Votum separatum

Rozmowa z proboszczem

JÓZEFA HENNELOWA

 

„T o jest tak – pisze Czytelniczka – że zwykli ludzie, poczuwający się do odpowiedzialności za nasz Kościół pewnie w nie mniejszym stopniu niż duchowni, nie mają właściwie sposobu uczestniczenia w tej odpowiedzialności. Gdy zaś na te tematy mówić próbują, to jeżeli nawet wysłuchiwani są uprzejmie, nie sądzę, by ich zdanie było brane pod uwagę. Jestem starą kobietą i szeregową katoliczką z przeciętnej tuzinkowej parafii. W jakiś sposób czuję się przedstawicielką szarych ludzi, których nikt nie słucha. Kiedy dzieci nasze chodziły do szkoły, problemem był poziom katechezy, potem posługa duszpasterska w różnych dziedzinach, i tak do dzisiaj. Odpowiedzialność za Kościół to dokładnie to samo, co odpowiedzialność za rodzinę. Więc działanie, ale poprzedzone oceną sytuacji. I o tej sytuacji chciałoby się rozmawiać...”
Biblioteka „Więzi” wydała niedawno książkę proboszcza z Podkowy Leśnej, ks. Leszka Slipka, o którego pracy pisaliśmy także w „Tygodniku” (Anna Mateja, „Piszę listy do moich parafian”, nr 14/2001). Książka nosi tytuł „Parafia, jakiej pragnę” i jest zbiorem rozważań zarówno religijnych jak, rzec by można, roboczych: jak z prawd wiary i nauki o Kościele „szeregowy” proboszcz wyprowadza wnioski duszpasterskie, aż do najbardziej praktycznych, dotyczących np. form pomocy charytatywnej czy przygotowania do kolejnych sakramentów. Czytałam „Parafię” niedługo po otrzymaniu zacytowanego listu i myślałam sobie w trakcie lektury, że tak właśnie powinien nazywać się cały kontakt proboszcza i parafian: parafia, jakiej pragniemy, ja proboszcz i wy owieczki, my parafianie i ksiądz proboszcz. Rozwiązania praktyczne będą najróżniejsze, wcale niekoniecznie takie jak w Podkowie Leśnej, ale punkt wyjścia zawsze ten sam: parafia, jakiej pragniemy. Bo jeśli to jest utopia, jeżeli proboszcza przygniata rzeczywistość tak mocno, że pragnienia czy marzenia odłożył do lamusa, albo jeśli parafianom nawet nie przyjdzie na myśl czegokolwiek pragnąć poza minimum „obsługi” sakramentalnej udzielonej w sposób jak najbardziej rutynowy – to nie ma mowy o żadnej współodpowiedzialności. Nie tylko nie będzie do zrealizowania – będzie niepotrzebna – parafianom, bo im do głowy nie przyszła, proboszczowi, bo tylko i wyłącznie sam zgadza się (chce?) ją dźwigać.
Ksiądz proboszcz w Podkowie Leśnej „pisze listy do swoich parafian”, by kontakt zintensyfikować. Ale i listy przecież mogą stać się monologiem, jeśli nie będzie zaproszenia do odpowiedzi. W książce ks. Slipka mamy także listy parafian, mamy wiele ech reakcji na zaproszenie do odpowiedzialności. W mojej własnej parafii przed laty najowocniejszą formą były rozmowy podczas otwartych comiesięcznych zebrań – to był bowiem czas, kiedy np. o gazetkach parafialnych nawet śnić nie było wolno. Dziś wszystkie formy kontaktu stoją otworem i nie w braku możliwości problem, tylko w przekonaniu, że aby parafianie poczuli się odpowiedzialni za wspólnotę Kościoła, muszą mieć w niej udział. Wieloraki. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że Episkopat polski zdecydował wprowadzić diakonat – posługę świeckich w zakresie niektórych sakramentów i nauczania. Chciałoby się zawołać: nareszcie! Ale radość z tej wiadomości ostudziła nieco opinia jednego z księży biskupów, iż diakonat w Polsce „na razie nie bardzo jest potrzebny”. A więc nieprędko będzie? A jeśli, to rzecz jasna ograniczony do mężczyzn. Moja korespondentka dalej nie doczeka się wysłuchania?

Józefa Hennelowa




 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl