Nr 27, 8 lipca 2001

 

On-line: Obraz tygodniaKronika religijnaKomentarze  Medytacja BiblijnaLiturgiczne czytania tygodnia

 


 

PAPIEŻ NA UKRAINIE

 

 

 

Po zakończeniu pielgrzymki Jana Pawła II na Ukrainę

 

Specjalista od trudnych podróży

Ks. Adam Boniecki

 

 

Teraz Moskwa? Uwaga zachodnich dziennikarzy koncentrowała się na perspektywach papieskiej podróży do Rosji i konflikcie ukraińskiej Cerkwi z moskiewskim Patriarchatem. Tymczasem i bez tych kwestii pielgrzymkę na Ukrainę można zaliczyć do wielkich podróży Jana Pawła II, jak pierwsza wizyta w Polsce czy podróże do Grecji i Izraela. Do podróży, po których coś ważnego się musi zmienić, po których już nie będzie tak, jak było.    WIĘCEJ

 

 

 

 

 

Papież we Lwowie

 

Radość Giedroycia

Ks. Adam Boniecki

 

 

 

Nikt nie wie, z której strony nadjedzie Papież. Trzy kobiety w białych fartuchach stoją na wyniesionych ze sklepu trzech białych, kruchych krzesełkach. Jedna z nich donośnym głosem zapewnia, że Papież pojawi się od strony alei Szewczenki, bo z tamtej strony nadjechał Gorbaczow, który na rogu pokiwał do nich ręką. Jak ten Gorbaczow jechał, myślę, przecież lotnisko leży dokładnie po przeciwnej stronie, więc powinien raczej od Opery... W gwarze dominują ukraiński i rosyjski, czasem słychać polski. Pani stojąca przed nami z całą stanowczością, po polsku, stwierdza: przejedzie przed nami. Skąd pani wie? – pytam. Musi przejechać, żeby zobaczyć Mickiewicza. Nie może przyjechać do Lwowa i nie zobaczyć.

 

Tymczasem na obszernym placu przed połyskującą w słońcu złotymi kopułami cerkwią Narodzenia Matki Boskiej na osiedlu Sieciechowo (Sychów) gromadziła się młodzież. Jest to zresztą największa parafia greckokatolicka we Lwowie (ok. 200 tys. parafian), z dobrze funkcjonującym ośrodkiem duszpasterstwa młodzieży. W pobliżu znajduje się jedyne na Ukrainie liceum greckokatolickie.
Młodzież zapełniła plac już koło południa. Czekanie uprzyjemniały widoczne na dwóch telebimach popisy artystyczne. Było gorąco i gwarno. Podziwiać można wytrwałość i siłę tych młodych. Kiedy po dobrych kilku godzinach oczekiwania na stojąco i w tłoku witali Papieża, byli pełni zapału. Papież przejechał między sektorami tak, żeby przynajmniej niektórzy mogli zobaczyć go z bliska. Ponad 300 tysięcy młodych powitało Ojca Świętego gromkim śpiewem „Boże błogosław Ukrainie” i wyćwiczonymi wcześniej okrzykami „Mnohaja lita!” Były też wypuszczone w powietrze gołębie (ponoć setka) i balony. Delegacja – chłopiec i dziewczyna – witali Ojca Świętego w imieniu młodzieży obu rytów katolickich. Liturgia Słowa ze śpiewem Ewangelii, homilia papieska... Czyste niebo coraz bardziej pokrywają chmury. Zaczyna padać i robi się zimno. Papież żartuje, że deszcz pada, to i dzieci będą rosły. Deszcz falami: to pada, to przestaje. Młodzież ani drgnie. I kolejna fala deszczu. Papież opuszcza niektóre fragmenty przemówienia. Wiatr wpycha wodę pod niewielki daszek i papieska sutanna zostaje zupełnie przemoczona, co widzą tylko stojący w pobliżu. Po chwili Papież wstaje i idzie się przebrać, wielu nie wie, o co chodzi, są tacy, którzy myślą, że to koniec. Papież wraca. Wiatr na chwilę przegania chmury i pokazuje się słońce. Ojciec Święty mówi: „Niech słońce wschodzi tam gdzie ty”, ale tutaj tej piosenki nikt nie zna i wypowiedziane po polsku słowa nie znajdują żadnego echa. Niebo jest już zupełnie czarne. Wtedy Jan Paweł II sięga po coś, o czym wie, że jest niezawodne. Ku zaskoczeniu siedzącego obok dostojnego kardynała Huzara z białą brodą, mocnym głosem, doskonałą gwarą zaczyna śpiewać „Nie lij dyscu, nie lij...”

 

 

 

 

 

Płyńcie pod prąd

 

Przemówienie Jana Pawła II podczas spotkania z młodzieżą we Lwowie 26 czerwca

 

 

 

 

 

Homilia Jana Pawła II podczas Mszy św. beatyfikacyjnej w obrządku bizantyjskim we Lwowie 27 czerwca

 

Świadectwo „apokalipsy”

 

 

Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Męczennicy, którzy dzisiaj zostają ogłoszeni Błogosławionymi, poszli za Dobrym Pasterzem aż do końca. Ich świadectwo nie może pozostawać dla was jedynie powodem do dumy: winno raczej stać się zaproszeniem do naśladowania ich, bo wraz z chrztem każdy chrześcijanin jest powołany do świętości. Nie od wszystkich żąda się, tak jak od tych błogosławionych męczenników, najwyższej próby przelania krwi. Każdemu został powierzony obowiązek naśladowania Chrystusa z codzienną i wierną hojnością, jak to czyniła błogosławiona Josafata Michalina Hordaszewska, współzałożycielka Służebnic Maryi Niepokalanej. Umiała ona w sposób nadzwyczajny praktykować codzienną wierność Ewangelii służąc dzieciom, chorym, ubogim, analfabetom i ludziom z marginesu często w warunkach trudnych i nie pozbawionych cierpienia.
Niechaj świętość będzie pragnieniem was wszystkich, drodzy Bracia i Siostry Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Na tej drodze świętości i odnowy niech towarzyszy wam Maryja, „która wszystkim przoduje na czele długiego orszaków świadków wiary jedynego Pana” („Redemptoris Mater”, 30).
Wstawiają się za wami Święci i Błogosławieni, którzy na tej ukraińskiej ziemi osiągnęli wieniec sprawiedliwości, i Błogosławieni, których dzisiaj szczególnie czcimy. Ich przykład i ich opieka niechaj wam pomagają w naśladowaniu Chrystusa i w wiernym służeniu jego mistycznemu Ciału – Kościołowi. Za ich wstawiennictwem niechaj na wasze rany wyleje Bóg olej miłosierdzia i pociechy, byście z ufnością patrzeli na to, co was czeka, wiedząc w sercu, iż jesteście dziećmi Ojca który was kocha.

 

 

 

 

 

Prośba o przebaczenie

 

Przemówienie powitalne kard. Lubomyra Huzara

 

 

 

 

 

Myszy i ludzie

Rozmowa z Jewhenem Swerstiukiem, 
prezesem ukraińskiego PEN-Clubu

 

 

Jestem poruszony wezwaniem Papieża, by obalić bariery międzywyznaniowe i budować chrześcijańską jedność. Papież uświadomił nam także, iż nasze wartości narodowe wywodzą się ze świata Ewangelii. Niebywałe wrażenie na uczestnikach liturgii wywarły słowa, iż byłoby wielkim nieszczęściem, gdyby wśród języków rodziny ludzkiej zabrakło języka Rusi Kijowskiej. Sam fakt, iż Jan Paweł II przemawiał po ukraińsku jawi się jako nadzwyczajne dla przyszłości naszej zrusyfikowanej kultury.

 

 

 

 

 

Polityczny utarg

Anna Łabuszewska

 

 

Papieska pielgrzymka na Ukrainę miała wymiar głównie duchowy i religijny. Ale dla świata polityki na Ukrainie, Białorusi oraz w Rosji oznaczała ona także możliwość „rozegrania” tego wydarzenia dla własnych celów.

 

 

 

 

 

 

 

 

SEKTY

 

 

 

Sekty: pomoc ofiarom i granice wolności

Z o. Robertem PlichemOP, dyrektorem krakowskiego oddziału Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Polsce, rozmawiają Mateusz Flak i Marek Zając

 

Powszechnie uważa się, że sekty są problemem tylko dla Kościoła, bo – powiada się – „Kościół ma swoją wiarę, sekty swoją, więc konflikt nieunikniony”, i że ze społeczeństwem jest inaczej, że „tu jest miejsce dla ideowego pluralizmu”. Tymczasem każde społeczeństwo ma własny i jednoznaczny system wartości. Nawet jeżeli ruchy sekciarskie nie godzą wprost w porządek publiczny, prędzej czy później dochodzi do konfrontacji ich nauki z podstawami życia społeczeństwa. W tym momencie demokratyczne państwo ma prawo ingerować. Pytanie oczywiście brzmi: kiedy i jak? Uważam, że każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie.   WIĘCEJ

 

 

 

 

 

Do diabła z sektami

Jacek Kubiak z Paryża

 

 

W 1998 r. komisja Viviena doprowadziła do uchwalenia prawa zezwalającego ministerstwu edukacji na inspekcje w szkołach prywatnych, do których należą szkoły prowadzone przez sekty. Prawo to pozwala w porę zidentyfikować zagrożenie, któremu ulegają dzieci poddane tam edukacji. Jednak samo stwierdzenie działania typu sekciarskiego nie pozwalało jeszcze na podjęcie środków zaradczych – i temu ma służyć wprowadzone w maju zaostrzenie prawa, skierowanego przeciw działalności sekt, określanych jako „organizacje, które stwarzają lub wykorzystują zależność psychologiczną lub fizyczną”.
Prawo przewiduje wprowadzenie procedury, pozwalającej na rozwiązanie sekty, i odpowiedzialność prawną osób uprawiających nielegalne zabiegi lecznicze i farmakologiczne oraz osób namawiających do zamachu na życie i agresji seksualnej. Nowe prawo daje sądom możliwość ścigania reklamy sekt; władze lokalne mogą zakazać zgromadzeń i osiedlania się sekt w sąsiedztwie szkół czy domów starców. 

 

 

 

 

 

„Wpływ szkodliwych kultów”

Adrienne Woltersdorf z Hongkongu

 

 

W Hongkongu obawiają się, że przyjęcie przez francuski parlament surowej ustawy o sektach spowoduje, że tym tropem podąży dawna kolonia brytyjska – by tłumić wolność słowa.

 

 

 

 

 

 

 

 

HISTORIA

 

 

 

Czerwiec ’76 wśród kryzysów politycznych w PRL

 

Nie insurekcja, lecz bunt

Jerzy Eisler

 

 

Dwudziesta piąta rocznica robotniczej rewolty w Radomiu, Ursusie i Płocku jest okazją, by zastanowić się, co łączyło wszystkie wystąpienia protestacyjne w PRL, a co było w nich odmiennego oraz jakie miejsce każde z nich zajmuje w najnowszej historii Polski. 


 

 

 

 

 

KRAJ I ŚWIAT

 

 

 

Co wynika z dyskusji wokół mordów w Glinciszkach, Jedwabnem czy Łambinowicach

 

Zaniechania historiografii

Piotr Madajczyk

 

 

Glinciszki – mord Litwinów na Polakach, Jedwabne – mord Polaków na Żydach, Poczdam – decyzja o wysiedleniu Niemców z Polski, Zamojszczyzna – próba likwidacji polskich mieszkańców i zastąpienia ich przez nazistów niemieckimi kolonistami. Różne nazwy, stanowiące jedynie początek dłuższej listy wydarzeń historycznych, symbolizujących konflikty narodowościowe. 

 

Problemy polskiej historiografii obrazuje sposób prowadzenia dyskusji o kolaboracji Żydów z władzami sowieckimi. Formułuje się oceny potwierdzające tę kolaborację lub jej zaprzeczające – ale nie spotkałem ani jednej próby wyczerpującej analizy zjawiska.


 

 

Co czytają miliony Polek

 

Życie na tęczowo

Iwona Hałgas

 

 

Prasa jest taka, jakiej lud potrzebuje” – pisał sto lat temu Gustaw Le Bon, francuski socjolog, autor „Psychologii tłumu”. Czytelnicy, a raczej czytelniczki, stanowiące 80-90 proc. odbiorców „prasy tęczowej”, śledzą plotki z wielkiego świata, zwłaszcza historie romansów. Ten rodzaj gazet, tanich, kolorowych i określanych jako prasa „z niższej półki” osiąga nakłady, z którymi nie mogą się równać najpopularniejsze dzienniki. 

 

Gazetami społeczno-politycznymi rządzi zasada, że publicyści piszą o tym, co ich interesuje, uznając, że zainteresujące to czytelników. W prasie „tęczowej” jest na odwrót.

 

 

 

 

Niemieckie spory o tożsamość narodową

 

Dumni z Niemiec?

Joachim Trenkner z Berlina

 

 

Kiedy Niemcy coś robią, to na pewno porządnie. Przede wszystkim z zapałem się kłócą – najchętniej o samych siebie. Od 11 lat, czyli od zjednoczenia, trwa w Niemczech istny maraton dyskusji i polemik i nic nie wskazuje, aby miało się to zmienić.

Jeśli rację miał Heine, że „o Niemczech myśli się nocą”,
to wielu Niemców wciąż cierpi na bezsenność. Nieufność wobec własnego kraju i narodu jest tak widoczna, że stała się prawie drugą naturą Niemca.

 

 

 

 

Tajwan: długa droga do demokracji

 

Niepodległość trzymana w tajemnicy

Piotr Bernardyn z Tokio

 

 

Tajwan powinien właśnie święcić pierwszą rocznicę objęcia władzy przez demokratów. Ale nastroje są nienajlepsze: na wyspie trwa kryzys gospodarczy, a
z Macedonii nadeszła ostatnio wiadomość, że w efekcie zabiegów dyplomatów z Chin Ludowych Skopje zerwało stosunki dyplomatyczne z Taipei. Jedynym państwem europejskim, z którym Tajwan utrzymuje stosunki dyplomatyczne, pozostał więc Watykan.

 

Coraz więcej tajwańskich firm, nie zważając na zakaz, inwestuje w komunistycznych Chinach. Wartość takich inwestycji w ChRL wynosi 50 mld dolarów. Ale gdy zbyt wiele tajwańskich firm przeniesie produkcję na kontynent, może umożliwić to Pekinowi kontrolę nad gospodarką wyspy.


 

 

Przemiany

Stanisław Lem

 

 

Głęboko niemoralne wydaje mi się to, że anonimowa widownia za skromną cenę jednego telefonicznego połączenia usuwa z gry poszczególne osoby. Trochę jakby udosłowniły się szklane domy Żeromskiego, tyle że autor „Przedwiośnia” nie pragnął, by przypadkowi przechodnie decydowali, kogo z takiego domu usunąć na ulicę, kogo zaś zostawić i nagrodzić znaczną sumą pieniędzy. Niby głupstwo w porównaniu z wieloma innymi zjawiskami, mnie jednak niepokoi. I dziwię się, że nie wypowiada się na ten temat prawie nikt ze strażników publicznej moralności, ani z Kościoła, ani z kręgów pozakościelnych. A jeśli już ktoś głos zabierze, stara się Wielkiego Brata bagatelizować, jakby chodziło o dzieci bawiące się w klasy. Dla mnie to jest drastyczne obniżenie kryteriów wartościowania emisji programów, które docierają do milionów ludzi. Brak mi tutaj, jak mawia arcybiskup Życiński, krytycznego zamyślenia; wszyscy łykają Wielkiego Brata jak gąsior gałki podczas tuczenia.

 

 

 

 

 

 

 

KULTURA

 

 

 

Na 75-lecie autora „Sennika współczesnego”

 

Wybór Konwickiego

Tadeusz Lubelski

 

 

Kontakt z Tadeuszem Konwickim, zapośredniczony przez dzieła jego autorstwa, to kontakt z przedstawicielem pewnej formacji, łączącym ludzką przyzwoitość i skromność – z nieobliczalnością i nieprzewidywalnością, uwagę, z jaką przypatruje się każdemu człowiekowi – z egotyzmem i skłonnością do nieustannej autoanalizy, liryzm – z drwiną.

Do jakich utworów będę jednak wracał, żeby odtworzyć późne lata 90., jeżeli w tym okresie pisarz niczego nowego nie opublikował? Bez jego komentarza lata 90. są w pewnym sensie nie całkiem obecne. Skoro przez tyle lat przyzwyczaiłem się do kontaktu z autorem, komentującym kolejne przypadki mijającego czasu, przedłużające się milczenie Konwickiego odczuwam jako dotkliwy brak. Kiedy przed kilku laty spytałem go o przyczyny tego milczenia, odpowiedział: „To jest więcej niż milczenie, to jest moje zerwanie.” Zerwania nie wypada komentować. Może jednak nie jest ostateczne? Czekając na przerwanie milczenia mojego ulubionego pisarza, czytam po raz kolejny: „Panna Helena Konwicka wstała tego dnia zaraz po wschodzie słońca, jak to zwykle czyniła w ciągu tygodnia...” 

 

 

 

 

 

Naprawdę Stary Teatr

Łukasz Drewniak

 

 

Ukoronowaniem Mrożkowskich klap okazała się krakowska premiera „Wielebnych” w reżyserii Jerzego Stuhra. Mrożek napisał sztukę o pragnieniu, ale Stuhr robi spektakl tylko o fajnych parafianach.

Ciepły humorek Stuhra nie jest kompatybilny ze zgryźliwym dowcipem Mrożka. Mrożek jest do szpiku inteligencki, Stuhr z ducha i przekonania mieszczański. To nigdy razem nie zagra. W gmachu przy Jagiellońskiej pod koniec czerwca na premierze „Wielebnych” spotkały się dwa Stare Teatry: Sławomira Mrożka i Jerzego Koeniga. Różnica jest może niewielka, ale znacząca. Teatr Mrożka kokietuje swą staroświeckością, Teatr Koeniga niestety naprawdę do reszty zdziadział.

 

 

 

 

V Letni Festiwal Opery i Operetki w Krakowie 
(16–26 czerwca)

 

Święto niedosytu opery

Tomasz Cyz

 

 

Siedem własnych spektakli („Nabucco”, „Traviata” Verdiego, „Łucja z Lammermoor” Donizettiego, „Carmen” Bizeta, „Pajace – Rycerskość wieśniacza” Leoncavalla i Mascagniego, „Cyganeria” Puccinego, „Wiktoria i jej huzar” Abrahama), jeden gościnny („White Oak Dance Project” Michaiła Barysznikowa), koncertowa wersja „Makbeta” Verdiego, kilkunastu polskich i zagranicznych solistów; widownia wypełniona polskimi i zagranicznymi melomanami. Czegóż chcieć więcej? 

 

 

 

 

 

Wizy życia

Alksander Schenker

 

 

W czerwcu 1940 r. zostałem z matką wywieziony ze Lwowa do północnej Rosji. Ojciec uratował się przed wywózką, gdyż kilka miesięcy wcześniej przedostał się na Litwę, szukając dla siebie i dla nas możliwości wydostania się z matni wojennej. Ponieważ miałem wtedy 15 lat, zostałem uznany za obiecujący materiał na drwala i przez następne półtora roku, wraz z setką innych świeżo upieczonych drwali, wycinałem wołogodzkie lasy, wywoziłem pocięte pnie na brzeg miejscowej rzeczki i na wiosnę spławiałem je do Archangielska.

Pozostaje jednak zagadka, dlaczego władze sowieckie, nawet kilka miesięcy po przyłączeniu Litwy do ZSRR, traktowały poważnie tak oczywistą i wszystkim wiadomą fikcje. Czyżby obawiały się podrażnienia Japonii i tym samym zadraśnięcia sojuszu Stalina z Hitlerem? Matce i mnie na nic nie zdały się przysłane nam wizy Sugihary, ale ojciec wyjechał z Litwy dzięki takiej wizie, osiadł w Stanach Zjednoczonych i przygotował grunt dla nas, kiedy w rok po wojnie udało się nam opuścić Rosję. W tym sensie uważam się za beneficjenta Sugihary i wdzięczny jestem Andrzejowi Miłoszowi za przypomnienie tego człowieka o łagodnej twarzy i śmiejących się oczach, jak opisał go jeden ze świadków „Wiz życia”.

 

 

 

Raj Czesława Miłosza

Andrzej Franaszek

 

 

Jeden z najpiękniejszych cykli poetyckich Czesława Miłosza tworzy 7 wierszy opublikowanych w tomie „Na brzegu rzeki” pod nadtytułem „Litwa, po pięćdziesięciu dwóch latach”. Podróż do rodzinnych Szetejń uzyskuje tu wymiar symboliczny, staje się wędrowaniem po ogrodzie Ziemi, poszukiwaniem śladów odeszłego czasu, refleksją nad pamięcią, przechowującą poszczególne istnienie i będącą przeciwwagą dla nihilistycznego zwątpienia, by wreszcie uzyskać olśniewającą kodę w utworze „Łąka”, zapisie doznania nieledwie mistycznego, uwolnienia od ciężaru ciała, świadomości, bólu, roztopienia w pięknie świata: „Nagle poczułem, że znikam i płaczę ze szczęścia”. Dokumentalny zapis takiej właśnie (czy tej samej?) podróży możemy obejrzeć w filmie „Przyśnił mi się sen powrotu”, autorstwa Andrzeja Miłosza, młodszego brata poety.

 

 

 

 

 

Czarne i białe

Piotr Litka

 

 

Dokument otwiera i zamyka ta sama scena. Czarno-biały (być może amatorski) film, zrealizowany na nabrzeżach Nowego Jorku na początku ubiegłego stulecia. Panorama miasta z samotną i wyniosłą Statuą Wolności – pierwszy obraz Ameryki w oczach wielu przybywających tam emigrantów.
Akcja filmu Karela Russa obejmuje wydarzenia od zakończenia wojny secesyjnej po koniec lat 40. XX wieku. Jest to opowieść o złudzeniu, któremu ulegała duża część społeczeństwa amerykańskiego na przestrzeni blisko stu lat. Owym złudzeniem, za którym kryły się często obietnice bez pokrycia, było równouprawnienie czarnych i białych obywateli Ameryki.

 

 

 

 

 

 

 

FELIETONY

 

 

 

Votum separatum

 

Między zasadą a praktyką

Józefa Hennelowa

 

Czytam w biuletynie Katolickiej Agencji Informacyjnej, że prezesi Klubów Inteligencji Katolickiej zadeklarowali w nadchodzących wyborach poparcie dla „tych kandydatów (...) którzy jednoznacznie opowiadają się za wartościami chrześcijańskimi a ich postawa i dotychczasowa działalność są zgodne ze składanymi deklaracjami”. Oświadczeniu temu nic zarzucić niesposób, czy jednak wszystko jest tak naprawdę i do końca jasne?
 WIĘCEJ

 

 

 

 

 

Pierwsza strona

Ewa Szumańska

 

 

Zastanawiam się nad sprawą pierwszej strony w gazecie, czy pierwszego miejsca w telewizyjnych dziennikach. Jeżeli pojawia się jakieś wyjątkowo odrażające wydarzenie lub wyjątkowo okrutna zbrodnia – możemy być pewni, że to one rozpoczną nasz codzienny ogląd świata. Ba! Możemy być pewni, że utrzymają się na pierwszym miejscu, dopóki nie wyczerpią się wszystkie drastyczne szczegóły. Nauczycielka, która zabiła nożem ucznia, albo rodzice, którzy utopili własne dziecko – zepchną na dalszy plan wszystkie międzynarodowe konferencje, ważne dyskusje czy wielkie wydarzenia artystyczne.

 

 

 

 

 

Rzeczy prawdziwe i fantasmagorie

 

Podróż nocą

Jadwiga Żylińska

 

 

Była to podróż z Pireus do Heraklionu. Noc była bezgwiezdna. Tylko światła naszego okrętu „Jason” roztaczały świetlisty krąg na czarnej wodzie.
Stałam na pokładzie i patrząc na morze, myślałam, że rozumiem trwogę marynarza „Santa Maria”, co wyruszyli w drogę do Katayu, od którego – według obliczeń admirała – dzieliło ich siedemset mil.

 

 

 

 

 

Dwanaście koszy ułomków

 

Do kogóż pójdziemy

Ks. Stanisław Musiał SJ

 

Syryjska konstytucja kościelna z V w. – nosząca wiele mówiący tytuł: „Testament Pana” – wylicza pośród obowiązków diakona jedną na pozór bardzo dziwną powinność: „Jeśli diakon czynny jest w mieście, które leży nad morzem, to do jego obowiązku należy pieczołowicie sprawdzać nadbrzeże, by upewnić się, czy morze nie wyrzuciło na brzeg ciał jakichś rozbitków. Jeśli je znajdzie, powinien je ubrać i pochować”. W tym nakazie, moim zdaniem, kryje się cała istota chrześcijaństwa. Jest nią troska o godność człowieka w każdym czasie i w każdej sytuacji. Nawet doczesne szczątki ludzkie noszą na sobie odbicie podobieństwa Bożego. Stąd należy się im godny pochówek. Wcześniej trzeba je oczywiście ubrać na znak szacunku.    WIĘCEJ

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 27, 8 lipca 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl