„Chleba i wolności”

 

„Wysoki Sądzie! W ostatnim słowie pragnę złożyć swoje uznanie funkcjonariuszom Urzędu Bezpieczeństwa za to, że powierzoną im broń z rąk robotnika polskiego potrafili obrócić i byli w stanie celować w siedmio- i trzynastoletnie dzieci. Przyznaję się do przestępstwa, nie poczuwam się do winy” – mówił Janusz Kulas, główny oskarżony w procesie dziesięciu uczestników poznańskiego buntu w czerwcu 1956 roku.

28 czerwca, po kilku tygodniach oczekiwania na jakąkolwiek reakcję władz na wcześniej zgłaszane postulaty, zastrajkowali robotnicy wydziału produkcji wagonów towarowych w Zakładach im. Stalina (wcześniej i później noszących imię Hipolita Cegielskiego). Protest rozszerzył się na inne wydziały i zakłady Poznania – m.in. ZNTK i MPK. Żądano obniżenia wyśrubowanych norm produkcyjnych, podwyżek płac i zmniejszenia opodatkowania, krytykowano złe warunki socjalne dla robotników przy równoczesnym ,,dygnitarskim” stylu życia dyrekcji i aparatu partyjnego. Poznaniacy wyszli na ulice, niosąc transparenty z napisami ,,Chleba i wolności” oraz sztandary narodowe, śpiewając pieśni patriotyczne i religijne. Po wiecu na placu Wolności, ok. stutysięczny tłum zaatakował gmach wojewódzkiego urzędu bezpieczeństwa, wojewódzki komitet partii i więzienie. Z gmachu urzędu bezpieczeństwa padły pierwsze strzały. W trwającej dwa dni bitwie z milicją i wojskiem zginęło co najmniej 75 osób. Aresztowano 658 uczestników zajść, a ponad 300 poddano w śledztwie torturom. Premier Józef Cyrankiewicz oświadczył: ,,Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie”.
,,Proces dziesięciu” rozpoczął się 5 października 1956 roku. Pozostałe dwa procesy (tzw. trzech i dziewięciu) toczyły się już od ośmiu dni, a w przygotowaniu były sprawy kolejnych 34 osób. Dziesięciu oskarżonym zarzucano „gwałtowne zamachy” na placówki MO, funkcjonariuszy UB i żołnierzy WP, oraz nielegalne posiadanie broni. „W dniu 28 czerwca 1956 roku w Poznaniu w czasie strajku i demonstracji grupy awanturników i elementy kryminalne rozwinęły wrogą akcję, w wyniku której dopuszczono się aktów gwałtu i terroru” – czytamy we wstępie do uzasadnienia aktu oskarżenia.
Prokuratura zamierzała przedstawić oskarżonych jako chuliganów i kryminalistów, którzy z nienawiści do władzy ludowej napadali na jej instytucje i funkcjonariuszy. Podkreślano, że nie mają oni nic wspólnego z manifestującą klasą robotniczą, a jedynie przyłączyli się do tłumu z zamiarem rabowania, zabijania i podburzania. Prokurator Tadeusz Muszyński wykazywał, że oskarżeni namawiali do porzucania pracy, wyjścia na miasto i wydawania okrzyków ośmieszających organy władzy. Dalszy ciąg uzasadnienia aktu oskarżenia: „Na placu przed Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, gdzie odbywała się manifestacja, elementy wrogie i awanturnicze, działające w dużym stopniu pod wpływem oszczerczej, ziejącej nienawiścią do Polski Ludowej propagandy radiowej i ulotkowej, prowadzonej przez ośrodki imperialistyczne, wznosiły antypaństwowe prowokacyjne okrzyki i hasła”.
Obrona chciała uniknąć oskarżenia zatrzymanych o wystąpienie przeciwko dekretowi z 1946 roku o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa – w przeciwnym razie groziłoby im dożywocie lub śmierć. Zaowocowało to pojawieniem się w wystąpieniach adwokatów tematu zbrodni i nadużyć, popełnianych przez pracowników Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, o których wiedzieć mieli uczestnicy zajść. Obrońcy wykorzystywali także fakt, że nawet prokuratura przychylała się do wniosków oskarżonych, by nie brać pod uwagę ich zeznań spisanych pod wpływem tortur.
Brak zaufania społeczeństwa do władzy podkreślał szczególnie mecenas Waliszewski w mowie z 18 października: „Człowiek był bezsilny. Każdemu można było coś przypiąć: ten był w Anglii, ten u gen. Maczka, ten ma ciocię w Ameryce, ten nie daj Boże miał dziadka obszarnika. I wystarczyło to, by stanąć w konflikcie z jakimś bezczelniakiem i człowiek już był wykończony...”. Obrona opierała się na znanych już wówczas informacjach o nadużyciach w elitach państwowych. Powszechna wiedza na ich temat miała być uzasadnieniem dla antyrządowych wystąpień demonstrantów.
Drugi kierunek obrony to obalenie twierdzeń o istnieniu ,,nurtu chuligańskiego”. Adwokaci wykazywali, że oskarżeni byli przeciętnymi młodymi robotnikami, a ich działania dyktowane były wpływem tłumu. Dowodzono, że wszyscy uczestnicy zajść złamali prawo, opuszczając miejsca pracy i wychodząc na ulicę. Jeżeli nie postawiono w stan oskarżenia 100 tysięcy ludzi, trzeba także zwolnić dziesięciu oskarżonych. Mówił o tym przede wszystkim mecenas Stanisław Hejmowski, którego mowę zamieszczamy obok.
Obrońcom udało się przekonać sąd co do zmiany kwalifikacji czynów. Zanim wydano wyroki, skazanych zwolniono z więzienia. Stało się to dzięki „nowej ocenie Poznańskiego Czerwca” przez Władysława Gomułkę na VIII Plenum KC PZPR. Zaczynał się Październik. 

MU





 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl