Dwanaście koszy ułomków

Do kogóż pójdziemy?

KS. STANISŁAW MUSIAŁ SJ

 

Syryjska konstytucja kościelna z V w. – nosząca wiele mówiący tytuł: „Testament Pana” – wylicza pośród obowiązków diakona jedną na pozór bardzo dziwną powinność: „Jeśli diakon czynny jest w mieście, które leży nad morzem, to do jego obowiązku należy pieczołowicie sprawdzać nadbrzeże, by upewnić się, czy morze nie wyrzuciło na brzeg ciał jakichś rozbitków. Jeśli je znajdzie, powinien je ubrać i pochować”. W tym nakazie, moim zdaniem, kryje się cała istota chrześcijaństwa. Jest nią troska o godność człowieka w każdym czasie i w każdej sytuacji. Nawet doczesne szczątki ludzkie noszą na sobie odbicie podobieństwa Bożego. Stąd należy się im godny pochówek. Wcześniej trzeba je oczywiście ubrać na znak szacunku.
Na szczególną uwagę zasługuje bezinteresowność powyższej posługi. Umarły nie może uiścić żadnej zapłaty za wyświadczone mu dobro. Gmina chrześcijańska nie zyskuje też przez tę posługę żadnego nowego członka. Nie może go nawet wciągnąć na listę swych zmarłych. Chowa rozbitka, o którym nawet nie wie, czy jest chrześcijaninem, zupełnie bezinteresownie. Tylko dlatego, że każdy człowiek jest obrazem Bożym. Godność ludzka towarzyszy mu do końca. Towarzyszy w pewien sposób nawet jego doczesnym szczątkom.
Godność ludzka? Pusty frazes? Nie! Pod tym określeniem kryje się cały zestaw konkretnych praw, które każdy nabywa od pierwszej chwili swego istnienia aż po swój grób. Orszak tych praw otwiera oczywiście prawo do życia. Oznacza ono, że żadnej istoty ludzkiej nie wolno traktować jako środka do celu. Chociażby miało chodzić tutaj o cel święty. Żadnego człowieka nie można traktować jak przedmiotu. Nikomu nie wolno zwrócić się do drugiego człowieka z następującą propozycją-żądaniem (podaję oczywiście przykład absurdalny): Musimy pana/panią zabić, bo tylko w ten sposób możemy przeprowadzić eksperyment medyczny, który może dać nowe szanse życia milionom ludzi. Nikt nie może wydać podobnego rozkazu: ani ludzie indywidualni, ani żadna instytucja, ani nawet całe społeczeństwo. Byłoby to oczywistą zbrodnią. Przekreśleniem godności ludzkiej.
Czytałem przed kilku laty na łamach niemieckiego tygodnika „Die Zeit” dyskusję na temat, ile społeczeństwo niemieckie „kosztują” Kościoły, katolicki i ewangelickie, i czy ten wydatek jest uzasadniony. Kościoły w Niemczech finansują się głównie z tzw. podatku kościelnego, płaconego tylko przez wiernych. Autor prześcigiwał się sam z sobą w wynajdywaniu coraz to nowych pozycji: utrzymanie budynków sakralnych, wynagrodzenie duchownych, funkcjonowanie wydziałów teologicznych przy uniwersytetach państwowych, opatrując je kosztami, idącymi w miliony i miliardy marek. Nie pamiętam sumy końcowej, ale chodziło tutaj o kilkaset miliardów marek rocznie, które społeczeństwo niemieckie mogłoby „zaoszczędzić”, czyli przeznaczyć na inne cele, gdyby nie musiało łożyć na istnienie i funkcjonowanie Kościołów. Usługi Kościołów dla społeczeństwa autor „wycenił” jako prawie nie istniejące; a zatem: czyste marnotrawstwo, puszczanie pieniędzy w powietrze z dymem kościelnych kadzideł. Odpowiedział mu kolega redakcyjny. Przedstawił się jako nie zrzeszony w żadnej wspólnocie religijnej. Nie zanegował wyliczeń, doszedł jednak do innej konkluzji. Suma pieniędzy „konsumowanych” przez Kościoły wcale go nie zaszokowała. Mogłaby być – w jego mniemaniu – wielokrotnie większa. Pod jednym wszakże warunkiem. Że Kościoły pozostaną wierne przesłaniu, które głoszą: iż człowiek ma godność nieskończoną. Że nie ma jej z niczyjego nadania tutaj na ziemi: ani z nadania polityków, ani prawników, ani filozofów, ani historyków czy medyków, tylko nadania Bożego. Chociaż autor – jak twierdził o sobie – nie miał „łaski wiary”, to jednak on sam chciał żyć w świecie, gdzie godność ludzka jest strzeżona „z Wysoka”, z tak Wysoka, jak tylko to jest możliwe i wyobrażalne. W tak strzeżonym świecie czuł się bezpiecznie.
Chociaż byśmy „czytali” nasz świat przy pomocy najdoskonalszych mikroskopów i teleskopów, nie wyczytamy w nim informacji, po co żyjemy, po co się śmiejemy, po co płaczemy i po co umieramy: jaki jest sens naszego życia. Tylko religia może nam udzielić tych odpowiedzi. Bo tylko ona ma anteny na Transcendencję.
Tylko ona może odbierać i tłumaczyć sygnały otrzymywane od Boga. Czy możemy się dziwić wyznaniu św. Piotra (J 6,68): „Panie, do kogóż pójdziemy?”

Ks. Stanisław Musiał SJ

 


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl