Nr 26, 30 czerwca 2001

 

On-line: Obraz tygodniaKronika religijnaKomentarze  Medytacja BiblijnaLiturgiczne czytania tygodnia

 


 

Nieznany list Jana Pawła II do ks. Józefa Tischnera

 

Spotkanie z Hiobem

 

 

Watykan, 3 lipca 1999 r.

  Drogi Księże Józefie!

Było to spotkanie na Wawelu, ale zbyt pospieszne. Bo w ogóle cały ten przejazd przez Polskę to była wielka gonitwa. A z Księdzem Profesorem trzeba było mi dłużej się spotkać. Czy potrafi przyjechać do Rzymu – trudno to sobie teraz wyobrazić. Już ostatnia sesja była bez Niego.
Więc stale się z Nim spotykam, choć bez słów. A jest to spotkanie z Hiobem. Cierpienie ludzkie, cierpienie nieoczekiwane, cierpienie, które mówi Bogu „dlaczego” – to Księga Hioba. Rozmówcy Hioba źle odpowiadali na jego pytania. Odpowiedzi adekwatnej udzielił dopiero Chrystus. Między pytania Hioba a odpowiedź Chrystusa została też od jakiegoś czasu wpisana Twoja egzystencja, Księże Józefie.
Wszyscy, którzy Ci w jakiś sposób towarzyszą na tym etapie – ja także do nich staram się należeć – wiedzą, że nie mogą dawać odpowiedzi podobnych do rozmówców z Księgi Hioba. Staramy się więc zachować pełne głębokiego przejęcia milczenie. I prosimy Chrystusa, aby On sam mówił. Bo On tylko ma słowa życia wiecznego.
Przyjmij to od nas, Drogi Księże Józefie. Przyjmij też ode mnie. Dziękuję Chrystusowi za wszystko dobro, jakie stało się naszym udziałem przez Ciebie.
Z błogosławieństwem
Z serdecznym błogosławieństwem

                                                               Jan Paweł II

Komentarz do listu

 

 

 

 

 

Jan Paweł II w Kijowie i Lwowie

 

Nie ma innej Ukrainy 

Ks. Adam Boniecki ze Lwowa

 

Papież, ledwo wysiadł z samolotu, ledwo ucałował ukraińską ziemię i wysłuchał powitalnego przemówienia prezydenta, zapewnił prawosławnych, że „nie przybywa w duchu prozelityzmu, ale jako pielgrzym pokoju i braterstwa” oraz wypowiedział słowa przeproszenia: „w pokorze przed wspólnym Panem uznajemy nasze winy. Prosząc o wybaczenie nam popełnionych w dawnej i niedawnej przeszłości błędów zapewniamy o naszej woli przebaczenia doznanych krzywd. Z serca płynie najgorętsze pragnienie, by błędy przeszłości nie powtórzyły się w przyszłości”. WIĘCEJ 

 

 

 

 

 

 

 

Dziedzictwo wiary 

 

Homilia Jana Pawła II podczas Mszy św. na
 podkijowskim lotnisku Czajka

 

 


 

 

Prymat Boga

 

Fragmenty przemówienia Jana Pawła II do Wszechukraińskiej Rady Kościołów i Organizacji Religijnych wygłoszonego w kijowskiej filharmonii

 

 

 

 

 

 

 

Ptaki z Czarnobyla wracają do domu

Jan Strzałka

 

Ojciec Włodzimierz powiada, że to ziemia bez Boga. Prawda: piołun, muchy i śmierć. Nic więcej. W dziesiątą rocznicę awarii reaktora strażacy z „zony” wznieśli pomnik „tym, którzy ratowali świat”. Ojciec Włodzimierz zapalił wówczas przed pomnikiem dwie świece papieskie. Modlił się za ofiary Czarnobyla i błagał, by Bóg pozwolił przybyć Janowi Pawłowi II na tę ziemię. Minęło pięć lat. Ojciec Włodzimierz znów stoi przed czarnobylskim monumentem, dziękując Bogu za pielgrzymkę Papieża na Ukrainę. 

 

Cerkiew w Czarnobylu zamknięta jest na cztery spusty. Trawa wokół barokowej świątyni wyrosła po kolana. Wszędzie pleni się piołun. A że zielsko to po ukraińsku zwie się „czarnobyl”, po katastrofie w elektrowni wielu sądziło, że nadchodzi Dzień Sądu, albowiem Apokalipsa przepowiada, że gdy spadnie Gwiazda Piołun, nastąpi koniec świata. 
Krzyż na kopule cerkwi niebezpiecznie się przechyla i pewnie wkrótce runie na ziemię. Ale raczej nikomu nie stanie się krzywda, bo nabożeństwa odbywają się tu tylko raz do roku: w rocznicę katastrofy. 26 kwietnia przybywa tutaj kapłan i wierni prawosławni – ale również ojciec Włodzimierz i katolicy, bo Czarnobyl należy do parafii zarządzanej przez proboszcza z Malina. Przybywają razem, złączeni tym samym bólem, ale podzieleni wiarą, więc modlą się osobno. Najpierw prawosławni. Potem, za zgodą ich księdza, w cerkwi modlą się katolicy. Choć ojciec Włodzimierz żałuje, że wspólna modlitwa jest niemożliwa, cieszy się, że nikt nie zabrania mu wstępu do świątyni. A kiedy prawosławni z niej wychodzą, przekazują znak pokoju wchodzącym katolikom.

 

 

 

 

 

 

 

HISTORIA

 

 

45-lecie poznańskiego Czerwca '56

 

„Chleba i wolności”

 

„Wysoki Sądzie! W ostatnim słowie pragnę złożyć swoje uznanie funkcjonariuszom Urzędu Bezpieczeństwa za to, że powierzoną im broń z rąk robotnika polskiego potrafili obrócić i byli w stanie celować w siedmio- i trzynastoletnie dzieci. Przyznaję się do przestępstwa, nie poczuwam się do winy” – mówił Janusz Kulas, główny oskarżony w procesie dziesięciu uczestników poznańskiego buntu w czerwcu 1956 roku. WIĘCEJ

 

 

 

„Strzelano do tłumu bezbronnego”

Stanisław Hejmowski

 

Wysoki Sądzie! Krew przelana 28 czerwca przypieczętowała pewien rozdział naszej historii, okres dziesięciolecia, które przeminęło. Co w tym dziesięcioleciu było piękne, ideowe i twórcze, to będzie żyło w naszym narodzie wiecznie, co było złe i niegodziwe, oby nie odżyło już nigdy.
Wierzę, że krew ofiar zajść nie została przelana na próżno. Ja wierzę, że na grobach tych, którzy polegli, spełni się zapowiedź, którą w „Nocy listopadowej” Stanisław Wyspiański włożył w usta Korze, bogini wiekuiście odradzającego się życia:


Krwi przelanej nie zmarnię,
krwią tą pola i rolę użyźnię,
i synów z krwi tej dam kiedyś Ojczyźnie.

Proszę Wysoki Sąd dla Romana Bulczyńskiego o wyrok ludzki.  WIĘCEJ

 

 

 

 

 

 

 

 

KRAJ I ŚWIAT

 

 

Dwa strachy nad Odrą 

Maciej Warbiński

 

Tak naprawdę decydujący etap negocjacji Polski z Unią Europejską zaczyna się dopiero teraz. Wykrystalizowały się bowiem najważniejsze kwestie sporne: swoboda podejmowania pracy, dotacje dla rolnictwa i obrót ziemią. Dwa pierwsze problemy zależą przede wszystkim od stanowiska Unii, ale w sprawie liberalizacji handlu gruntami piłka jest po naszej stronie: Polska ma tu największe pole manewru. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z kilku podstawowych zasad rządzących negocjacjami akcesyjnymi.

 

 

 

 

Big Brother: Tematy do odstąpienia

 

Kocham was wszystkich!!!

Andrzej Franaszek

 

Zjawisk masowych nie da się zbyć wzruszeniem ramion, prędzej czy później doświadczymy bowiem bolesnych konsekwencji lekceważonych faktów. Dlatego zapisuję kilka uwag widza programu „Wielki Brat”. Nazwijmy je – pożyczając określenie od Miłosza – tematami do odstąpienia.

 

Finał TVN-owskiego „Big Brother” oglądało prawie 70 proc. tych Polaków, którzy włączyli telewizor, czyli ponad 8 milionów widzów. Niezależnie od tego, jak oceniamy „Wielkiego Brata”, musimy przyznać, iż mamy do czynienia ze zjawiskiem istotnym. W polskich mediach pojawiła się nowa jakość, zostały przekroczone kolejne granice wrażliwości, zobaczyliśmy kulturowe przemiany, zachodzące w społeczeństwie.

 

 

 

 

 

 

Petra i jej dzieci

Patrycja Bukalska z Pragi

 

Codziennie rano do domu Czeszki Petry Prochazkovej w Groznym przychodzi pięćdziesięcioro dzieci. Na noc odchodzą w ruiny, do swoich krewnych, sąsiadów, którzy się nimi opiekują. Są i takie, które w ruinach mieszkają same. Petra nie może ich zatrzymać, gdyż w jej domu jest za mało miejsca. Ale jej dzienny sierociniec i tak jest oazą w okaleczonym mieście.

 

 

 

 

 

 

 

Dziesięć lat temu Chorwacja proklamowała niepodległość

 

Długi cień Tudjmana

Maciej Czerwiński z Zagrzebia

 

Dziesięć lat temu Chorwaci postanowili wystąpić z Jugosławii i stworzyć własne państwo. Mimo trudnej sytuacji gospodarczej i wieloletniej międzynarodowej izolacji, spowodowanej rządami nacjonalistów, Chorwacja chce dziś z nadzieją patrzeć w przyszłość. Jednak czy społeczeństwo, zmęczone latami wojen, zaakceptuje konieczne i trudne reformy? 


 

 

 

Europa wobec strategicznych planów Ameryki

 

Lewicowiec zmienia front

Tadeusz Jagodziński z Londynu

 

Każdy naród, każdy lud musi mieć swój uświadomiony czy nawet nieuświadomiony program działań. Ci, którzy ich nie mają, padają ofiarą innych ludów”. Na tę maksymę z klasycznej dziś „Historii cywilizacji helleńskiej” Arnolda Toynbee powołał się ostatnio publicznie Paddy Ashdown, były przywódca brytyjskich liberalnych demokratów. Znamienne są okoliczności przytoczenia tego cytatu: Ashdown uczynił to w artykule, zamieszczonym w londyńskim „Guardianie” tuż po zakończeniu podróży George’a W. Busha po Europie i unijnym szczycie w Göteborgu. Ashdown nie miał wątpliwości – i nie był odosobniony w tej ocenie nad Tamizą – że oba wydarzenia ujawniły niezborny charakter poszukiwania własnego „planu gry” przez Unię Europejską. A to oczywiście, by strawestować cytowanego klasyka, niesie ryzyko stania się pionkiem w grze, prowadzonej przez nową administrację USA – albo co gorsza jej ofiarą...

 

 

 

 

 

 

 

KOŚCIÓŁ

 

 

Święto Apostołów Piotra i Pawła: apostołowie dzisiaj

 

Umiar w gorliwości

Z ojcami WOJCIECHEM JĘDRZEJEWSKIM OP i WACŁAWEM OSZAJCĄ SI rozmawiają Jarosław Makowski i Marek Zając

 

„TYGODNIK POWSZECHNY”: – Żyjemy w czasach tolerancji i wrażliwości na odmienność. Czy zatem katolik powinien publicznie manifestować swoją wiarę i przynależność do Kościoła, czy może przeciwnie: zamknąć się w pokoju i – jak mówi Biblia –w skrytości zanosić modlitwy do Boga?
O. WACŁAW OSZAJCA: – Jeśli chrześcijanin ceni tolerancję, to nie tylko może, ale wręcz powinien otwarcie głosić swoje przekonania. Nie ma tolerancji bez posiadania własnych przekonań – religijnych, politycznych czy ekonomicznych. Z drugiej strony nie wolno myśleć, że dysponuje się prawdą absolutną. Do prawdy można jedynie dążyć i zawsze posiada się ją w sposób ograniczony. I rzecz najważniejsza: tolerancja nie zakłada wcale obojętności, lecz prowokuje do pogłębiania własnej tożsamości, także religijnej.
O. WOJCIECH JĘDRZEJEWSKI: – To, że katolik winien publicznie manifestować swoje przekonania i głosić Ewangelię, nawet w dobie tolerancji prawie absolutnej, nie ulega żadnej wątpliwości. Pytanie dotyczy natomiast sposobu głoszenia Dobrej Nowiny. Ewangeliczna Prawda, przekazana człowiekowi „na ucho”, ma być głoszona „na dachach”, co jednak nie oznacza ideologicznego wykrzyczenia jej przeciwko komuś. Bóg chce, by zanosić Jego przesłanie innym, i ufa nam, że będziemy czynić to dobrze. Dlatego katolik nie może sobie pozwolić na brak pokory w dzieleniu się prawdą. A pokorne apostolstwo to przede wszystkim dawanie świadectwa.

 

 

 

 

 

 

 

 

Spór o dopuszczalność kary śmierci

 

Prawo miecza

Ks. Tadeusz Ślipko

 

Głoszoną przez Kościół dopuszczalność kary śmierci należy uznać za „prawdę ostatecznie pewną”, a wypowiedzi Jana Pawła II na ten temat można zakwalifkować do kategorii nauk zmiennych, sytuacyjnie uwarunkowanych odpowiednio do kulturowych układów społecznych.

 

 

 

 

Wolno czy nie wolno zabić?

Artur Sporniak

 

Spieranie się w ważnych sprawach zwykle jest rzeczą pożyteczną. Jak słusznie zauważa ks. prof. Tadeusz Ślipko, spór daje możliwość doprecyzowania poglądów, zobaczenia rzeczywistości z różnych stron. Jednak w sporze wywołanym książką „Kara śmierci z teologicznego i filozoficznego punktu widzenia” dostrzegam coś niepokojącego. Ta sama Ewangelia, ten sam katolicki Kościół, wrażliwość na dobro i niezgoda na zło, a mimo to przeciwne odpowiedzi na pytanie: wolno czy nie wolno zabić?

 

 

 

 

 

 

 

KULTURA

 

 

O malarstwie Teresy Pągowskiej

 

Autoportret nastroju

Agnieszka Sabor

 

Teresa Pągowska uhonorowana została w roku 2000 Nagrodą im. Jana Cybisa, przyznaną jej za dorobek twórczy i działalność pedagogiczną. Z tej okazji warszawska Galeria Domu Artysty Plastyka zaprezentowała twórczość malarki z ostatnich pięciu lat.

 

Najpierw pojawia się zdziwienie. Więc można mówić o świecie bardzo intymnie, ale bez niepotrzebnego ekshibicjonizmu? Tak zdyscyplinować uczucia, aby pokazać je w kilku plamach, nie tracąc przy tym nic z ruchliwości i siły każdej emocji? Połączyć dojrzały umiar i powściągliwość z dziecięcą otwartością i zabawą? W kilku kolorach zawrzeć nieprzebraną barwność rzeczywistości? Z wielości mądrze wybierać najważniejszą pojedynczość?

 

 

 

 

 

 

Muślin i twardość

Z JACKIEM SEMPOLIŃSKIM, malarzem, o wystawie Teresy Pągowskiej rozmawia Bogusław Deptuła

 

BOGUSŁAW DEPTUŁA: – Co sądzisz o najnowszej wystawie Teresy Pągowskiej?
JACEK SEMPOLIŃSKI: – Podobała mi się. Dość dawno nie oglądałem jej obrazów. W tych, które zobaczyłem, zaskoczyła mnie lekka odmiana w stosunku do tego, co widziałem przed laty. Jej prace zawsze były bardzo ładne, żywo malowane. W moim pokoleniu były dwie kobiety, które zdecydowanie wybiły się jako malarki – Barbara Jonscher i Teresa Pągowska. Trzecia, Teresa Mellerowicz, zbyt wcześnie się wycofała. Obie, choć różne, miały podobną właściwość: szły za spontanicznym impulsem, spontanicznym doznaniem rzeczywistości. Teresa robi to nadal, z tym, że przedtem układała tę rzeczywistość w jakieś inscenizacje obrazowe. A ostatnio odchodzi od inscenizacji i komplikacji kompozycyjnej na rzecz większej intensyfikacji samego życia zawartego w obrazach. Nazwałbym to ontologizacją. Przedtem była teatralizacja, teraz jest ontologizacja. Mnie się to bardziej podoba, bliższe jest temu, co lubię.

 

 

 

 

 

 

38. Theatertreffen Berlin, 1-24 maja 2001

 

Teatr to muzyka

Piotr Gruszczyński z Berlina

 

Wyjazd do Niemiec na teatralne poszukiwania bywa jak zaczerpnięcie świeżego powietrza. Teatr niemiecki poraża siłą i bezkompromisowością, umiejętnością mówienia bez artystycznych ustępstw. Zachwyca nawiązaniem kontaktu z publicznością. Budzi zazdrość ważnością miejsca, które zajmuje w życiu społecznym, kulturalnym, politycznym, intelektualnym Niemiec. Każdy wyjazd jest więc także próbą podpatrzenia, jak oni to robią.

 To teatr zupełnie inny od polskiego, choć niektórzy krytycy zarzucają młodym polskim reżyserom naśladownictwo. Na przykład strona muzyczna, a właściwie muzyczność wrośnięta najgłębiej w tkankę przedstawień, jest częścią ducha niemieckiego teatru – być może daleką konsekwencją odkrycia Nietzschego, że tragedia narodziła się z ducha muzyki.

 

 

 

 

 

 

O poezji Jamesa Merrilla

 

„Spojrzenie w dół”

Magda Heydel

 

Tomik wierszy Jamesa Merrilla w przekładach Stanisława Barańczaka nietrudno przeoczyć na zatłoczonych księgarskich półkach, szczególnie że nazwisko poety (sprawdzałam za pomocą zupełnie niefachowego testu na dowolnie wybranej próbce czytającej opinii społecznej) niewiele polskim odbiorcom poezji mówi. Nietrudno też więc się nie zorientować, jak znakomitego pisarza się nie zauważa. 

 

 

 

 

 

 

 

Artysta powszechny

Grzegorz Turnau

 

Cytaty z Szekspira skutecznie pacyfikują agresywnych pijaków, bo cytujący robi na nich wrażenie bardziej pomieszanego niż oni sami” – twierdzi Sting we wprowadzeniu do albumu „Nothing like the sun”, puentując stosowną anegdotkę. Mam nadzieję, że cytat oddali ode mnie gniew wybitnych polskich stingologów; mam do Stinga stosunek liryczny, nie zaś profesjonalny, i nie chcę na nikim robić żadnego wrażenia w związku z jego niedawnym występem w Warszawie. Pragnę tylko umieścić na szacownych łamach kilka osobistych uwag, jako że koncert widziałem i sądzę, że Sting jest Artystą Powszechnym.

 

 

 

 

 

 

 

FELIETONY

 

 

Votum separatum

 

Rozmowa z proboszczem

Józefa Hennelowa

 

Biblioteka „Więzi” wydała niedawno książkę proboszcza z Podkowy Leśnej, ks. Leszka Slipka, o którego pracy pisaliśmy także w „Tygodniku” (Anna Mateja, „Piszę listy do moich parafian”, nr 14/2001). Książka nosi tytuł „Parafia, jakiej pragnę” i jest zbiorem rozważań zarówno religijnych jak, rzec by można, roboczych: jak z prawd wiary i nauki o Kościele „szeregowy” proboszcz wyprowadza wnioski duszpasterskie, aż do najbardziej praktycznych, dotyczących np. form pomocy charytatywnej czy przygotowania do kolejnych sakramentów. Czytałam „Parafię” niedługo po otrzymaniu zacytowanego listu i myślałam sobie w trakcie lektury, że tak właśnie powinien nazywać się cały kontakt proboszcza i parafian: parafia, jakiej pragniemy, ja proboszcz i wy owieczki, my parafianie i ksiądz proboszcz. WIĘCEJ

 

 

 

 

 

 

Pali się moja panno

Michał Komar

 

„Siedzę na fotelu dentystycznym z kurczowo zaciśniętymi powiekami, słysząc zaś zbliżający się wizg wiertła, które już za chwilę zagłębi się w mój zbolały ząb, wizg straszny, demoniczny, przeszywający serce, duszę, wątrobę zgoła, kieruję swe myśli ku sprawom pogodniejszym. Kieruję je mianowicie ku pięciu członkom zarządu Ochotniczej Straży Pożarnej we wsi S. Wedle rzecznika policji ta dzielna piątka inspirowała podpalenia stodół, szop i tym podobnych zabudowań, aby uświadomić miejscowej ludności, jak nędznym sprzętem dysponuje oddział Ochotniczej Straży Pożarnej.

 

 

 

 

 

 

O wszystkim

Idąc ku Sekwanie

Andrzej Dobosz

 

W Paryżu, gdzie już tak często trafiam na granice Europy, albo nawet zdaje mi się, że je przekraczam, gdzie niekiedy na całej długiej ulicy można co najwyżej kupić francuską gazetę lub markę pocztową, podczas mojej codziennej drogi do księgarni mam poczucie, że przechodzę przez jedną z nie tak już licznych, prawdziwie francuskich części miasta.

 

 

 

 

 

 

Nie ma podatków bez uczestnictwa

Marcin Król

 

„No taxation without representation” – w rezultacie tego hasła powstały niepodległe Stany Zjednoczone. Spory o podatki miały w dziejach świata zaskakująco poważne i czasem nawet brutalne konsekwencje. Dlatego też projekty nowej ustawy podatkowej, rzekomo prowadzącej do samodzielności samorządu lokalnego, muszą budzić wielkie zainteresowanie i równie duży niepokój. Zainteresowanie, gdyż teoretycznie jest to najlepszy sposób na to, by obywatele zaczęli się ciekawić tym, co się wokół nich dzieje, skoro dzieje się to za ich pieniądze, które nie idą do centrali i nie wracają w formie dotacji, ale są bezpośrednio rozdzielane przez lokalne władze.

 

Jeżeli nie chcemy rewolty spowodowanej podatkami, postępujmy do przodu, ale rozważnie i ostrożnie, oraz niech ustawodawcy dokładnie wyjaśniają podatnikom, co mają zamiar zrobić z ich pieniędzmi.

 

 

 

 

 

 

 

 

Dwanaście koszy ułomków

 

Przerost liści
  Ks. Stanisław Musiał, SJ 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 26, 30 czerwca 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl