Dwanaście koszy ułomków

Przerost liści

KS. STANISŁAW MUSIAŁ SJ

 

Zwięzłe słowo nie zawsze jest przyjacielem jasności myśli. Tak było, jak sądzę, w przypadku moich dwu sformułowań, zawartych w „dwunastu koszach ułomków”, pt. „Biskup Jan potrzebny od zaraz” (TP 23): „Jestem przekonany, że gdyby biskup Jan żył dzisiaj w Polsce, mielibyśmy zamiast monstrualnej bazyliki w Licheniu fundację stypendialną dla dzieci z byłych pegeerów. Budowalibyśmy zamiast sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie zakład Helclów nr 2...” Wiem, że te dwa zdania zabolały wielu czytelników, choć wyznać muszę, że otrzymałem także od pewnego bardzo czcigodnego kapłana z Krakowa, budowniczego świątyni w tym mieście i współinicjatora wielkiego dzieła miłosierdzia kartkę z następującymi słowami: „Muszę powiedzieć, że w ostatnim odcinku »Bp Jan potrzebny od zaraz« napisał Ojciec najprawdziwszą prawdę”.
Myliłby się ten, kto uważałby, że zarzucam Kościołowi w Polsce, iż niewiele lub prawie nic nie robi na polu charytatywnym. Wprost przeciwnie. Uważam, że każda diecezja mogłaby podać długą, niekiedy bardzo długą listę dzieł miłosierdzia, które prowadzi (niestety, trudno by mi było powiedzieć to samo o wszystkich zakonach i zgromadzeniach zakonnych męskich). Problem leży w tym, czy działalność charytatywna Kościoła daje temuż Kościołowi wystarczający tytuł do tego, żeby mógł on z czystym sercem angażować się w budowę wielce kosztownych świątyń. Innymi słowy, czy wolno ludziom Kościoła rozumować w ten sposób: ponieważ bardzo dużo robimy na polu charytatywnym, niech nam będzie wolno inwestować także pokaźne środki materialne w okazałe budowle sakralne. Mam tutaj pewne wątpliwości. I miałbym te wątpliwości nawet wtedy, gdybyśmy byli krajem tak zamożnym jak Kuwejt i o tak niskim zapotrzebowaniu na instytucje charytatywne jak Państwo Watykańskie.
Zarzucono mi, że występuję przeciw sanktuarium. Jest to drugie nieporozumienie, wynikłe z lakoniczności mych sformułowań. Trzeba by rzeczywiście zagubić całkowicie więź z Kościołem, żeby występować przeciw sanktuariom jako takim. Są one nie tylko miejscami kultu Bożego, ale równocześnie „szkołami”, wychowującymi ludzi do wiary, w tym również do czynnej miłości bliźniego (także do hojności na cele charytatywne). Wydaje mi się jednak, że wielkie, okazałe, a co za tym idzie bardzo kosztowne świątynie, które budujemy przy istniejących już sanktuariach, „zabijają” ducha tychże sanktuariów. Po prostu jakby „wyparował” z nich Boży „genius loci”. Dam dwa przykłady: jeden pozytywny i jeden negatywny. Pozytywny. Największe sanktuarium maryjne w Niemczech, w Altötting, do którego pielgrzymuje rocznie grubo ponad milion wiernych, zachowało, moim zdaniem, swoją duchową siłę przyciągania dzięki temu, że nie popełniono błędu budowy wielkiej bazyliki dla łaskami słynącej figurki Matki Bożej z Dzieciątkiem (pocz. XIV w.). Sanktuarium położone jest na głównym placu miasteczka i nie jest większe od kościółka św. Wojciecha na Rynku Krakowskim. W ciągu wieków pobudowano w Altötting kilka kościołów, w których pielgrzymi spowiadają się i organizują swoje grupowe nabożeństwa. W święta maryjne na placu przy sanktuarium odbywają się wielkie procesje, niezależnie od pogody (przemoknięcie, zimno, skwar należą do trudów pielgrzymich). Przykład negatywny. Znam kilka sanktuariów, gdzie łaskami słynące obrazy lub figury przeniesiono do nowo wybudowanych okazałych świątyń. Okazuje się teraz, że wierni od tych sanktuariów odchodzą. Nie odnajdują oni w nich tego, co znajdowali przedtem, często w ubogich, skromnych, drewnianych kościółkach.
Boleję nad brakiem wyobraźni duszpasterskiej i religijnej u niektórych ludzi Kościoła. Czy zamiast wielkiej bazyliki Miłosierdzia Bożego, budowanej obecnie w Krakowie (wyjątkowo brzydki kościół: wieża jak nadpalony papieros, a bryła świątyni jak dziób okrętu czy hangar na samoloty) nie mogło powstać wokół istniejącego sanktuarium Miasto Miłosierdzia, zabudowane nie tyle klasycznymi instytucjami charytatywnymi, ile nowymi, jak pawilony-schroniska dla bitych kobiet czy maltretowanych przez rodziców dzieci, narkomanów, bezdomnych itp.? Powstaje w Krakowie dzielnica Nowe Miasto czy Łagiewniki-sanktuarium Miasto Miłosierdzia nie mogłoby być wspaniałym akcentem chrześcijańskim w mieście Jana Pawła II? Jeśli idzie o bazylikę w Licheniu, to koszt utrzymania tej „faraońskiej” budowli będzie tak wielki (i z biegiem lat będzie tylko rósł), że „pożre” wszelką ofiarność wiernych, a na planowane dzieła miłosierdzia przy sanktuarium zostanie niewiele środków (obym był fałszywym prorokiem!)
Jestem przekonany, że budowniczowie jednego i drugiego sanktuarium kierują się zbożną intencją. Chodzi im tylko o wzrost chwały Bożej i o wyjście naprzeciw ludziom szukającym Boga. Czy jednak droga, którą obrali, wiedzie do celu? Dla religii najgroźniejszą rzeczą jest przerost formy nad treścią, tak jak dla winnego krzewu rzeczą katastrofalną jest przerost liści.

Ks. Stanisław Musiał SJ

 


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl