O Zachęcie, pieniądzach i nie tylko

Z ELŻBIETĄ GRABSKĄ i JOANNĄ SOSNOWSKĄ
rozmawiają Bogusław Deptuła i Piotr Kosiewski

 

3 lipca ogłoszono wyniki konkursu na stanowisko dyrektora warszawskiej Zachęty, najbardziej prestiżowej galerii publicznej w Polsce. Wśród ośmiu kandydatów znaleźli się Agnieszka Morawińska, Milada Ślizińska, Paweł Sosnowski, Piotr Szubert, Zbigniew Taranienko, Anna Maria Potocka, Barbara Ilkosz i Paweł Huelle. Po prezentacji autorskich projektów wybrano kandydaturę Agnieszki Morawińskiej. Następczyni Andy Rottenberg jest historykiem sztuki, uczennicą prof. Jana Białostockiego. Była kuratorem Galerii Sztuki Polskiej w warszawskim Muzeum Narodowym, wiceministrem kultury i sztuki w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego oraz ambasadorem RP w Australii. Szczególne uznanie zdobyła jako kurator wystawy „Romantyzm. Malarstwo polskie w czasach Fryderyka Chopina”.
Dyrektora Zachęty poszukiwano od czasu zdymisjonowania przez Ministra Kultury i Sztuki Andy Rottenberg po serii kontrowersyjnych przedsięwzięć wystawienniczych, z których najwięcej protestów wywołała wystawa z okazji jubileuszu galerii, na której przedstawiono rzeźbę Maurizia Cattelana, wyobrażającą papieża upadającego pod ciężarem meteorytu. Od tej pory w prasie trwa dyskusja dotycząca celów i zadań galerii publicznych i zasad finansowania sztuki przez państwo.
Rozmowę z nową dyrektor Zachęty opublikujemy w jednym z najbliższych numerów.



 

Ostatnie wydarzenia wokół Zachęty prowokują do pytania o funkcje, jakie ta galeria powinna pełnić, i o bilans jej działalności. Zachęta należy przecież do grupy instytucji narodowych, czyli finansowanych z budżetu ze względu na ich szczególną rangę dla kultury narodowej. 
ELŻBIETA GRABSKA: – Bilans ostatnich lat Zachęty – niezależnie od osoby jej ostatniego dyrektora, Andy Rottenberg, którą znam i cenię – jest imponujący. Spełnia swe zadania, czyli zachęca publiczność o różnej świadomości kulturalnej czy artystycznej do uczestniczenia w krajowych i światowych wydarzeniach w sztuce współczesnej. Stanowi to zarazem o jej specyfice. Muzeum Narodowe może zajmować się sztuką starożytną czy nowoczesną, może też przygotować wystawę Paula Klee. Oczywiście, ta wystawa mogłaby zostać pokazana również w Zachęcie. Twórczość Klee ma już jednak swoją rangę i prestiż, a Zachęta jest też miejscem, gdzie oprócz zjawisk mających znamiona klasyki mogą pojawiać się inne – dyskusyjne, polemiczne, wprowadzające niepokój intelektualny czy estetyczny. Takich prezentacji w Muzeum na ogół nie znajdziemy. Ta dwutorowość zawsze istniała, przy czym to, co uznane, dominowało, zaś działania wiążące się z pewnym ryzykiem były w mniejszości. Ale one właśnie, choć wypełniają może 1,5 procenta programu Zachęty, stały się zaczynem do ataków.
JOANNA SOSNOWSKA: – W chwili, kiedy pojawiła się próba zamachu na autonomię Zachęty i pomysł jej połączenia z Muzeum Narodowym, podkreślenie różnicy funkcji tych dwóch instytucji jest bardzo ważne. Jeżeli w Zachęcie pojawiają się wystawy artystów uznanych albo przedstawiające zjawiska klasyczne i historyczne, to powinny one pokazywać, co z tej sztuki wynika dla współczesności i dla przyszłości. Natomiast wystawy muzealne sytuują zjawiska w kontekście historycznym. 
Istnieje jeszcze Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim; ono także należy do instytucji narodowych. Zachęcie zarzucano m.in. powielanie jego programu. Zamek jest akceptowany jako miejsce eksperymentu. W przypadku Zachęty to prawo podważano. 
ELŻBIETA GRABSKA: – Patrząc na wystawy z ostatnich sześciu lat widzę zasadniczą różnicę uwiarygodniającą koncepcję Zachęty. Przygotowane tam retrospektywy żyjących i nieżyjących już artystów reprezentują trzy pokolenia polskiej sztuki, poczynając od artystów urodzonych u początku XX wieku. Pokazywano m.in. twórczość Piotra Potworowskiego, Jana Cybisa, Katarzyny Kobro, Marii Jaremy, Romana Kramsztyka, Andrzeja Wróblewskiego, Aliny Szapocznikow, Stefana Gierowskiego, Romana Opałki, Edwarda Krasińskiego, Leona Tarasewicza, Mirosława Bałki. W Zachęcie pokazywano też sztukę obcą, poczynając od Jeana Dubufetta (wystawa przygotowana jeszcze przez Barbarę Majewską), poprzez Franka Serrę, Josepha Beuysa, po artystów związanych z „Fluxusem”. Były to wystawy mogące usatysfakcjonować zarówno publiczność przywiązaną do pewnych wartości figuratywnych i koloryzmu, jak i wielbicieli abstrakcji czy eksperymentu w sztuce. Wspomnieć też trzeba o wystawach zbiorowych – chociażby „Grupy Krakowskiej”, „Neo-Neo”, „Nowocześni i socrealizm” – i o przedsięwzięciach międzynarodowych, jak „Gdzie jest twój brat Abel?” i „Czas osobisty”. Towarzyszące im katalogi i sesje spełniały wymogi krytyki i historii sztuki. Zachęta odgrywa rolę przewodnika po historii sztuki współczesnej, realizując w istocie program, którego demagogicznie się od niej żąda. Czy ten program powinien zostać zrewidowany? Nie widzę powodu. 
A Zamek Ujazdowski?
ELŻBIETA GRABSKA: – Jest w niewielkim stopniu nastawiony na retrospektywy opracowywane naukowo, z bagażem poszukiwań, które ujawniałyby ciągłość w sztuce. Skupia się na współczesności, sympatyzuje też ze sztuką multimedialną, która w Zachęcie pojawia się marginalnie. 
Zachęcie zarzucano wykluczenie z obszaru zainteresowania dużej grupy artystów. Czy instytucja funkcjonująca dzięki pieniądzom publicznym może ograniczać się do wąskiej grupy twórców? 
ELŻBIETA GRABSKA: – Ależ jaka to jest wąska grupa! Od Cybisa do Bałki! 
JOANNA SOSNOWSKA: – Zgadzam się, że jest to lista reprezentatywna dla sztuki polskiej XX wieku – i to lista w dużej mierze wyczerpana. Cóż, kiedy związki zawodowe artystów polskich liczą kilka tysięcy członków i każdy z nich chce wystawiać w Zachęcie... 
ELŻBIETA GRABSKA: – Czy rzeczywiście Zachęta ma prezentować średnią statystyczną?
JOANNA SOSNOWSKA: – Nie, ale ci wszyscy państwo chcą mieć tam wystawy! I uważają, że to się im należy, że na tym polega demokracja.
Czym jeszcze jest Zachęta?
ELŻBIETA GRABSKA: – Słowo „zachęta” rozumiem jako zachętę do rozumienia kultury, do dobrej roboty, czyli inteligentnych wystaw robionych przez specjalistów. Harald Szeemann w „Wystawie jubileuszowej” pokazał zaplecze intelektualnego warsztatu, umiejętność tworzenia sytuacji plastycznych przez aranżowanie wnętrz, nisz, o których pisał Mieczysław Porębski w „Tygodniku Powszechnym”. Zachęta to miejsce, w którym uczy się publiczność poprzez jakość. 
JOANNA SOSNOWSKA: – Zapewne wystawy problemowe dają do myślenia i powinny pobudzić także krytykę, ale z tym jest niedobrze. Nasze społeczeństwo jest słabo wyedukowane artystycznie. Trzeba zacząć w nieco inny sposób, wprowadzenie powinno być bardziej elementarne. W Tate Modern umieszcza się obszerny opis przy każdym eksponacie. Rzeźbie Cattelana „La Nona Ora” – słynnej u nas ze skandalu w Zachęcie – towarzyszyła tam olbrzymia tablica informująca o intencjach artysty. A działo się to Anglii, w której Papież nie jest świętością! Jestem przekonana, że gdyby tej rzeźbie towarzyszył w Zachęcie odpowiedni komentarz, przedstawiający ją pozytywnie, zostałaby okrzyknięta największym dziełem poświęconym osobie Jana Pawła II.
ELŻBIETA GRABSKA: – Tylko czy nie dezawuujemy inteligencji odbiorcy, karmiąc go przygotowaną papką?
A czy instytucja finansowana z funduszy podatników ma prawo prezentować dzieła urażające uczucia części z nich?
ELŻBIETA GRABSKA: – Przypomnijmy sobie wystawienie „Szału” Podkowińskiego. Jak zareagowało społeczeństwo, które tak kochało Zachętę i tak czekało na doroczne prezenty w postaci nagród – reprodukcji, które wieszało na ścianach swoich mieszkań? Czy wystawienie takiego „pornografu” zdezawuowało działalność Zachęty? Było, minęło, dziś śmiejemy się z tego wydarzenia. Rezerwuję sobie prawo do podwyższania poprzeczki intelektualnej. 
JOANNA SOSNOWSKA: – Jeżeli za wysoko się ją podniesie, odpadną duże grupy potencjalnej publiczności, kupującej być może obrazy w warszawskim Barbakanie i nie czującej potrzeby dokonania wysiłku w kierunku sztuki zbyt ambitnej. 
Jakie warunki należy zapewnić osobie kierującej Zachętą czy Zamkiem Ujazdowskim? Jakie warunki powinna spełniać ona sama? Kierowanie podobnymi instytucjami na Zachodzie powierza się często specjalistom od zarządzania.
ELŻBIETA GRABSKA: – Powinna to być osoba z charakterem, indywidualista nie dający się manipulować ani politykom, ani środowisku.
JOANNA SOSNOWSKA: – Istotnie, na Zachodzie głównym dyrektorem jest zwykle menadżer, a jego zastępcami – specjaliści od sztuki. Czy musi to być silna indywidualność? Powinien być przede wszystkim człowiekiem niezależnym, nie tyle od tej czy innej koterii, ale niezależnym wewnętrznie. I musi umieć podejmować decyzje. To w Polsce umiejętność rzadka, na ogół dochodzi do rozmycia odpowiedzialności. Dyrektor spycha ją na ministra, minister na doradcę, kurator na przybijającego gwoździe.
ELŻBIETA GRABSKA: – Patrząc na działalność Zachęty w ostatnim dziesięcioleciu, trudno zauważyć wpływ zmieniających się ministrów z PSL-u, UW i prawicy. Realizowano własne koncepcje wystawiennicze. Nie wiem, jakie prowadzono zakulisowe rozmowy, ale cześć i chwała ministrom za tę swobodę.
JOANNA SOSNOWSKA: – Nie jestem wcale pewna, czy dobrze się stało, że naciski polityczne, widoczne na przykład przy okazji dyskusji nad pawilonem polskim podczas kolejnych Biennale w Wenecji, nie były na zewnątrz ujawniane.
Wróćmy do zasad finansowania instytucji sztuki współczesnej. Być może dzięki kuratorom-menadżerom te instytucje uzyskają niezależność od polityki.
JOANNA SOSNOWSKA: – Taka jest generalnie przyszłość finansowania sztuki. Pamiętajmy jednak o cienkiej granicy między działalnością pro publico bono a działalnością komercyjną. Te światy się przenikają; przykładem ostatnie weneckie Biennale, gdzie możemy oglądać sztukę podejmującą problemy społeczne w sposób niesłychanie drastyczny, ale nagradza się czystą komercję. Cy Twombly, tegoroczny laureat, wciąż maluje te same obrazy i nawet nagrodę odbiera za niego „galernik”, największa finansowa potęga na rynku sztuki.
ELŻBIETA GRABSKA: – Do tej pory mieliśmy do czynienia z zagrożeniami natury politycznej, a teraz grozi nam uzależnienie od sponsorów.
Zachęta obciążona jest dzisiaj ogromnym długiem. Okazuje się, mówiąc brutalnie, że państwa nie stać na takie galerie. Jeżeli jednak ma ją dalej finansować, to jakich argumentów użyć wobec radnego czy ministra?
JOANNA SOSNOWSKA: – Wsparcia finansowego wszędzie udzielają różne instytucje, ale nawet w prywatnej fundacji Guggenheima decyduje o tym rada. Nikt tam jednoosobowo nie podejmuje decyzji. I pamiętajmy, że wszyscy dający pieniądze coś za to chcą mieć. Minister – wizytówkę swojej działalności, a także spokój. Prywatny sponsor też nie chce mieć problemów.
ELŻBIETA GRABSKA: – Ale musi je mieć, bo między szeroką publicznością a tymi, którzy prowadzą galerie, istnieje przepaść.
JOANNA SOSNOWSKA: – Zakładając nawet, że takie problemy muszą się pojawić, zadaniem szefa galerii jest ich minimalizowanie, a nie wywoływanie. Nikt nie da pieniędzy na wystawę kontrowersyjną, drażliwą. Sponsorzy będą jeszcze bardziej wymagający od ministra.
Wciąż zresztą mówimy o Warszawie, a za mało dostrzegamy pozytywnych zjawisk w kraju: „Arsenał” w Białymstoku, Muzeum im. Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, BWA w Bielsku-Białej, „Bunkier” w Krakowie to przykłady świetnych instytucji utrzymywanych przez samorządy.
W tych dniach powołano radę powierniczą dla warszawskiego Zamku Królewskiego, uwalniając go spod kurateli ministerstwa kultury. Czy ten model można by zastosować wobec Zachęty? Może tędy wiedzie droga do niezależności?
ELŻBIETA GRABSKA: – To dobry precedens. Pozostaje jednak podstawowe pytanie: czy potrzebne nam jest w ogóle ministerstwo kultury? 


Elżbieta Grabska – historyk i krytyk sztuki, wieloletni wykładowca w Uniwersytecie Warszawskim i KUL. Zajmuje się historią i teorią sztuki XIX i XX wieku. Wydała m.in. książkę „Apollinaire i teoretycy kubizmu” oraz antologie „Artyści o sztuce. Od van Gogha do Picassa” (z H. Morawską), „Moderniści o sztuce”. Kuratorka wystaw – m.in. „Paryż i artyści polscy. Wokół E.-A. Bourdelle’a 1900–1999” (Paryż 1996, Warszawa 1997). 
Joanna Sosnowska – historyk i krytyk sztuki, pracuje w Instytucie Sztuki PAN i ASP w Warszawie. Zajmuje się polską sztuką XX wieku; wydała: „Materiały do dziejów Instytutu Propagandy Sztuki (1930-1939)”, „Polacy na Biennale Sztuki w Wenecji 1895-1999”; publikowała m.in. w „Biuletynie Historii Sztuki”, „Twórczości”, „Kresach”, „Znaku”.

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl