Moje świadectwo przeciwko karze śmierci

BP ADAM ŚMIGIELSKI SDB

 

Zdecydowanie jestem przeciwny stosowaniu kary śmierci, bez względu na popełnione przestępstwa. Wynika to z mojego głębokiego przekonania opartego na wierze w Boga, który jest źródłem wszelkiego życia, w tym życia człowieka. Nikt inny, jak tylko On może decydować, czy ktoś będzie żył, czy też przejdzie poza granice śmierci.

To właśnie On, na początku istnienia ludzkości, nie pozbawił życia pierwszego mordercy – Kaina, który podniósł rękę na brata swojego, Abla, zabijając go z czystej ludzkiej zazdrości. Przeciwnie, powiedział: „... ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę poniesie”. Ponadto dał mu Bóg szczególne znamię, by nikt, ktokolwiek by go spotkał, nie odważył się go zabić. Tak było na samym początku, w prehistorii, gdzie życie ludzkie zostało postawione na szczycie innych wartości i chronione najwyższym autorytetem samego Stwórcy.
W moim głębokim odczuciu kara śmierci – ustanowiona przez najwyższą władzę w społeczeństwie – nie bierze pod uwagę tej najwyższej wartości, jaką jest życie ludzkie, i sankcjonuje świadome czy też nieświadome prawo do „ius talionis”, do zemsty, odwetu podyktowanego czysto ludzkim wymiarem sprawiedliwości. Ten odwet nie jest oparty na racjach wyższych, ani też na przekonaniu, że taki sposób postępowania przyniesie pozytywny wynik. To prawda, że ludzka złość, nieprawość, są niewymierne; przybierają niekiedy monstrualne formy i to powoduje w człowieku ostry protest i bezwzględne dążenie do ekstremalnej reakcji. I w tym momencie sięgam do Kazania na Górze, tej Wielkiej Karty Ewangelii, gdzie znajduję słowa nowe, nie tylko dla człowieka sprzed dwu tysięcy lat, ale i dla nas, ludzi końca dwudziestego wieku: „Słyszeliście, że powiedziano: oko za oko i ząb za ząb. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu... Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują...”. Nie mogę również pominąć w tej mojej, czysto osobistej refleksji, słów Apostoła Narodów: „Nikomu złem za złe nie odpłacajcie... nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]” (Rz 12, 17 nn). To są dla mnie ważkie argumenty, by nawet w najbardziej drastycznych przypadkach, nie sięgać po kompetencje samego Boga w dziedzinie życia ludzkiego.
Wprowadz
enie kary śmierci do prawodawstwa, otworzyłoby niewątpliwie furtkę do najrozmaitszych innych sytuacji, gdzie byłyby brane pod uwagę nie racje, wynikające z czysto ludzkiej sprawiedliwości, ale te wynikające z przynależności do określonej grupy sprawującej władzę w społeczeństwie, jak to przecież miało miejsce w tak niedawnej historii naszego narodu, kiedy karę śmierci stosowano w stosunku do najlepszych Polaków.
Problemem, który mnie ciągle niepokoi, są przyczyny zwyrodnienia człowieka: dlaczego ktoś, w kim tkwi obraz i podobieństwo samego Stwórcy, dopuszcza się tak degradujących go czynów. Jak do tego dochodzi, że człowiek się odczłowiecza i staje się podobny do „dzikiej bestii”? Czy do takiej degradacji przyczynia się tylko to skażenie jego natury, które jest wynikiem grzechu pierworodnego? Na pewno tak! Ale przecież jest jeszcze wiele innych czynników, które spychają go na dno człowieczeństwa: cała machina cywilizacji śmierci, która przybierając formy nowoczesności, usankcjonowana nowoczesnym prawodawstwem, sprawia, że w życiu człowieka nie liczy się już zakaz Boży: Nie zabijaj!
To sam Bóg powiedział: Nie zabijaj – to jest przykazanie uniwersalne, które odnosi się do każdego człowieka i do wszystkich czasów. Bez względu na rodzaj przestępstwa, to przykazanie jest zawsze obowiązujące i według mojego przekonania nie ma tutaj żadnych wyjątków. Ono jednak zawiera w sobie aspekt pozytywny: każdego człowieka należy darzyć chrześcijańską miłością, szanować jego godność bez względu na światopogląd, religię oraz opcje polityczne. Można sobie postawić pytanie, czy dzisiaj człowiek oddycha taką właśnie atmosferą poszanowania ludzkiego życia i prawdziwej miłości? Czy wychowanie człowieka odpowiada tym właśnie postulatom płynącym z nauczania Chrystusa?
To są moje osobiste refleksje na kanwie problemu, który dzisiaj zaczyna być bardziej polityczny aniżeli merytoryczny, uwzględniający najwyższą wartość, jaką jest życie ludzkie. Zostałem wychowany w licznej rodzinie, jako ósme z kolei dziecko, w warunkach bardzo trudnych; była to przecież II wojna światowa. W moim domu rodzinnym zawsze panowała atmosfera szacunku dla wszystkich otaczających nas sąsiadów, a byli to Żydzi i Ukraińcy. Podczas wojny, część naszego domu okupowali Niemcy, a tuż po wyzwoleniu z okupacji hitlerowskiej, połowę domu rodzinnego zajęli Rosjanie. Pomimo, że to byli zawsze okupanci, to jednak nigdy ze strony moich rodziców nie spotkałem się z nienawiścią wobec nich. Przeciwnie, widziałem u nich gesty miłości chrześcijańskiej, tak jak w przypadku młodego żołnierza niemieckiego, mającego niespełna 19 lat, który mieszkał w naszym domu i udawał się na front wschodni. Przed wyjazdem na niechybną śmierć, poprosił moich Rodziców, by mógł kilka chwil spędzić w ich gronie, a był to drugi dzień świąt wielkanocnych. Rodzice, którzy doskonale znali język niemiecki, nie odmówili mu. Taka była atmosfera mojego domu i stąd wyniosłem szacunek dla życia ludzkiego i przekonanie, że życie ma najwyższą cenę i należy do samego Boga.
Ponadto przez 40 lat żyłem i pracowałem w Zgromadzeniu Salezjańskim, gdzie spotkałem się z olbrzymim poszanowaniem każdego młodego człowieka bez względu na kolor skóry, poglądy religijne, narodowość, pochodzenie społeczne i stan posiadania. Mistrzem moim i nauczycielem był i jest św. Jan Bosko, który pochylał się nad każdym i dla każdego znajdował miejsce w swoim sercu. Ta Jego postawa zjednywała Mu nawet najbardziej zaciekłych adwersarzy. Był wszystkim dla wszystkich! W tym środowisku, które pozwoliło mi się spotkać z ludźmi różnych kultur i narodowości, ugruntowało się we mnie przekonanie, że „Vita humana est Res Sacra!”.
Konkludując: opowiadam się bezwzględnie za zniesieniem kary śmierci! To wynika z moich głębokich przekonań religijnych i wychowania jakie dali mi moi, bardzo głęboko wierzący, Rodzice. Jestem im za to bardzo wdzięczny. Nie jestem pewien, czy wprowadzenie kary śmierci poprawiłoby sytuację bezpieczeństwa w naszym kraju. Natomiast jestem przekonany, że postawienie niezmiennego, wiecznego Prawa Bożego, dekalogu – jako fundamentu wychowania zarówno rodzinnego, jak i społecznego, przyczyniłoby się do zapewnienia poczucia ładu i bezpieczeństwa w naszym społeczeństwie, tak bardzo zagrożonym przez nieład moralny panujący w człowieku.

Bp Adam Śmigielski SDB

Autor jest rzymskokatolickim biskupem diecezji sosnowieckiej. Powyższy tekst ukazał się na łamach „TP” w numerze 15/1996.

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl