Po zakończeniu pielgrzymki Jana Pawła II na Ukrainę

Specjalista od trudnych podróży

KS. ADAM BONIECKI

 

Teraz Moskwa? Uwaga zachodnich dziennikarzy koncentrowała się na 
perspektywach papieskiej podróży do Rosji i konflikcie ukraińskiej Cerkwi z moskiewskim Patriarchatem. Tymczasem i bez tych kwestii pielgrzymkę na Ukrainę można zaliczyć do wielkich podróży Jana Pawła II, jak pierwsza wizyta w Polsce czy podróże do Grecji i Izraela. Do podróży, po których coś ważnego się musi zmienić, po których już nie będzie tak, jak było.
„Ukraina nie jest przystankiem do Moskwy” – lapidarnie stwierdził rektor Lwowskiej Akademii Teologicznej o. Borys Gudziak. Razem z Myrosławem Marynowiczem, wicerektorem tej uczelni, wychodzili ze skóry, by wytłumaczyć dziennikarzom, że „pielgrzymka Ojca Świętego pokazała, iż Patriarchat Moskiewski nie ma już monopolu na prowadzenie dialogu ekumenicznego”. Ukraina z największym na świecie Kościołem greckokatolickim i z ogromnym Kościołem prawosławnym, sama w sobie jest godna uwagi. Co zaś do sporu z Moskwą, to o ile mi wiadomo, niezależnie od twardych deklaracji Aleksieja II, w samym patriarchacie bynajmniej nie panuje duch aż tak niezłomnej wrogości.
Kiedy popatrzeć na tę podróż w kategoriach strategii, można sądzić, że Papież, widząc, iż sytuacja pozostaje patowa, zdecydował się na „ucieczkę do przodu”. A manifestacje wrogości oddały misji Jana Pawła II dobrą usługę. Przygotowywały na przybycie „narzędzia Lucyfera”, „papieża, który zamierza rozbić prawosławie”, tymczasem ludzie ujrzeli starego człowieka, który się modli i który kieruje do nich słowa miłości i zrozumienia. Nie padło ani jedno nieprzychylne zdanie pod adresem prawosławia. Papież nie uczynił najmniejszej aluzji do wymierzonych w jego osobę ataków. W tym zderzeniu propagandy z rzeczywistością wrogie napięcie musiało rozwiać się jak dym.
Wewnętrzny konflikt obediencji prawosławnych na Ukrainie jest zjawiskiem marginalnym. Podobnie konflikt między prawosławiem i Kościołem katolickim. Na Ukrainie Zachodniej spory między obu wspólnotami dotyczą zaledwie 20 na 5 tys. parafii, a podział między hierarchią nie przeszkadza „mieszanym” małżeństwom. Na Mszy 27 czerwca był obecny o. Iwan Swiridow, duchowny z Patriarchatu Moskiewskiego. Zaproszono go na podium i z innymi uczestniczył w liturgii.
Papieska wizyta to wielkie dni Kościoła greckokatolickiego. „Prawosławni w wierze i katoliccy w miłości” – jak lubią się określać – pierwszy raz mogli, i to pod przewodem Papieża, zobaczyć się w takiej liczbie. Kościół, skazany na terenie ZSRR i krajów satelickich na śmierć, zmartwychwstał, pokazując niebywałe siły. Niektóre watykańskie dykasterie z irytacją popatrywały na „unitów”, którzy komplikowali im dialog z prawosławiem. Teraz towarzyszący Ojcu Świętemu purpuraci mogli zobaczyć na własne oczy: ten Kościół jest, żyje. Nie można go skreślić, nie można wiernych odesłać do prawosławnej Cerkwi lub kazać im się latynizować.
To były wielkie dni grekokatolików i oni o tym wiedzą. Ale są też odrobinę zawiedzeni. Myśleli, że Papież podniesie stolicę kijowską do rangi patriarchatu. Mówią: nawet prawosławni w Kijowie są mniej zależni do Moskwy, aniżeli my od Rzymu. Patriarchat, obok wysokiego prestiżu, oznacza prawo wyboru biskupów. Nie wszyscy rozumieją, że grekokatolicy to nie łacinnicy z inną liturgią, ale inny styl bycia Kościołem, inna teologia, tradycja, nawet Katechizm. Kościołowi greckokatolickemu na Ukrainie biskupów mianuje papież, a wybiera ich nie Synod, ale odpowiednia rzymska Kongregacja. Kiedyś Jan Paweł II mówiąc o kard. Lubaczywskim powiedział, że arcybiskup większy to właściwie to samo co patriarcha. A jednak nie jest to to samo.
Polacy i Ukraińcy. Przez wiele lat Kościół łaciński był w powszechnym odczuciu „polski”. Dziś się to zmienia i coraz częściej łacinnicy odprawiają w języku ukraińskim. Mówią: tu jest Ukraina. Papież uszanował polską obecność we Lwowie: Msza św. we wtorek była w przeważającej mierze odprawiana po polsku, po polsku była wygłoszona homilia. Niektórzy obawiali się, jak to przyjmą Ukraińcy? Przyjęli, o ile wiem, spokojnie. Liturgia łacińska to przecież dla nich liturgia polska. Ukraińskie fragmenty były wystarczającym znakiem szacunku.
Dystans między katolikami obu obrządków jest faktem. Już równoczesne mianowanie obu kardynałów było znakiem. Ale znakiem była też stała obecność obu metropolitów przy Ojcu Świętym. Mówiono, że ich czas spędzony wspólnie do tej pory był dużo krótszy niż w ciągu tych niespełna trzech papieskich dni.
Czy była to – jak chcieli niektórzy – najtrudniejsza podróż Jana Pawła II? Nie. Przyjechał do Kościołów, które go oczekiwały, do ludzi spragnionych świadectwa wiary, nadziei i jedności. Owszem, w tej podróży zbiegło się wiele trudnych spraw, ale trudne sprawy to specjalność tego Papieża. 

Ks. Adam Boniecki

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl