie omija ten proces również sektora państwowego), masowej emigracji i pracy „na czarno” na rynkach europejskich i amerykańskich. Protagonistami i ofiarami tych procesów są w dużym stopniu sami katolicy, którzy werbalnie deklarują wierność wartościom chrześcijańskim i szacunek dla życia nienarodzonych.
Szczególnie boleśnie odczuwam kompromitację (ten ból dzielę z liczną i ubogą rodziną) ideałów solidarnościowych i wartości chrześcijańskich w szeregach obozu bliskiego mi ideowo, czyli właśnie wywodzącego się z opozycji antykomunistycznej. I to wcale nie ze względu na niekończące się podziały prawicowych ugrupowań, ale wobec gorszącej, a nawet skandalicznej korupcji wśród polityków oraz swoistych rządów kolesiów. Brak zdecydowanej oceny właśnie tych nagannych moralnie postaw sprawia, że wyborcy mają prawo mieć wątpliwości.
Negatywna retoryka przedwyborcza, odwołująca się głównie do komunistycznych zbrodni nie jest wystarczającą legitymacją, by szermować ocenami wobec konkretnych polityków. Wszyscy uczymy się demokracji, wsyscy popełniamy na tej drodze błędy, dlatego wszyscy możemy się od siebie wzajemnie uczyć. Zabrakło tego wezwania do narodowego pojednania w Słowie Pasterskim. A przecież zostało odczytane zaraz po Ewangelii św. Łukasza, gdzie mowa jest o zagubionej owcy i synu marnotrawnym. Ta przypowieść stanowi serce przesłania chrześcijańskiego. Przez wieki była ponawianą okazją do nawrócenia i odnowy życia. Szkoda, że zabrakło do niej odniesienia.
Powyższe uwagi pozwoliłem sobie skreślić w nadziei, że przyszłe Słowa Pasterskie Biskupów Polskich będą dla mnie pomocne w wysiłku szukania nowej formy bycia Kościołem, bliżej człowieka i Ewangelii. Dziś tę pomoc odnajduję u myślicieli niekiedy dość odległych od mojego Kościoła, jak chociażby u George’a Steinera, który pisze w „Zerwanym kontakcie”: „Jedno słowo może okaleczyć relacje ludzkie, może zbrukać nadzieję. Noże słów tną najgłębiej. Jednak identyczny instrument, leksykalny, syntaktyczny, semantyczny, jest instrumentem objawienia, ekstazy, cudu zrozumienia, jakim jest wspólnota, communion. I odwrotnie: mowa, która może wyrażać etykę Sokratesa, przypowieści Chrystusa, mistrzowską konstrukcję istnienia u Szekspira czy Hoelderlina, może na podstawie tej samej niepowstrzymanej potencjalności, nakreślić i uprawomocnić obozy śmierci oraz zapisać księgę tortur”.


Autor jest jezuitą, redaktorem kwartalnika „Życie duchowe”.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl