Przed pielgrzymką Jana Pawła II do Kazachstanu

Heroiczny i ubogi

Z biskupem Karagandy JANEM PAWŁEM LENGĄ rozmawia JAN STRZAŁKA

 


JAN STRZAŁKA: – Czy współczesny Kazachstan stanowi dobry grunt dla rozwoju chrześcijaństwa?
BP JAN PAWEŁ LENGA: – Tę rolę uprawiali męczennicy za wiarę i kapłani, którzy głosili Słowo Boże w czasach wymagających heroizmu, ale też i cały lud Boży, dający świadectwo głębokiej wiary przez codzienny trud, modlitwę i cierpienie. Komunizm odszedł, a ich ofiara owocuje dziś autentycznym rozkwitem życia religijnego w tym środkowoazjatyckim państwie. 
I choć wielu wiernych – przede wszystkim zesłani tu w latach stalinowskich represji Polakcy i Niemcy – chce dziś wracać na ziemie przodków, to Kościół trwa. Nie musimy się lękać, że świątynie świecić będą pustkami. To raczej w przeszłości w kościołach nie gromadziło się zbyt wielu wiernych. Jeszcze przed dziesięcioma laty do Kościoła katolickiego należeli jedynie Polacy i Niemcy, a dziś około dwudziestu narodowości. Misją Kościoła nie jest ewangelizowanie jednego narodu, lecz głoszenie Dobrej Nowiny wszystkim. 
Niełatwo być chrześcijaninem w kraju, który dźwiga na sobie dziedzictwo postsowieckie i gdzie chrześcijanie stanowią mniejszość...
– Chrześcijanie, czyli protestanci, prawosławni oraz katolicy, należą wprawdzie do mniejszości, lecz jest to mniejszość znacząca: ok. 40 procent społeczeństwa. Do katolicyzmu przyznaje się zaledwie 2 proc. obywateli tego 15-milionowego państwa, ale katolicyzm promieniuje siłą i atrakcyjnością. 
Chrześcijaństwo jest religią wymagającą. Niezależnie od czasu i miejsca nie jest łatwo być wyznawcą Chrystusa. Ale dotyczy to szczególnie Kazachstanu, który jeszcze niedawno nazywano nieludzką ziemią. Zesłańcy i ich potomkowie niewiele wiedzieli o Kościele, świątynie były pozamykane, przez lata modlono się jedynie na cmentarzach albo w domach. Jak można było pozostać wiernym Chrystusowi, kiedy panował terror? A przecież byli tacy, którzy się nie lękali. Od dziesięciu lat cieszymy się wolnością – niektórzy twierdzą, że solidną i trwałą – i możemy świadczyć przed wszystkimi braćmi zamieszkującymi tę krainę, że chrześcijanin, katolik, chce być solą ziemi. 
Prawosławni obserwują katolików z nieufnością. Jak zbliżyć się wzajemnie? Co czynić, by ekumenia nie była pustym słowem? Księża i siostry zakonne uginają się od nadmiaru pracy w parafiach, często nie starcza im czasu, by poświęcić się budowaniu więzi ekumenicznych z prawosławnymi braćmi. Mam nadzieję, że po pielgrzymce Jana Pawła II znajdą się chętni, którzy przyjadą tu, by służyć i Ludowi Bożemu, i ekumenii.
– Ksiądz Biskup powiedział, że dla wielu obywateli Kazachstanu katolicyzm jesto „atrakcyjny”. Na czym to polega?
– Każdy tu słyszał o Matce Teresie z Kalkuty oraz o Papieżu. Ludzie pamiętają też, że Kościół w Kazachstanie i w Azji Środkowej nie kolaborował z reżimem komunistycznym. Kapłani byli autentycznym świadkami wiary: więziono ich, niekiedy ginęli śmiercią męczeńską. Beatyfikowany w tym roku na Ukrainie przez Jana Pawła II ks. Aleksy Zarycki, ks. Władysław Bukoswiński czy wielu innych kapłanów służyło wiernie Kościołowi, odrzucając jakąkolwiek formę współpracy z komunizmem. I to czyni nasz Kościół godnym szacunku w oczach wielu. Mieszkańcy Kazachstanu są spragnieni Boga, a kazachscy muzułmanie są tolerancyjni i nie czujemy z ich strony wrogości. 
– Jak Ksiądz Biskup scharakteryzowałby religijność tutejszych chrześcijan?
– Ciąży nad nią silnie tradycja, zaszczepiona przez księży w starszym pokoleniu. Było to pokolenie zesłańców, wśród których przeważali Niemcy oraz Polacy deportowani z Ukrainy. Dziś Kościół się odmładza, co widać podczas nabożeństw; uczestniczy w nich sporo młodzieży i dzieci. Nowe pokolenie pragnie Kościół poznać jak najgłębiej. Można wręcz mówić o głodzie poznania religijnego, choć niestety towarzyszy mu czasem zanik tradycyjnej pobożności. 
Młodzież i starsi biorą odpowiedzialność za Kościół, rozumiejąc, że Kościół to nie tylko hierarchowie, ale przede wszystkim świeccy. Dawniej owa odpowiedzialność spoczywała głównie na kapłanach.
– To poczucie odpowiedzialności świeckich wydaje się tym cenniejsze, że w Kazachstanie nie ma wielu księży. 
– To prawda, mamy zaledwie 65 kapłanów i 70 sióstr, a w seminarium kształcimy dziś 20 seminarzystów. A kraj jest wielki, prawie dziewięć razy większy od Polski. 
– Czy w Kazachstanie istnieją szczególne miejsca kultu religijnego?
– Na północy kraju, 350 kilometrów od Karagandy, leży Oziornoje, mała wieś, założona w latach 30. przez polskich zesłańców z Ukrainy. W roku 1941, w święto Zwiastowania, pojawiło się tam jezioro, a w nim ryby, które ocaliły zesłańców przed śmiercią głodową. Nic dziwnego, że dopatrzono się w tym łaski Opatrzności. Kiedy przyszła wolność, Oziornoje stało się sanktuarium maryjnym. W 1992 r. prymas Józef Glemp poświęcił świątynię, w 1995 jako biskup oddałem w niej pod opiekę Maryi nasz Kazachstan i Azję Środkową. Stoi tam figura Matki Boskiej z rybami w sieci, jest klasztor sióstr służebniczek z Lubonia, odbywają się coroczne spotkania młodzieży z całego kraju, postawiliśmy dwunastometrowy krzyż upamiętniający ofiary komunizmu. A skoro mowa o ofiarach, nie zapominajmy, że byli nimi nie tylko Polacy czy Niemcy, ale także rdzenni mieszkańcy tej ziemi – komunizm ma na sumieniu śmierć kilku milionów Kazachów. 
– Kiedy zaczęto planować papieską pielgrzymkę?
– Przez dziesięć lat posługi biskupiej w Kazachstanie przy każdej okazji prosiłem Jana Pawła II, by do nas przybył. Podczas tegorocznej wizyty naszych biskupów w Watykanie ad limina byliśmy już pewni, że pielgrzymka się odbędzie. 
– Jakie oczekiwania Kościoła i społeczeństwa towarzyszą wizycie?
– Nie zapominajmy, że żyje tu sto dwadzieścia narodów i spotykają się różne wyznania; nie wszyscy od razu zrozumieją historyczną i religijną wagę pielgrzymki. Kościół stara się przybliżyć osobę i naukę Jana Pawła II – publikujemy książki, artykuły w prasie i w internecie. Niestety, nakłady naszych pism są niewielkie. Chcemy przede wszystkim uświadomić społeczeństwu, że Jan Paweł II nie jest politykiem, lecz autorytetem duchowym, który przybywa z orędziem wiary, a także po to, by zaświadczyć o swej jedności z Ludem Bożym zamieszkującym tę ziemię. Że przybywa do każdego wierzącego – czy to w Chrystusa, czy w Allacha. I że celem pielgrzymki jest także oddanie hołdu ofiarom komunizmu.
– Czy pielgrzymka wzbudza obawy wśród Kazachów?
– Jawnie nikt tego nie okazuje – ani prawosławni, ani muzułmanie. Co innego spędza nam sen z powiek: nawet nie wszyscy przychylni pielgrzymce w pełni rozumieją jej wagę. Musimy to ludziom uświadomić, by każdy rozumiał sens orędzia, z jakim przybędzie do nas Jan Paweł II. By nikt nie uległ stereotypowemu myśleniu o katolicyzmie, związanemu np. z rzekomym prozelityzmem Kościoła.
– Czy słyszy się takie zarzuty?
– Jak wszędzie, gdzie prawosławie styka się z katolicyzmem. Na szczęście rosyjska Cerkiew nie twierdzi, że Kazachstan jest jej terytorium kanonicznym. W materiałach poświęconych Papieżowi tłumaczymy m.in., że nie akceptuje on prozelityzmu i nie przybywa, by nawracać np. prawosławnych. I choć trudno mówić o dialogu między prawosławnymi a katolikami, pewne kontakty między dwoma Kościołami istnieją. Z radością przyjmujemy każdy gest przyjaźni. 
– Jaki jest program pielgrzymki?
– Papież przylatuje do Astany, stolicy kraju, 22 września wieczorem. Powita Go duchowieństwo i prezydent Nursułtan Nazarbajew; jest to wizyta państwowa i władze traktują ją niezwykle poważnie. Nazajutrz o godz. 10. 30 na placu Matki Ojczyzny odprawi Mszę św., po południu odbędzie rozmowę z prezydentem, wieczorem w gmachu uniwersytetu spotka się z młodzieżą. 24 września o 10 rano w kościele administratury apostolskiej odprawi Mszę świętą z homilią dla księży, sióstr, seminarzystów i nowicjuszy z Kazachstanu, Uzbekistanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu, wieczorem spotka się z ludźmi kultury i nauki. 25 września rano odleci do Armenii.
Ilu wiernych będzie uczestniczyć w spotkaniach z Papieżem? I czy stać ich na bilet kolejowy, który pewno kosztuje połowę pensji czy całą emeryturę? 
– Co do liczby uczestników, trudno coś przewidzieć. Astana liczy 350 tys. mieszkańców, plac Matki Ojczyzny może pomieścić 52 tys. wiernych, tyle też przygotowaliśmy zaproszeń. Poza placem, już bez zaproszeń, zmieści się dalsze dziesięć tysięcy. Sondujemy w parafiach, ilu wiernych wybiera się na Mszę papieską i zachęcamy wszystkich, by się spotkali z Janem Pawłem II. Przybędą też pielgrzymi z Rosji, Uzbekistanu, Kirgizji, Tadżykistanu, Turkmenistanu; nasze władze obiecały ułatwić wydawanie wiz. 
A kraj jest rzeczywiście biedny i bilet kolejowy to poważny wydatek (nie zapominajmy też o odległościach), toteż prosimy władze, by przyznały ulgi; nie otrzymaliśmy jeszcze odpowiedzi. Kościół stara się zorganizować tani przejazd. Dla tych, którzy zostaną w domu, państwowa telewizja będzie transmitować wszystkie spotkania z Papieżem, wspomoże ją w tym włoska RAI Uno. Telewizja pokaże też film Krzysztofa Zanussiego „Brat naszego Boga”. 
– Papież będzie tylko w Astanie...
– Jan Paweł II chciał być też w Karagandzie, bo przecież ma w tym mieście kolegę, który czeka na niego od dawna. 
– O kim Ksiądz Biskup mówi? 
– O świętej pamięci ks. Władysławie Bukowińskim, pochowanym koło katedry.
– Niedawno wspominała go na naszych łamach p. Józefa Hennelowa. W czym tkwiła niezwykłość ks. Bukowińskiego? 
– Niestety, nie zdążyłem poznać go osobiście. Pochodzę z Ukrainy, seminarium duchowne kończyłem w Rydze, jako młody ksiądz pracowałem najpierw na Litwie i Łotwie, potem w Tadżykistanie, w Kazachstanie znalazłem się już po śmierci ks. Bukowińskiego, który zmarł w 1974. Ze wspomnień wyłania się obraz prawdziwego misjonarza, bezgranicznie oddanego wspólnocie. Nawet kiedy już poważnie chorował i mógł wyjechać do Polski, nie opuścił wiernych. Jego imieniem nazwiemy budowane właśnie centrum diecezjalne w Karagandzie. Janowi Pawłowi II zawieziemy do Astany portret ks. Bukowińskiego, spotkają się więc niejako symbolicznie. 
Kazachstan to kraj doświadczony przez próby z bronią atomową na poligonie w Semipałatyńsku. Tysiące ludzi cierpi na choroby popromienne, rodzą się kalekie dzieci. Jak Kościół pomaga tym ludziom? 
– Nasz Kościół jest biedny, ale staramy się wesprzeć najnieszczęśliwszych: otwieramy stołówki, rozdajemy leki z darów. Nie otrzymujemy zbyt wiele pomocy od Kościoła z Zachodu, musimy liczyć na własne siły. Poligon w Semipałatyńsku jest już zamknięty, ale prezydent Nazarbajew twierdzi, że potrzeba 7 miliardów dolarów, aby oczyścić skażone terytoria. Skąd wziąć tak astronomiczną kwotę? Potencjalnie Kazachstan jest bogaty, posiada złoto, uran, ropę, gaz. Surowce jednak rabowano, a gospodarka jest nadal uzależniona od Rosji. Przez dekadę niepodległości kraj nie uporał się z problemami odziedziczonymi po komunizmie. 
– Czy otrzymujecie pomoc od polskiego Kościoła?
– Niewielką. Niektóre organizacje polskie pomagają, ale tylko rodakom, co nie jest najlepszym pomysłem. Należy kierować się innym kryterium: wspomagajmy biednych, bez względu na narodowość. Może coś się zmieni po pielgrzymce. 
– Jakie jest hasło pielgrzymki? 
– „Miłujcie się wzajemnie”. To słowa bardzo aktualne. Mieszkańcy Kazachstanu dojrzewali w trudnych warunkach: panował bezlitosny totalitaryzm, wszystko wokół było smutne, szare, pozbawione fantazji i łaski. Ale miłość może odmienić ten świat.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl