Bóg tak chce?

KS. ADAM BONIECKI

 

Wśród słów wypowiedzianych po ataku na World Trade Center i Pentagon jak dysonans zabrzmiało jedno: „zemsta”. Zjawia się ono, znika, wraca... budzi grozę. Nawet jeżeli „zemsta jest rozkoszą bogów”, to w ludzkich sprawach nigdy nie jest wyjściem. Nie myślę tu nawet o wielkiej strategii obrony przed międzynarodowym terroryzmem, o ewentualnej akcji Stanów Zjednoczonych przeciwko nieszczęsnemu Afganistanowi. Myślę o naszym stanie ducha, który w tej krańcowej sytuacji zdaje się być dość daleko od zasady „miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą...” Nauki Chrystusa odczytanej we wszystkich kościołach katolickich świata dwa dni po zamachu.
Nasze żarliwe wystąpienia przeciwko karze śmierci odlatują w nicość. Nagle słowa Katechizmu o tym, że „Kościół nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym środkiem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem”, stają się nam bliższe niż dopisane później w Katechizmie do tamtych słowa Jana Pawła II: „dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił... przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale”.
Owszem, konieczność „sprawiedliwej wojny” (określenie św. Tomasza) z międzynarodowym terroryzmem (,,międzynarodówką”) jest oczywista. Celem takiej wojny musi być unicestwienie działającego od lat systemu finansowego, militarnego i politycznego w jego ośrodkach dowodzenia, prawdopodobnie w znacznej mierze znanych. Jak dalece będzie to możliwe, jeśli się okaże, że legalne struktury są poprzerastane rakiem struktur przestępczych? Czy da się uderzyć w te ostatnie nie naruszając pozornie poprawnego funkcjonowania pierwszych?
Czy wojnę z ludźmi, którzy wśród zwyczajnych metod walki mają zamachy samobójcze, da się wygrać zabijaniem? Zresztą, czy da się zabić wszystkich terrorystów? Wszystkich wytępić „jak wściekłe psy” (określenie z toczącej się u nas publicznie dyskusji)? I skąd pewność, że nie pojawią się na ich miejsce nowi? Czy rzeczywiście, równając z ziemią państwo (państwa?) dające terrorystom schronienie, raz na zawsze rozwiążemy problem terroryzmu? Poniżony wróg nie przemienia się w przyjaciela, ale staje się jeszcze bardziej wrogiem.
Nie daj Boże, aby „naszą cywilizację” ogarnęło dziś pragnienie zemsty. Ono zaślepia i pociąga za sobą śmierć niewinnych. Zemsta nie przywraca życia ofiarom, przeciwstawia się złu złem i otwiera spiralę nienawiści. „Eutanazja prawna”, czyli eliminowanie (zabijanie) w świetle prawa osobników niebezpiecznych jest wyrazem bezsilności słabego, wystraszonego społeczeństwa. „Biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dziś dysponują państwa...”
Odczytanie Ewangelii, tak trudne w świetle ostatnich wydarzeń, jest obowiązkiem chrześcijan. Historia chrześcijaństwa pokazuje, jak okropne mogą być konsekwencje popełnienia błędu. Nawykli do surowego osądzania przodków dobrze się zastanówmy, zanim dosiądziemy koni, wydobędziemy miecze i z okrzykiem „Bóg tak chce!” wyruszymy, aby pomścić krzywdy.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl