Votum separatum

Między zasadą a praktyką

JÓZEFA HENNELOWA

 

Czytam w biuletynie Katolickiej Agencji Informacyjnej, że prezesi Klubów Inteligencji Katolickiej zadeklarowali w nadchodzących wyborach poparcie dla „tych kandydatów (...) którzy jednoznacznie opowiadają się za wartościami chrześcijańskimi a ich postawa i dotychczasowa działalność są zgodne ze składanymi deklaracjami”. Oświadczeniu temu nic zarzucić niesposób, czy jednak wszystko jest tak naprawdę i do końca jasne?
Zarząd Business Center Club zadeklarował coś znacznie bardziej przyziemnego. Powiadomił mianowicie, iż przygotował dla swoich oddziałów informację o dotychczasowych posłach, jak zachowywali się w poszczególnych głosowaniach. Zapewne dotyczy to przede wszystkim ustaw mających wpływ na gospodarkę, bo tu głosowanie posła rzeczywiście stanowi ostateczną ilustrację nie tylko jego poglądów, lecz skutku tych poglądów dla jego działalności w Sejmie. Rozumieć należy, iż poseł który demonstrował np. swój lekceważący albo ignorancki stosunek do prawideł gospodarki, nie może liczyć na poparcie ze strony BCC. Jasne i logiczne.
Ale sprawa wartości o których mówią prezesi KIK-ów, jest o wiele bardziej generalna i zasadnicza, a równocześnie nie tak prosto przetłumaczalna na poselskie działanie. Bo przecież nie chodzi o prostą uczciwość – deklarowana czy nie, musi być punktem wyjścia. Ktoś, kto świecił nieobecnością na posiedzeniach tak samo jak ktoś kto czerpał korzyści prywatne z posłowania, w grę w ogóle wchodzić nie mogą. A co z kompetencjami? Ma być poseł kompetentny w sprawach, o których rozstrzyga, czy wystarczy, by z założenia deklarował najlepsze intencje? A co ze zderzaniem się racji? Ot, na przykład gdy poseł popiera w najlepszych nawet intencjach zwiększone obciążenie budżetu? Który z nich jest wierny wartościom – ten który chciałby obdarowywać potrzebujących czy ten, który dba o domknięcie rachunku, bo wie, że nie domknięty zagrozi jeszcze większą biedą? Albo który z posłów bardziej jest „zgodny ze składanymi deklaracjami”: ten który umie wesprzeć drużynę, z którą startował i dzięki której uzyskał mandat, czy ten co postanawia działać na własną rękę, kompletnie nieskutecznie, ale za to wyraziście? Poseł, który żyje przemawianiem, czy poseł, który w komisji pracującej nad ustawą wyłapał dwadzieścia nie dopracowanych, mętnych zapisów?
Może jednak warto deklarację „KIK-ów” przetłumaczyć na dwa przynajmniej pytania-testy, trochę sprawdzające ową jakże cenną życzeniowość, by faktycznie wybrać ludzi godnych zaufania już bez niespodzianek? Byłyby to pytania bardzo skromne i odnoszące się tylko do posłów dotychczasowych, jeśli postanowią znów startować. Posłów prawicy, rzecz jasna. Pytanie pierwsze: czy posłowie ci kiedykolwiek głosowali razem z SLD? Drugie: czy kiedykolwiek głosowali wbrew przedłożeniom swojego własnego rządu? Wyjaśnienia, dlaczego tak czynili, nie powinny być w ogóle brane w tym sprawdzianie pod uwagę, cokolwiek by rzekli. Ot, taki wstępny odsiew.
Bo tak już jest, że nadal hasło „wartości chrześcijańskie”, tak dla wielu z nas cenne, nie doczekało się analizy na tyle wnikliwej, by mogło gwarantować wybór naprawdę trafny, bez złudzeń, jakie niosą w sobie słowa nazbyt piękne i w swej wzniosłości unoszące się wysoko ponad ziemią. 

Józefa Hennelowa
 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl