Jan Paweł II w Kijowie i Lwowie

Nie ma innej Ukrainy...

KS. ADAM BONIECKI ze Lwowa

 

Papież, ledwo wysiadł z samolotu, ledwo ucałował ukraińską ziemię i wysłuchał powitalnego przemówienia prezydenta, zapewnił prawosławnych, że „nie przybywa w duchu prozelityzmu, ale jako pielgrzym pokoju i braterstwa” oraz wypowiedział słowa przeproszenia: „w pokorze przed wspólnym Panem uznajemy nasze winy. Prosząc o wybaczenie nam popełnionych w dawnej i niedawnej przeszłości błędów zapewniamy o naszej woli przebaczenia doznanych krzywd. Z serca płynie najgorętsze pragnienie, by błędy przeszłości nie powtórzyły się w przyszłości”.

Sobota dżdżysta i chłodna. Od rana w różnych punktach Lwowa gigantyczne korki. To papamobil z policyjną eskortą i kolumna samochodów z papieskim orszakiem. Był też (podobno, bo nie widziałem) zamach: strzały, akcja policji i ujęcie zamachowca, zresztą dopiero po zamachu. Ojciec Święty jeszcze nawet nie wyruszył w drogę, ale policja przygotowuje się do tego, co będzie tu od poniedziałku. Nie tylko policja. W księgarniach biografia Papieża, jego poezje, plan Lwowa z jego wizerunkiem, jakiś album. W wielu miejscach miasta dyskretne afisze: Jan Paweł II na tle Lwowa i dobrze dobrany, krótki papieski tekst. Tu i ówdzie napisy powitalne. Tymczasem jednak miasto się przygotowuje na przyjęcie gości, którzy się zapowiedzieli: z Ukrainy, z Polski, z innych krajów. Spotkałem starszego pana, Polaka, który z Ameryki przyleciał tu po raz pierwszy po przeszło pięćdziesięciu latach. Od wielu miesięcy trwa wysiłek, by wizyta była dobrze przygotowana. Chcą dobrze wypaść w oczach świata, który przez kilka dni skieruje wzrok na Ukrainę. 
Dzień przylotu Papieża do Kijowa. Na pierwszych stronach wszystkich gazet zdjęcia Ojca Świętego i artykuły powitalne. Dziewczynę w kiosku proszę o gazetę z artykułem negatywnym. Lekko zdziwiona po namyśle odpowiada, że takich nie ma i daje mi wczorajszy numer „Postupa” z opisem kijowskiej demonstracji. Pod nim tekst Myrosława Marinowicza, dyrektora Instytutu Religioznawstwa w Akademii Teologicznej, oceniający dość sceptycznie spontaniczność tych manifestacji i zachęta, by w nich nie brać udziału. Dziennikarka radiowa pyta jedną z manifestantek o motywy sprzeciwu. Jestem przeciw – odpowiada kobieta – bowiem Rimskij Papa przyjeżdża, by Ukrainę sprzedać Amerykanom. Dominuje życzliwość i nadzieja. Oczekiwanie (według badań), że papieska wizyta pomoże Ukrainie w europejskiej integracji, że przyniesie ożywienie praktyk religijnych, że ożywi duchowość społeczeństwa i (zaledwie 1% pytanych), że wpłynie na poprawę stosunków między Cerkwią prawosławną i Kościołem katolickim.
Oczywiście problem ekumeniczny jawi się jako największe wyzwanie tej podróży. Jest to trzecia po Rumunii (1999) i Grecji (maj 2001) podróż do kraju o tradycji i większości prawosławnej. Rumunia zapisała się w pamięci krzykiem tłumu na zakończenie liturgii: „unitate, unitate” – jedność, jedność. Grecja oklaskami patriarchy Christodoulosa po wypowiedzi Papieża, wspólną modlitwą i wspólną deklaracją, przełamaniem wielowiekowych uprzedzeń. Teraz Ukraina – kraj o tradycji prawosławnej, gdzie żyje największy Wschodni Kościół Katolicki w świecie – licząca 5,5 milionów wiernych Ukraińska Cerkiew Greckokatolicka. Kraj, w którym istnieje i rozwija się 807 wspólnot obrządku łacińskiego, gdzie się odradza, kiedyś bardzo tu znaczący, Katolicki Kościół Ormiański, niegdyś ze stolicą arcybiskupią we Lwowie.
Kolejnym wielkim problemem Ukrainy, już nie religijnym, jest dobre wyartykułowanie tego, na czym polega ukraińska tożsamość narodowa. Papież w ciągu spotkań pierwszego dnia kilkakrotnie do tego nawiązał. Przypominał, co w tradycji tego społeczeństwa było najwartościowsze: „ten kraj – mówił – był kolebką chrześcijańskiej cywilizacji i ojczyzną pokojowego współżycia różnych narodowości i religii (...) skrzyżowaniem dróg między Wschodem i Zachodem Europy, miejscem spotkania wielkich tradycji chrześcijańskich: bizantyńskiej i łacińskiej” (spotkanie ze światem polityki i kultury). Mówiąc do polityków nie wspominał o aktualnych problemach, jednak jednoznacznie wymienił trzy filary życia społecznego, którymi są: uznanie transcendencji, szacunek dla osoby ludzkiej i traktowanie władzy jako służby dobru społecznemu, zwłaszcza najsłabszym, nie jako źródła własnych korzyści.
Papież-Polak był oczekiwany z nadzieją przez Polaków. Zwłaszcza pokolenie starsze ma poczucie, że okres ich upokorzeń się nie skończył. Nawet Kościół – jak mówią – ich zawiódł. Trudno im się pogodzić z ukrainizacją liturgii łacińskiej. Mówią: jak to, myśmy przechowali wiarę i język w czasach prześladowań, a dziś mamy się modlić po ukraińsku? Papież, jakby w odpowiedzi, zdaje się nawiązywać – nie wprost, oczywiście – do tradycji Rzeczpospolitej wielu narodów. Dzisiaj nie w Polsce, ale właśnie tutaj obok siebie żyją Ukraińcy, Polacy, Litwini, Żydzi i Rosjanie. „Zachęcam was do wytrwania w wysiłku (...) zmierzającym do zapewnienia pełnego szacunku dla mniejszości narodowych i religijnych. Polityka mądrej tolerancji wzbudzi sympatię i szacunek dla narodu ukraińskiego i zapewni mu szczególne miejsce w rodzinie narodów Europy” (tamże).
Jak to przełożyć na język praktyki? Może, jak w innych krajach, powstaną tu duszpasterskie struktury mniejszości narodowych, także mniejszości polskiej? Trudno lekceważyć cierpienia tych, którzy wierność ojczystej tradycji i językowi drogo opłacili. Z drugiej strony utożsamianie Kościoła rytu łacińskiego z Polską jest coraz bardziej anachroniczne i coraz mniej odpowiada rzeczywistości.
Msza św. na lotnisku w Boryspolu celebrowana w deszczową niedzielę przez Papieża, sprawowana była w języku ukraińskim (z wyjątkiem modlitwy eucharystycznej) z liturgicznych ksiąg, które mieli w rękach także koncelebransi. Zostało to odczytane jako znak długo wyczekiwanego zatwierdzenia ukraińskich tekstów liturgicznych.


W tej podróży wciąż powraca motyw minionych cierpień: głodu lat trzydziestych, wojny 1941-45, sowieckiej dyktatury, łamania praw człowieka, deportacji, więzień i prześladowań za wiarę. Jednak ludzie nade wszystko oczekują od Papieża podtrzymania nadziei. Dla większości mieszkańców Ukrainy zmiany polityczne nie przyniosły zmiany losu na lepsze. Czekają więc: może Papież, może jego wizyta obudzą na nowo zapał i nadzieję, które w trudnym procesie wątpliwych do tej pory przemian, gasną?
Jak będzie, trudno przewidzieć. Zwięzłe przemówienia papieskie są pełne treści. I bije z nich nadzieja. Papież stara się uświadomić Ukraińcom, jak daleko zaszli, jak ważne jest to, co już się wydarzyło i wskazać kierunek, w którym powinni podążać. Papież mówi Ukraińcom o ich „europejskim powołaniu”, wynikającym m.in. z korzeni chrześcijańskich. Odwołuje się do ich dumy narodowej. Za Tarasem Szewczenką woła:„Nie ma innej Ukrainy na świecie, nie ma innego Dniepru” i dodaje: „ludu, który te ziemię zamieszkujesz, o tym nie zapomnij.”

Ks. ADAM BONIECKI

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl