Komentarze

 


Jacek Kubiak Cud dla 10 procent

Wojciech Pięciak I błąd, i hipokryzja

Józefa Hennelowa Na pewno nie

Krzysztof Burnetko Winni oskarżają winnych

Marek Zając Dramat w dwóch scenariuszach

 


 

 




  
 
Cud dla 20 procent

Światowe agencje podały za brytyjskim tygodnikiem „Mail on Sunday”, że wkrótce zdarzy się cud. Chodzi o rewelacje dotyczące leczenia śmiertelnej dotąd choroby Creutzfeldta-Jakoba (CJD), czyli ludzkiego wariantu choroby szalonych krów. Cud ma nastąpić już niedługo. Na razie
stan zdrowia 20-letniej Brytyjki Rachel Forber – pacjentki z zaaawansowanymi objawami CJD – znacznie się polepszył, choć ciągle nie może ona chodzić. Cudownym lekiem okazało się połączenie stosowanego w chorobach psychicznych Largactilu z Quinacrinem – znanym od lat środkiem przeciwko malarii. Terapię zastosował sam odkrywca „niekonwencjonalnych czynników chorobotwórczych”, czyli prionów, nagrodzony Noblem w 1997 r. profesor Stanley Prusiner z San Francisco. Jeśli ta sensacyjna wiadomość się potwierdzi, to będziemy świadkami odkrycia lekarstwa na chorobę, której ofiarą padło dotąd 106 osób w Wielkiej Brytanii i 3 we Francji. 
Nadzieja na leczenie tej strasznej choroby, która może zawitać również i do nas, cieszy. Warto jednak pamiętać o skali problemu. CJD pochłonęło 109 ofiar. Tymczasem – według raportu dyrektora Światowej Organizacji Zdrowia p. Gro Harlem Brundtland – najgroźniejszymi chorobami zakaźnymi na świecie są: zapalenie płuc (3,5 mln ofiar rocznie), AIDS (2,6 mln), biegunki (2,2 mln), malaria (1,1 mln). Ogromny problem stanowią nadto: gruźlica (16 mln przypadków), zakaźna żółtaczka typu B i C (520 mln zakażeń rocznie), lejszmanioza (ponad 500 tys. zakażeń), rzeżączka (czynnik sprzyjający szerzeniu się AIDS) i robaczyce (ponad 2 mld zakażeń). Więcej: 90 proc. chorych na te dolegliwości żyje w krajach biednych. To m.in. powoduje, że choć na większość z tych chorób znamy już panaceum, nie możemy się z nimi uporać. Oczywiście, swoje robi też wzrastająca oporność bakterii na antybiotyki (zakażenia bakteryjne zwiększają śmiertelność z powodu chorób wirusowych i pasożytniczych). 
Okazuje się, że sama znajomość terapii do zwalczania chorób dziś już nie wystarcza... 

 

Jacek Kubiak

 

 

 

 

 

 

 

 

I błąd, i hipokryzja

„Jest wina, musi być i kara” – napisała „Gazeta Wyborcza”, domagając się 
odwołania Bartosza Jałowieckiego, prezesa Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”. „Słusznie” – wtórował wicepremier Janusz Steinhoff. Gdyby to było takie proste... Oczywiste jest tylko, że okres prezesury Jałowieckiego w fundacji to najlepszy czas w dziewięcioletniej historii tej instytucji, która uważana jest dziś za wzorcową, i że – po drugie – dymisja Jałowieckiego jest teraz na rękę i rządowi Buzka, i Niemcom. Ci ostatni Jałowieckiego nie znoszą od dawna, to znaczy od kiedy brał on udział w negocjacjach odszkodowawczych i dał się poznać jako negocjator uparty, wręcz namolny – w interesie polskich ofiar III Rzeszy. Wiadomo też, że od pewnego czasu strona niemiecka wprost naciskała na Warszawę, domagając się jego dymisji. A ponieważ od początku konfliktu Niemcy twierdzą, że są w porządku i winę ponosi strona polska, teraz mogą czuć się utwierdzeni w swym przekonaniu. Nie należy się spodziewać, że i w Berlinie poleci jakaś „głowa”. Dymisja jest więc politycznym błędem.
Oraz hipokryzją. Im bliżej wyborów, tym częściej ślamazarny nie tak dawno rząd prezentuje zdecydowanie. Ale akurat ta decyzja Buzkowi głosów przysporzyć nie powinna. Dymisja Jałowieckiego to danina złożona opinii publicznej – albo raczej opinii publikowanej, która z opinią publiczną nie zawsze jest tożsama, skoro stowarzyszenia ofiar wojny do końca broniły Jałowieckiego. Rząd jednak poświęcił go, by na kogoś zrzucić odpowiedzialność za to, że Niemcy umowę między Fundacją „Pojednanie” a berlińską fundacją „Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość” o wymianie marek na złotówki zinterpretowali maksymalnie na niekorzyść polskich ofiar (nawet jeśli umowa ta nie była wzorem układu handlowego, w której nieufające sobie strony starannie zabezpieczają swe interesy, to czy kilka miesięcy temu komuś przyszłoby do głowy, że Niemcy najzwyczajniej „wyrolują” Fundację „Pojednanie”?). Poza tym rząd zwyczajnie kłamie, gdy twierdzi dziś, że nie ponosi tu odpowiedzialności: na wiosennym posiedzeniu rady fundacji, na którym zatwierdzano umowę z berlińską fundacją (w tym kwestię wypłat w złotych), obecni byli i Teresa Kamińska, szefowa doradców premiera, i Maciej Musiał, szef kancelarii Buzka. Dziś umywają ręce – wówczas decyzję tę akceptowali... 

 

Wojciech Pięciak 

 

 

 

 

 

 


Na pewno nie

Po wyjściu z więzienia (kolejne amnestie karę znacznie skróciły) morderca ks. 
Jerzego Popiełuszki powinien odejść w całkowitą ciszę. Jest na razie inaczej. Już słychać, że chce pracować jako dziennikarz. Już słychać, że jest pismo chętne do zaangażowania go. Jeśli tak się stanie, środowisko dziennikarskie ma tylko jedno do zrobienia: ogłosić bojkot tytułu i byłych kolegów z branży. Bo są granice cynizmu i niedyskusyjne minimum przyzwoitości. Pierwsze protesty już na szczęście słychać. 

 

Józefa Hennelowa

 

 

 

 

 

 

 

 

Winni oskarżają winnych

Politycy koalicji SLD-UP zwołali konferencję prasową, by oskarżyć AWS o marnotrawienie publicznych pieniędzy i nieuzasadnione bogacenie się ludzi obecnej ekipy kosztem Skarbu Państwa. Zapowiedzieli, że po objęciu władzy wymuszą zwrot zagarniętego majątku i doprowadzą do ukarania winnych.
Niby nie ma się czemu dziwić: zarzuty tego rodzaju pojawiają się w kampaniach wyborczych. Na dodatek niektóre z podanych przez SLD przykładów rzeczywiście nie wyglądają czysto z punktu widzenia etyki życia publicznego (choćby finansowanie przez spółki Skarbu Państwa Telewizji Puls). Tyle że również SLD nie ma czystego sumienia. Dość przypomnieć czasy rządów koalicji SLD-PSL, by nie cofać się już do okresu uwłaszczania się PRL-owskiej nomenklatury w burzliwych miesiącach przed i tuż po przełomie czerwca 1989. Zasadne wydają się za to reakcje prokuratury i mediów. Ta pierwsza potraktowała oskarżenie SLD jako złożone publicznie doniesienie o przestępstwie i zapowiedziała wszczęcie postępowań (część zgłoszonych przez SLD-UP spraw jest już zresztą badana). Niektóre mediach zaś opublikowały listy podobnych afer z udziałem dzisiejszych oskarżycieli. 
Może też będziemy świadkami pojawienia się nowego mechanizmu w polskim życiu publicznym: dotąd wszyscy nawzajem się obwiniali, ale niewiele z tego wynikało (poza coraz powszechniejszym zniechęceniem obywateli do polityki i instytucji państwa). Jeśli jednak nowy rząd faktycznie przedstawi publiczny bilans zamknięcia/deklarację otwarcia (choćby i z wykazaniem nadużyć ustępującej ekipy), to za cztery lata może to być podstawą do jego oceny – a jak trzeba to i rozliczeń. 

 

Krzysztof Burnetko

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dramat w dwóch scenariuszach

Minister sprawiedliwości Stanisław Iwanicki stwierdził w tygodniku „Wprost”, 
że za rządów jego poprzednika, Lecha Kaczyńskiego „wokół prokuratora generalnego [czyli też Kaczyńskiego] funkcjonowała grupa prokuratorów, którzy poza oficjalną strukturą osobiście nadzorowali i prowadzili czynności procesowe oraz quasi-operacyjne”. W ten sposób miały powstać tzw. teczki Kaczyńskiego, w których zbierano informacje o czołowych postaciach życia publicznego. Dziennikarze ujawnili ostatnio „zawartość teczki nr 16”. Kaczyński odrzuca zarzuty: były to zwykłe akta, a nie zbieranie „haków”. 
Rozważmy możliwe scenariusze. Pierwszy: Iwanicki ma rację. Za rządów Kaczyńskiego prokuratura wykorzystywana była do celów politycznych. Drugi: Kaczyński ma rację. Oznacza to, że Iwanicki wykorzystuje stanowisko, by podkopać przedwyborczą pozycję „Prawa i Sprawiedliwości”. Bez względu na to, który scenariusz nadaje się na film dokumentalny, a który to fikcja, jedno nie ulega wątpliwości: poszkodowana jest demokracja i obywatele.
Dziurę w budżecie można oszacować, precyzyjnie wyliczyć straty, określić niezbędne cięcia. Lecz w przypadku upolitycznienia instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli diagnoza nie jest tak oczywista: straty trudno przedstawić w formie tabelek i słupków. A Polacy mogą je odczuć równie boleśnie.

 

Marek Zając 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 34, 26 sierpnia 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl