Historia na wiele sposobów

DOBROCHNA KAŁWA

 

Nauczanie historii heroiczno-martyrologicznej ma w polskiej szkole długą tradycję. Na użytek wychowawców przeszłość służyła przykładami szlachetnych bohaterów, którzy bili się i ginęli – za naród, niepodległość, wolność, a w czasach nie tak dawnych – za socjalizm. Edukacja szkolna w imię wyższych celów wychowawczych (kształtowania postaw patriotycznych czy umacniania tożsamości narodowej) korzystała z gotowych klisz: Polacy – naród szlachetny, Polska – nigdy najeźdźcą, Niemiec i Rosjanin – odwieczni wrogowie. O tym, że te stereotypowe sądy wciąż mają się dobrze, świadczyć może chociażby ostatnia dyskusja o Jedwabnem. Stereotypów i uproszczeń jest w szkolnej historii znacznie więcej. Wystarczy wspomnieć fakt, że Rzeczpospolita Obojga Narodów nazywana jest powszechnie (wbrew rzeczywistości) – Polską, a naród szlachecki – Polakami. To tylko przykład zjawiska, które prostą drogą prowadzi do ksenofobii i szowinizmu. Dlatego cieszą inicjatywy nauczycieli, którzy włączają do programów nauczania historię narodów mieszkających przez wieki po sąsiedzku, choć nie zawsze w zgodzie, z Polakami.
Krytycyzm wobec nauczania „heroicznej historii tylko-Polaków” nie oznacza odrzucenia potrzeby wpajania uczniom takich wartości jak naród, patriotyzm, wolność, demokracja. Wręcz przeciwnie, dziś są one szczególnie ważne i potrzebne. Można jednak wątpić, czy proponowany w tradycyjnej formie ideał śmierci za ojczyznę trafi do przekonania młodego pokolenia. Dzisiejszy dwunastolatek – rówieśnik III Rzeczypospolitej – być może z szacunkiem odniesie się do opowieści o powstańcach, legionistach, politycznych dysydentach, ale przypuszczalnie ich nie zrozumie. W warunkach demokracji narodowy męczennik przestaje być przydatnym wzorcem dla generacji, która raczej nie będzie musiała „umierać za Gdańsk”. Znacznie większą wartość mogą mieć bohaterowie dnia codziennego – a jest ich w historii niemało – ci, którzy dokonywali wielkich wyborów w małych sprawach.
Rozwiązań jest wiele. O tym, czego, jak, a przede wszystkim po co uczyć historii decydować powinien sam nauczyciel, najlepiej zorientowany w potrzebach swoich podopiecznych. Do niego zatem należy zadanie, by młode pokolenie – dzięki przygodzie z historią – zrozumiało teraźniejszość.



Autorka jest historykiem, wykłada dydaktykę nauczania historii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl