Nr 25, 24 czerwca 2001

 

On-line: Obraz tygodniaKronika religijnaKomentarze  Medytacja BiblijnaLiturgiczne czytania tygodnia

 


 

Lekcja „Wielkiego Brata” – Bartłomiej Dobroczyński,
 Wiesław Godzic

 

Epoka „normalsów”

Wiesław Godzic

 

O programie „Wielki Brat” wypowiedzieli się zapewne wszyscy, którzy zwykle się wypowiadają; ci, którzy powinni to zrobić; a także ci, bez głosu których przeciętny Polak nie wiedziałby, co myśleć o tym fenomenie. Rozsądnemu człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak zamilczeć i zająć się własnym ogródkiem. Jeśli decyduję się zabrać głos w tej ekscytującej wszystkich sprawie, robię to wyłącznie dlatego, że zauważyłem niepokojącą zgodność w większości wypowiedzi. WIĘCEJ

 

 

 

Dorosłe dzieci Wielkiego Brata

Bartłomiej Dobroczyński

 

Z góry uprzedzam, że mam zamiar pisać o programie „Big Brother” (BB) raczej przewrotnie niż poważnie. Wystarczy już tego nieustannego bicia piany, które tylko napędza tę – i tak dość dobrze rozkręconą – maszynę do robienia pieniędzy. WIĘCEJ

 

 

 

 

 

Dwa światy (mediów)

Juliusz Braun

 

Miarą wolności stała się wolność „dokopania”. Najlepiej dokopać władzy, bo to budzi największy aplauz, a poza tym stanowi dowód, że media są wolne. Od 1990 roku czytelnicy gazet, a zwłaszcza telewidzowie dowiadywali się systematycznie, że krajem rządzą ludzie niekompetentni i nieuczciwi. Telewizyjnym przebojem dziesięciolecia stał się program „Sprawa dla reportera”, ogniskujący jak w soczewce taki właśnie sposób widzenia spraw polskich. Nikt – a władze telewizji zmieniały się wielokrotnie – nie potrafił wykreować atrakcyjnego programu pokazującego, że demokracja to jednak coś znacznie lepszego niż brak demokracji. WIĘCEJ

 

 

 

 

 

 

 

KRAJ I ŚWIAT

 

 

Czy Polskę czeka system partii dominującej?

 

Na pograniczu demokracji 

Marek Bankowicz

 

Jeśli potwierdzą się sondaże przewidujące zdecydowane zwycięstwo SLD, od jesieni możemy mieć do czynienia z systemem jednej partii dominującej. Warto więc przypomnieć przykłady podobnego modelu rządów z historii XX wieku – oraz zastanowić się, co w politycznej praktyce może oznaczać taka sytuacja, do tej pory w Polsce nieznana. 

 

Jako przykład mogą posłużyć meksykańska Partia Rewolucyjno-Instytucjonalna (PRI), japońska Partia Liberalno-Demokratyczna albo Indyjski Kongres Narodowy.

 

 

 

 

 

 

 

Karta Praw bez człowieka 

Roman Kuźniar

 

Szczyt Unii Europejskiej w Göteborgu w minioną sobotę był etapem, przygotowującym planowaną na 2004 rok konferencję międzyrządową UE, kiedy to przyjęte mają być rozstrzygnięcia kluczowe dla kształtu rozszerzonej Unii. Jednym z najważniejszych tematów jest unijna Karta Praw Podstawowych. Wedle wielu ma ona być częścią przyszłej konstytucji europejskiej. Tymczasem niektóre jej zapisy budzą spore kontrowersje.

 

Karta nie ma prawnie wiążącego charakteru, trudno więc jednoznacznie przewidzieć, jaki wpływ będzie wywierać na legislację i praktykę praw człowieka instytucji Wspólnot, Unii i państw członkowskich. Można założyć, że raczej będzie sprzyjać pogłębianiu wspomnianej tendencji w jej złych i dobrych stronach oraz torować drogę wynikającym z niej standardom. 
W ramach tzw. procesu ponicejskiego musimy być przygotowani do dyskusji nad przyszłym statusem Karty. Możliwe są trzy scenariusze: albo jej status pozostanie bez zmian (mało prawdopodobne), albo stanie się ona traktatem, czyli dokumentem wiążącym w sensie prawnomiędzynarodowym lub wreszcie stanie się częścią ewentualnej konstytucji europejskiej. Ostateczne rozstrzygnięcie powinno zapaść na konferencji międzyrządowej „2004”. Realizacja drugiej lub trzeciej opcji będzie wymagać ponownej pracy nad tekstem i zmiany wątpliwych sformułowań. Już z udziałem Polski.



 

 

 

 

 

HISTORIA

 

 

60 lat temu starły się dwa totalitaryzmy

 

Mniejsze zło w historii

Jerzy Holzer

 

Nowy etap II wojny światowej, który rozpoczął się 22 czerwca 1941 roku atakiem narodowosocjalistycznych Niemiec na komunistyczny ZSRR, niósł ze sobą różne konsekwencje – nie tylko dla przebiegu samych zmagań wojennych, ale również dla sytuacji międzynarodowej i podziałów ideologicznych po roku 1945. Czy sytuacja ta była w ogóle do uniknięcia?

 

Konsekwencją 22 czerwca 1941 stało się zafałszowanie ideologii antyniemieckiej koalicji: w krajach anglosaskich nobilitowano sowiecką dyktaturę jako „formę demokracji”
i „obrończynię wolności”.

 

 

 

 

 

REPORTAŻ

 

 

Białoruś w świetle

Artur Pałyga

 

Biały Mech położony jest w środku świata. Od zachodu są lasy, a gdzieś daleko, za lasami leży Paryż – tam mieszkają mężczyźni, którzy chcieli kupić motocykl Igora. Od wschodu są pola, a hen za nimi rosyjska stacja telewizyjna, której przekazy w szczątkowej postaci docierają do Białego Mchu. Wieś przecięta jest korytem rzecznym. Wiosną i jesienią spływa nim deszczówka i zbiera się muł. Przejście na drugą stronę, do sklepu spożywczego jest wówczas niemożliwe. Trzeba robić kładki.
Dom jest, rzecz jasna, drewniany. Przed domem ławeczka, łaciata koza z koźlątkiem. Pies w budzie. Staruszka – malutka, zgarbiona, w kolorowej chuście – idzie do zwierząt. Na płocie suszą się garnki i gumowce. 
Jurij prosił, żebyśmy przyjechali nagrać pieśni białoruskie, jakie śpiewano w Białym Mchu od nie wiadomo ilu pokoleń i, być może, te dwie staruszki (bo trzecia umarła niedługo przed naszym przyjazdem) zamkną ten koncert. Czekamy na drugą staruszkę. 

 

Ludzi w Białym Mchu i w Mścisławiu coraz mniej. Dużo umiera, mało się rodzi, wielu wyjeżdża i nigdy nie wraca.
Skrzypi furtka. Wchodzi druga staruszka, w odświętnej chustce. Przyszła śpiewać do magnetofonu. Siadają we dwie. – Ech, kiedyś to się śpiewało – wzdycha Fiodor. – Prądu nie było, telewizji nie było. Tylkośmy pieśni śpiewali – zadumał się. Teraz nikt już nie pamięta z wyjątkiem tych dwóch staruszek w kolorowych chustkach. – Coraz ciszej śpiewają – szepcze Ewa, która nagrywa. – Musimy kończyć.
Zawsze ta sama zaczyna, a druga podąża za nią. Melodie łagodne, rzewne, wznoszące się i szerokie. 
Ich głos wypełnia izbę. Wszyscy zastygli w ciszy, żeby nie zakłócić, żeby zachować. Żeby utrwalić, coś, co jutro już, być może, nieodwracalnie... 

 

 

 

 

 

KOŚCIÓŁ

 

 

Kościół wobec seksualnego wykorzystywania dzieci

 

Grzech publicznego zgorszenia

Z ks. bp TADEUSZ PIERONKIEM
  rozmawia Jarosław Makowski

 

Jakże „bez końca”? – zapytać można. Przecie Jan Błoński zakończył właśnie dzieło swego życia: monografię o Witkacym! A jednak to dzieło życia zdaje się być Całością i Częścią na raz, ujęciem to niekiedy definitywnym, to znowu otwierającym dalsze perspektywy lektury, stawiającym pytania, pozostawiającym sobie niektóre wątki i dzieła jak gdyby na później, do ponownego rozpatrzenia. WIĘCEJ

 

 

 

 

Jeśli problem istnieje

Ks. Adam Boniecki

 

Przed koniecznością instytucjonalnego rozwiązania problemu przypadków pedofilii (i innych przestępstw seksualnych) duchownych Kościół Stanów Zjednoczonych stanął już co najmniej kilkanaście lat temu. Procesom, wytaczanym w związku z rzeczywistymi lub rzekomymi nadużyciami sprzed wielu lat nadawano wielki rozgłos, który fatalnie wpływał na społeczny obraz księdza, a wypłatą astronomicznych odszkodowań obciążano diecezje lub, w przypadku zakonników, zgromadzenia zakonne. Wyłoniła się grupa adwokatów wyspecjalizowanych w dochodzeniu tego rodzaju odszkodowań, a media każdej z tych spraw nadawały rozgłos znacznie większy niż w przypadkach innych kategorii oskarżonych, np. nauczycieli.

 

 

 

 

Klęska

Jacek Kubiak z Francji

 

Problem księży molestujących seksualnie nieletnich jest jednym z najbardziej bolesnych problemów francuskiego Kościoła. Episkopat przerwał zmowę milczenia, gdy w październiku zeszłego roku biskupi przedyskutowali w Lourdes wyniki raportu sporządzonego na prośbę prymasa, kard. Louis-Marie Billé. Kościół katolicki nie ma monopolu na tego rodzaju afery, ale, jak twierdzi kard. Bille: ,,Właśnie Kościół jest szczególnie odpowiedzialny wobec dzieci-ofiar czynów lubieżnych i ich rodzin, które utraciły zaufanie do Kościoła. Jest również odpowiedzialny za księży, którzy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji”.

 

 

 

 

Kultura czujności

Tadeusz Jagodziński z Wielkiej Brytanii

 

Głośne skandale z ostatnich lat dotyczące zarzutów o molestowanie nieletnich przez duchownych katolickich (w Anglii i Walii od 1995 roku skazano za tego typu przestępstwa ok. 20 księży, a przeciwko dalszym 60 toczyły się śledztwa) zaowocowały powołaniem specjalnej komisji, która latem przyszłego roku ma przedstawić biskupom swój ostateczny raport. Oczekuje się także, że Komisja kierowana przez lorda Nolana (tego samego, któremu rząd Johna Majora zlecił zreformowanie przepisów parlamentarnych, gdy w Izbie Gmin zaczęła szerzyć się praktyka ,,kupowania” interpelacji poselskich…) przygotuje propozycje zmian w Wytycznych Kościoła n/t Ochrony Dzieci i Młodzieży. Dotychczasowe Wytyczne obowiązywały od roku 1994, ale w dość powszechnej ocenie okazały się niewystarczające, szczególnie, że wiedza na temat wykrywania tego typu przestępstw oraz zapobiegania im wyraźnie się rozwinęła w ostatnim dziesięcioleciu (w świecie anglosaskim bardzo instruujące były także przypadki ze szkół czy internatów prowadzonych przez zakonników w Irlandii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie).

 

 

 

 

 

 

 

Moskwa a Kijów – w ostatnich czterech wiekach

 

Historia utraty niezależności

Włodzimierz Mokry

 

Narastające protesty prawosławia rosyjskiego przeciwko wizycie Papieża na Ukrainie mają głębsze podłoże niż tylko doraźne lęki przed ekspansją katolicyzmu na Wschód. Od wieków stosunek państwowych i cerkiewnych władz moskiewskich do ukraińskiej Cerkwi prawosławnej i unickiej był ekspansywno-zaborczy, nacechowany wrogością i potęgowany kompleksem niższości wobec starego Kijowa – kolebki chrześcijaństwa w tej części Europy.

 

Wbrew zapewnieniom o zagwarantowaniu prawa do wolnego drukowania ksiąg w metropolii kijowskiej, podczas przekazywania jej pod władzę patriarchy moskiewskiego Moskwa wprowadziła cenzurę wydawnictw cerkiewnych. 
Zabraniała też korzystania z wielu wydrukowanych wcześniej dzieł.

 

Dziś, gdy obie Cerkwie ukraińskie: greckokatolicka i prawosławna, odradzają się już w wolnej Ukrainie, stosunek państwowych i cerkiewnych władz moskiewskich do ukraińskiej Cerkwi prawosławnej i unickiej w wiekach XVII – XX powinien stać się przedmiotem badań i ocen nie tylko uczonych ukraińskich czy polskich, lecz przede wszystkim historyków rosyjskich, dla dobra samej Rosji i jej stosunków z Ukrainą i Europą.

 

 

 

 

 

 

 

KULTURA

 

 

Prywatna mitologia Zbigniewa Herberta 

Jacek Łukasiewicz

 

„Król mrówek” to nie są satyryczne alegorie z prostymi aktualnymi morałami; są to fragmenty mitologii – ogromnie powikłanej historii o bogach i ludziach.

Wyniki tyskich badań – gdzie aż 67 proc. nie zna pojęcia „społeczeństwo obywatelskie” – uzmysławiają, że często pojęcia szeroko eksploatowane są dla społeczeństwa nieczytelne.

 To bardzo piękna książka. Krynicki nazwał ją „najbardziej osobistym może dziełem” Herberta. Można mu przyznać rację. Życie poety odbija się tu jakby wielokrotnie w mitologicznych lustrach, a on z tych odbić wybiera te właściwe, aby z nich skonstruować obraz swojej duszy. Obraz rzeczywisty, świadomie i odpowiedzialnie zrobiony, a nie – jak pisał w „Endymionie” – spreparowany przez psychoanalityków „łachman podświadomości”. Sam otworzył przecież tę książkę czterowierszem nie będącym bezpośrednim lirycznym wyznaniem, lecz epigramatem o Dionizosie i to w dodatku Dionizosie przedstawionym na czarnofigurowej czarze garncarza Eksekiasa.

Dokąd płynie Dionizos przez morze czerwone jak wino
ku jakim wyspom wędruje pod żaglem winorośli
śpi i nic nie wie więc my także nie wiemy
dokąd płynie z prądami bukowa łódź lotna


Dobra to łódź bukowa, „białoskrzydła morska pławaczka”, wzięta z pieśni z chóru „Odprawy posłów greckich”, pisanej „w kamieniu rzymskim duktem pisma bardzo jasnym i bardzo spokojnym, a są w nim wszystkie odgłosy tej ziemi” – jak czytamy we wstępie Herberta do jego wieczoru poetyckiego w maju 1998 roku, niedługo przed śmiercią. Nie jest tu nic powiedziane wprost, ale nawiązania są wyraźne i wiadomo, że tej łodzi bukowej można się powierzyć.

 

 

 

 

 

 

Ambasador muzyki niechcianej

Antoni Beksiak

 

Malarz, malujący wymyślony „pejzaż wewnętrzny” spotyka wiejskich muzykantów i pod wpływem ich gry zmienia się tak, że zaczyna tworzyć malarstwo rodzajowe. Brzmi jak bajka? Andrzej Bieńkowski, profesor warszawskiej ASP, od 20 lat poszukuje muzyki wiejskich muzykantów. W badaniach przeskoczył naukowców i instytucje predestynowane do tej działalności – pod względem pełności i stopnia wniknięcia w dawną wiejską kulturę muzyczną.

 

 

 

 

 

 

 

Teatr

 

Czcij ojca swego

Piotr Gruszczyński

 

Najpierw był świetny film Thomasa Vinterberga „Festen”. Zrealizowany zgodnie z założeniami Dogmy, zarazem najlepszy film „dogmatyczny”, przewyższający moim zdaniem wszystkie dokonania Larsa von Triera, zwłaszcza te nieliczne pozostające z Dogmą w zgodzie. Potem „Festen” Thomasa Vinterberga i Mogensa Rukova zaistniało jako sztuka teatralna. Zastanawiałem się, czy teatr znajdzie w „Festen” coś więcej niż film. Widziałem jedno z niemieckich przedstawień, które zbyt mocno dryfowało w stronę opowieści rodzajowej i właśnie wtedy pomyślałem, że „Festen” doskonale wypadnie w teatrze Grzegorza Jarzyny. I tak się stało. Zapalna mieszanka prywatnej historii rodzinnej podniesionej do wymiaru ponadindywidualnego poprzez metaliteracką grę z „Hamletem” Szekspira zaiskrzyła. Po polsku sztuka nazywa się „Uroczystość”. Reżyser tym razem ukrył się pod pseudonimem H7.

 

 

 

 

 

 

 

Choinka z gwiazdą Dawida

Piotr Kępiński

 

Czytając tę książkę, wejdziemy na chwilę do żydowskich mieszkań przedwojennego Lwowa, spotkamy ludzi niezwykłych, podłych i zwyczajnych. Posmakujemy potraw, jakich nigdy w życiu nie jedliśmy, zobaczymy także nienawiść. Dla Milo Anstadta – Lwów jest miastem słodko-gorzkim, zupełnie innym niż to, do jakiego przyzwyczaili nas polscy kronikarze.

 

 

 

 

 

 

 

 

Z punktu widzenia dokumentu

 

Wolny człowiek

Piotr Litka

 

„ – Jest pan Żydem? 
– Tak.
– Co to oznaczało w 1944 roku?
– Po prostu wyrok śmierci. Dlatego uciekłem do lasu. Sądziłem, że moja tułaczka nigdy się nie skończy. A jednocześnie zdawałem sobie sprawę z zagrożenia, które mogło wyniknąć ze spotkania z kimś obcym. Na przykład: miejscowym rolnikiem.”
Ten krótki dialog otwiera film dokumentalny o życiu Ernö Fischa. Bohater dwuczęściowego dokumentu w reżyserii Elek Judit okazał się jedynym ocalonym przed Zagładą ze społeczności mieszkającej w niewielkim mieście – Máramaros-Sziget w Transylwanii. Obok biografii bohatera (katolicka szkoła, wychowanie w atmosferze tolerancji i fakt, że ,,wszystkie dni były do siebie podobne”) poznajemy kolejne etapy historii jego rodzinnego miasta oraz (do I wojny światowej) Austro-Węgier. Co ciekawe – w odróżnieniu od wielu innych dokumentów o Zagładzie – reżyserka filmu zastosowała interesujący pomysł przeplatania relacji biograficznej fragmentami niemych kronik oraz krótkich filmów propagandowych ,,z epoki”. I nie okazało się to jedynie efektownym pomysłem formalnym.

 

 

 

 

 

FELIETONY

 

Votum separatum

 

Tłumnie

Józefa Hennelowa

 

Zniedowierzaniem przeczytałam w ostatnim numerze mojego własnego „Tygodnika” puentę artykułu Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, telewizyjnego sprawozdawcy sejmowego, iż niewejście do przyszłego parlamentu Unii Wolności zakończy erę, gdy liczyły się „sentymentalizm i korzenie”, a rozpocznie się era „rasowych polityków”. Jeszcze raz ucieszyłam się z nazwy mojego kącika w piśmie, bo pozwala mi to wyrazić zdanie całkowicie odmienne. A także opinię, iż ta „diagnoza” wydaje mi się wyjątkowo nietrafna. WIĘCEJ

 

 

 

 

 

 

Nowe możliwości grzechu

Jacek Podsiadło

 

Nie uważam, żeby rozpoczynanie co drugiego felietonu meldunkiem z życia mojego syna było najszlachetniejszą z metod, ale jak mam napisać? Po prostu, że w niedzielę między 10 a 11 oglądałem „Disco relax”? O, nie. Syn mi włączył. Lubi, to włączył. WIĘCEJ 

 

 

 

 

 

 

Z dziennika „Mój rok 2001...”

 

Czwarte piętro bez windy

Zbigniew Mentzel

 

1. Na samym początku autobiograficznej książki zatytułowanej „Wybłagane prezenty” (Czytelnik, Warszawa 2001) Jerzy Górzański chyba nie bez drobnej złośliwości cytuje Raymonda Chandlera: „Kogo to obchodzi, jak pisarz dostał swój pierwszy rower?”. Jak na umysł, w którym zrodził się detektyw Marlowe – refleksja mało przytomna. Kogo to obchodzi, jak pisarz dostał swój pierwszy rower? Jak to kogo? Mnie, na przykład. Mnie obchodzi to jak najbardziej. Pierwszy rower. Pierwszy zegarek. Pierwsza wędka. Pierwsza futbolówka... Wielkie tematy dla pisarza.
Nie dla każdego pisarza, oczywiście.

 

 

 

 

 

 

 

Dwanaście koszy ułomków

 

Biedny czakram między wójtem i plebanem
  Ks. Stanisław Musiał SJ

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 25, 24 czerwca 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl